czwartek, 31 maja 2012

30 dni z książkami (4)

Dzień 4. Książka, która przypomina Ci o domu
Wiecie, że mam problem? Zastanawiałam się jak ugryźć to pytanie. Czy wskazać książkę, która swoją treścią przypomina mi np. atmosferę panującą w moim domu lub w jakikolwiek inny sposób do niego nawiązuje? Czy może wybrać taką, która w moim domu od zawsze była, którą pierwszą odkryłam itd itp. ? Pierwsza opcja odpada. Mam pustkę w głowie pod tym względem. Więcej by się znalazło książek, w których przedstawiony został mój wymarzony dom, niż tych odzwierciedlających realny. Co do drugiego wariantu. Może Was zaskoczę, ale w moim domu książek przed pojawieniem się mnie na świat zbyt wiele nie było. Rodzice ze swoich domów wielu książek nie przywieźli, gdyż sami nadmierną miłością do literatury nie pałali. I musiałabym się uznać za podrzutka, gdyby nie moja świętej pamięci babcia, która wykazywała podobne zamiłowanie do mojego. Jeśli już bym zatem miała wskazać jakikolwiek tytuł, byłaby to książka, którą moja mama dostała za bardzo dobre wyniki w nauce, jeszcze w podstawówce.  Tytuł był bodajże jakiś rosyjski i nie wiem, czy sama książka czasem też. Sprawdzę, jak tylko wybiorę się do domu i zweryfikuję swoje mniemania. Taka trochę dedukcyjna metoda wynikania skojarzeń prowadząca najpierw do mamy, później zaś w konsekwencji, do domu. Tyle ode mnie na ten czas w tym temacie.

środa, 30 maja 2012

Mądry bohater na dziś - Zgadzam się z nim(i)

Wiecie jak ogromne wrażenie zrobiło na mnie "Bez mojej zgody" Jodi Picoult. Cytaty z tej książki można by mnożyć. Wybrałam zaledwie garść mądrości i chciałabym się z Wami nimi dzisiaj podzielić. Zacznę od nawiązania stricte książkowego.

Julia Romano (kurator sądowy)
"Niezależnie od tego, jak ta sprawa się skończy, myślę, to i tak Anna będzie najbardziej poszkodowana. Zapłaci za to albo utra­tą siostry, albo własnego zdrowia, fizycznego i psychicznego."

Dylemat nie do rozstrzygnięcia... Jeszcze raz polecam lekturę!

Tymczasem spodobało mi się jeszcze kilka wypowiedzi innych bohaterów:

Julia R. again: (bodajże, bo moje notatki potrafią być chaotyczne :P)
"Coś wam powiem: każdy samotnik, choćby się zaklinał, że tak nie jest, pozostaje samotny nie dlatego, że lubi, ale dlatego, że próbował stać się częścią świata, ale nie mógł, bo doznawał ciąg­łych rozczarowań ze strony ludzi."

Sara (matka Anny i Kate)
"Możliwe, że zbłądziliśmy, ale wolę zabłądzić z tobą, niż z innym dojść do celu."

Brian (ojciec Anny i Kate)
"- Kobieta - oznajmiam - jest jak ognisko.
Paulie rzuca gazetę na stół.
- Uwaga! - huczy. - Słuchamy! Tao kapitana Fitzgeralda!
Ignoruję jego wygłupy.
- Ogień jest piękny, prawda? Od płomieni trudno oderwać wzrok. Dopóki się nad nim panuje, daje światło i grzeje. Do kon­frontacji należy dążyć dopiero wtedy, kiedy wymknie się spod kontroli."

Anna
"Ręce taty zaciskają się mocno na jej ramionach. Mama milk­nie, a on kuca przede mną. Czuję od niego zapach dymu. Zostawił czyjś płonący dom, żeby gasić płomienie we własnym - tej jednej rzeczy się wstydzę."

wynotowałam, ale bez autora wypowiedzi:
"Dlaczego te pieszczotliwe nazwy zawsze wywodzą się od zwie­rząt? Kotku, rybko, misiaczku, żabciu - czy to ma znaczyć, że czło­wiekowi wystarczy tyle troski co zwierzęciu domowemu?"

poniedziałek, 28 maja 2012

Filmowy poniedziałek z Chomikiem -> Cinderella Man - człowiek, który wiedział jak żyć.

Tytuł: "Człowiek ringu"
Gatunek: biograficzny, dramat
Produkcja: USA
Reżyseria Ron Howard
Scenariusz: Akiva Goldsman, Charlie Mitchell, Cliff Hollingsworth

To niesamowite, ale nie mogłam znaleźć żadnego dobrego opisu tego filmu. Większość była jego streszczeniem, a to przecież nie o to chodzi, mimo iż film jest oparty na faktach. W końcu zdecydowałam się na:

"Stany Zjednoczone, początek lat 30. ubiegłego wieku. Trwa Wielki Kryzys. Jednym z wielu tysięcy ludzi, walczących o przetrwanie i byt własnej rodziny, jest bokser James J. Braddock. Odnosił sukcesy sportowe, ale poniósł serię porażek i jego kariera załamała się. Widmo bezdomności i głodu sprawia, że Braddock postanawia powrócić na ring." [Stopklatka]

Opinia została napisana przeze mnie 26 czerwca 2009r. zaraz po seansie i podtrzymuję ją do dziś.

Przed chwilą mignęły mi tylko przed oczami napisy końcowe. Upadłam i powstałam. Po prostu nie znajduję słów... Dawno nie oglądałam filmu, który tak mocno zagrałby mi na emocjach. Pisząc to jestem cała roztrzęsiona i nie mogę zebrać myśli. Takie słowa jak obiektywizm i dystans nie istnieją dla mnie w tej chwili. Czy zdarza wam się, że utożsamiacie się z jakimś bohaterem tak mocno, że nie jesteście w stanie myśleć o niczym innym i nawet zapominacie, że oglądacie film - patrzycie oczami bohatera na świat, który wydaje się wam być waszym światem? Takie uczucie towarzyszyło mi właśnie przez ponad 2 godziny, które spędziłam będąc w transie, będąc Jimem J. Braddockiem...

Nie znam się na boksie i nie mam pojęcia, czy te sceny walki były realne, czy nie i nie obchodzi mnie to w tej chwili. Jedno wiem na pewno: każdy zadany bohaterowi cios bolał mnie osobiście i nie mówię tu tylko o sytuacji na ringu, ale też poza nim, bo życie to jedna wielka walka: o przetrwanie, o miłość, o szczęście dla siebie i najbliższych. Z całych sił kibicowałam Jimowi, żeby został wybrany z tłumu do pracy w dokach, podziwiałam go za to jak się zachował w stosunku do syna, który dopuścił się kradzieży (chciałabym mieć takiego ojca), wreszcie modliłam się razem z tymi wszystkimi ludźmi w kościele podczas jego walki o mistrzostwo. Każda część mnie z całych sił sprzyjała głównemu bohaterowi.

Fakt, że Jim naprawdę żył tylko pogłębia moje odczucia. Jest dla mnie kimś wyjątkowym. Nie wiem na ile jego osoba została w tym filmie wydealizowana, ale nawet gdyby prawdą była tylko połowa, to ja się pytam gdzie są dzisiaj tacy ludzie?! Gdzie jest honor?! Odwaga?! Wola walki?! Dlaczego tak mało z tych wartości obserwuję dzisiaj?! Dlaczego zamiast dbania o rodzinę widzę patologię?! Co się dzieje z ludźmi?! 

Więcej! Ja chcę więcej takich historii! Więcej takich ludzi jak Jim Braddock! Emocje wzięły nade mną górę, emocje mną targnęły, porwały mnie. Mam niemalże łzy w oczach pisząc te słowa i nie dbam o to, że komuś mogą wydać się banalne, że są proste i pełno w nich chaosu. Ludzie czasami za mało czują, są zbyt obojętni. Dlatego ja chcę pokazać, że swoich uczuć się nie wstydzę.

Tyle na ten moment, kiedy ochłonę być może spojrzę na ten film bardziej obiektywnym okiem. Jednakże teraz... Film? Jaki film? Ja byłam świadkiem historii! Co więcej! Ja brałam w niej czynny udział!

niedziela, 27 maja 2012

"Bez mojej zgody" Jodi Picoult

Tytuł: "Bez mojej zgody"
Autor: Jodi Picoult
Liczba stron: 528
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Okładka: miękka

Wymiary: 12,5x19,5

"Annie nic nie dolega, a mimo to żyje tak, jakby była obłożnie chora. W wieku trzynastu lat ma już za sobą niejedną operację, wielokrotnie oddawała krew, żeby utrzymać przy życiu swoją starszą siostrę Kate, która we wczesnym dzieciństwie zapadła na białaczkę. Annie została poczęta w sztuczny sposób, tak aby jej tkanki wykazywały pełną zgodność z tkankami siostry. Choć przez całe życie postrzegano ją wyłącznie przez pryzmat siostry i tego, co dla niej robi, aż do tej pory Annie akceptowała tę swoją życiową rolę. Teraz jednak, wzorem większości nastolatków, zadaje sobie pytania dotyczące tego, kim jest naprawdę. Wreszcie Annie dojrzewa do podjęcia decyzji, która dla wielu osób byłaby nie do pomyślenia, decyzji, która podzieli jej rodzinę, a dla ukochanej siostry będzie wyrokiem śmierci. Od 21 sierpnia zapraszamy do kin na film na podstawie powieści Jodi Picoult „Bez mojej zgody. W rolach głównych występują Cameron Diaz, Alec Baldwin i Abigail Breslin." [Prószyński]

Nie mogę uwierzyć, że dopiero teraz odkryłam tę autorkę! Wow! Wielkie wow! "Bez mojej zgody". Tytuł idealnie oddaje treść książki. Pamiętam też film. Ryczałam na nim jak głupia niemalże przez cały seans. Teraz było podobnie. Wzruszało mnie tak wiele i to prostych słów. Do tego jeszcze poruszone problemy. Niemalże nie do rozstrzygnięcia. Dorzućmy niezbadane wyroki boskie i mamy historię, która zapiera dech w piersiach. Nie można się od niej oderwać. 

Zdradzę Wam to, czego nie ma w opisie książki. Anna postanowiła pozwać swoich rodziców i uzyskać prawo do samostanowienia o sobie w kwestiach medycznych. Wyobrażacie sobie taki stan rzeczy? Co muszą czuć rodzice? Jaka jest reakcja Kate? I jak radzi sobie z tym wszystkim Anna? Sytuacji, w której znaleźli się nasi bohaterowie na pewno nie można im pozazdrościć. Tak samo jak i jej przyczyny. Śmiertelnej choroby, która dotyka bezpośrednio i namacalnie w tym przypadku nie jedną, lecz dwie osoby, gdyż życie Anny jest niemalże całkowicie uzależnione od jej chorej siostry i rodziców, którzy decydują o wszystkich wykonywanych zabiegach medycznych.

Bardzo podobał mi się sposób w jaki autorka poprowadziła stworzone przez siebie postaci. Mamy tutaj klasyczny proces utożsamiania się z bohaterami. Ich zachowania, tok myślenia i podejmowane decyzje. Wszystko na wskroś ludzie, tak, że mogłoby dotyczyć każdego z nas. Niektóre postaci obdarzyłam większą sympatią, inne zaś mniej, niemniej jednak na pewno nie można im zarzucić braku autentyczności, czy złożoności. Jestem naprawdę pod ogromnych wrażeniem. Ukłon w stronę autorki za bardzo wnikliwe i psychologiczne podejście do tematu.

Trochę technicznych kwestii. Książka jest podzielona na "osobowe" rozdziały, dzięki czemu poznajemy historię z perspektywy różnych bohaterów, poczynając od Anny, a na kuratorze sądowym kończąc. Idealnym uzupełnieniem są raz po raz wtrącane retrospekcje, które wnoszą coraz to nowe fakty i stawiają w zupełnie innym świetle pewne zdarzenia, wyjaśniają kwestie warunkujące zachowania naszych bohaterów. Terminologia medyczna, a sporo jej, nie razi. Przynajmniej mnie. Ukazuje dodatkowe zaangażowanie autorki. Poza tym język jest prosty, łatwy w odbiorze, przekonujący.

Polecam!

czwartek, 24 maja 2012

Mania oTAGowywania! c.d.

Pora na pytania zadane mi przez Cassiel. Tym razem tematyka nie jest stricte książkowa ;)

1Skąd wziął się twój nick?
Tikichomiktaki jest połączeniem dwóch wyrażeń: nazwy cukierków vel czekolady Wedla "Tiki taki", którą bardzo lubię oraz słowa "Chomik". Tak, jak "Tiki taki" ma swe źródło w moim umiłowaniu dla słodyczy, tak "Chomik" jest pieszczotliwym przydomkiem nadanym mi przez moją drugą połówkę. Połączenie tych dwóch wyrazów w taki, a nie inny sposób daje dodatkowo wrażenie zdania: tiki chomik taki, gdzie "tiki" fonetycznie brzmi podobnie do "tyci", co daje nam po prostu małego chomika. Ot i cała historia ;)

2.  Najśmieszniejsza książka? 
Szczerze mówiąc mało kiedy śmieję się czytając. Być może to wina wybieranych przeze mnie lektur? Bo uważam, że z moim poczuciem humoru wszystko jest w jak najlepszym porządku :P Niestety nie polecę Wam nic specjalnego. Jeśli jednak chodzi o książkę, która miała zabawne momenty, to był to "Jeden dzień" Davida Nichollsa. Natomiast książka, z której chce mi się śmiać, jest wspominane przeze mnie ostatnio "Życie po życiu" A. Raymonda Moody'ego.

3. Co chciałabyś w życiu robić? Czym się aktualnie zajmujesz?
Aktualnie studiuję sobie i to już czwarty rok z rzędu ten sam kierunek zwany administracją. Niedawno skończyłam się "stażować" w UMP, a teraz próbuję skupić się na sesji :P Co chciałabym w życiu robić? Trudne pytanie, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestie zawodowe. Jeśli już tak sobie mogę pofantazjować, to chciałabym w przyszłości być sama sobie szefem, a po głowie swego czasu chodziło mi założenie własnego przedszkola. Co z tego wyniknie, czas pokaże ;)

4. Gdybyś dostał/dostała bon na zakup 3 dowolnych książek, to jakie byś wybrał/wybrała?
Tyle świetnych tytułów chodzi mi po głowie, że trudno się tak szybko zdecydować tylko na 3. Myślę jednak, że byłyby one następujące:

1. "Hrabia Monte Christo" Aleksander Dumas - genialna książka jak dla mnie. Nie zdecydowałam się do tej pory na jej zakup, gdyż po pierwsze nie podobają mi się dostępne wersje okładek, jak i zawsze troszkę stopowała mnie cena. Chomik bowiem jako łowca okazji i  stały bywalec wyprzedaży, zawsze liczy na to, że wypatrzy kiedyś takie perełki właśnie w promocyjnych cenach.

2."Tysiąc wspaniałych słońc" Khaled Hosseini
3."Chłopiec z latawcem" Khaled Hosseini

- wszystko przez niezliczoną ilość pozytywnych komentarzy i recenzji, których się na ich temat naczytałam. Nie wspomnę już o tym, że stawkę podbija akcja tocząca się w Afganistanie - czyli kolejna obca kultura, która głośno do mnie woła i koniecznie chce się ze mną zapoznać.

5. Gdzie chciałabyś/chciałbyś pojechać w przyszłości?
Mogłabym wymienić wiele miejsc, ale moim największym marzeniem jest Toskania... Myślicie, że można się zakochać w krainie, w której się nigdy nie było? Ja myślę, że tak i jestem tego żywym przykładem. Oddałam swe serce Toskanii, zarówno tej filmowej, jak i tej na kartach powieści. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję oddać je tej prawdziwej i namacalnej. ;)

6. Twoja ukochana książka, którą możesz zawsze czytać bez końca.
"Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery
cała seria o Harrym Potterze
Z reguły nie czytuję książek kilka razy, lecz sięgam po coraz to nowe ;)

7. Jest jeszcze jakaś seria godna uwagi, której jeszcze nie przeczytałaś?
"Trylogia czasu" Kerstin Gier
seria o Kurcie Wallanderze Henninga Mankela
trylogia Suzanne Collins ("Igrzyska śmierci"...)
Tyle na razie przychodzi mi do głowy, chociaż sądzę, że znalazłoby się dużo więcej ;)

8. Jaką piosenkę ostatnio non stop słuchasz?
"Sexy and I know it"

ale tylko w tym wykonaniu ;)



9.Co zmieniłabyś w swoim życiu teraz?
Wolę nic nie zmieniać i cieszyć się z tego co mam ;) Jedyne co, to przydałoby się poskromić trochę moje lenistwo oraz zaprogramować mój mózg tak, żeby dopuszczał do siebie więcej pozytywnych myśli i mniej przejmował się głupotami ;)

10. Wolałabyś mieszkać na wsi czy w mieście? I dlaczego akurat tam?
Na chwilę obecną w mieście, czyli tak jak jest. Więcej możliwości dot. pracy, rozrywki itd. Później marzy mi się jakiś domek w spokojnej okolicy. Niekoniecznie musi to być od razu wieś, ale nie miałabym nic przeciwko. Ważne żeby był tam ogródek dla moich kur, warzyw i drzewek owocowych :D

11. Czy masz jeszcze jakiegoś innego bloga w sieci?
Nie, na razie bloguję tylko tutaj, ale kto wie co przyniesie jutro ;)

wtorek, 22 maja 2012

Mania oTAGowywania!

Nawet Chomiki nie są w stanie się ustrzec przed oTAGowaniem ;)
Jako pierwsza do zabawy zaprosiła mnie Viv i to jej pytania idą na pierwszy ogień.

1. Czy jest powieść, która jeszcze nie powstała, a którą chciałabyś/chciałbyś przeczytać?
Na pewno chciałabym przeczytać książkę napisaną przez kogoś z moich znajomych, jeśliby się takowa, kiedyś ukazała. I jeśli już tak mogę sobie pofantazjować, to z chęcią poczytałabym kolejne książki J.K. Rowling. Być może jakąś nową serię? Tym razem zupełnie różną od Harry'ego Pottera, ale tak samo fenomenalną ;)

2. Jaki bohater literacki zmobilizował cie do pracy nad sobą?
Ania Shirley - moja ukochana bohaterka literacka, która nieodwracalnie zapadła mi w pamięć. Pokazała mi, że warto pracować nad swoim charakterem (a trzeba wiedzieć, iż Chomik potrafi czasem być humorzasty ;P) oraz nigdy nie przestawać marzyć. Jej postać, to taki mój balsam dla duszy ;)

3. Jaką książkę masz na wierzchu stosika, którą już już masz przeczytać, która leży w tej pozycji od kilku lat?
"Shantaram" Gregory David Roberts. Może nie kilka lat, ale na pewno jakiś czas. Zawsze po drodze do tej książki znajdzie się coś innego. Normalnie jak na złość :P Może to ze względu na jej format? Jest to bowiem książka do ewidentnego czytania w domowym zaciszu, a jak już zapewne niektórzy z Was wiedzą - Chomik z lekturami lubi podróżować.

4. Przy jakiej książce śmiałaś/łeś się do łez, mimo, że książka w zamierzeniu śmieszna nie była?
Tak do łez, to nie, ale podśmiechiwałam się czytając "Życie po życiu" A. Raymonda Moody'ego. Wiem, że niektórym może się to wydać niestosowne, ale moim zdaniem ta książka to był, mówiąc kolokwialnie, "śmiech na sali". Absurdalna i niczego nie wnosząca, a tym bardziej udowadniająca. Autor sam się ośmieszył.

5. Jaka książka, kiedyś zachwycająca, rozczarowała cię kiedy wróciłaś/łeś do niej po latach?
Hurtowo - książki Harlana Cobena. Kiedyś baaardzo mi się podobały. Dzisiaj nie robią już na mnie większego wrażenia. Poza tym, gdy autor wydaje zbyt wiele i to podobnych do siebie pozycji, można odnieść wrażenie, iż ma od tego ludzi czyt. rzuca pomysł, fabułę itd., a ktoś to później po prostu obrabia dopisując całą otoczkę. Oczywiście autorem pozostaje "dawca pomysłu", a "rzemieślnikowi" zostaje wypłacone wynagrodzenie za wykonaną pracę. Deal is deal. Niemniej jednak jest to tylko moje, do granic możliwości subiektywne, wrażenie.

6. Czy rozpadła ci się kiedyś książka od ciągłego czytania? Jeśli tak, to jaka?
"Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren. Być może to i infantylne, ale jest to moja ukochana książka z wczesnego dzieciństwa. Znałam przygody tych dzieciaczków niemalże na pamięć, a i tak bez przerwy do nich wracałam. Pamiętam, że mój egzemplarz miał czarno - białe konturowe obrazki, które idealnie nadawały się na kolorowankę, i które z niebywałą precyzją i starannością nasycałam kolorami :D 

7. Czy zdarzyło ci się kiedyś przerwać czytanie świetnej książki w połowie i nigdy nie powrócić? Jeśli tak, to jakiej?
Nie przypominam sobie takiej sytuacji. Jeśli książka jest w moim mniemaniu świetna, to nie ma takiej możliwości, żebym jej nie doczytała do końca ;) Przynajmniej nie zdarzyło mi się to do tej pory.

8. Czy wypisujesz cytaty z książek? A może zaznaczasz je w książkach?
Oczywiście. Z wypożyczonych/pożyczonych książek wypisuję, we własnych najczęściej zaznaczam ołówkiem, biorąc przy tym w kółeczko numer strony, na której znajduje się owy cytat. Co by było później łatwiej go znaleźć. Raczej nie podkreślam (nie mam linijki ;P). Najczęściej biorę w kwadratowy nawias. Gdy coś szczególnie mi się spodoba - dodatkowo wypisuję.

9. Jaką książkę szukasz bezskutecznie od lat i nie możesz namierzyć?
Dużo nawiązań do mojego dzieciństwa kryje się w tych pytaniach ;) Książka, której nie mogłam nigdy namierzyć, aż w końcu dałam sobie z nią spokój, to ta opisująca przygody niejakiej Pippi Langstrump autorstwa Astrid Lindgren. Teraz za to bez problemu można ją dostać w wielu księgarniach. Innej książki, takiej która chodziłaby mi po głowie jeszcze teraz, nie przypominam sobie... 

10. Czy czytałaś/łeś kiedyś książkę, która strasznie Cię zdenerwowała?
Czytam obecnie. "Miasto ślepców" Jose Saramago. I wcale nie jest to ten pozytywny rodzaj poddenerwowania, jeśli wiecie o co mi chodzi. Szczegóły podam w swojej opinii, która ukaże jak tylko dobrnę do końca.

11. Czy zdarzyło Ci się kiedyś, że już miałaś kupić książkę, w ostatniej chwili ją odłożyłaś, a teraz żałujesz, gdyż jest już niedostępna?
Hmm... Takiej konkretnej, na której by mi bardzo zależało to nie, ale było kilka na wyprzedażach, których później albo w ogóle nie mogłam znaleźć, albo ich cena była już duuużo wyższa. Niestety nie pamiętam konkretnych tytułów.

poniedziałek, 21 maja 2012

Filmowy poniedziałek z Chomikiem -> Moje życie ze mną

Tytuł: "Moje życie beze mnie"
Gatunek: melodramat
Produkcja: Hiszpania, Kanada
Reżyseria:  Isabel Coixet
Scenariusz: 
Isabel Coixet


"Opowieść o młodej kobiecie, która we wczesnym wieku zachodzi w ciążę i wychodzi za mąż za kolegę ze szkoły. Mieszkając w przyczepie kempingowej z mężem i dwójką dzieci, w ogródku swojej matki, pewnego dnia mdleje. W szpitalu dowiaduje się, że ma raka i nie pozostało jej zbyt wiele czasu. Sporządza więc listę rzeczy, które chciałaby zrobić przed śmiercią. Jednym z wielu podpunktów jest spotkanie mężczyzny, który by się w niej zakochał. Przez ten krótki czas, jaki jej pozostał, stara się załatwić sprawy ze swojej listy." [Filmweb]

Myśli kłębią się tworząc nad moją głową ciężką chmurę. Czekam na deszcz słów, który nie nadchodzi. O czym powinnam napisać? O tym, co widziałam? O tym, co w związku z tym czuję? A może o tym jak oceniam główną bohaterkę nie mając do tego najmniejszego prawa? Wreszcie: o moim własnym życiu, którego być może nie doceniam?

W takich chwilach nie myślę o tym, że oglądałam film. Nie interesują mnie aktorzy, osoba reżysera, język w jakim mówią bohaterowie, czy też braki w scenariuszu. To nie ma najmniejszego znaczenia. Interesuje mnie opowiedziana historia, nieważne czy jest prawdziwa, bo wystarczy, że MOGŁABY prawdziwą być. Przedstawiona w taki, a nie inny sposób; z takiej, a nie innej perspektywy; pokazująca wszystko i nic. Bo czy nie jest prawdą, że to życie pisze… zabrakło mi słowa …najciekawsze? najbardziej zaskakujące? najlepsze?? najsmutniejsze? Sama nie wiem… może po prostu „najbardziej przemawiające do odbiorcy” scenariusze?

To o czym myślę teraz? Nie o tym, jak wyglądałoby moje życie beze mnie, lecz o tym, jak wygląda moje życie ze mną. Teraz, w tej chwili. Jakie ono jest? Czy powiedziałam co czuję osobom, które kocham i czy wystarczająco często im o tym przypominam? Czy nie boję się mówić tego, co myślę zamiast tego, co inni chcą usłyszeć? Czy wystarczająco dużo zrobiłam dla siebie i jednocześnie, czy nie za bardzo raniłam przy tym innych, a może nawet siebie przy okazji? Czy jestem dobrą córką, siostrą? Czy będę dobrą żoną, matką – o ile w ogóle kiedykolwiek będzie mi to dane? Tysiące pytań, miliony znaków zapytania. Gdzie skryły się odpowiedzi?

Nie urodziłam dwójki dzieci, mój ojciec nie przebywa w więzieniu ani nie mieszkam w przyczepie na podwórku matki. Nie w tym rzecz. Pytam siebie: Czy jestem szczęśliwa? Przecież Ann była. I chociaż niektóre jej wybory i decyzje były dla mnie zupełnie niezrozumiałe, a nawet niekiedy pozbawione sensu jestem w stanie je uszanować, ponieważ każdy z nas ma tylko jedno życie - jedną szanse na bycie szczęśliwym. Istnieje nieustanne ryzyko popełniania błędów, lecz trzeba próbować, czasem nawet wbrew sobie. Każde doświadczenie jest według mnie bezcenne i nie jest ważne, czy będziemy później żałować podjętych decyzji. Powiem więcej: już wolę to, od ciągłego myślenia: „co by było gdyby…”, które mnie zabija.

Zapewne dla niektórych niepotrzebnie, zbyt moralizatorsko i nie na temat, ale czasem filmu nie ogląda się dla samego filmu i nie po to, by o nim pisać; lecz po to, by wzbudził w nas jakieś inne od codziennych myśli i emocje. Tak też było dzisiaj – w moim przypadku.

środa, 16 maja 2012

30 dni z książkami (3)

Dzień 3. Książka, która Cię kompletnie zaskoczyła

Jako pierwsze przez mój umysł przewinęły się wszystkie książki z zaskakującymi zakończeniami jakie czytałam. Po chwili zastanowienia doszłam jednak do wniosku, że to zły trop. Nie tylko zakończenie ma zaskakiwać. Cała książka ma taka być. Wtedy od razu przyszedł mi na myśl...


Nie pamiętam już dokładnie, czy były to jeszcze czasy gimnazjum, czy już początki liceum. Kolejna wizyta w bibliotece. Podobna do poprzednich. Buszowanie wśród regałów. "Może przeczytam... to i... to, a i może jeszcze to." Intrygujący tytuł przyciągnął mnie do siebie.

"Łowca snów"
Stephen King

Było to moje pierwsze i zupełnie nieświadome spotkanie z prozą mistrza horrorów. Pamiętam, że doznałam wręcz szoku przy czytaniu pierwszych drastycznych scen, które pojawiły się na kartach tej powieści. Zupełnie nie byłam na to przygotowana i nie tego się spodziewałam. Chciałam rzucić ją w kąt i o niej zapomnieć. Prawda jest jednak taka, że Pan King mi na to nie pozwolił! Coś pchało mnie dalej i nie pozwalało przestać, dopóki historia nie dobiegła końca. Tym czymś był... Sama do końca nie jestem pewna. Na pewno po części warsztat, ale nie tylko. Istnieje bowiem jeszcze jakaś nieuchwytna siła bijąca z kart powieści tego autora i pochłaniająca czytelnika bez reszty. Mój początkowy szok przerodził się po czasie w podziw. Oczywiście z perspektywy czasu i przeczytania kilku innych powieści Kinga "Łowca snów" nie wydaje mi się wcale jakimś wybitnym dziełem. Jednak nie mogę zaprzeczyć, że pozwolił mi odkryć zupełnie nową ścieżkę w literaturze.

wtorek, 15 maja 2012

"Królowa deszczu" Katherine Scholes

Tytuł: "Królowa deszczu"
Autor: Katherine Scholes
Liczba stron: 528
Wydawnictwo: Świat Książki
Okładka: miękka

Wymiary: 12,5x20,0 

Opis jest straszny! Romans obyczajowy z wątkiem sensacyjnym? Grr! Odstrasza. Nie sugerujcie się nim z żadnym wypadku, wyrzućcie z pamięci! Najlepiej w ogóle nie czytajcie! Dlatego też w ogóle go Wam w całości nie przytoczyłam. Poza tym zdradza w moim mniemaniu zbyt wiele, co jest jak dla mnie skandalem.

Akcja powieści rozgrywa się głównie w Tanzanii (wcześniej: Tanganice), ale i częściowo w Australii. Pierwsze strony przedstawiają retrospekcję z pogrzebu małżeństwa misjonarzy. Obserwujemy postaci, ale nic jeszcze o nich nie wiemy. Widzimy 12-letnią dziewczynkę nad grobem swoich rodziców i pewną rudą kobietę, która w eskorcie masajskich wojowników przybywa na miejsce pochówku wywołując niemałą sensację i zamieszanie. Chaotyczna scena, czy potrzebna? Nie jestem do końca przekonana. Brnijmy dalej. Nasza 12-letnia bohaterka ma już wiosen 28, mieszka w Australii i pracuje jako pielęgniarka w prywatnej klinice trudniącej się operacjami plastycznymi. Pacjentki z wyboru. Mniejsze zło, gdyż Kate wcale pielęgniarką zostać nie chciała. Pchnął ją do tego poniekąd przypadek, jak i presja. Traktuje to jako swego rodzaju hołd złożony pośmiertnie rodzicom. Mieszka w Australii, sama, przygnieciona swoimi wspomnieniami. Jej życie zmienia się dopiero, gdy poznaje mieszkającą za płotem sąsiadkę. Starsza kobieta zaprzyjaźnia się z Kate, która spędza z nią coraz więcej swojego wolnego czasu. Sielankę przerywa powracające widmo przeszłości, które nieustannie wisi nad obiema kobietami, a przybiera na sile, gdy opadają wszystkie maski i Kate poznaje prawdziwą tożsamość swojej sąsiadki.

Pozwólcie, że Wam przedstawię Kate Carrington oraz jej matkę chrzestną - Annah Mason, która to, chociaż nic tego nie zapowiadało, jest tak naprawdę główną bohaterką tej powieści. Ten zabieg troszkę zbija czytelnika z tropu. Początkowe skupienie się na postaci Kate jest mylące. Kate - córka dwójki szanowanych misjonarzy, którzy zostali brutalnie zamordowani podczas pełnienia swoich obowiązków. Jej ból, jej cierpienie. Annah Mason - kobieta, która przeżyła tę rzeź. Nikt do końca nie wie dlaczego. Ludzie szepczą: "Ona też tam była". Biedna Kate żywi do niej urazę. Dlaczego ta kobieta przeżyła? Dlaczego nie podzieliła losu jej matki? Co tak naprawdę wydarzyło się wtedy w domu misyjnym w Langali? Mamy pięknie zarysowaną zagadkę z przeszłości i oczekujemy jej rozwiązania.

Nieuleczalnie chora Annah zaczyna snuć opowieść, opowieść swego życia i nagle czytelnik zupełnie zapomina o tym, co czytał na wstępie. Relacja tej kobiety porywa nas bowiem, niczym wzburzona rzeka. Płyniemy razem z nią i dzień po dniu spoglądamy na poczynania siostry Mason z coraz większym podziwem i zainteresowaniem. W miarę czytania przypominamy sobie jednak początek tej całej historii i mimowolnie oczekujemy rozwiązania zagadki tajemniczej śmierci rodziców Kate. Autorce jednak nie spieszyło się z podaniem nam odpowiedzi. Scholes snuje swą opowieść bez pośpiechu i w sposób tak intrygujący, że nie sposób się od niej oderwać. Mamy tu wszystko: miłość, poświęcenie, odwagę, ale i także widmo niebezpieczeństwa, przemoc i śmierć.

Podczas lektury niesamowicie zżyłam się z główną bohaterką. Śledziłam jej losy z zapartym tchem i byłam wprost urzeczona całą opowiedzianą historią. Nie podoba mi się jednak trochę zawiązanie powieści wokół śmierci Sarah i Michaela (rodziców Kate). Bohaterowie Ci odgrywają dużą rolę w życiu Annah i świadomość ich nieuniknionej śmierci wywołuje w czytelniku niemały smutek podczas lektury, jak i chwilowe momenty lekkiego zniecierpliwienia, gdy rozwój wydarzeń ani trochę nie przybliża nas do zdawałoby się punktu kulminacyjnego w postaci wyjaśnienia tego zdarzenia. Wolałabym nie wiedzieć, że dotknie ich taka tragedia. Nie od samego początku. Historia ta mogła zostać ukazana na wstępie z perspektywy Annah, na samym końcu zaś dopiero odnosząc się do dorosłej już Kate. Dałoby to moim zdaniem o wiele lepszy efekt. Moje spostrzeżenia nie muszą się jednak pokrywać z Waszymi. Być może uznacie właśnie zabieg zastosowany przez autorkę za ten "właściwszy". 

Pomijając jednak ten rozwałkowany już przeze mnie wątek śmierci, zajmę się teraz przez chwilę samym tłem opisywanych wydarzeń. Afryka drugiej połowy XXw. Bunty, rewolucje, działalność misyjna - zarówno religijna jak i medyczna (cieszy mnie, że autorka przede wszystkim skupiła się na tej drugiej). Mamy tutaj piękne tło społeczne. Podróżujemy od wioski do wioski, poznajemy zwyczaje i rytuały żyjących tam plemion, źródła konfliktów, nękające ich choroby oraz sposób, w jaki reagują na pojawienie się wśród nich białego człowieka, który niesie ze sobą oprócz pomocy medycznej, również i inną wiarę. Starcie dwóch skrajnie różnych światów daje niezwykłe owoce. Dwie obce sobie kultury przenikają się. Każda z nich odciśnie na drugiej piętno. Pozostawiony ślad już na zawsze zmieni życie tych ludzi. Podjęte zostaną próby czerpania z odmiennych światopoglądów tak, by znaleźć upragniony złoty środek. Odnaleźć w tym wszystkim siebie. Tego w końcu pragnie każdy z nas. Znaleźć na tej Ziemi swoje miejsce i wraz z nim odkryć właściwe mu powołanie .

"Królowa deszczu" to jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza powieść jaką czytałam w ostatnim czasie. Jestem pod dużym wrażeniem i będę bardzo miło wspominała czas, który spędziłam z tym pięknym grubaskiem (528str to już całkiem sporo przyjemności).  ;)

poniedziałek, 14 maja 2012

Filmowy poniedziałek z Chomikiem -> "Jeśli masz dwa oblicza..." uwaga! spoiler!

Tytuł: "Lęk pierwotny"
Gatunek: dramat, thriller
Produkcja: USA
Reżyseria Gregory Hoblit
Scenariusz: Steve Shagan, Ann Biderman


"Jeśli masz dwa oblicza wcześniej czy później zapomnisz, które z nich jest prawdziwe" - to zdanie idealnie oddaje sens i przekaz całego filmu, który jest niczym innym jak paradą postaci o dwóch twarzach.

1. Martin Vail (Richard Gere - chociaż nie darzę go zbytnią sympatią muszę przyznać, że zagrał naprawdę dobrze; jak dla mnie jest to jedna z najlepszych jego ról)

Złożona postać... Z jednej strony adwokat (obrońca), który za wszelką cenę chce wygrać swoją sprawę nie troszcząc się o to, czy stoi po stronie prawdy i sprawiedliwości, czy też nie (scena, w której mówi Aaronowi/Royowi, że nie interesuje go to, czy ten jest winny śmierci arcybiskupa). Robi to dla pieniędzy, sławy(rozgłosu), bądź wyrównania rachunków. Z drugiej strony człowiek, który wierzy, że "nie wszystkie złe uczynki popełniane są przez złych ludzi", ponieważ jak przyznaje sam kiedyś zrobił coś złego kiedy pełnił urząd prokuratora, przez co postanowił odejść i zostać obrońcą. Widać, że dopóki Aaron nie ujawnił swojego "drugiego" (a właściwie jedynego i prawdziwego) oblicza i nie przyznał się do zabójstwa, Martin wierzył w jego niewinność - nawet później łagodził swoje sądy tłumacząc postępek mordercy jego rzekomą chorobą psychiczną. Dalej... Martin był człowiek, który jak powiedziała Janet "wiedział doskonale, co powiedzieć w sądzie, ale na polu prywatnym już nie". Zdecydowanie był człowiekiem o dwóch obliczach.

2.Arcybiskup Richard Rushman (Stanley Anderson)

Z jednej strony Sługa Boży, dobroczyńca, autorytet, człowiek działający czynnie w wielu fundacjach charytatywnych. Z drugiej biznesman posiadający niemałą władzę i prowadzący interesy z najbardziej wpływowymi ludźmi oraz, co tu dużo mówić - człowiek oskarżony (i to słusznie!) o znęcanie się na tle seksualnym m. in. nad osobami, które teoretycznie miał chronić. Jak widać wiara niejedno ma imię...

3.Aaron/Roy Stampler (Edward Norton - świetna kreacja)

Tak naprawdę człowiek o jednej twarzy (cóż za paradoks, a może ironia losu?), który doskonale potrafił manipulować otoczeniem. Praktycznie bezbłędny aktor (Motyw cienia, który rzekomo ujrzał na miejscu zbrodni jest dla mnie dość niejasny, chociaż tłumaczę to sobie tak, że jako Aaron musiał coś wymyslić, żeby na początku nadać jakikolwiek sens swojej wersji zdarzeń. Kiedy zobaczył, że jego plan działa i adwokat oraz psychiatra mu wierzą mógł wprowadzić na scenę Roya i zrzucić na niego odpowiedzialność za swoje czyny.). Czyż nie jest to genialny plan? Dorzucić do tego trudną przeszłość, przeżytą traumę w Domu Zbawiciela i tadam - wszyscy psychologowie i psychiatrzy świata mogą dopisać sobie piękne wyjaśnienie całej zaistniałej sytuacji oraz obecnego stanu podejrzanego. Genialne! Tak samo jak rozegranie ostatniego spotkania z Martinem i te napomknięte mimochodem przeprosiny - mistrzostwo! (Nie wiem jak ktoś może mieć wątpliwości, co do tego celowego zagrania wyrafinowanego mordercy.) Szczerze powiem, że większym zdumieniem napawał mnie sam fakt, że tak zdawałoby się inteligentny i doświadczony adwokat jak Vail nie wziął pod rozwagę takiego stanu rzeczy. Pewnie dlatego, że jak mu zarzucono nie reprezentował w tej sprawie swojego klienta, lecz samego siebie. 

Podsumowując moje drobne spostrzeżenia, muszę stwierdzić, że dawno nie widziałam tak świetnie zagranego i "rozegranego" thillera, zarówno ze względu na fabułę, aktorstwo, jak i przesłanie, bo prawdą jest w moim mniemaniu, że "Przez dłuższy czas żaden człowiek nie może mieć jednej twarzy dla siebie a drugiej dla innych nie gubiąc się w końcu w tym, która z nich jest prawdziwa." 

sobota, 12 maja 2012

Jak to z tym czytaniem bywa :)

Czytanie - prosta czynność, zapewniająca pewnej grupie istot żyjących na tej Ziemi niekłamaną przyjemność, a przy okazji i rozwój osobisty. Taka byłaby moja definicja, gdyby mnie ktoś kiedyś zapytał o zdanie na jego temat, a że nie zapytał, to pozwoliłam sobie na zuchwalstwo samowolnego podzielenia się z Wami moim spostrzeżeniem :P

Przyjemność ta, acz rozkoszna, bywa także gigantycznym pożeraczem czasu. Powiem Wam nawet więcej, ona zagina czasoprzestrzeń! Ileż to już garnków ucierpiało przez te jej nieznośne figle, o ich zawartości już nie wspomnę. Makaron powinien się gotować 8 min? Nie ma problemu, poczytam sobie przez tą chwilę. Po niespełna 5 sekundach. "Co tak... śmierdzi!? Aaaa! mój.... makaron :(" A raczej to, co z niego pozostało i szoruj sobie później jeszcze ten przypalony gar, a co! Zachciało Ci się pobyć w innym wymiarze, to masz teraz babo placek tfu! przypaloną paćkę. Też tak macie? Również musicie znosić te złośliwości?

Jadę sobie tramwajem. Tak, wiem gdzie mieszkam. Tak, tak, wiem na którym przystanku muszę wysiąść. Tak, tak dajcie mi wszyscy spokój. Poczytać sobie nawet nie można. Przelotne spojrzenie za szybę. Yyy... Mój przystanku? Halo! Gdzie żeś się podział? I dlaczego wszyscy wysiadają z tramwaju? "Hihihi - udało się. Jesteś na pętli :D" - usłyszałam drwiący ze mnie głos. I muszę Wam wyznać, iż to była... istna przyjemność móc poczytać sobie jeszcze w drodze powrotnej ^^ Wiecie, pusty tramwaj, można sobie zająć najbardziej dogodne i odpowiadające naszym potrzebom miejsce :) No co?

Another day. Tym razem czekam na autobus. Nie, nie czytam książki. To czasopismo. Ach, ale cóż to było za czasopismo. Zafundowało mi bowiem przegapienie dwóch autobusów pod rząd! A wiecie w jakim momencie następowały moje przebłyski świadomości? Pracujący silnik pojazdu włączającego się do ruchu odpowie na wszystkie Wasze pytania ;)

I coś z zamierzchłej przeszłości. Kiedy byłam mała moja mama, jak to mamy mają w zwyczaju - wieszała pranie, pieliła ogródek i zajmowała się mnóstwem innych czynności, które wymagały od niej chwilowego wyjścia z domu i zostawienia mnie samej. Gdy miałam już pierwsze swoje lat -naście (wiecie, koniec podstawówki - te klimaty), to byłam już przecież dużą dziewczynką, prawda? Można mi w końcu powierzyć pewne proste czynności do wykonania. Tak więc, mama wyszła pielić ogródek, zostawiając mnie zaczytaną w kuchni  z przykazaniem, by za 20 min wyłączyć gotujące się na gazie ziemniaki. "Dobrze mamo" - odpowiedział wtedy mały skrzat nie odrywając wzroku od książki. Szkoda, że nie pamiętam już cóż to była za lektura. W każdym bądź razie było tak : zegarek na ścianie przede mną, ziemniaki po prawej w kuchni ze mną i... świadomość poza mną. Wybrała się na spacer po innej, przyjaźniejszej jej krainie. Na ziemię sprowadził mnie, razem z nią, dopiero krzyk mamy. Później poczułam swąd spalonych ziemniaków, które miałam pilnować. Do tej pory nie wiem jak tego dokonałam, ale mocno przywarły do garnka, w którym nie było już ani kropli wody i za nic w świecie nie chciały go opuścić. Co więcej mój węch dokonał wtedy rzeczy niemożliwej - kompletnie się zdezaktywował, że tak to ujmę. Oj, dostało mi się wtedy i to porządnie, ale lektura była przednia ^^

Czy Wy również znacie podobne historie? Podzielcie się ze mną swoimi "czytaniowymi" wpadkami ;)

P.S. Uwaga! Obrazki są jedynie poglądowe i nie odzwierciedlają o wiele barwniejszej rzeczywistości ^^

środa, 9 maja 2012

30 dni z książkami (2)

Dzień 2. Książka, którą lubisz najmniej

Dość niefortunne sformułowanie, gdyż "lubisz najmniej", znaczy że jednak taką książkę lubisz. Pozwolicie, że troszkę odejdę od tych słów i napiszę o książce, która w ogóle nie przypadła mi do gustu i której w ogóle nie polubiłam. Co więcej, szczerze dziwi mnie jej fenomen i to, jak bardzo może być lubiana przez innych - oczywiście jest to jedynie moje subtelne odczucie, nie mające bynajmniej na celu obrażania kogokolwiek. Panie i Panowie, mowa o...


Cóż mogę rzec na jej temat. Dawno, dawno temu - zupełnie nie świadoma tego, na co się porywam - za namową koleżanek sięgnęłam po

"Zmierzch"
Stephenie Meyer

Otóż, moi mili już po kilku stronach miałam ochotę rzucić ją w kąt, co jednak nastręczało pewną trudność, w postaci elektronicznej wersji tego "dzieła", którą przyszło mi czytać. Na dokładkę jeszcze moim włosom niewiele brakowało do pozyskania struktury siana, gdyż straszliwie suszono mi głowę, żebym jednak tak łatwo nie odpuszczała. W końcu uległam, mocno zaciskając zęby i biorąc się poraz kolejny za czytanie. Wspomnień z lektury mam niewiele. Pamiętam jednak dobrze unoszącą się w powietrzu irytację. Infantylność, to również dobre słowo, bo taką wydała mi się ta książka. Dziecinną i płytką. A i jeszcze słodką, ale w negatywnym tego słowa znaczeniu. Uwierzcie mi, że nie mam nic przeciwko romantycznym historiom, czasem nawet miło jest się rozsmakować w kiczowatej bajce, która potrafi na chwilę oderwać człowieka od rzeczywistości i wznieść w górę jego serce, wzruszyć. O tak, to jest dobre. Lubię takie momenty i potrafię przymknąć oko na tą całą nierealną otoczkę wokół nich. Jednak to? Owszem był to zmierzch, ale moich nadziei na wartościową lekturę. Nie udało mi się bowiem znaleźć w niej nic dla siebie, żadnej głębi, a nawet zwykłej przyjemności z czytania, jaką czasem czerpiemy nie będąc nawet tak do końca tego świadomymi. Mam tutaj głównie na myśli język autora, konstrukcję zdań i te wszystkie pozostałe literackie wygibasy. Ja rozumiem, że to dla młodzieży, ale czy trzeba jej od razu tak uwłaczać? Eh... Nie chcę wbijać już więcej szpilek w moją papierową laleczkę voodoo, żeby przypadkiem kogoś ta szpilka osobiście nie dotknęła. Powiem tylko jeszcze, że patrząc na to wszystko (książkę, jak i to, co się wokół niej dzieje) czuję jedno: rozczarowanie. Ale to tylko moje subiektywne zdanie.

poniedziałek, 7 maja 2012

Filmowy poniedziałek z Chomikiem -> Nie uciekaj!

Tytuł: "Choć goni nas czas"
Gatunek: dramat, komedia
Produkcja: USA
Reżyseria Rob Reiner
Scenariusz: Justin Zackham


"Miliarder Edward Cole i mechanik z klasy średniej Carter Chambers żyją w dwóch różnych światach. Pewnego dnia spotykają się w jednej sali szpitalnej i dochodzą do wniosku, że są dwie rzeczy, które ich łączą: chcą robić rzeczy, o których zawsze marzyli, a nie zdążyli ich zrealizować oraz odkryć kim tak naprawdę są. Wyruszają wspólnie w podróż ich życia, odkrywają przyjaźń i uczą się jak najpełniej przeżyć życie." [Filmweb]

"Choć goni nas czas". No właśnie, ale czy aby na pewno coś nas w ogóle goni?? A może to my sami ciągle za czymś gonimy próbując jednocześnie uciec przed… samym sobą. Trwamy sobie na tym świecie bardziej lub mniej intensywnie, w dobrobycie lub biedzie, z większym lub mniejszym bagażem doświadczeń. Obieramy jakąś drogę, robimy karierę lub po prostu zarabiamy na swoje bieżące potrzeby. Niezależnie jednak od tego w jakim położeniu się znajdujemy i czy jesteśmy szczęśliwi, czy też nie - nasz zegar stale tyka odliczając przyznane nam być może już w dniu narodzin (jakże czasem niesprawiedliwe!) bliżej nieokreślone jednostki czasu.

W "The Bucket List" obserwujemy dwóch kontrastowych bohaterów. Mężczyzn obierających w swoim życiu zupełnie różne drogi, które przewrotny los u ich kresu postanowił ze sobą skrzyżować. Bynajmniej nie przez przypadek w jednej sali szpitalnej spotkali się "miliarder samotnik i rodzinny robotnik" . Obaj mający już za sobą czas dokonywania najważniejszych wyborów, a jednocześnie nie potrafiący w tym wszystkim do końca zdefiniować i odnaleźć siebie. Sarkastyczny cynik i romantyczny humanista stający nagle w obliczu śmierci o dziwo znajdują nić porozumienia, która z czasem przeradza się w przyjaźń. Przyjaźń, która bynajmniej nie jest końcem, lecz początkiem – życia w pełni, spełniania marzeń, odkrywania siebie na nowo. To swoista podróż wgłąb duszy, czas wyciągania wniosków, a przy okazji dobrej zabawy, przełamywania barier i potwierdzenia prawdziwości stwierdzenia, że "nigdy nie jest za późno", jak i być może konkluzji, że nawet te najbardziej naiwne, czy z pozoru nierealne marzenia spisane na zwykłej kartce papieru mają czasem większą wartość, niż nasze dotychczasowe osiągnięcia.

Ten film jest bowiem z rodzaju tych, które krzyczą do widza "carpe diem!" i nie czekaj na chwilę, gdy zegar zacznie odmierzać Twoje ostatnie minuty. Nie mów sobie "kiedyś", bo to "kiedyś" może nigdy nie nadejść! Żyjesz tu i teraz, jutro nie istnieje, a przeszłość jest tylko konsekwencją obecnej chwili, dlatego wykorzystaj ją jak najlepiej, tak by dawała Ci satysfakcję i nie pozwalała usiedzieć w miejscu na każde jej wspomnienie! Żyj świadom tego, że żyjesz! Nikt nie zrobi tego za Ciebie, a najlepsze nawet rady nie są czasem ani pomocne, ani tym bardziej wystarczające, by zwolnić Cię od dokonywania wyborów. Nie będąc skrajnym egoistą kieruj się sercem tak, żebyś umierając mógł sobie powiedzieć: "nie potrzebuję ani jednego dnia więcej". Znajdź radość w życiu! ;)

niedziela, 6 maja 2012

"Marika" Krzysztof Kotowski

Tytuł: "Marika"
Autor: Krzysztof Kotowski
Liczba stron: 248
Wydawnictwo: Świat Książki
Okładka: miękka

Wymiary: 13,0x20,0

"Kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy w miejscu ukrytym głęboko w puszczy bez śladu znikają ludzie. Opowieści o tych wypadkach nie tylko przerażają okolicznych mieszkańców, ale także podejrzanie wzmagają aktywność grupy byłych, dawno "uśpionych" agentów KGB. Rozpoczyna się cichy, bezlitosny i krwawy pojedynek między nimi, a polskimi służbami specjalnymi o dostęp do przerażającej tajemnicy sprzed wielu lat… " [Cat Book]

Kolejny zakup za grosze. 3 zł i książka była moja wraz z dodatkowym prezentem. Udana inwestycja. Pisałam już jednak wcześniej, że kryminały, to nie do końca jest to, co chomiki lubią najbardziej. Nigdy też chyba nie czytałam takiego, który wydałby mi się - dość realny, że tak to ujmę - żeby móc powiedzieć, że jest świetny. Było za to całkiem sporo "poczytnych" jak te autorstwa Cobena, czy Browna. Pominę Panią Christie, gdyż jeszcze wszystko przede mną.

Wracając do "Mariki". Czasu z nią nie straciłam, ponieważ czytanie szło mi sprawnie. Czy jednak dużo bym straciła, gdybym odpuściła sobie lekturę? Nie sądzę. Historia jest trochę przegadana. Dużo retrospekcji przez co czasem ciężko złapać wątek i połapać się w tych wszystkich imionach i nazwiskach. Może po części dlatego, że nie była to premiera przygód Kołynina, czy Ultry. Poza tym "las zjadający ludzi za grzechy"? Brzmi co najmniej niewiarygodnie, ale uwierzcie mi, rozwiązanie tej zagadki wcale bardziej wiarygodne nie jest. Być może w tym też tkwi słaby punkt tej historii? Poza tym, że pod koniec akcja nabiera jak dla mnie trochę zbyt dużego tempa i czytelnik nagle ni z tego, ni z owego zostaje zbombardowany informacjami i wyjaśnieniami. Troszkę za mało w tym wszystkim tajemnicy i tropów, którymi można by podążać podczas lektury. Przynajmniej w moim odczuciu. Trzeba jednak oddać autorowi, że potrafi sprawnie opowiadać i zaciekawić czytelnika. Co jednak nie oznacza, że od razu będzie go miał po swojej stronie. Mankamenty robią swoje. Polecam wielbicielom kryminałów, reszcie niekoniecznie musi się ta książka spodobać.

sobota, 5 maja 2012

Wyzwanie na maj

Ach, te książki. Trochę mi się ich tak jakby pożyczyło. Jest co czytać w najbliższym czasie!


Kolejno od góry:

->"Święte gry" Vikram Chandra
"Mistrzowski thriller okrzyknięty hinduską wersją Ojca chrzestnego i obsypany wieloma prestiżowymi nagrodami i wyróżnieniami. Epicka opowieść o przyjaźni i zdradzie, przemocy i wielkiej miłości, oraz o współczesnym Bombaju- mieście kruchym, fascynującym, brutalnym i tonącym w złowrogiej mgle. 

Sartadź Singh najlepsze lata ma już za sobą. Jest czterdziestokilkuletnim rozwiedzionym policjantem, cynicznym, znużonym życiem, bez perspektyw zawodowego rozwoju. Zaczyna jednak wierzyć w to, że los może się jeszcze do niego uśmiechnąć w chwili, gdy dostaje cynk, że w mieście przebywa jeden z najbardziej nieuchwytnych przywódców mafijnego półświatka, co więcej, kryjówka, w której się zabarykadował jest szczelnie otoczona przez policję. Po przybyciu na miejsce, podejmuje decyzję o sforsowaniu stalowych drzwi, za którymi ukrywa się gangster. Jednak zanim buldożery wkraczają do akcji, Ganeś Gaitonde popełnia samobójstwo, zostawiając masę brudnych pieniędzy i więcej pytań niż odpowiedzi. Oficjalnie sprawa zostaje zamknięta, ale na polecenie służb wywiadowczych Sartadź zaczyna dociekać przyczyn owego samobójstwa. Ślady prowadzą go w głąb ciemnych podziemi metropolii, w świat przestępczości zorganizowanej i powszechnej korupcji, świat wątpliwych przyjaźni i nieuniknionej zdrady oraz nagłych, odkupieńczych przebłysków nadziei i miłości. 

Tak jak Bombaj pulsuje życiem, tak Święte Gry obfitują w niewyobrażalną ilość zgrabnie przeplatających się ze sobą historii: opowieści o miłości, wyobcowaniu, dylematach moralnych, o życiu i śmierci. Na stronach tej powieści przewijają się znamiona wielu gatunków literackich, każdy z nich dopracowany w najmniejszym szczególe, każdy będący elementem barwnej mozaiki, tworzący jednak swój własny klimat i świat, równie przekonujący, jak wszystkie pozostałe. Zbrodnia i tajemnica niczym w doskonałym thrillerze, a wnikliwa obserwacja i nietuzinkowe ujęcie tematu zasługujące na miano epiki..." [Sonia Draga]


->"Gra o Tron" George R. R. Martin
"W Zachodnich Krainach o ośmiu tysiącach lat zapisanej historii widmo wojen i katastrofy nieustannie wisi nad ludźmi. Zbliża się zima, lodowate wichry wieją z północy, gdzie schroniły się wyparte przez ludzi pradawne rasy i starzy bogowie. Zbuntowani władcy na szczęście pokonali szalonego Smoczego Króla, Aerysa Targaryena, zasiadającego na Żelaznym Tronie Zachodnich Krain, lecz obalony władca pozostawił po sobie potomstwo, równie szalone jak on sam. Tron objął Robert - najznamienitszy z buntowników. Minęły już lata pokoju i oto możnowładcy zaczynają grę o tron... George R.R Martin jest jednym z najbardziej cenionych pisarzy fantastyki. Dzięki swej wielotomowej sadze pozyskał miliony oddanych fanów i odrodził tradycję epickiej fantasy w stylu tolkienowskim. Od 18 kwietnia 2011 rozpoczyna się w programie telewizji HBO emisja serialu, którego scenariusz powstał na podstawie Gry o tron. W rolach głównych występują w nim m.in.: Sean Bean, Mark Addy, Alfie Allen oraz Lena Headey." [Zyski i S-ka]

-> "Listy do Klaudii" Jorge Bucay
"Książkę tę zalicza się do klasyki w dziedzinie samopomocy. Autor nie powodował się kokieterią, gdy dedykował ją swym pacjentom. To oni bowiem, zaczytując się w zapiskach terapeuty i widząc, jaki entuzjazm wzbudzają wśród ich znajomych, nakłaniali go do publikacji. Ujęte w formę listów do młodej przyjaciółki notatki to zapis trzyletniej pracy terapeutycznej. Zawierają odpowiedź na wiele pytań dotyczących samopoznania, świadomości, miłości i motywów postępowania, a gdy odpowiedzi jednoznacznej nie można uzyskać — z powodu zawiłości ludzkiej psychiki — "dają do myślenia”. o gdy jest się razem, można tworzyć bliską więź. Ale tylko gdy dopuszczam myśl, że możliwe jest rozstanie, "razem” ma wartość. Według mnie, para to nie dwoje, ani nie jedno, lecz trójka. To trzy różne jednostki: on, ona i para. Kiedy rodzi się między nimi harmonia, jest cudownie. Ja, ona i my… Moja ulubiona myśl pozwalająca mi określić miłość to stwierdzenie, że to radość ze zwykłego istnienia drugiej osoby. "Kiedy ciebie chcę, jest to tak, jakbym podcinał ci skrzydła, abyś zawsze była przy mnie. Kiedy cię kocham, cieszę się, gdy widzę, jak rozpościerasz skrzydła i lecisz”. Dlaczego chcesz mieć pewność, co czuje druga osoba? Myślę, że chcesz utwierdzenia. Ale jedyną pewną rzeczą jest to, co sama czujesz. Zapytaj więc raczej, czy TY czujesz się pożądana, potrzebna, kochana, i uwierz w to swoje uczucie. Zawsze uważałem, że najpiękniejszą odpowiedzią na "Bardzo cię kocham” jest zdanie: "A ja czuję się bardzo kochana”. [Replika]


-> "Piąta Ewangelia" Philipp Vandenberg
"Porywająca, barwnie napisana historia jednego z najbardziej zagadkowych dokumentów z czasów Jezusa - Piątej Ewangelii Barabasza, której tajemnica jest do dziś zazdrośnie strzeżona przez Watykan. Po tragicznej śmierci męża młoda arystokratka, Anna von Seydliz, zostaje wplątana w zagadkową historię. Kluczową rolę odgrywa w niej stary, liczący kilkaset lat pergamin. Krótko przed swą nagłą śmiercią mąż Anny sprzedał go za astronomiczną sumę. Dokument jednak zniknął w tajemniczych okolicznościach." [Sonia Draga]


-> "Miasto ślepców" Jose Saramago
"Pewnego dnia na nienazwane miasto w nienazwanym kraju spada epidemia białej ślepoty. Bez ostrzeżenia dotyka ludzi zajętych zwykłymi, codziennymi sprawami, nie oszczędzając nikogo - starców, dzieci, kobiet, mężczyzn, osób prawych i z prawością mających niewiele wspólnego, słabych i silnych. Władze w pośpiechu zamykają pierwszą grupę w nieczynnym szpitalu psychiatrycznym. Z dnia na dzień ta zamknięta społeczność zaczyna się rządzić własnymi, twardymi prawami, które szybko wyznaczają role ofiar i oprawców, poddanych i panów. I tylko jedna osoba wie, że nie wszyscy są ślepi. Ta powieść jest wstrząsającym i głęboko przenikającym czytelnika studium kondycji ludzkiej." [Rebis]

Co sądzicie o takim zestawieniu?