środa, 28 marca 2012

"Kiedy jesteś młodą dziewczyną, słuchaj ojca, kiedy zostaniesz żoną, słuchaj męża, a jako wdowa bądź posłuszna synowi."

Tytuł: "Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz"
Autor: Lisa See
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Świat Książki
Okładka: miękka

Wymiary: 12,5x20



Kiedy sięgałam po tę lekturę nie miałam najmniejszego pojęcia, cóż ona ze sobą przyniesie. Nie przypuszczałam, że pochłonie mnie bez reszty. Bardzo dobrze pamiętam moje z nią początki i fragment dotyczący krępowania stóp, który przyszło mi czytać podczas porannej podróży do pracy, a na który zupełnie nie byłam wtedy przygotowana. Byłam tak zszokowana, że chciałam przerwać czytanie. Być może nawet to zrobiłam, ale nie na długo. Opowieść ta bowiem jest niebywale fascynująca. Wszystko było dla mnie tak inne i nowe, że pochłaniam informacje na temat tej obcej nam kultury niczym spragniona wody gąbka. Byłam wprost oszołomiona i mimo tego, że przerażał mnie sposób w jaki przyszło żyć kobietom w XIX – wiecznych Chinach, czułam w tym dziwną magię. Nie potrafię tego w racjonalny sposób wyjaśnić. Poraziło mnie jednak to, jak bardzo wierne pewnym głęboko zakorzenionym  w ich kulturze wartościom były główne bohaterki. I to na przekór całej krzywdzie, zarówno fizycznej (krępowanie stóp, przemoc domowa), jak i psychicznej (jesteś nikim, jeśli nie wydasz na świat syna, musisz być bezgranicznie posłuszna swojemu mężowi i teściom itd.) jaką im wyrządzały. Z drugiej jednak strony skoro ich świat rządził się takimi, a nie innymi prawami, to jaki miały wybór? Pogodzone ze swoim losem, często starały się go jak najlepiej wypełniać, gdyż był to jedyny sposób na zyskanie szacunku i ugruntowania sobie pozycji w domu męża.

Główną bohaterkę poznajemy podczas  Dni Córki, a jej losy będziemy później śledzić  przez kolejne Dni Upinania Włosów, Dni ryżu i soli, kończąc na latach Spokojnego Siedzenia. Są to cztery etapy, które przechodzi w swoim życiu każda kobieta. Lilia ma 5 lat i nie jest jeszcze w pełni świadoma tego, co czeka ją w życiu. Wie za to tyle, że nie może liczyć na miłość matki. Każda dziewczynka jest bowiem tylko „niepotrzebną gałązką”. To synów się oczekuję, nie córki, które opuszczą dom, by służyć innej rodzinie i biada jeśli nie będą płodne rodząc kolejnych synów. Ich los jest z góry przesądzony, dlatego trzeba je do tego dobrze przygotować. Pewna stara pieśń głosi, że „Wychowanie córki i wydanie jej za mąż jest jak budowanie drogi, której mają używać inni.” Małe stopy oraz dobre wychowanie są ich jedyną szansą na dobre zamążpójście, negocjowane przez rodziców jak najwcześniej. Jedynym przywilejem jaki posiada kobieta jest związek „laotang” zawierany dobrowolnie przez dwie dziewczynki, które posiadają zgodne ze sobą 8 znaków. Przed taką szansą staje Lilia, której związek „laotang” z Kwiatem Śniegu z wyżej postawionej i szanowanej rodziny otwiera drogę do lepszego życia poprzez większe szanse na korzystne małżeństwo. Jest to związek na całe życie łączący wieczną miłością i przyjaźnią dwie kobiety, które zawsze będą mogły na sobie polegać. Symbolem tego swoistego sakramentu jest w przypadku naszych bohaterek tytułowy wachlarz, na którym w sekretnym języku kobiet -  „nu shu” zostanie spisana ich historia. Jak potoczą się losy dziewcząt już Wam nie zdradzę.

Jest to niezwykle piękna historia nie stroniąca od bólu i cierpienia, lecz na przekór wszystkiemu przepełniona też miłością i przyjaźnią. Gniew i odkupienie również mają udział w tej brutalnej wręcz rzeczywistości, którą autorka maluję nam przed oczyma pięknymi pejzażami. Myślę, że lektura poruszy i skłoni do refleksji każdego czytelnika. Z całego serca polecam!

piątek, 23 marca 2012

"To bardzo przykre być zmuszonym wierzyć innym, żeby dowiedzieć się, kim się jest."

Tytuł: "Małe zbrodnie małżeńskie"
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Liczba stron: 100
Wydawnictwo: Znak
Okładka: miękka

Wymiary: 12,4x19,5

"Najnowszy bestseller autora Oskara i pani Róży!
Kiedy widzicie kobietę i mężczyznę w urzędzie stanu cywilnego, zastanówcie się, które z nich stanie się mordercą tego związku. "Małe zbrodnie małżeńskie" to przewrotna, zabawna i pełna zaskakujących zwrotów akcji opowieść o związku dwojga kochających się niegdyś ludzi. Co zostało między nimi po 15 latach małżeństwa? Schmittowi udała się nie lada sztuka: napisał dramat, który czyta się jak najbardziej wciągającą powieść. " [Znak]

Zaczynamy lekturę i niby wszystko jest jasne. On miał wypadek. Ona przywiozła go ze szpitala do domu. Ich domu. Są małżeństwem, lecz on... tego nie pamięta. Lisa i Gilles. Tak, tak, to ich imiona. Na czym to ja skończyłam? A tak, powrót do domu. Zastanawialiście się kiedyś jak to jest opowiadać komuś o jego własnym życiu? Opisywać jego zachowania, wskazywać poszczególne cechy, w tym również wytykać wady. Mówić o jego zwyczajach, nawykach, światopoglądzie. Przywoływać wspólne wspomnienia i widzieć, jako reakcję, zdziwienie w oczach drugiej, tak w końcu bliskiej Wam osoby. "Ach, tak... Doprawdy? Ekhm..." itd itp Pytanie tylko na ile byście byli szczerzy w tym wszystkim? Czy nie kusiłoby Was dodać coś od siebie? Wykreować pewien stan, stworzyć wspomnienie lub nadać jakąś nieistniejącą cechę? Oj, Lisa miała takie zapędy. Zapytacie pewnie dlaczego? Tego już zdradzić Wam nie mogę. Powiem tylko tyle, że pamięć nie bywa wcale tak ulotna, jak by się mogło wydawać. 

W tej krótkie opowiastce, ba! dramacie, nic nie jest takie jakim na pierwszy rzut oka nam się wydaje. Autor co rusz odkrywa przed nami nowe fakty i zmienia wersję zdarzeń, obracając wszystko o 180 stopni. Czytelnik jest nią przez to na wskroś pochłonięty, gdyż ledwo schlebi sobie w duchu, że już wszystko wie, bach! dostaje po głowie kolejną odsłoną poznanej przed chwilą historii. Od tego wszystkiego zakręcić się może nieźle w głowie, gdyż im bliżej końca, tym szybszy galop autor nam serwuje. Można by mu zarzucić, że za dużo już tego. "Nie no, to już przesada!" - kolokwialnie zakrzyknie niejeden/na z Was podczas lektury. Jednak zaprzeczyć się nie da, że w napięciu jesteśmy trzymani do samego końca, tak że nie sposób się od tej lektury oderwać. Schmitt czaruje nas słowem, a jego pióro ma w sobie to nieuchwytne "coś" potrafiące pochłonąć i przekabacić na swoją stronę niemalże każdego czytelnika. Z resztą, co ja się będę tutaj więcej rozwodzić - polecam przekonać się na własnej skórze! 

czwartek, 15 marca 2012

Smile!

Tytuł: "Uśmiechy Bombaju"
Autor: Jaume Sanllorente
Liczba stron: 192
Wydawnictwo: Świat Książki

Okładka: miękka
Wymiary: 14,5x20,5

"Przed kilku laty autor, młody kataloński dziennikarz, pojechał na wakacje do Indii. To, co tam zobaczył, całkowicie zmieniło jego życie: co innego wiedzieć o strasznej biedzie, a co innego jej dotknąć.
Przejęty losem czterdzieściorga dzieci z Bombaju, które po zamknięciu sierocińca miały wrócić na ulicę, postanowił im pomóc. W ten sposób powstała wielka charytatywna organizacja "Sonrisas de Bombay", działająca do dziś. Wzruszająca, pełna szczegółów obyczajowych opowieść o Indiach i życiu "slumdogów", którym przywrócono smak dzieciństwa." [Świat Książki]

Przypadkiem trafiłam dzisiaj na cytat, który całkiem trafnie oddaje moje refleksje na temat "Uśmiechów..." -> „Musimy pozbyć się życia, jakie zaplanowaliśmy, aby mieć życie, które na nas czeka.” Joseph Campbell


Poruszająca, prawdziwa, ukazująca historię człowieka, który odnalazł siebie w dziecięcych uśmiechach - tak można by opisać tę książkę. W trakcie jej lektury na przemian płakałam i śmiałam się, tak bardzo poruszyła mnie historia głównego bohatera. Jego losy przekonują bowiem o tym, że można zmieniać ten, jakże niedoskonały świat. Każdy z nas może to zrobić, jeśli tylko odnajdzie w swoim sercu drogę, którą powinien podążać, swoje powołanie. Jaume’mu się to udało, a jego relacja na pewno nie pozostawi Waszych serc obojętnymi. Co więcej, zagra na najdelikatniejszych strunach Waszej duszy. Bardzo inspirująca historia, którą z całego serca polecam każdemu. Lektura obowiązkowa!

W związku z zapowiedzią poczynioną przeze mnie w poprzednim poście postanowiłam  uczynić właśnie Jaume’go moim pierwszym „Mądrym bohaterem na dziś” i oto, czego się od niego dowiedziałam i nauczyłam. Oddaję mu na chwilę głos.

"Uszczęśliwianie innych to prawdziwy klucz do szczęścia - na jego osiągnięcie nie ma innego sposobu. trzeba wyzbyć się własnych potrzeb i skupić na cudzych - tylko tak można nadać sens swojej egzystencji, osiągnąć pełnię życia i człowieczeństwa. Jesteśmy instrumentami miłości, a instrumenty mają rację bytu wyłącznie wtedy, gdy ktoś słucha wygrywanej przez nie muzyki." (s.42)

„Podobno wszystko, co się w życiu zrobiło, wraca do nas w takiej czy innej postaci. Święta prawda. Przekonywałem się o tym na każdym kroku. Warto być porządnym człowiekiem. Wielka z tego korzyść i dla nas, i dla innych, a spokoju sumienia i zadowolenia z siebie nie kupisz za żadne pieniądze.” (s.96)

„Pewnego dnia zawitałem do Bombaju, niczego nie szukając. A znalazłem wszystko: szczęście wielu ludzi, w tym własne; nieprzewidziane uśmiechy losu, który tak hojnie mnie obdarował; przyjazny dotyk rąk niesłusznie nazywanych niedotykalnymi. Żyję wśród tych ludzi i jestem szczęśliwy, że choćby minimalnie potrafię im pomóc i że między innymi dzięki mnie ich przyszłość maluje się w jaśniejszych barwach. To nadaje sens mojemu życiu.” (s. 169)

Książka w książce:
„Rozmowy o śmierci i umieraniu” Elisabeth Kübler-Ross

poniedziałek, 12 marca 2012

Mądry bohater na dziś

Ruszam z nowym pomysłem, tzn. wszem i wobec ogłaszam narodziny projektu "Mądry bohater na dziś" Jest to spontaniczna akcja mająca na celu zapobiegać niepotrzebnym przerwom w pojawianiu się kolejnych chomiczych postów (niestety moja prędkość czytania nie jest zbyt zadowalająca ostatnimi czasy :P). Otóż postanowiłam co jakiś czas na łamach swojego bloga oddawać głos książkowym bohaterom. Więcej szczegółów na razie nie zdradzę, bo sama ich jeszcze do końca nie znam, ale to nic :P Wszystko przyjdzie z czasem. Mam nadzieję, że moja propozycja przypadnie Wam do gustu :)

Tymczasem podrzucam coś, co powinno wywołać uśmiech na Waszych twarzach. Enjoy! ;)



niedziela, 11 marca 2012

Marcowy stosik :)



Jest i pierwsze zdjęcie wykonane przeze mnie! Od dołu trzy pozycje z biblioteki, które chomikuję jeszcze od zeszłego roku. Tak, wiem. wstyd się przyznawać, ale taka jest prawda. Zły chomik, bardzo zły. A fe! W każdym bądź razie odkurzyłam je i zamierzam w końcu przeczytać, zanim Panie Bibliotekarki urządzą na mnie polowanie. Z racji tego, że zdjęcie nie grzeszy przejrzystością, przedstawiam Wam te miłe Panie (mając tutaj na myśli oczywiście książki, a nie Bibliotekarki :P) poniżej.

Kolejno od dołu:
"Pantaleon i wizytantki" Mario Vargas Llosa
"Kamień pogan" Nora Roberts
"Kwiat śniegu i sekretny wachlarz" Lisa See

Na nich nonszalancko spoczywa sobie moja ostatnio spotkana na wyprzedaży przyjaciółka. Już nie mogę się doczekać, aż poznam "Sekret jej oczu", o którym opowie mi Eduardo Sacheri. :)

I wreszcie "wiśniówka na torcie" jak rzekłby Czesław Mozil, a mianowicie moja pierwsza randka w ciemno. Najpierw był kolor, za nim szła objętość, a miłość od pierwszego wejrzenia dopełnił tytuł. Przeczytanie opisu było już tylko formalnością. "Co to za coś" Dave'a Eggers'a uwiodło mnie swoją krzykliwością wśród opanowanych przez szarość grzbietów otaczających go sąsiadek. Po prostu musiałam wziąć je do ręki, a gdy już do niej przywarło, to puściło dopiero przy kasie. Liczę zatem na wspaniały romans, a nie tylko miłość platoniczną z tą pozycją ;)

środa, 7 marca 2012

Ciemno to widzę...

Tytuł: "Noc i ciemność"
Autor: Agatha Christie
Liczba stron: 164
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Okładka: miękka

Wymiary: 14x20

Agatha Christie? Któż jej nie zna. Jeśli nie z przeczytanych "własnoocznie" powieści, to przynajmniej ze słyszenia. Mój przypadek należał do tych drugich tj dużo o niej słyszałam, lecz jakoś z czytaniem było mi nie po drodze. Postanowiłam to zmienić i przez zupełny przypadek, jak się później dowiedziałam, mój wybór padł na dość nietypową jak na tę autorkę, pozycję.   Zachęcona dodatkowo pozytywnymi opiniami, pojawiającymi się tu i ówdzie, bez zbędnej zwłoki zabrałam się za czytanie.

Hmm... Narracja pierwszoosobowa. Muszę Wam powiedzieć, że często drażni mnie w powieściach, ponieważ mam nieodparte wrażenie jednowymiarowości, a chomiki lubią mieć szeroki ogląd sytuacji i zamykanie się w wizji głównego bohatera często pozostawia znaczny niedosyt i zakłóca im odbiór sytuacji. Specjalnie używam słowa "często", a nie "zawsze", ponieważ zdarzają się wyjątki. Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że "Noc i ciemność" do takowych nie należy...

Ponieważ zwyczajnie nie chcę mi się wysilać nad parafrazą fabuły, pozwolę sobie przytoczyć opis wydawcy: "(...) Wszystko zaczęło się od złowieszczej wróżby starej Cyganki. Michael Rogers, to prosty chłopak, zawsze miał wielkie ambicje: marzył o bogatej, pięknej żonie, wspaniałym domu i zakosztowaniu wszelkich uroków życia. Udało mu się te marzenia zrealizować, ale cygańska przepowiednia w nieoczekiwany sposób odmienia jego życie (...)" Czy aby jednak na pewno ta cygańska przepowiednia odmieniła jego życie? Polemizowałabym. Powiedziałabym bardziej, że to wybory głównego bohatera zdeterminowały jego losy, a nie jakakolwiek przepowiednia...

Czytając opinie czytelników na temat tej pozycji zetknęłam się ze zwrotami typu "znakomite studium psychologiczne", "to nie jest tylko zwykły kryminał, to coś więcej", "zaskakujące zakończenie"... bla, bla, bla. Wiecie jak to wyglądało z mojej chomiczej perspektywy? Przede wszystkim nuda... Książka zaczyna się jak przeciętna powieść obyczajowa,  przy czym dostajemy mnóstwo zbędnych, nudnych i nieciekawych informacji. Fabuła wlecze się niemiłosiernie, by nabrać tempa dopiero w końcowej części. Owo ożywienie spowodowane jest śmiercią - w końcu coś się zaczyna dziać! Niestety jest już za późno na uratowanie czegokolwiek. Fabuła rozwiązuje się, a my dostajemy zakończenie, które co prawda jest może i zaskakujące, ale w moim odczuciu totalnie nie pasuje do reszty. Myślę, że jest to głównie spowodowane właśnie ową, wspomnianą przeze mnie już wcześniej, narracją pierwszoosobową. Główny bohater dostarcza nam bowiem tylko tych informacji, na które ma akurat ochotę. Przedstawia swoją wersję zdarzeń, subiektywną - to oczywistość nr jeden. Dalej - być może urojoną, chorą, przekłamaną, czego czytając nie wiemy i nie możemy stwierdzić... Na pewno jednak w jakimś stopniu skażoną i wypaczoną przez punkt widzenia konkretnej jednostki. W ten sposób, gdy następuje rozwiązanie fabuły, jesteśmy (a przynajmniej ja byłam) nie tyle zaskoczeni, co w pewien sposób zniesmaczeni i oszukani. Nie ma w tym jednak żadnych pozytywnych emocji. Mogę śmiało powiedzieć, że powieści skonstruowane w ten sposób raczej do mnie nie przemawiają, a przynajmniej nie ta i to jeszcze przedstawiona w taki sposób.

Na zakończenie rozczarowany chomik powie jeszcze tylko, że żeby zachować równowagę czyta teraz coś pozytywnie "pierwszosobowego" i ma nadzieję już w najbliższym czasie podzielić się z Wami swoimi wrażeniami :D

P.S. Przepraszam za swoją dłuższą nieobecność i zaniedbywanie mojej wirtualnej kroniki, ale sesja i praca ostatnio dały mi się trochę we znaki. Postaram się nadrobić zaległości. Pozdrawiam!