czwartek, 31 stycznia 2013

"Ofiara losu" Camilla Läckberg

Tytuł: "Ofiara losu"
Autor: Camilla Läckberg
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Czarna Owca
Okładka: miękka
Wymiary: 13,5x21,0
Tom IV


"Ofiara losu" to już czwarta część sagi o Patriku Hedströmie i Erice Falck. W prowincjonalnej szwedzkiej miejscowości wydarzą się kolejne zbrodnie. A lubiany przez czytelników policjant będzie tym razem podążał śladem seryjnego mordercy. Tak jak poprzednie trzy książki Läckberg również "Ofiara losu" trafiła na szczyty list bestsellerów i doczekała się ekranizacji. 

W kraksie samochodowej ginie właścicielka małego sklepu. Można sądzić, że był to po prostu tragiczny wypadek, zwłaszcza że kobieta prowadziła pod wpływem alkoholu. Jednak detektyw Patrik Hedström nie daje się zwieść pozorom. Kolejne, podobne zdarzenie tylko potwierdza jego przypuszczenia. Jako następna traci życie jedna z uczestniczek kręconego w miasteczku reality show. Na miejsce niezwłocznie przybywają wszystkie szwedzkie media. Robi się niespokojnie. W tym całym rozgardiaszu Patrik Hedström musi zajmować się nie tylko tropieniem zabójcy, ale także przygotowaniami do ślubu z Eriką... Czy nowa policjantka, Hanna Kruse, pomoże mu znaleźć mordercę? Czy detektyw sprosta największemu wyzwaniu w swojej karierze?" [Czarna Owca]


Czuję się w pewnym stopniu rozczarowana. Cóż to za kryminał, który idzie tak łatwo rozgryźć? Byłam kompletnie zaskoczona tak oczywistym rozwiązaniem i chyba ani przez moment nie poczułam znajomego dreszczyku emocji, który towarzyszył mi przy pozostałych śledztwach. Niestety psuło mi to trochę przyjemność z czytania. Postanowiłam zatem przymknąć oko na ten cały wątek kryminalny i potraktować "Ofiarę..." bardziej jako powieść obyczajową, na którym to polu wypadła znacznie lepiej. Z dużą przyjemnością śledziłam dalsze losy Eriki i Patrika i nawet postać Anny, do której odnosiłam się do tej pory sceptycznie zyskała w moich oczach. Wisienką na torcie okazały się jednak perypetie Bertila Mellberga, które dostarczyły mi chyba największej rozrywki podczas całej lektury :) Przeciwwagą dla nich był natomiast wątek reality show wraz z jego nad wyraz irytującymi uczestnikami oraz totalnym zepsuciem moralnym producentów. Z przykrością muszę stwierdzić, że "Ofiara losu" na pewno nie należy do najwybitniejszych osiągnięć autorki, nie można jej jednak odmówić pewnego uroku oraz zgrabności samej formy, która sprawia że książkę czyta się naprawdę szybko. Polecam głównie fanom Läckberg.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:

wtorek, 29 stycznia 2013

Chomik Filozof i Panda

Znacie to uczucie, gdy w przypływie chwili udzielacie sobie sami dyspensy od wykonania jakiegoś obowiązku, a później wyrzucacie sobie niekonsekwencję? Albo odwrotnie, deklarujecie bądź też proponujecie coś z własnej nieprzymuszonej woli, a następnie macie ochotę się ze wszystkiego wycofać?

A w tej chwili zapewne zastanawiacie się, co też Chomik dzisiaj do Was bredzi...

Otóż te pseudofilozoficzne rozważania są w dużej mierze spowodowane lekturą, którą zafundowałam sobie wczoraj przed snem. I niech ktoś spróbuje teraz zakwestionować wpływ jaki literatura ma nasze życie albo chociażby nastrój! Książka, którą magluję od początku roku, a jestem zaledwie na 166 stronie z ponad 500. Istna katorga, którą z uporem maniaka urabiam dzień po dniu przełykając nieliczne strony. W imię czego to wszystko? Po pierwsze: pewnego wyzwania czytelniczego, a nawet (o zgrozo!) trzech. Po drugie: z powodu pozytywnych recenzji tej książki (podświadomie cały czas czekam, aż zostanę w pewien sposób "porwana przez nurt" płynących przez nią słów) Po trzecie i jest to chyba rozstrzygająca kwestia, nie chcę odpuścić, bo nie pozwala mi na to moja duma. Śmieszne? Być może, ale po prostu nie lubię niedokończonych spraw i świadomości poddawania się.

Zapytacie po co się męczyć? Gdyby książka była słaba po prostu bym odpuściła. Niestety taki argument nie wchodzi w grę, nie chcę kłamać. Książka nie jest słaba, jest po prostu strasznie klaustrofobiczna, duszna i przygnębiająca. Taka, która potrafi swym klimatem zepsuć najlepszy nawet humor. Przeczytałam w pewnej recenzji, że nie można jej odkładać, najlepiej "połknąć na raz", by parafrazując jej smętny bohater nie wlókł się za nami każdego dnia, gdy tylko przerwiemy lekturę. Dlatego czuję, że wpadłam w pułapkę, z której uwolnić może mnie jedynie skończenie tego, co zaczęłam poprzez codzienną dawkę masochizmu czytelniczego.

Czytaliście kiedyś coś podobnego?

P.S. Czas zabrać się za prawo rolne. Gdyby jednak moja wiedza w sobotę okazała się niewystarczająca ćwiczę również przed lustrem:


poniedziałek, 28 stycznia 2013

Filmowy poniedziałek z Chomikiem w ramach Projektu KINO -> Filmy o seryjnych mordercach

Tytuł: "Obywatel X"
Gatunek: thriller
Produkcja: USA
Reżyseria: Chris Gerolmo
Scenariusz: Chris Gerolmo


"Film oparty na autentycznej historii seryjnego mordercy, który przez wiele lat działalności uśmiercił w Związku Radzieckim ponad 50 osób. Jego ofiary były młode, przeważnie poniżej siedemnastego roku życia. Wszechobecna biurokracja, niekompetencja i brak profesjonalizmu długo uniemożliwiały odnalezienie i ukaranie zabójcy. Dopiero ogromne zaangażowanie w sprawę detektywa Burakova (Stephen Rea) i jego niemalże obsesyjne dążenie do osiągnięcia celu zaczęło przynosić rezultaty." [Filmweb]

Nie ma to jak machać recenzję na Kronikę, zamiast uczyć się do egzaminu. Ile jednak można zgłębiać metodologię badań społecznych? Sam film na szczęście zdążyłam obejrzeć, jeszcze zanim zasiadłam do notatek, gdyż kiepski byłby z niego "czasoumilacz" w przerwach od nauki. Gwarantuje Wam bowiem, że spotkanie z tytułowych "Obywatelem X" nie należy do najprzyjemniejszych. Może zobrazuje się Wam to lepiej, jeśli nazwę go wprost - Rzeźnikiem z Rostowa, seryjnym zabójcą, który pozbawił życia ponad 50 (głównie młodych) osób. Gdy pomyślę sobie o autentyczności tej historii, ciarki biegną mi po plecach. Jeśli dodam do tego jeszcze fakt, że wielu jego zbrodniom można było zapobiec, gdyby nie zbiurokratyzowana do reszty i nieodpowiedzialna władza, to aż się chwytam za głowę z niedowierzania i wzburzenia.

"Obywatel X" świetnie ukazuje i objaśnia działanie trybików napędzających straszną machinę, jaką był ówczesny Związek Radziecki. Zdaje się, że jedynym poprawnie funkcjonującym w niej elementem był Burakov, który niestety nie był w stanie sam zmienić działania całego mechanizmu. Co do samej kreacji postaci, Stephen Rea bardzo skrupulatnie odwzorował determinację, jak i ciężar spoczywający na barkach Burakova, który zdawał się jako jedyny szczerze pragnąć schwytania mordercy. Nie mniej jednak postrzegam go jako aktora "jednej twarzy", gdyż prócz ciągłej powagi i bijącego od jego postaci przygnębienia, trudno mi było odczytać inne emocje. Możliwie, że takie od początku było założenie twórców, bądź też autentyczna postać tego mężczyzny reprezentowała z gruntu człowieka opanowanego i stroniącego od okazywania emocji. Wyjątek mogłaby stanowić scena, w której Burakov  po przebudzeniu z sennego koszmaru biegnie utulić swoje dzieci, jednakże nawet wtedy aktor mnie do swoich emocji nie przekonał. No ale to tylko takie moje subiektywne spostrzeżenia.

Idąc w swych rozważaniach dalej, nie mogłabym zapomnieć o pułkowniku Fetisovie (w tej roli świetny Donald Sutherland), który jako jedyny w miarę możliwości wspierał naszego bohatera i wierzył w słuszność jego rozumowania. Szczerze kibicowałam temu duetowi, nie mogąc doczekać się momentu schwytania Chikatilo - w tej roli wręcz psychodeliczny Jeffrey DeMunn. Uwierzcie, gdybym spotkała go na ulicy, wiałabym gdzie pieprz rośnie. Ciekawa jestem innych ról tego aktora.

Filmowa całość prezentuje się naprawdę zgrabnie i potrafi szczerze zainteresować widza opowiadaną historią. Polecam każdemu z uwagi na ukazane absurdy ówczesnego systemu ZSRR oraz wstrząsającą historię przedstawioną w mrocznym i na swój sposób trzymającym w napięciu klimacie.

Moja ocena: 8/10


Film obejrzałam w ramach wyzwania:


niedziela, 27 stycznia 2013

Najlepsze książki wg BBC - zabawa blogowa ;)

Zabawa pochodzi z bloga Nieprzeczytane


Zasady:
* Pogrub te tytuły, które przeczytałaś.
* Użyj kursywy przy tych, które masz zamiar przeczytać.
* Podkreśl te książki, które kochasz/uwielbiasz/bardzo lubisz.
* Wykreśl te tytuły, których nie masz zamiaru czytać.
* Umieść to na blogu.



1. Duma i uprzedzenie - Jane Austen
2. Władca Pierścieni - JRR Tolkien
3. Jane Eyre - Charlotte Bronte
4. Seria o Harrym Potterze - JK Rowling
5. Zabić drozdad - Harper Lee
6. Biblia
7. Wichrowe Wzgórza - Emily Bronte
8. Rok 1984 - George Orwell
9. Mroczne materie (seria) - Philip Pullman
10. Wielkie nadzieje - Charles Dickens
11. Małe kobietki - Louisa M Alcott
12. Tessa D’Urberville - Thomas Hardy
13. Paragraf 22 - Joseph Heller
14. Dzieła zebrane Szekspira
15. Rebeka - Daphne Du Maurier
16. Hobbit - JRR Tolkien
17. Birdsong - Sebastian Faulks
18. Buszujący w zbożu - JD Salinger
19. Żona podróżnika w czasie - Audrey Niffenegger
20. Miasteczko Middlemarch - George Eliot
21. Przeminęło z wiatrem - Margaret Mitchell
22. Wielki Gatsby - F Scott Fitzgerald
23. Samotnia (w innym tłumaczeniu: Pustkowie) - Charles Dickens
24. Wojna i pokój - Leo Tolstoy
25. Autostopem przez Galaktykę - Douglas Adams
26. Znowu w Brideshead - Evelyn Waugh
27. Zbrodnia i kara - Fiodor Dostojewski
28. Grona gniewu - John Steinbeck
29. Alicja w Krainie Czarów - Lewis Carroll
30. O czym szumią wierzby - Kenneth Grahame
31. Anna Karenina - Leo Tolstoy
32. David Copperfield - Charles Dickens
33. Opowieści z Narnii (cały cykl) - CS Lewis
34. Emma- Jane Austen
35. Perswazje - Jane Austen
36. Lew, Czarwnica i Stara Szafa - CS Lewis
37. Chłopiec z latawcem - Khaled Hosseini
38. Kapitan Corelli (w innym tłumaczeniu: Mandolina kapitana Corellego) - Louis De Bernieres
39. Wyznania Gejszy - Arthur Golden
40. Kubuś Puchatek - AA Milne
41. Folwark zwierzęcy - George Orwell
42. Kod Da Vinci - Dan Brown
43. Sto lat samotności - Gabriel Garcia Marquez
44. Modlitwa za Owena - John Irvin
45. Kobieta w bieli - Wilkie Collins
46. Ania z Zielonego Wzgórza - LM Montgomery
47. Z dala od zgiełku - Thomas Hardy
48. Opowieść podręcznej - Margaret Atwood
49. Władca much - William Golding
50. Pokuta - Ian McEwan
51. Życie Pi - Yann Martel
52. Diuna - Frank Herbert
53. Cold Comfort Farm - Stella Gibbons
54. Rozważna i romantyczna - Jane Austen
55. Pretendent do ręki - Vikram Seth
56. Cień wiatru - Carlos Ruiz Zafon
57. Opowieść o dwóch miastach - Charles Dickens
58. Nowy wspaniały świat - Aldous Huxley
59. Dziwny przypadek psa nocną porą (Dziwny przypadek z psem nocną porą) - Mark Haddon
60. Miłość w czasach zarazy - Gabriel Garcia Marquez
61. Myszy i ludzie (również: O myszach i ludziach) - John Steinbeck
62. Lolita - Vladimir Nabokov
63. Tajemna historia - Donna Tartt
64. Nostalgia anioła - Alice Sebold
65. Hrabia Monte Christo - Alexandre Dumas
66. W drodze - Jack Kerouac
67. Juda nieznany - Thomas Hardy
68. Dziennik Bridget Jones - Helen Fielding
69. Dzieci północy - Salman Rushdie
70. Moby Dick - Herman Melville
71. Oliver Twist - Charles Dickens
72. Dracula - Bram Stoker
73. Tajemniczy ogród - Frances Hodgson Burnett
74. Zapiski z małej wyspy - Bill Bryson
75. Ulisses - James Joyce
76. Szklany kosz - Sylvia Plath
77. Jaskółki i Amazonki - Arthur Ransome
78. Germinal - Emile Zola
79. Targowisko próżności - William Makepeace Thackeray
80. Opętanie - AS Byatt
81. Opowieść wigilijna - Charles Dickens
82. Atlas chmur - David Mitchel
83. Kolor purpury - Alice Walker
84. Okruchy dnia - Kazuo Ishiguro
85. Pani Bovary - Gustave Flaubert
86. A Fine Balance - Rohinton Mistry
87. Pajęczyna Szarloty - EB White
88. Pięć osób, które spotykamy w niebie - Mitch Albom
89. Przygody Scherlocka Holmesa - Sir Arthur Conan Doyle
90. The Faraway Tree Collection - Enid Blyton
91. Jądro ciemności - Joseph Conrad
92. Mały Książę - Antoine De Saint-Exupery
93. Fabryka os - Iain Banks
94. Wodnikowe Wzgórze - Richard Adams
95. Sprzysiężenie głupców (również: Sprzysiężenie osłów) - John Kennedy Toole
96. Miasteczko jak Alece Springs - Nevil Shute
97. Trzej muszkieterowie - Alexandre Dumas
98. Hamlet - William Shakespeare
99. Charlie i fabryka czekolady - Roald Dahl
100. Nędznicy – Victor Hugo

Podsumowanie:
26 książek przeczytałam, z czego
5 bardzo lubię
2 czytać nie zamierzam, a
54 i owszem, za to
13 nie mówię "tak" ani "nie"

Wniosek: dużo czytania mnie jeszcze w tym życiu czeka :D

A jak wyglądają Wasze listy?

piątek, 25 stycznia 2013

"Pippi Pończoszanka" Astrid Lindgren

Tytuł: "Pippi Pończoszanka"
Autor: Astrid Lindgren
Liczba stron: 152
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Okładka: miękka
Wymiary: 12,2x19,0

"Pierwszy tom z serii książeczek o Pippi Pończoszance - najsilniejszej i najbardziej niesfornej dziewczynce. Mieszka ona samotnie w Willi Śmiesznotce razem ze swoim koniem i małpką, ma walizkę pełną złotych monet i... nie chodzi do szkoły. Jej niekonwencjonalne zachowanie jest wyzwaniem dla mieszkańców miasteczka: budzi zgorszenie dorosłych oraz zachwyt rówieśników. Powieść przygodowa dla dzieci w wieku 6 - 12 lat." [Nasza Księgarnia]

Stało się! W końcu poznałam tę niesforną pannicę o niebywałej sile :) Wiecie jakie było moje pierwsze spostrzeżenie? "Jakaż ona jest nieznośna!" Te słowa goniły mnie przez całą lekturę i nie mogłam od nich uciec. Dopadły mnie po raz pierwszy, gdy Pippi poszła do szkoły i wróciły ze zdwojoną mocą podczas przyjęcia u Tommy'ego i Anniki. Niebywałe jaka poprawność przeze mnie przemawia. Te wszystkie absurdy, które dzieci mogą odbierać z uwielbieniem troszkę mnie raziły. Czyżbym, aż tak się "zestarzała"? :P Co się stało z moim wewnętrznym dzieckiem? Żałuję przeogromnie, że nie było mi dane poznać Pippi w "odpowiednim" wieku, gdyż dzisiaj mnie nie zauroczyła, a przynajmniej nie tak, jakbym sobie tego życzyła. A jakie są wasze wrażenia? Czytałyście "Pończoszankę" w dzieciństwie? Podsuniecie ją swoim pociechom?

Korci mnie by sięgnąć jeszcze raz po "Dzieci z Bullerbyn", ale teraz najzwyczajniej w świecie się boję! Bo cóż bym poczęła, gdyby okazało się, że po latach straciły już dla mnie swój niepowtarzalny urok? Warto burzyć swoje wspomnienia? Czy może wręcz przeciwnie? Będę nostalgiczna i moja miłość do tych dzieciaczków tylko się spotęguje. Co robić? Poradźcie coś :)

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:



środa, 23 stycznia 2013

"Zanim zasnę" S. J. Watson

Tytuł: "Zanim zasnę"
Autor: S. J. Watson
Liczba stron: 408
Wydawnictwo: Sonia Draga
Okładka: miękka
Wymiary: 12,3x19,5


Wyobrażacie sobie życie bez wspomnień? Bez wiedzy o tym, kim jesteście, nie rozpoznając najbliższych Wam osób - rodziny, przyjaciół? Zdani na kogoś, kogo tak naprawdę nie znacie, a komu musicie zaufać i niejako zawierzyć swoje życie? Kogoś, kogo w końcu przyłapujecie na kłamstwach i to tych fundamentalnych, dotyczących bezpośrednio Was, a wobec których jesteście bezsilni, gdyż zapomnicie o nich już następnego dnia, a ta na nowo obca Wam osoba będzie w stanie wmówić Wam co tylko zechce?

"Zanim zasnę". Kolejna książka, którą odkryłam dzięki Viv i kolejna świetna lektura :)
Dawkowana w ramach rozsądku z powodu sesji, ale tak naprawdę do połknięcia na raz. Historia kobiety, która poprzez tragiczny wypadek utknęła w przeszłości. Jej każdy dzień zaczyna się od wszechogarniającego uczucia dezorientacji, a czasem i przerażenia. Każdego poranka przeświadczona o swej młodości Christine budzi się w ciele 47-letniej kobiety, obok zupełnie obcego jej mężczyzny i każdego dnia poznaje strzępki swej przeszłości, by następny dzień przeżyć w ten sam sposób. Wszystko na skutek wypadku, która miał miejsce przed laty, a przynajmniej tak twierdzi jej mąż Ben - mężczyzna obok którego się obudziła.

Tego dnia, gdy poznamy naszą bohaterkę coś się jednak zmieni, a wszystko to za sprawą jednego telefonu. Kobieta dowie się, że od jakiegoś czasu w tajemnicy przed mężem uczęszcza na terapię mającą pomóc jej w odzyskaniu pamięci. W dodatku wraz z datą umówionego na dziś spotkania z dr Nashem, odnajduje zapisaną przez siebie notkę: "Nie ufaj Benowi". Dlaczego miałaby nie ufać swojemu mężowi i czy dr Nash naprawdę chce jej pomóc? Christine postanawia spotkać się z lekarzem i za jego namową zaczyna prowadzić dziennik. I tym właśnie jest ta powieść - dziennikiem kobiety, która toczy desperacki bój ze swą pamięcią w poszukiwaniu prawdy.

Dzięki temu, że poznajemy wydarzenia tylko z perspektywy Chris odbiór powieści się potęguje. Jesteśmy bowiem w stanie śledzić tylko te zdarzenia, o których bohaterka sama nas informuje. Jeśli czegoś nie zapisze, umknie to nie tylko jej, ale i nam. Podobnie jak ona gubimy się zatem w domysłach, nie wiemy komu można ufać, a komu nie, które wspomnienie jest przeszłością, a które tylko zmyśloną projekcją umysłu. Każdego dnia na nowo razem z Christine przeżywamy koszmar jej niepamięci i z taką samą mocą pragniemy poznać prawdę. Prawdę, o której nawet nam się nie śniło, tak nieprawdopodobną.

"Zanim zasnę" to rewelacyjnie skonstruowany thriller, który trzyma nas w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Co więcej przez całą lekturę byłam przekonana, iż autorem powieści jest kobieta, więc spotkało mnie spore zaskoczenie, gdy na jaw wyszła moja pomyłka. S.J. Watson świetnie sobie poradził z kreacją głównej bohaterki. Z niecierpliwością oczekiwała będę ekranizacji tej powieści i mam nadzieję, że utrzyma ona ten sam poziom, co jej papierowy pierwowzór.

Gorąco polecam!

P.S. Książka jest do kupienia w rewelacyjnej cenie w Weltbildzie. Ja już zamówiłam swój własny egzemplarz :D


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


poniedziałek, 21 stycznia 2013

Filmowy poniedziałek z Chomikiem w ramach Projektu KINO -> Skandynawia przed kamerą

Tytuł: "Łowca trolli"
Gatunek: przygodowy, fantastyczny
Produkcja: Norwegia
Reżyseria: André Øvredal
Scenariusz: André Øvredal



Za takie filmy po prostu kocham projekt KINO! Gdyby nie to wyzwanie, chyba nigdy bym się nie zdecydowała na seans, a jestem nim po prostu urzeczona i przymykam oczy na wszystkie niedociągnięcia i jawne absurdy. Powiem więcej, ja je w tym filmie uwielbiam!

Pierwsze moje skojarzenie zaraz po włączeniu "Łowcy..." - "Blair witch project". Ta sama konwencja i muszę przyznać, iż wywołała u mnie już na wstępie spory sceptycyzm. Kamera z ręki, chaos, urywane ujęcia. Myślę sobie: "będzie średnio", a tu taka niespodzianka!

Napisy początkowe intrygują informując o autentyczności materiału, którego fragment będziemy mieli okazję zobaczyć. Został on w 2008r. anonimowo przesłany do norweskiej wytwórni filmowej - Filmkameratene A/S i przedstawia nietypowy reportaż.

Grupa studentów dowiaduje się o rzekomym kłusowniku, który pojawił się niedawno w ich okolicy. Nikt nie wie kim jest, skąd się wziął i co tak naprawdę robi w Volda. Myśliwi wiążą go z pojawiającymi się nagle zewsząd martwymi niedźwiedziami, które w dodatku wyglądają na podrzucone. Ministerstwo Środowiska w podrzucanie nie wierzy, a nasi bohaterowie starają się rozwikłać tę zagadkę. Zaczynają od licznych prób nawiązania kontaktu z tajemniczym mężczyzną, ten jednak uparcie ich zbywa. Nie dając za wygraną młodzi ludzie uważnie śledzą poczynania domniemanego kłusownika. Którejś nocy decydują się wyruszyć w ślad za jego pokiereszowanym autem i zbadać tę całą sprawę osobiście. Trop prowadzi ich wgłąb lasu, skąd wrócą już bez swojego auta, ale za to z niezwykłą wiedzą i nieprawdopodobną propozycją. Chcecie zobaczyć jak wygląda polowanie na trolle oraz dowiedzieć się o nich czegoś więcej? Serdecznie zapraszam Was na seans :D

Pierwsze minuty mogą się dłużyć i nie przykuwać zbytniej uwagi, za to w momencie pojawienia się trolli robi się naprawdę interesująco. Osobiście nie mogłam się od tego filmu oderwać. Momentami straszny, momentami śmieszny (wiadro z krwią chrześcijanina rozłożyło mnie na łopatki :P), ukazujący odwagę bohaterów i niesamowicie realne trolle. Świetnie były zrobione! Ani przez moment nie wątpiłam, że są prawdziwe. W ogóle sam pomysł ich koegzystencji razem z człowiekiem i to akurat w Norwegii - po prostu genialny! Dawno nie widziałam czegoś tak oryginalnego i świetnie zrobionego. Ten film ma w sobie to "coś" i na pewno na długo zapadnie mi w pamięć.

Moja ocena: 9/10


Film obejrzałam w ramach wyzwania:

sobota, 19 stycznia 2013

Pierwsze urodziny bloga + konkurs!

Oślisko ze mnie niebywałe, bo... zupełnie o nich zapomniałam! Tzn. możecie wierzyć lub nie, jeszcze na dzień przed pamiętałam, a o gafie zorientowałam się... dzień po. Za to prawie cały tydzień zajęło mi zebranie się w sobie i znalezienie czasu stworzenie tego oto posta. Mam jednak nadzieję, że warto było trochę na niego poczekać :)

Kronika Chomika powołana do życia została 12 stycznia 2012r. i tego samego dnia na jej łamach pojawił się pierwszy post. Możecie go znaleźć tutaj -> klik





Ach, pamiętam to jak dziś! Ileż to ja miałam wątpliwości, co do tego całego przedsięwzięcia. Zastanawiałam się, czy w ogóle warto i kto będzie czytał te moje dyrdymały. Dzisiaj już wiem, że moje obawy były nieuzasadnione i że powinnam była zacząć moją blogową przygodę o wiele wcześniej! 90 obserwatorów i ponad 14 000 wyświetleń, to aż nadto w stosunku do tego, czego się spodziewałam i chciałabym w tej chwili bardzo podziękować wszystkim osobom, które się do tego wyniku przyczyniły - zwłaszcza świadomie, bo przypadkowych odwiedzających też się pewnie paru znalazło. Dziękuję Wam kochani z całego serca, bo to właśnie dzięki Wam Kronika Chomika nadal istnieje i się rozwija. Każdy Wasz komentarz to dla mnie niesamowita nagroda za czas jaki poświęcam na prowadzenie bloga oraz ogromna motywacja do dalszego działania. Dzięki wielkie! ;)

Jako matka chrzestna Krakowskiego Czytania (o czym przez swoje zabieganie dowiedziałam się dopiero wczoraj i kajam się pokornie za to przeoczenie) pragnę z tego miejsca szczególnie pozdrowić Viv, która stała się jednym z pierwszych obserwatorów Kroniki Chomika i motywowała mnie swoimi komentarzami do dalszego pisania.
Widać obie miałyśmy na siebie bardzo pozytywny wpływ na samym starcie :D
Mam nadzieję, że nasze wzajemne odwiedziny w sieci z czasem nie osłabną ;)

Serdeczne pozdrowienia przesyłam również Isadorze, Chabrowej, Kruszynce, Barwince, Tetiisheri, Tirindeth, Cyrysi, Rudej, Melanii, Ikalii, Ejotek i wielu innym osobom, które regularnie zaglądają do Kroniki i aktywnie uczestniczą w jej życiu. A także tym, którzy śladów po sobie co prawda nie pozostawiają, ale za to wiem, że czytają regularnie.

Nie mogłabym też zapomnieć o osobie, która bezpośrednio przyczyniła się do powstania tego bloga, jest moim stałym czytelnikiem, zawsze służy mi oparciem oraz gdy trzeba, również konstruktywną krytyką. Podziękowania te wędrują do pewnego Pingwina, który jakiś czas temu skradł moje serce ;*

A teraz moi mili mam dla Was z okazji urodzin kolejny konkurs :)

Do wygrania:




Moja recenzja -> klik


Zasady konkursowe:

1. Konkurs trwa od 19.01.2013r. do 19.02.2013r.

2. Co należy zrobić, żeby wygrać?
- wpisać standardowe "zgłaszam się" w komentarzu,
- podać swój adres e-mail,
- zaznaczyć, jeśli jest się obserwatorem Kroniki Chomika (patrz pkt 7^^),
- umieścić na swoim blogu (jeśli takowy prowadzisz) mój konkursowy podlinkowany baner,
+ wykonać następujące zadanie konkursowe:

Porównaj siebie do jakiegoś zwierzaka i krótko ten wybór uzasadnij. 
Odpowiedź zamieście w komentarzu poniżej wraz z powyższymi informacjami.
Forma wypowiedzi jest dowolna.
Chomik jest bardzo ciekaw kto tu do niego zagląda^^ 

a oto konkursowy baner, który już zapewne bardzo dobrze znacie:



3. Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu.

4. Zwycięzcę wybieram ja (Chomik), autorka bloga Kronika Chomika, organizatorka konkursu i sponsor nagrody. Uczynię to na podstawie swojej własnej opinii, a moja decyzja jest ostateczna i niepodważalna. Wygra osoba, która według mnie najciekawiej zaprezentuje swoje zwierzęce wcielenie/oblicze - jakkolwiek to brzmi :P

5. Udział w konkursie może wziąć każdy, również osoba nie prowadząca bloga.

6. Książkę wysyłam tylko na teren Polski.

7. Przewiduję dodatkową nagrodę niespodziankę, którą rozlosuję wśród wszystkim moich obserwatorów, którzy zgłoszą się do konkursu - chcę Wam kochani w ten sposób szczególnie podziękować :)

Powodzenia!

środa, 16 stycznia 2013

"Kamieniarz" Camilla Läckberg

Tytuł: "Kamieniarz"
Autor: Camilla Läckberg
Liczba stron: 536
Wydawnictwo: Czarna Owca
Okładka: miękka
Wymiary: 13,5x21,0
Tom III


"Akcja powieści "Kamieniarz" rozpoczyna się w pewien październikowy poranek... Frans Bengtsson wypływa łódką, aby opróżnić więcierze, które zastawił na homary. Rybak przeczuwał, że nie będzie to zwykły połów. Nie mylił się - w sieci znajduje ciało rudowłosej dziewczynki. Rozwikłaniem zagadki tajemniczego morderstwa zajmie się Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu policji w Tanumshede. Sprawa okaże się znacznie bardziej skomplikowana, niż początkowo sądzono. Podczas sekcji zwłok w płucach dziecka wykryta zostanie słodka woda i ślady mydła. Ktoś utopił małą w wannie i wrzucił zwłoki do morza. Kto i dlaczego zamordował dziewczynkę? Odpowiedzi należy szukać w odległej przeszłości... 

"Kamieniarz" to trzeci tom popularnego kryminalnego cyklu Camilli Läckberg. Akcja całej serii rozgrywa się we Fjällbace na zachodnim wybrzeżu Szwecji. Powieści przetłumaczono na wiele języków europejskich, a w Szwecji i we Francji powstają ekranizacje bestsellerowej sagi." [Czarna Owca]


Nie wiem, jak Pani Läckberg to robi, ale od jej książek wprost nie można się oderwać! Mimo przerwy pomiędzy "Kamieniarzem", a "Kaznodzieją" (którego czytałam w sierpniu) od razu wczułam się w klimaFjällbaki i z uśmiechem na twarzy powitałam dobrze znanych mi bohaterów. Z niecierpliwością zabrałam się za lekturę i oto czego dowiedziałam się na wstępie: Erika urodziła dziecko! ;) Jakież było jednak moje zdziwienie, gdy zamiast
jasnej i radosnej strony macierzyństwa, autorka ukazała nieprzespane noce, zmęczenie, a nawet lekką depresję głównej bohaterki. Widać to małe bobo nieźle musiało dać jej się we znaki.


A skoro już o dzieciach mowa, to "Kamieniarz" wita nas morderstwem, którego ofiarą jest mała dziewczynka. Szybko okazuje się, że zarówno Patrick, jak i Ericka doskonale znają jej rodziców, dlatego też wiadomość o jej śmierci jest dla nich prawdziwym wstrząsem. Policja robi co może by rozwikłać tę sprawę. Jednakże śledztwo, śledztwem, a my w międzyczasie poznajemy zupełnie inną historię, która to notabene bezpośrednio nawiązuje do tytułu książki. Nie wiem jak pozostali czytelnicy, ale mi udało się bez problemu powiązać ze sobą pewne fakty i rozgryźć kto jest mordercą. Czy byłam przez to zawiedziona? Ani trochę, ponieważ książkę czyta się po prostu rewelacyjnie! Mam wrażenie, że jak na razie jest to najlepsza część całego cyklu, dlatego też nie powinno nikogo dziwić, że już popędziłam do biblioteki po następną część^^ Cóż, tyle ode mnie. Nic, tylko czytać i przekonać się na własnej skórze o co tu tak naprawdę biega ;)

Tymczasem wracam do szarej rzeczywistości, gdzie w kącie mojego pokoju czai się sesja knując misterny misterny plan boju. Coś czuję, że będę musiała wytoczyć ciężkie działa, żeby wygrać tę batalię. Na razie idzie mi całkiem nieźle, dlatego trzymajcie kciuki, by było tak dalej :)

niedziela, 13 stycznia 2013

Top 10 - miejsca znane z literatury, które chcielibyśmy odwiedzić.

 Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.




Dziś przyszła pora na... miejsca znane z literatury, które chcielibyśmy odwiedzić!
Natchniona postem Isadory postanowiłam przedstawić Wam miejsca, które sama koniecznie chciałabym zobaczyć i zwiedzić, gdyby tylko było to możliwe. Kolejność przypadkowa, trudno było mi bowiem zdecydować się na jakiś konkretny ranking.


Zielone Wzgórze i Avonlea - "Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery



Hogwart - seria o Harrym Potterze autorstwa J.K. Rowling



Bullerbyn - "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren


Shire i dom Bilbo Bagginsa - "Hobbit, czyli tam i z powrotem" J.R.R. Tolkien


kawiarnia Whistle Stop - "Smażone, zielone pomidory" Fannie Flagg


Barcelona - "Cień wiatru" Carlos Ruiz Zafon


Toskania - np. "Tysiąc dni w Toskanii" Marlena de Blasi



Rivendell - "Władca pierścieni" J.R.R. Tolkien


katedra w Kingsbridge (wzorowana na katedrze w Salisbury, patrz zdj.) - 
"Filary ziemii" Ken Follett



Tajemniczy Ogród - "Tajemniczy ogród" F.H. Burnett

czwartek, 10 stycznia 2013

30 dni z książkami (11)

Dzień 11. Książka, dzięki której zaraziłeś się czytaniem.

Można powiedzieć, że moja przygoda z czytaniem rozpoczęła się od spotkania z pewnym psem, który zwykł jeździć koleją. Pamiętam dzień, w którym po raz pierwszy wsiadłam razem z nim do pociągu. Był upalny i słoneczny, a ja nie zdawałam sobie wtedy jeszcze sprawy z wagi tej podróży. Lampo odkrył przede mną zupełnie nieznany mi dotąd świat.  Stałam się nieodłącznym towarzyszem jego wojaży, które śledziłam z zapartym tchem i nie muszę Wam chyba mówić, że gdy serce mojego przyjaciela przestało bić, pękło i moje. Łzy lały się rzewnie i nie pomagały żadne słowa pocieszenia. Lampo był przecież prawdziwy, przez moment żył w mojej wyobraźni i już na zawsze tam pozostanie.



Kiedy pogodziłam się z jego odejściem, nie pozostawało mi nic innego, jak wsiąść do pociągu i kontynuować moją przygodę. Los chciał, że kolejna stacja na mojej drodze znajdowała się w niewielkiej miejscowości o dźwięcznej nazwie Bullerbyn... Myślę, że to właśnie w tym miejscu, od mieszkającym tam dzieci, załapałam czytelniczego wirusa. Spędziłam z nimi mnóstwo wspaniałych chwil, do który wielokrotnie później wracałam. Za każdym razem tak samo intensywnie przeżywałam to spotkanie i do dziś rzewnie wspominam moją przyjaźń z Lisą, Anną, Brittą, Lassem, Bossem, Olem i Kerstin oraz wszystkie nasze przygody. 


Opuszczając Bullerbyn wiedziałam, że przepadłam i to z kretesem ;)

P.S. Podczas pisania tego posta przypadkiem trafiłam na filmową ekranizację "Dzieci z Bullerbyn". Koniecznie muszę ją zobaczyć! ;)

sobota, 5 stycznia 2013

Ratujmy Świat Książki!

 
Ta wiadomość spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Jak to?! Moje ulubione wydawnictwo ma przestać istnieć?! Nie można na to pozwolić! Podobnie zareagowało wiele innych osób i chwała im za to, bo to właśnie w ludziach tkwi nadzieja na uratowanie "Świata Książki".



 Moja przygoda z tym wydawcą zaczęła się bodajże w 2006r. kiedy to namówiłam mamę, by dołączyła do klubu Świata Książki, gdyż ja sama nie miałam wtedy jeszcze ukończonych 18 lat. Jaka to była radość! Z wielką pieczołowitością przeglądałam każdy katalog i rozważnie wybierałam kolejne lektury. Wszystkie pięknie wydane, a do tego w przystępnych cenach. 

Początkowo byłam zaskoczona przejęciem Świata Książki przez niemiecki koncern Weltbild. Troszkę zgrzytało mi pojawienie się wielu "nieksiążkowych" produktów w księgarniach, ale z czasem nawet przywykłam. Liczne wyprzedaże sprawiały, że moje półki sukcesywnie zapełniały się kolejnymi książkami. Zdecydowana większość z nich to pozycje wydane właśnie przez Świat Książki. Część, którą mam ze sobą w Poznaniu udało mi się uchwycić na zdjęciach (musiałam w tym celu przeorganizować swoje półki :P). Reszta została w moim domu rodzinnym lub podróżuje po świecie czyt. została pożyczona.

Ooo, a teraz widzę, że pominęłam jeszcze książki zamieszkujące mój parapet.



Jak widzicie Świat Książki otacza mnie ze wszystkich stron i jest mi z tym naprawdę dobrze. Chciałabym też w przyszłości móc powiększać swoje zasoby książkami z tym charakterystycznym znaczkiem.





Mam nadzieję, że Świat Książki znajdzie nowego nabywcę i nie zniknie z naszego rynku na zawsze. Byłaby to ogromna strata, dlatego trzeba walczyć o to, by tak się nie stało. 

Zachęcam Was wszystkich do polubienia strony Ratujmy Świat Książki na fb, jeśli ktoś jeszcze się ostał i tego do tej pory tego nie uczynił. Klikamy, klikamy ;)

piątek, 4 stycznia 2013

30 dni z książkami (10)

Wyzwanie, które przeciągnęło się i na kolejny rok w moim przypadku ;)


Dzień 10. Pierwsza książka przeczytana przez Ciebie 

Sięgając wgłąb swej pamięci:
a) pamiętam tytuł tej książki, ale autora już nie,
b) pamiętam, że mama kupiła mi ją wraz z książką "O psie, który jeździł koleją" - były to moje pierwsze lektury szkolne,
c) za choinkę nie mogę sobie przypomnieć o czym tak dokładnie ta książka była :P

Oto i...

Przeczytanie opisu również niewiele mi dało, chyba nie była to zbyt fascynująca lektura, bo np. wyżej wspomnianego psa, który jeździł koleją pamiętam doskonale :)

A Wy? Pamiętacie Anaruka? A może podzielcie się z Chomikiem tym, jaka była pierwsza przeczytana przez Was książka? :)

czwartek, 3 stycznia 2013

Projekt KINO -> Dramat koreański

Tytuł: "Wiosna, lato, jesień, zima... i wiosna"
Gatunek: dramat
Produkcja: Niemcy, Korea Południowa
Reżyseria: Kim Ki-duk
Scenariusz: Kim Ki-duk


"Głównymi bohaterami tego filmu są dwaj buddyjscy mnisi, którzy wiodą ciche życie na odludziu, w małej świątyni. Młodszy dopiero wchodzi w życie, stopniowo poznaje prawdy związane z wielowiekową kulturą. Drugi z nich to starzec - duchowy nauczyciel swego towarzysza. Pełen młodzieńczych namiętności uczeń nie zawsze będzie zgadzał się z surowymi zasadami swego mistrza... 

Film jest podzielony na pięć części - pór roku. Ich przemijanie symbolizuje życie człowieka w całej swej intensywności: od narodzin po śmierć, od miłości po cierpienie. Tłem całej opowieści jest przepięknie sfotografowana, uduchowiona przyroda." [Filmweb]


Pamiętam, że dawno temu chciałam już obejrzeć ten film, ale jakoś tak nie było mi po drodze, a i z dostępem do niego miałam niemały problem. Cieszę się, że mogłam nadrobić tę zaległość w ramach Projektu KINO. Po przeanalizowaniu przeze mnie"zaplecza technicznego" czyt. listy osób, które przyczyniły się do powstania tego obrazu, okazało się że Kim Ki-duk wcale nie jest mi obcy! Mogę Wam z czystym sercem polecić jego "Pusty dom", który był dla mnie filmem wprost genialnym i szczerze zachęcam Waz, żeby się z nim zapoznać.

Odnosząc się do "Wiosny, lata..." sama nie wiem od czego zacząć, bo zbyt dużo naraz ciśnie mi się na usta, a w tym przypadku na klawiaturę. Postaram się w miarę możliwości poskromić ten chaos i zaprowadzić w nim jako taki porządek, żebyście byli w stanie dotrwać do końca tej opinii.

Pierwsza kwestia to cykliczność życia i jego przemijanie, do których odnosi się już sam tytuł dzieła, jak i jego opis. Życie człowieka można podzielić na 4 etapy odnoszące się symbolicznie do pór roku. 
Wiosna jest naszą młodością, podczas której rozkwitamy, ale jesteśmy też niestabilni, podobnie jak wiosenna pogoda. Nie odróżniamy jeszcze do końca dobra i zła, popełniamy błędu i potrzebujemy opiekuna. Mentora, który wskaże nam drogę i uświadomi wagę moralności. W filmie jest to pięknie ukazane za pomocą kamienia. Kto widział, ten wie - reszcie nie zamierzam psuć seansu.
Lato to upalny okres naszego dojrzewania, podczas któremu poznajemy żar namiętności. To czas rozwoju naszej seksualności, odkrywania i pierwszych miłości. Kontrolę przejmują uczucia i instynkty. Matka Natura robi swoje, a skutki tego procesu częstokroć nas przerastają.
Jesień jest czasem dojrzałości i ponoszenia konsekwencji swoich czynów, z którymi częstokroć trudno jest się nam pogodzić. To również czas wyzbywania się gniewu, skruchy i pokory.
Zima jest zwieńczeniem i ukoronowaniem naszego życia. Okresem kontemplacji, symbolem mądrości życiowej i doświadczenia.

Przynajmniej ja tak to zinterpretowałam.

Następnie historia zatacza krąg i zaczyna się od początku, z tym że rzuciło mi się niesłychanie wyraźnie w oczy rosnące z pokolenia na pokolenie okrucieństwo. Wystarczy porównać co z kamykami robiło dziecko na początku filmu, a co na samym końcu. Przeraziła mnie ta rosnąca w ludziach przemoc, zwłaszcza że to spostrzeżenie okazuje się bardzo trafne.

Kolejna kwestia, w którą jednak nie chcę zbyt głęboko wchodzić do wierzenia ukazane w filmie. Zupełnie mi obce, intrygujące, ale i momentami niezrozumiałe, ponieważ trudno mi było przełożyć je na naszą europejską kulturę.

Urzekły mnie piękne zdjęcia i cisza wypełniona przejmującą muzyką, która otula ten film. Minimum słów i maksimum wyrazu, często bardzo symbolicznego. Wszystko odpowiednio wyważone.

Symbole, które szczególnie zapadły mi w pamięć i mnie zaintrygowały. Uwaga, możliwe spoilery!

-> samospalenie się mnicha, które troszkę trudno mi zinterpretować. Złożenie samego siebie w ofierze? Być może jest to właśnie kwestia religijna, która jest mi obca, bądź też jakiś kulturowy artefakt?
->zasłonięta twarz kobiety oddającej swoje dziecko. Dlaczego je oddaje i dlaczego zasłania twarz? Być może nie jest w stanie się nim zaopiekować i chce mu w ten sposób zapewnić godny byt? Na pewno nie chce się z nim rozstawać. Płacze i rozpacza. Zasłania twarz, by nikt jej nie rozpoznał i nie została potępiona? Żeby dziecko nie pamiętało jej twarzy? Żeby nie znał jej sam mnich? Pytania można mnożyć bez końca i interpretować tę sytuację na wiele sposobów. Przynajmniej ja mam takie odczucia, bo nie wiem, czy reżyser gdzieś wprost wyjaśnia jej przekaz.

Podsumowując swoje refleksję muszę przyznać, iż ten film na pewno zapadnie mi w pamięć. Zmusił mnie do myślenia i zastanowienia się nad pewnymi sprawami oraz zaintrygował nieznaną mi do tej pory kulturą. Mogę go na pewno polecić osobom otwartym na poznawanie obcych kultur, jak i szukających w kinie uniwersalnych przekazów.

Moja ocena 9/10

Film obejrzałam w ramach wyzwania: