niedziela, 31 marca 2013

Wesołego Alleluja!

Najlepsze życzenia na te Święta dla Was kochani! Spokoju ducha, uśmiechu na twarzy, zdrowia, szczęścia i wielu radosnych chwil w rodzinnym gronie Wam życzę :)


Aaa i  zapomniałabym, jeszcze odejścia zimy! O tak, bo lepienie na Wielkanoc zająca ze śniegu, to już gruba przesada....

Smacznego jajka! :D

sobota, 30 marca 2013

"Ines, pani mej duszy" Isabel Allende

Tytuł: "Ines, pani mej duszy"
Autor: Isabel Allende
Liczba stron: 393
Wydawnictwo: Muza
Okładka: twarda
Wymiary: 13,5x20,5


"Najnowsza powieść historyczna autorki Domu duchów i Ewy Luny.
Niewiarygodna historia pierwszej i jedynej Hiszpanki, Ines Suarez (1507-1580), która wzięła udział w konkwiście, opowiadana przez samą bohaterkę.

Wartka narracja, dramatyczne zwroty akcji, barwne postaci, bogate tło obyczajowe.

Sędziwa Ines Suarez u kresu swoich dni spisuje kronikę własnego życia. W 1537 roku w poszukiwaniu męża, który zaciągnął się do hiszpańskiego wojska i wyruszył na podbój Peru, wyjechała do Ameryki. Nie znalazła go jednak i wkrótce związała się z Pedrem de Valdivią, późniejszym zdobywcą Chile. Sama również jako pierwsza i jedyna hiszpańska kobieta brała udział w podboju Chile, a jej okrutne czyny sprawiły, że stała się bohaterką "czarnej legendy". [Muza]


Allende po raz pierwszy i na pewno nie ostatni. Czuję się zaintrygowana tą autorką, gdyż historia Ines jest wprost epicka. Napisana z niesamowitym rozmachem i dbałością o szczegóły porywa nas swym rwącym nurtem i wiedzie wgłąb nieprzebytych ziem Chile, by następnie ochrzcić krwią tubylców i konkwistadorów. Zostajemy rzuceni w wir wieloletniej wojny toczonej między rdzennymi mieszkańcami Ameryki, a hiszpańskimi agresorami, którzy to w imię Kościoła pragnęli dla siebie coraz to większych łupów, bogactw i ziem. Aż dziw bierze, że sprawozdawcą z tych wydarzeń jest kobieta! Niezwykle charyzmatyczna i silna, Ines Suarez - szwaczka, która pewnego dnia postanowiła przemierzyć ocean w poszukiwaniu zaginionego męża, a umarła niemalże jako legenda konkwisty.

Autorka prowadzi nas przez życie Ines z niebywałą szczerością. Potwierdza to już chociażby sama forma tej książki, która jest swego rodzaju pamiętnikiem, spowiedzią bohaterki. Stojąc nad grobem, Ines nie sili się na wybielanie swej osoby. O swoich losach opowiada wprost, nie wstydząc się i ukazując nam pełen obraz jej postaci oraz wszystkich towarzyszących jej wydarzeń. Podobał mi się ten brak stronniczości i zachowanie pewnej równowagi, chociażby w sposobie ukazania obcych, zderzających się z sobą kultur.

Ponadto ta książka, aż kipi od emocji, poczynając od tych szlachetnych, a kończąc na najpodlejszych. Bohaterowie są wielowymiarowi, a od akcji naprawdę trudno się oderwać. Zatem czego chcieć więcej? :)


Jestem też bardzo ciekawa pozostały tytułów, które wyszły spod pióra tej autorki. Czytaliście/czytałyście może coś?


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


wtorek, 26 marca 2013

"Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie" Małgorzata Gutkowska-Adamczyk

Tytuł: "Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie"
Autor: Małgorzata Gutkowska-Adamczyk
Liczba stron: 472
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Okładka: miękka
Wymiary: 13,5x20,4

Tom II


"W drugim tomie bestsellerowej sagi Cukiernia Pod Amorem autorka przedstawia dalsze losy rodu Zajezierskich. Wraz z jedną z bohaterek wyrusza za ocean, znakomicie odmalowując życie polskich emigrantów na przełomie XIX i XX wieku. Na scenę wkracza również barwna rodzina Cieślaków. Poznamy półświatek złodziejaszków z warszawskiego Powiśla, a także artystyczne środowisko przedwojennych teatrów i kabaretów.

I tym razem nie zabraknie pięknych, zdecydowanych kobiet, przełomowych wydarzeń z dziejów Polski i świata oraz ekscytujących historii miłosnych."


Muszę przyznać, iż troszkę się rozczarowałam. Drugi tom nie porywa tak jak pierwszy, a przynajmniej nie mnie. Współczesny wątek został potraktowany po macoszemu, a właśnie na rozwój perypetii Igi i jej ojca czekałam z największą niecierpliwością. Na szczęście uzyskałam całkiem niezłą rekompensatę w postaci niepokornej Grażyny Toroszyn i lektura w końcowej części była naprawdę satysfakcjonująca.

Nie zmienia to jednak faktu, iż troszkę smutno było mi rozstawać się z pewnymi bohaterami - trzeba Wam wiedzieć, że trup ściele się gęsto, zwłaszcza pod koniec lektury. Taki obrót spraw jest jednak, po pierwsze: naturalną koleją rzeczy, a po drugie: niezbędnym elementem fabuły całej trylogii. Jej ramiona obejmują bowiem całkiem spory kawał czasu, a ten jak wiadomo zbyt łaskawy w stosunku do ludzkości nie zwykł nigdy bywać.

Co mi się w lekturze nie podobało? Albo nie, ujmę to inaczej i powiem po prostu, że okres I wojny światowej na ziemiach polskich okazał się dla mnie, jako czytelnika, nie mniej trudny, niż dla naszych bohaterów. Chwilami było naprawdę ciężko i lektura leżała dobrych kilka dni w jakimś zapomnianym kącie pokoju. Na szczęście wyzwanie "Pod hasłem" okazało się wystarczającą motywacją do jej ukończenia, czego bynajmniej w ogólnym rozrachunku nie żałuję i chcąc zakończyć swą przygodę z tym "słodkim" tematem zamierzam w najbliższym czasie sięgnąć po ostatni tom "Cukierni...". Ot, by zaspokoić swą ciekawość i dowiedzieć się, co było dalej :)



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:







sobota, 23 marca 2013

Kolejne wyróżnienie :)

 Czyli Liebster Blog po raz wtóry, tym razem jednak w nowej szacie graficznej :)



Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który cię nominował.

Za wyróżnienie dziękuję KasikO z bloga "Książek Świat" :)

Jako, że swego czasu już brałam udział w zabawie, ograniczę się tym razem tylko do odpowiedzi na zadane mi pytania. Oto one:


1. Chodziliście na wagary?

Z reguły byłam grzecznym Chomikiem i na wagary nie uczęszczałam, ale pamiętam jedno zdarzenie jeszcze z gimnazjum, gdy dwóch największych łobuzów z klasy namówiło wszystkich, by urwać się z ostatniej lekcji (nie pamiętam co to był za przedmiot niestety). O dziwo klasa naprawdę się zgrała i jak nam się wydawało wszyscy zwiali. Zadowoleni z siebie i dumnie ze swej solidarności, następnego dnia dowiedzieliśmy się, że tych dwóch nędznych prowodyrów całej akcji, zamiast do domu, poszło prosto do nauczycielki, z którą mieliśmy mieć zajęcia, żeby nas bezczelnie podkablować. Od tego czasu jakoś nikomu nie paliło się do kolejnego klasowego zrywu.

2. W oczekiwaniu na wiosnę, ulubiona pora roku?

Zdecydowanie lato, które mogłoby jak dla mnie trwać przez cały rok :) Należę zdecydowanie do rasy ciepłolubnych istot.

3. Ulubiona książka?

Tak na dziś? Jeden tytuł? Nie potrafię się zdecydować, chociaż niewątpliwie jest kilka książek, które darzę wielkim sentymentem i do których na pewno jeszcze będę wracać :)

4. Książka, której jeszcze nie przeczytaliście ale bardzo chcecie to zrobić?

Tu z kolei tytuły się mnożą, jak grzyby po deszczu. Niektóre z nich można znaleźć w zakładce "Chcę przeczytać" u góry strony :)

5. Książka, nigdy nie dokończona?

Wielkie matki głupich, czyli "Wielkie nadzieje" Charlesa Dickensa

6. Ulubiony kolor?

Hmm... Może niebieski? Jak bezchmurne niebo, gdyż idzie wtedy w parze ze słońcem i tym samym wprawia mnie w dobry humor. Nie mam chyba jednak wyraźnego faworyta. Miło patrzy się na zielony, czerń za to wyszczupla, brąz natomiast jest mi szczególnie bliski, bo od urodzenia romansuje z moimi oczami, za to czerwień sprawia, że serce mocniej bije, a policzki kraśnieją. Każdy kolor ma swój czas i miejsce, a zatem każdy jest mile widziany :)

7. Ulubiony zwierzak?

Chomik? :P Chociaż w sumie psiaki też są spoko :) Nie to co koty.... 
Aaa, no i jest jeszcze mój Pingwin ;*

8. Idealny prezent dla was?

Książki! :D Prezent idealny, bo ponadczasowy :) 

9. Pierwsze ważne wydarzenie związane z prowadzeniem bloga?

Dobre to pytanie! Na początku każdy komentarz oraz powiększający codziennie swe zasoby licznik wyświetleń bloga był dla mnie wielkim wydarzeniem. Nie mniej jednak chyba takim pierwszym naprawdę ważnym zdarzeniem był mój pierwszy autorski konkurs, który ogłosiłam.

10. Ulubiony autor?

Podobne pytanie jak o ulubioną książkę, to i odpowiedź podobna :P

11. Ulubiony zespół artysta?

Ulubiony, nie ulubiony, ale słuchać lubię np.

-> Riverside,
-> Florence and the machine,
-> Happysad,
-> Koniec świata,
-> Pidżama Porno, Strachy na lachy
-> Nightmare on wax,
-> Massive attack,
-> Morcheeba,
-> Lenny Kravitz

środa, 20 marca 2013

Marcowy stos :)

Przyznaję się bez bicia, iż ostatnio zamiast pisania recenzji, zajmuje mnie bardziej pisanie pracy magisterskiej, co jest niestety o wiele mniejszą przyjemnością, niż prowadzenie "Kroniki...". Nie mniej jednak nie przeszkadza mi to wcale w powiększaniu moich zbiorów^^

Oto, co udało mi się ostatnio upolować :D




Od dołu:
-> "Czara wyroczni" Judith Merkle Riley - kupiona na jednej z ostatnich wyprzedaży organizowanych w Welbildzie, za zawrotną kwotę 5zł :D
-> "Medicus" Noah Gordon - ta sama historia, co powyżej :D
-> "Trafny wybór" J.K. Rowling - również Welbild, tym razem za połowę ceny rynkowej ;)
-> "W twoich rękach" Glenys Carl - skusiły mnie pochlebne opinie na jej temat, podobno jest bardzo wzruszająca, zobaczę czy wyciśnie również i kilka moich łez.
-> "Niewdzięczna pamięć" J. Bernlef - kolejna książka o zaniku pamięciu, po świetnym "Zanim zasnę" chętnie sięgam po podobną tematykę.
-> "Jeśli zostanę" Gayle Forman - w zasadzie mogę napisać to samo, co przy tytule: "W twoich rękach"

poniedziałek, 18 marca 2013

Filmowy poniedziałek z Chomikiem -> "Sugar Man" w ramach Projektu KINO

Tytuł: "Sugar Man"
Gatunek: dokumentalny
Produkcja: Szwecja, Wielka Brytania
Reżyseria: Malik Bendjelloul
Scenariusz: Malik Bendjelloul


"Film opowiada niezwykłą historię muzyka Sixto Rodrigueza, któremu wróżono karierę większą niż Bobowi Dylanowi. Po pierwszej płycie piosenkarz zapadł się pod ziemię." [Filmweb]


Zachwyty przeogromne sypały się zewsząd na temat tego filmu, nie dziwota więc, że i apetyt miałam na niego wprost przeogromny. Po samej konsumpcji cóż jednak mogę rzec? Odchodzę od stołu czując niedosyt. Nie to, żeby nakarmiono mnie samą przystawką, główne danie pojawiło się na stole, lecz przyznam szczerze, nie takiej porcji się spodziewałam. O deserze zaś mogłam tylko pomarzyć.

Dalsza lektura prowadzi do istotnych treści fabuły, dlatego też, Drogi Czytelniku, zapoznajesz się z nią na własną odpowiedzialność :)

Historia Rodrigueza, to istny paradoks i fenomem. Artysta, który przyszedł znikąd i odszedł do nikąd - tak można streścić jego dzieje na łonie ojczyzny, jaką była dla niego Ameryka. Jeden z najlepiej zapowiadających się muzyków swojej epoki po nagraniu zaledwie 2 płyt zniknął ze sceny, na której tak naprawdę nigdy nie zaistniał. Sprzedaż była szczątkowa, a o jego samobójczej śmierci wkrótce zaczęły krążyć legendy. Tymczasem na drugim końcu świata, w RPA,  postać Rodrigueza stała się wręcz kultowa, a jego utwory, niejednokrotnie cenzurowane ze względu na ówczesną sytuację polityczną w kraju, znał niemalże każdy. Niemożliwe? A jednak.

Jako, że znaleźli się ludzi pragnący dociec prawdy o artyście, mit o jego śmierci został w końcu obalony, a sam Rodriguez odbył spektakularną trasę koncertową po RPA, święcąc triumfy wśród tamtejszej publiczności, czego niezbicie dowodziły wypełnione po brzegi miejsca koncertów. Pytanie, jak to jest możliwe? W sensie, nie trasa koncertowa, lecz niewiedza w jakiej przez te wszystkie lata przyszło żyć naszemu bohaterowi? Kto maczał w tym palce? Do myślenia daje wywiad z właścicielem Sussex Music - wytwórni, która wydała pierwszą płytę artysty. Clarence Avant bardzo się bowiem zdenerwował, gdy dziennikarz zapytał go dlaczego Rodriguez nigdy nie dowiedział się o swojej popularności w RPA oraz co się stało z pieniędzmi ze sprzedanych tam płyt (wytwórnie z RPA, zgodnie twierdziły, że wysyłały tantieny właśnie do Sussex Music). Zagadka pozostaje nierozwikłana i stąd głównie bierze się mój niedosyt. Z nieudokumentowania przyczyny zaistniałego stanu rzeczy.

Sam Rodriguez natomiast, to postać niebywale skromna. Widać, że muzyka to jego pasja, a popularność, której nie był świadom, po czasie nie spowodowała jego zgorzknienia, ani żalu. Nic, tylko podziwiać i słuchać, bo jego utwory naprawdę mnie oczarowały. Film polecam, aczkolwiek myślę, że ta historia o wiele lepiej sprawdziłaby się w wersji "fabularnej", jeśli mogę tak rzec. Być może kiedyś, ktoś pokusi się o nakręcenie takiej wersji :D

Moja ocena:
7/10

Film obejrzałam w ramach wyzwania:



niedziela, 17 marca 2013

Creative Blog Award





Chomik niezmiernie się cieszy i za wyróżnienie serdecznie dziękuje
A oto i pewne zasady, które towarzyszą tej nagrodzie:

1. Wyróżnij 5 blogów (nie można wyróżnić osoby od której dostało się wyróżnienie).
2. Poinformuj osoby wyróżnione o wyróżnieniu.
3. Umieść wyróżnienie na pasku bocznym.
4. Podziękuj za wyróżnienie.
5. Napisz o sobie w trzech słowach.

Wyróżnienia postanowiłam przyznać następującym blogom (kolejność losowa):

1. Zwiedzam wszechświat... - do dziś nie mogę wyjść z podziwu w jakim tempie jego autorka pochłania i przybliża swoim czytelnikom kolejne lektury, w dodatku tak świetne :) Istna kopalnia wiedzy na temat dobrej literatury.
2. Czytopolis - blog, który urzekł mnie swoją estetyką.
3. Ejotkowe postrzeganie świata - za najciekawsze wyzwanie czytelnicze, w jakim przyszło mi brać udział.
4. W świecie słów - jej blog, to prawdziwa gratka dla fanów kryminalnych historii.
5. Krimifantamania - za rewelacyjne teksty, od których wprost nie można się oderwać.

O mnie w trzech słowach:
-> roztrzepana,
-> romantyczna,
-> wrażliwa.

środa, 6 marca 2013

O mnie, czyli o Chomiku jako takim słów kilka.

Kiedy oczy powoli już odmawiały mi posłuszeństwa, a rozum wołał "spać!" zobaczyłam go. Był  tego rodzaju nagłówkiem, który przyciąga wzrok i wywołuje uśmiech na twarzy, a jego brzmienie było następujące: "Zwierzak dla początkujących. Idealny dla alergików, mało wymagający i przyjacielski". Powyżej zaś widniała podobizna jednego z mych licznych kuzynów, bo chyba nikt z Was po przeczytaniu tych słów nie miał już najmniejszych wątpliwości, że chodzi o chomika :D

Przeczytać można, że mało kłopotliwy ze mnie gryzoń i przesympatyczny <rumieni się>. Kontakt ze mną ma podobno uspokajać i koić nerwy, a już sama obserwacja oraz karmienie mej skromnej osoby powinny sprawiać radość. Nie powiem, żebym lubiła być w centrum uwagi, ale jak dobrze karmią, to i patrzeć na siebie pozwolę. Wiedzieć również o mnie trzeba, że wbrew powszechnie panującym poglądzie o mej ruchliwości jestem bardzo spokojnym zwierzątkiem. Oj tak, przyznam się Wam, że czasem nawet zapominam o regularnym odkurzaniu mego kołowrotka, nie wspominając nawet o jego używaniu... W końcu określenie "puszysty" do czegoś zobowiązuje, nieprawdaż? :)

Wracając jednak do treści artykułu trzeba Wam jeszcze wiedzieć, że jestem bardzo przytulaśnym zwierzątkiem i z tego to powodu pewien mniej przytulaśny zwierzak czasem cierpi będąc w mym pobliżu (przypis Kronikowego Chomika). Nie mniej jednak chcąc się mną opiekować należy mieć na uwadze wszystkie moje potrzeby, do których zalicza się również odpowiednia dieta bogata w liczne postacie ziaren, orzechów, czy płatków. Nie pogardzę również warzywami, owocami, czy nabiałem oraz stałym dostępem do świeżej wody, o czym trzeba szczególnie pamiętać.

Nie zapominajmy też o kluczowej kwestii w kontaktach na linii chomik - reszta zwierzaków i tym podobnych istot (czyt. człowieków). Mowa oczywiście o alergii. Nie każdy bowiem jest w stanie z takim zwierzątkiem jak ja wytrzymać. Niektórzy od razu kichają na takiego chomika i mają go po dziurki w nosie, na co nie można już nic poradzić. Nie mniej jednak tolerancja mej skromnej zwierzakowości jest zazwyczaj na wysokim poziomie i co ważne, częstokroć przewyższa pod tym względem psy, czy koty, co automatycznie stawia mnie wyżej od nich w zwierzęcej hierarchii. Nie to żebym się jakoś szczyciła wyższością swojego gatunku, pragnę tylko przypomnieć o zajmowanej przez niego pozycji, na wypadek gdyby ktoś w tym uwielbiającym psy i koty świecie, zapomniał o chomikach :)

To tyle w skrócie na mój temat. Większość informacji możecie znaleźć w tym oto artykule:
http://ulubiency.wp.pl/gid,15375241,img,15375281,kat,1012383,galeriazdjecie.html?ticaid=1102bf&_ticrsn=5

Polecam Waszej uwadze również galerię. Wiem, że z moją fotogenicznością bywa różnie, dlatego tym bardziej cieszy mnie, iż zamieszczono tam moje ulubione zdjęcie (patrz: mój dobrze Wam znany chomikowy avatar) :P

Z pozdrowieniami,
tikichomiktaki ;)

wtorek, 5 marca 2013

Muszę się pochwalić :)

Jakiś czas temu (o matko! to już będzie z miesiąc! jak ten czas galopuje...) ku mej wielkiej radości dowiedziałam się o wygranej w organizowanym przez natannę konkursie. Traf chciał, że dopiero niedawno zawitałam do rodzinnego domu i miałam okazję w końcu zobaczyć moją nagrodę oraz przywieźć ją do Poznania. A oto i ona:



Jeszcze raz dziękuję autorce bloga za wyróżnienie i muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem własnoręcznie wykonanej zakładki - jest po prostu przecudna, czego niestety nawet w najmniejszym stopniu nie oddaje zrobione przeze zdjęcie :P A teraz idę skonsumować jedną z tych smakowitych herbatek, które dostałam :)

Jednocześnie przepraszam za opieszałość osoby, które wygrały w moim konkursie. Już wiem, gdzie jest poczta, także jutro, a najdalej pojutrze Wasze zdobycze będą już w drodze :D

poniedziałek, 4 marca 2013

Filmowy poniedziałek z Chomikiem -> Krótkometrażowe animacje

Nie wiem na ile jesteście na bieżąco ze zwycięzcami Oscarów, ale osobiście bardzo przypadł mi do gustu tegoroczny zwycięzca w kategorii: krótkometrażowy film animowany, a mianowicie "Paperman" w reżyserii Johna Kahrsa. Historia przesympatyczna, momentami zabawna, a nawet wzruszająca.


Natchniona tym kilkuminutowym, ale jakże przyjemnym seansem odkryłam też i inne, równie rewelacyjne, jeśli nawet nie lepsze i postanowiłam się dzisiaj nimi z Wami podzielić.

Pozostając w klimacie uczuć, przedstawiam Wam jedną z najpiękniejszych historii miłosnych jakie widziałam w kinie. Poniższa animacja to fragment pełnometrażowego filmu pt. "Up" - niezwykle mądrej i wzruszającej bajki, która szczególnie zapadła w pamięć.



Następny link to przegenialna animacja, która od razu podbiła moje serce. Uśmiałam się jak nigdy, a przy okazji dowiedziałam skąd się biorą dzieci oraz burze. Koniecznie musicie to zobaczyć!



Jeśli chodzi o kolejną to nie zdradzę Wam o czym traktuje, żeby nie psuć samego seansu, ale ręczę że polubicie każdą jej postać - od dziadka, przez ojca, aż po syna ;)




Co prawda zimową sesję studenci mają już za sobą, a na letnią trzeba na szczęście jeszcze trochę poczekać, ale kosmitów to nie dotyczy - przekonajcie się sami. Btw. już kiedyś podzieliłam się chyba z Wami tym filmikiem :)




I na koniec coś dość przerażającego jak na animację. Przynajmniej jak dla mnie, bo miałam normalnie ciarki na plecach...



Co o nich sądzicie? Czy któraś szczególnie przypadła Wam do gustu? A może znacie jakieś inne, godne polecenia krótkometrażowe dzieła?

sobota, 2 marca 2013

Od A do Z -> podsumowanie lutego i marzec z literką "C"

Luty za nami, dlatego pora na krótkie podsumowanie 
i przegląd Waszych lektur na literkę "B".




W tym miesiącu rzutem na taśmę co prawda, ale jednak udało mi się zaliczyć moje własne wyzwanie. Niestety lektura nie spełniła moich oczekiwań, dlatego też nie będę Wam jej polecała. Kto chce może się zapoznać z moją recenzją klikając poniższy link.
"Burka miłości" Reyes Monforte -> recenzja (-)

A oto lista osób, które sprostały wyzwaniu w tym miesiącu:

aleksandra_czyta:
-> "Bóg zwierząt" Aryn Kyle (+)

anek7:
-> "Brisingr" Christopher Paolini (-+)

Clover:
-> "Błękitny zamek" Lucy Maud Montgomery (+)

ejotek:
-> "Bestia ujarzmiona. Moja walka z chorobą" Anna Bartuszek (+)
-> "Bractwo" John Grisham (+)

Halinka:
-> "Bezimienna" Hanri Magali (+-)

Joana:
-> "Budżet domowy pod obstrzałem" Adrian Hinc (6/10) (mam mały problem z Twoimi linkami - odsyłają do strony książki, a nie konkretnie do Twojej recenzji, więc trudno jest mi stwierdzić jak oceniłaś daną pozycję. Dlatego mam prośbę, żebyś następnym razem podała ją w komentarzu :)

Jenny:
-> "Boliwia" Martyna Wojciechowska (+)
-> "Brazylia" (praca zbiorowa z kolekcji RP Cuda Świata) - zaliczam i czekam na linka :)

la_pinguin:
-> "Biała królowa" Philippa Gregory (+)

madmad:
-> "Biała wilczyca" Theresa Revay (+)

mika:
-> "Blondynka w Indiach" Beata Pawlikowska (+-)

Missy:
-> "Bękart Ediego" William Kowalski (Twoja notka bardziej przypomina opis książki, niż recenzję - nie ma w niej ani słowa o tym, czy książka Ci się podobała, czy nie. Brakuje Twojej opinii, dlatego też nie mogę zaliczyć Ci jej do mojego wyzwania, chyba że uzupełnisz swoją wypowiedź. Daję Ci czas do końca marca :)

Silwercross:
-> "Biała lwica" Henning Mankel (+-)

Viv:
-> "Błękitny chłopiec" Rakesh Satyal (+)

Cieszę się, że miniony miesiąc okazał się znacznie lepszy "jakościowo" od stycznia i większość z Was była zadowolona ze swoich wyborów. W lutym wyzwanie zaliczyło łącznie ze mną 13 osób, czyli jedna osoba mniej, niż w styczniu. Liczę na Was i podobną frekwencję w marcu, kiedy to zaprzyjaźniać będziemy się z literką "C", a oto standardowo lista kilka moich propozycji na ten miesiąc:

1. "Całkiem inna historia" Håkan Nesser
2. "Carrie" Stephen King
3. cykl "Cukiernia pod Amorem" Małgorzata Gutkowska-Adamczyk
4. "Cena mojego życia" Okpara Tina
5. "Cena" Waldemar Łysiak
6. "Cesarz" Ryszard Kapuściński
7. "Cesarzowa Elżbieta" Brigitte Hamann
8. "Chłopiec z latawcem" Khaled Hosseini
9. "Chłopiec w pasiastej piżamie" John Boyne
10. "Ciało obce" Robin Cook
11. "Cienie w raju" Erich Maria Remarque
12. "Cienka czerwona linia" James Jones
13. "Córka czarownic" Dorota Terakowska
14. "Córka fortuny" Isabel Allende
15. "Człowiek z wysokiego zamku" Philip K. Dick
16. "Człowiek w poszukiwaniu sensu" Viktor E. Frankl
17. "Cud w Andach" Nando Parrado, Vince Rause
18. "Czarny Pryzmat" Brent Weeks
19. "Czas zabijania" John Grisham
20. "Czerwony smok" Thomas Harris

+ Wasze propozycje:
"Christine" S. King
"Czerwone gardło" Nesbo
"Człowiek-nietoperz" Nesbo
"Czarny lód" Anne Stuart


Jest w czym wybierać, a tytuły można mnożyć, co mnie niezmiernie cieszy :D Widzicie coś dla siebie? A może macie już jakieś inne upatrzone książki?

Linki do recenzji marcowych proszę umieszczać pod tym postem :)
Gratuluję wyników wszystkim uczestnikom wyzwania i życzę powodzenia w marcu!

piątek, 1 marca 2013

"Burka miłości" Reyes Monforte

Tytuł: "Burka miłości"
Autor: Reyes Monforte
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Świat Książki
Okładka: miękka
Wymiary: 14,5x20,5


"Naiwna nastolatka, Maria, ucieka z rodzinnej Majorki do Anglii. W Londynie poznaje Nasrada, znacznie od siebie starszego Afgańczyka i muzułmanina. Zakochana po uszy, wychodzi za niego za mąż. Krótki wyjazd do ojczyzny męża przeradza się w wieloletni koszmar życia w państwie talibów, w którym rządzi prawo szariatu, traktujące kobiety jak rzeczy. Całą historię opisała hiszpańska dziennikarka radiowa, do której Maria, już matka trojga dzieci, dodzwoniła się jakimś cudem z prośbą o pomoc..." [Świat Książki]

Trudno mi do końca wyrazić swoją opinię na temat tej książki nie zdradzając zbyt wielu szczegółów fabuły. Postaram się jednak nie zepsuć przyjemności potencjalnym czytelnikom i powiedzieć tylko tyle, ile jest konieczne. Zacznę od pozytywów i rzeczy, które mnie ujęły w tej historii. Po pierwsze uczucie, które połączyło bohaterów. Obawiałam się pewnego schematu typu "kocham Cię tylko do czasu przekroczenia granicy mojego kraju" i zostałam naprawdę mile zaskoczona, gdy Nasrad okazał się szczerze oddanym i kochającym małżonkiem. Tyle plusów, ponieważ ich uczucie, choć piękne, było też ogłupiające - przynajmniej dla Marii. Nie potrafiłam się nadziwić tej kobiecie, która znosiła liczne upokorzenia i radziła sobie z tragicznymi warunkami, w jakich przyszło jej żyć, ale nie potrafiła się zachować odpowiedzialnie wtedy, gdy wymagała tego od niej sytuacja. I tutaj główny minus tej historii, bohaterka nie wzbudziła mojej sympatii. Przeszła przez piekło, bo trudno sobie wyobrazić to wszystko, co opisuje autorka książki, ale jej losy mogły potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby wykazała więcej zdrowego rozsądku. Można by powiedzieć, że miłość zgotowała jej ten los i Maria miała to szczęście, że w konsekwencji to uczucie okazało się tego warte. Nie mniej jednak niemalże wszystko, co przytrafiło się tej kobiecie jest tylko i wyłącznie konsekwencją jej wyborów. Już nie wspomnę o stosunkach jakie ją łączyły z rodziną albo o pewnej absurdalnej sytuacji, która kompletnie nie pasowała mi do wielkiej miłości jaką darzyła Nasrada. Nie chcę jednak za bardzo wchodzić w szczegóły, bo zdradziłabym rozwiązanie całej historii, a pewnie niektórzy z Was pokuszą się jeszcze o jej przeczytanie.

Kolejnym minusem tej książki jest sam język jakim została napisana. Ani to reportaż, ani powieść tak naprawdę. Czytało się to dość topornie i czasem drażniły mnie powtórzenia oraz kwestie, które zostały ewidentnie pominięte jak np. nauka języka afgańskiego przez Marię. Najpierw biedna nic nie rozumiała, a za chwilę ni stąd ni zowąd plotkowała w najlepsze z siostrą Nasrada. Podobnie jej relacje z dziećmi są dość powierzchownie opisane, co wyraźnie zgrzytało w całej tej historii.

Na koniec powiem tylko tyle, że ja tego nie kupuję. Nie w takiej formie i nie z tak irracjonalną bohaterką.

Edit + spojlery (nie czytaj, jeśli masz zamiar zapoznać się z książką) :

Widzę, że mało kto jest do tej pory chętny, żeby tę książkę przeczytać, dlatego pozwolę sobie wylać z siebie jeszcze większą falę krytyki :P Wiem, jestem okropna, ale po prostu włosy mi się jeżyły na głowie jak przeczytałam, że po tych wszystkich wysiłkach, które siostra Marii włożyła w to, żeby wydostać ją razem z dziećmi z Afganistanu (zaciągnięcie pożyczki, załatwienie "lewych" papierów i zaświadczeń oraz zamieszanie w całą sprawę funkcjonariusza, który mógł ponieść bardzo poważne konsekwencje, gdyby wydało się, że pomógł Hiszpance i jej dzieciom opuścić kraj), nasza bohaterka po dwóch miesiącach z własnej woli tam wróciła (razem ze swoimi małymi dziećmi!), ponieważ jak stwierdziła, nie mogła żyć bez Nasrada...

Gdy w końcu ktoś przemówił jej do rozumu i uświadomił, że swoim powrotem tylko utrudniła mężowi załatwienie potrzebnych mu do opuszczenia Afganistanu dokumentów oraz po kolejnych trudach wielu osób, dzięki którym znów wróciła na Majorkę, nawet nie pamiętała o tym, by chociażby zadzwonić do ukochanego. A już szczytem szczytów było, gdy zlekceważyła krwawienia, które zaczęły występować w środku ciąży i straciła dziecko mając już swobodny dostęp do opieki medycznej, z której nawet nie raczyła skorzystać... Po przeczytaniu tego wszystkiego po prostu zabrakło mi słów.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: