poniedziałek, 30 września 2013

Filmowy poniedziałek z Chomikiem -> Potworny poniedziałek i to na Uniwersytecie ;)

Tytuł: "Uniwersytet Potworny"
Gatunek: film animowany, komedia
Produkcja: USA
Reżyseria: Dan Scanlon
Scenariusz: Robert L. Baird, Dan Scanlon, Daniel Gerson

"Historia początku przyjaźni między Jamesem P. Sullivanem i Mikiem Wazowskim, którzy razem uczestniczyli w zajęciach Uniwersytetu Potwornego." [Filmweb]

Któż z Was nie zna prześwietnej animacji Pixara "Potwory i Spółka".  A jak nie zna, to zaraz mi to nadrobić! Gdy tylko dowiedziałam się o tym, że do kin wchodzi prequel tej świetnej animacji, to było jasne, że muszę ją obejrzeć.

Poznajemy naszych bohaterów młodszym o dobre kilka lat i dopiero marzących o karierze straszaków, a już Mike Wazowski, jako przedszkolak jest po prostu the best ever <3 Jako student oczywiście też daje radę i bardzo podoba mi się jego konsekwencja w dążeniu do wytyczonego sobie celu. Jak to mówią: bez pracy nie ma kołaczy. Naprawdę godny do naśladowania wzór dla młodszego pokolenia. Niestety nie dotyczy to niejakiego Jamesa P. Sullivana, który zakłada z góry, że znane nazwisko i aparycja zapewnią mu zawrotną karierę bez większego wysiłku. Kto by się spodziewał ujrzeć dobrze nam znanych bohaterów w takim wydaniu.

Film nie dość, że jest momentami naprawdę zabawny, to jeszcze jasno przekazuje nam, widzom pewne wartości. Co do samej akcji, to muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiego obrotu spraw i tym milej byłam zaskoczona. Twórcy wybrali dość niekonwencjonalne, a przy tym i fenomenalne zakończenie ;) Cóż mogę więcej powiedzieć. Chyba tych którym podobały się "Potwory i spółka" nie muszę specjalnie zachęcać, a resztę serdecznie namawiam do zapoznania się z przygodami naszych potworów, zarówno tych wcześniejszych, jak i późniejszych. Oglądajcie!

P.S. Spór o to, czy lepiej straszologię studiować na uniwerku, czy na strachotechnice zostawiam już do rozstrzygnięcia tylko i wyłącznie Wam :P

niedziela, 29 września 2013

Barcelona bez... Barcelony

Tytuł: "Władca Barcelony"
Autor: LLorens Chufo
Liczba stron: 736
Wydawnictwo: Albatros
Okładka: miękka
Wymiary: 15,0x21,0


"Jeden z największych hiszpańskich bestsellerów ostatniego roku. Napisana z rozmachem powieść historyczna utrzymana w duchu i tematyce słynnej Katedry w Barcelonie. Barcelona, rok 1052. Wychowany w skrajnej nędzy Marti Barbany ma 19 lat, gdy trafia do pysznego i dumnego miasta. Oszołomiony możliwościami, jakie niesie ze sobą życie w metropolii, zrobi wszystko, aby stać się pełnoprawnym obywatelem, zasłużyć na miłość dziewczyny z bogatego rodu i odmienić swój los. Dzięki inteligencji i odwadze, a także smykałce do handlu stopniowo buduje fortunę i zyskuje powszechny szacunek. Są tacy, których bolą sukcesy odnoszone przez wiejskiego przybłędę, którzy nie cofną się przed niczym, by upokorzyć i zniszczyć Martiego. Jego historia splata się z dziejami hrabiego Ramóna Berenguera I, darzącego występną miłością Almodis z Marchii, hrabinę Tuluzy, który wciąga miasto w niebezpieczny konflikt." [Albatros]

Daleko tej książce np. do "Filarów ziemi" Folleta, a przedstawiona w niej Barcelona nie umywa się do tej z "Cienia wiatru" Zafona. Tak w ogóle do daleko tej książce do dobrej powieści. Niestety, bo nadzieje miała podobnej wielkości, jak jej gabaryty. Tymczasem dostałam "Władcę Barcelony" bez... Barcelony, bo opisów samego miasta jest jak na lekarstwo. Zamiast tego mamy czarno-białe średniowiecze, bo bohaterowie są z gruntu dobrzy, albo źli. Strasznie mnie to raziło, bo jak tu można polubić takiego nieskalanego młodzieńca albo chociażby znienawidzić nieustępliwego łotra, kiedy nie wydają się nam być po prostu... ludzcy? Co prawda Moncusi wyznaje na spowiedzi swoje grzechy, a Marti w końcu ulega namiętności, ale ogólnie są to bohaterowie nudni i przewidywalni. Zwłaszcza młody Barnaby, któremu w pierwszej połowie książki wszystko się udaje przez co jego losy nie są funta kłaków warte i wydają się doprawdy nierealne. Podobnie Moncusi, człowiek pozbawiony jakiegokolwiek honoru i zły do szpiku kości. Jego spowiedź była moim zdaniem tylko czysto taktycznym zabiegiem autora. Chodziło o to, żeby ksiądz Llobelt dostał czarno na białym potwierdzenie swoich domysłów, co i tak nie wniosło nic ciekawego do samej akcji, ani tym bardziej nie miało wpływ na Moncusiego.

Nie potrafię tego ująć słowami, ale cała ta historia została jakby spisana fakt po fakcie. Gładko, po kolei, w uproszczeniu, bez żadnego dreszczu emocji, który towarzyszył mi niejednokrotnie podczas lektury naprawdę dobrej książki. Ktoś postanawia napisać list i bez problemu zostaje on doręczony nadawcy, pomysły są realizowane bez jakichkolwiek komplikacji, odbicie więźnia przebiega bez żadnych niespodzianek, przekazanie okupu - ot, banalna wymiana, wydany wyrok jest bezproblemowo wykonany, wizyta w więzieniu załatwiona w trymiga, nagle znajduje się na wszystko dowód. Eh, mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Dobro w końcu triumfuje nad złem, a klimatu średniowiecza nie czuć ani na jotę.

Nie lubię takiego traktowania. Bez emocji, jak jakiegoś niemyślącego osobnika, któremu wszystko trzeba podać na tacy, jak najprościej, bo jeszcze nie daj Boże nie zrozumie albo się w tym wszystkim pogubi. Na końcu jeszcze obowiązkowo polukrować, żeby poczuł się zadowolony dostając swój happy end. Jedyną postacią godną uwagi i niejednoznaczną był dla mnie Delfin - królewski doradca, odgrywający czasem rolę błazna, bo już np. Ramon Berenguer I, to tylko zwykła marionetka w rękach demonicznej Almondis - zdeterminowanej chęcią posiadania władzy. Niby każda postać inna, ale tylko powierzchownie, bo daremno nam szukać jakiejś głębszej charakterystyki. Każdy ma swoją etykietkę i twardo siedzi w przydzielonej mu szufladce.

Kurcze nie wiem dlaczego, ale ta książka po prostu mi się nie podobała. Niby nie była zła, ale praktycznie wszystko mnie w niej drażniło. Jak już zdążyliście zauważyć, zastrzeżeń mam mnóstwo, a i tak nie poruszyłam wszystkich. Po prostu nie dla mnie takie pisanie. Nie i już, bo być może komuś innemu to, co mnie raziło bardzo się podoba. Na plus i jednocześnie na koniec jeszcze tylko dodam, że książka posiada dużą czcionkę i dość gładko mi się ją czytało. Szkoda, że równie gładko pewnie o niej zapomnę, ot zwykłe czytadło. Czy warto? Zdecydujcie sami i wybaczcie mi nadużywanie czarno-białych kolorów ;)

piątek, 27 września 2013

Szukając "Igły" w stogu siana

Tytuł: "Igła"
Autor: Ken Follett
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Albatros

Okładka: miękka
Wymiary: 12,5x19,5


"Wielka Brytania, rok 1944. Trwają przygotowania aliantów do utworzenia drugiego frontu we Francji, zbliża się termin inwazji na Normandię, gdy tymczasem brytyjski wywiad wpada na trop głęboko zakonspirowanego niemieckiego szpiega o kryptonimie "Igła". Naprawdę nazywa się Henry Faber, a jego bezpośrednim zwierzchnikiem jest sam Adolf Hitler. Swoich wrogów oraz tych, którzy potrafią go rozpoznać, zabija bez wahania za pomocą sztyletu. Zadaniem "Igły" jest przekazanie do Niemiec szczegółowych danych dotyczących planowanej inwazji. Jest to o krok od urzeczywistnienia swoich planów, ale na jego drodze staje młoda kobieta. Na niewielkiej szkockiej wysepce, zwanej Wyspą Sztormów, ma miejsce dramatyczny finał pościgu za "Igłą"..." [Albatros]

Bardziej niż tematyka książki, do jej przeczytania skłoniło mnie nazwisko autora, a jak już mam być całkowicie szczera, to w głównej mierze było to chomikowe (czyli moje własne :P) wyzwanie, z którym ostatnio zbyt dobrze sobie nie poradziłam. Czas nadrobić zaległości!

I tak oto Chomik zagłębił się w misterną grę prowadzoną przez niemieckich szpiegów i brytyjski kontrwywiad. Doprawdy trudno sobie wyobrazić, że losy milionów spoczywały w ręku tak niewielu osób, a najważniejsze decyzje zależały niejednokrotnie od konkretnych jednostek i przekazanych przez nie informacji - przynajmniej tak to przedstawia Follett i trzeba mu oddać, że robi to w naprawdę wiarygodny i przekonujący sposób.

Na dokładkę książka jest naprawdę dobrze napisana, a co za tym idzie czyta się ją szybko i z niekłamaną przyjemnością. Szczególnie intrygująca jest postać głównego bohatera, czyli niemieckiego szpiega o pseudonimie "Igła", z którego zdaniem liczy się sam Hitler. Przede wszystkim podobało mi się to, że jego postać nie była jednokolorowa. Henry Faber zabija tylko wtedy, gdy musi. Najczęściej ostatnimi słowami, które słyszy jego ofiara są: "widziałeś/łaś moją twarz". Zaraz potem jednak zabójcą wstrząsają niekontrolowane torsje, co niewątpliwie świadczy o tym, że nie czerpie on przyjemności z dokonanego mordu. "Die Nadel" robi wszystko to, co jest konieczne, by przetrwać i nie dać się złapać. Tworzy swego rodzaju obraz szpiega doskonałego, którego nie da się wytropić, a już na pewno nie złapać. Złapać co najwyżej może się nie jeden czytelnik na tym, iż wbrew zdrowemu rozsądkowi tytułowemu bohaterowi zaczyna kibicować i przyznaję, że taka reakcja była w pewnym momencie i moim udziałem.

Traf jednak chce, że na drodze naszego szpiega stanie kilka osób, które niewątpliwie będą chciały pokrzyżować mu plany i nie ograniczajcie się w swych domysłach tylko do tzw. płci brzydkiej. Chociaż nie powiem, bo duży udział w wysiłkach prowadzących do schwytania "Igły" będzie miał Fryderyk Bloggs - pracownik MI 5, czyli brytyjskiego Military Inteligence - organizacji wchodzącej w skład  brytyjskiego Ministerstwa Wojny. Miała ona za zadanie pełnić służbę wywiadowczą i zajmować się wszelkimi kwestiami dot. szpiegów. Na naszych oczach rozegra się dramatyczny pościg, którego finał przesądzi o losach II wojny światowej.

Jak już wspomniałam książkę oceniam bardzo dobrze składając przede wszystkim ukłon w stronę niewątpliwego talentu pisarza, który podejrzewam byłby w stanie zainteresować czytelnika zawsze - niezależnie od tematu, na który by pisał. Polecam!


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:


oraz



środa, 25 września 2013

Gorące piaski Kairu

Tytuł: "Na piaskach pustyni"
Autor: Rosie Thomas
Liczba stron: 478
Wydawnictwo: Świat Książki

Okładka: twarda
Wymiary: 13,0x20,5


"Powieść obyczajowa, rozgrywająca się w egzotycznym Kairze. Malowniczy romans z lat czterdziestych i całkiem współczesna historia więzi, jaka połączy babkę z nastoletnią wnuczką. Iris, angielska lekarka, podczas II wojny przeżyła wielką, tragiczną miłość do brytyjskiego oficera. To uczucie sprawiło, że założona potem rodzina nigdy nie była jej naprawdę bliska. Na starość zamieszkała znów nad Nilem w miejscu swego romansu. Niespodziewany przyjazd zbuntowanej wnuczki Ruby, burzy spokój Iris. Obie, ku swemu zdumieniu, odkryją radość przyjaźni i rodzinnego ciepła." [Świat Książki]

Choć lato już za nami, to ja przeniosłam się na moment na gwarne ulice Kairu, gdzie pustynny piasek sypnął mi w oczy, a słońce spaliło kark. Tam też poznałam Ruby - zbuntowaną nastolatkę, która uciekła z domu i wyruszyła na spotkanie swojej babci. W ten sposób w egipskiej stolicy nastąpiło zderzenie dwóch kultur, a także dwóch zupełnie różnych światów. Z czasem jednak kobiety odkryły, że więcej je łączy, aniżeli dzieli i  udało im się znaleźć nić porozumienia. Obie w Kairze odnalazły również miłość, zarówno tę romantyczną, jak i splecioną więzami krwi.

Akcja powieści rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych: podczas II wojny światowej oraz współcześnie i to właśnie te podróże w czasie pozwalają nam bliżej poznać historię miłości Iris i Xana, która moim zdaniem jest jednym z ciekawszych wątków powieści. Urzekająca, szczera i momentami tak piękna, że aż nierealna, a w końcu... tragiczna. Po szczegóły zapraszam Was już na karty powieści. Dodam jeszcze tylko tyle, że związek Ruby już tej magii dla mnie nie zawierał. Być może dlatego, że dziewczyna nie miała łatwego życia i zanim przyjechała do Kairu wiele przeszła. Takie piętno współczesności, która odziera uczucia z ich niewinności i czystości. Wszystko zostaje skażone odurzającymi substytutami szczęścia, ludzką obojętnością i zdawałoby się gloryfikowaną rozwiązłością młodego pokolenia. Taki to już, choć trudny w odbiorze, to nie rzadko trafny portret dzisiejszej młodzieży...

W książce oprócz romansu znajdziemy również studium relacji trzech pokoleń kobiet oraz ich drogę do wzajemnej akceptacji i zrozumienia, bo "Na piaskach pustyni" to książka o poświęceniu i wybaczaniu, a także odnajdywaniu swojej drogi w życiu. Spędziłam z nią naprawdę miłe chwile, a autorka zaskoczyła mnie niezwykle malowniczą dbałością o detale. Gdy pisała o balu, słyszałam muzykę, przenosząc się na pustynię zasychało mi w gardle, a wzruszające momenty wyciskały z moich oczu łzy. Wszystko było na swoim miejscu, jeśli mogę się tak wyrazić. Po prostu tworzyło wiarygodną historię.

Romans bez banału, za to z trafną refleksją na temat życia - tak jednym zdaniem bym opisała tę książkę. Sięgnijcie po nią w chłodny dzień, a na pewno zrobi się Wam w dwójnasób cieplej: zarówno na sercu, jak i skórze. Później być może przełknięcie niejedną gorzką prawdę o życiu, a na osłodę dostaniecie łzy zrozumienia. Jak nie trudno się domyślić - polecam!

poniedziałek, 23 września 2013

Filmowy poniedziałek z Chomikiem -> Krótkometrażowe Animacje Again

Lubię takie krótkie formy. Często zaskakujące i błyskotliwe, ciekawe wizualnie albo po prostu urocze.

Dzisiaj w roli głównej... książki! Zapraszam do oglądania :)

Argine:



Fantastyczne Latające Książki Pana Morrisa Lessmore:



I coś zabawnego na koniec :

 

sobota, 21 września 2013

Alchemiczny bełkot

Tytuł: "Alchemik. Sekrety Nieśmiertelnego Nicolasa Flamela"
Autor: Michael Scott
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Okładka: twarda
Wymiary: 14,0x20,5


"JEGO SEKRET MOŻE SPOWODOWAĆ ZAGŁADĘ ŚWIATA.


PRAWDA:
Nicholas Flamel urodził się 28 września 1330 roku w Paryżu. Dziś, niemal siedemset lat później, uważany jest za największego alchemika wszech czasów. Podejrzewa się, iż odkrył tajemnicę wiecznego życia. Według kronik zmarł w 1418. Lecz jego grób jest pusty.

LEGENDA:
Nicholas Flamel żyje. Żyje od setek lat, ponieważ wynalazł eliksir młodości. Sekret wiecznego żywota kryje się w Księdze Maga Abrahama której chroni. To najpotężniejszy grymuar - magiczna księga - jaki kiedykolwiek istniał. W niepowołanych rękach może doprowadzić do zagłady świata.
Do tego właśnie dąży doktor John Dee, kradnąc księgę. Ludzkość nie będzie sobie z niczego zdawać sprawy, póki nie zrobi się za późno. Zgodnie z przepowiednią Sophie i Josh Newmanowie są jedynymi osobami, które mają w sobie dość mocy, by temu zapobiec.
Bywa, że legendy okazują się prawdą.
A Sophie i Josh Newmanowie wkroczą w sam środek największej legendy wszech czasów.
W zadziwiającej podróży przez Amerykę bohaterowie odkrywają na nowo kraj, gdzie starożytna magia egzystuje w realiach XXI wieku. Ścigani przez nieśmiertelnych prześladowców i mityczne stwory, Sophie i Josh są jedyną nadzieją ludzkości." [Nasza Księgarnia]

Nudy na pudy i tyle w temacie. Zapowiadało się super, ale nic z tego nie wyszło. Nawet jakoś nie mam ochoty dowiedzieć się, co się stało dalej z naszymi bohaterami. Zmęczyła mnie ta książka. Wiem, że dla młodzieży, ale jak na mój gust zbyt prosta, oczywista i banalna. Można powiedzieć, że się czepiam albo miałam po prostu gorszy dzień, gdy wpadła mi w łapki, ale jestem na nie. Wcisnęłam czerwony guzik i daleko mi do zielonego "tak". Bohaterowie jacyś tacy mdli, tendencyjni i do bólu przewidywalni. Trudno ich polubić, bo w swoim zachowaniu są aż nierealni. Do tego jeszcze to mitologiczne pomieszanie z poplątaniem, które za nic ze sobą nie współgra.

Fabuła jest wykładana nam wręcz łopatologicznie. Zero miejsca na domysły, zaintrygowanie czytelnika, jakiekolwiek zaskoczenie. To, to, to, a później to, bo jest tak i tak. Nie kupuję takiej historii, zwłaszcza tak słabo osadzonej, bo wszystko jest jakieś takie chwiejne i ledwo zarysowane. Od połowy książkę już tylko kartkowałam. Ach, co dużo pisać, szkoda pióra, jak i czasu na czytanie.


Książka przeczytana w ramach wyzwania:


piątek, 20 września 2013

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: "CzarLa. Poszukiwacze" Tony DiTerlizzi

Tytuł: "CzarLa. Poszukiwacze"
Autor: Tony DiTerlizzi
Liczba stron: 472
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Okładka: twarda
Wymiary: 13,7x20,5


"Eva Dziewięć nigdy nie widziała innego człowieka. Ani słońca, nieba czy drzew. Tak właściwie to nigdy nie opuszczała swego podziemnego domu. Wszystko zmienia się, gdy na jej bezpieczne schronienie napada groźny stwór Bestiil, który czyha na jej życie. 
Eva zmuszona jest uciekać. Na powierzchni okazuje się jednak, że jest tam jedynym człowiekiem. Świat zamieszkują najróżniejsze istoty, niepodobne do niczego, o czym Eva dotąd się uczyła. Czy Eva w ogóle znajduje się na Ziemi? Czy trafi na ślad ludzi? Czy dowie się gdzie i kim jest? W pełnej przeszkód podróży przez nieznane pomagają jej Tułaczowiec, wielki Otto i robot Mat. Wędruj razem z Evą i jej przyjaciółmi, naucz się orbońskiego alfabetu i przede wszystkim nigdy nie porzucaj wyobraźni!" [Znak Emotikon]


Autora książki zdążyłam już poznać. Wszak z zadowoleniem rozczytuję się ostatnio w jego Kronikach Spiderwick. Dlatego też od początku nastawiłam się na interesującą lekturę i muszę przyznać, iż jestem ukontentowana :)

Główna bohaterka, Eva Dziewięć, to 12-letnia dziewczynka wychowywana przez Robota-Nianię o imieniu Mat. Gdzie się podziali rodzice dziewczynki, nie wiadomo. Wiemy natomiast, ze za dom służy jej podziemne Sanktuarium sterowane nowoczesnym systemem komputerowym, noszone przez nią ubranie informuje o aktualnym stanie całego organizmu, a  rozrywkę zapewniają holofilmy. Dowiadujemy się również, że mimo tych wszystkich udogodnień i troskliwej opieki, dziewczynka coraz częściej zadaje sobie pytanie: "gdzie są inni ludzie?" i właśnie ta kwestia staje się jej główną motywacją do opuszczenia Sanktuarium.

Eva jest ciekawa tego, co znajduje się na powierzchni. Chce wreszcie na własne oczy ujrzeć drzewa, a także poczuć powiew wiatru we włosach, a przede wszystkim zamierza odnaleźć innych ludzi. Żeby jednak jej wymarzona wyprawa doszła do skutku, Mat wymusza na dziewczynce zaliczenie odpowiedniego programu szkoleniowego oraz opanowanie podstawowych zasad przetrwania poza ich bezpiecznym domem. Nasza bohaterka nie zamierza jednak czekać, co przejawia się buntem i planem potajemnej ucieczki, który zostaje udaremniony bezpardonowym atakiem na Sanktuarium.

Od tej chwili nic już nie będzie takie samo, a my wraz z bohaterką zostaniemy wplątani w gąszcz przygód, które czekają nas na powierzchni doprawdy przedziwnej planety. Razem z Eva rzucimy się do ucieczki przed złowrogim Bestiilem, zawrzemy niezwykłe przyjaźnie, a także będziemy podziwiać zdumiewający świat krwiożerczych roślin i wędrujących drzew.

Doprawdy zadziwiające jak niezwykłą rzeczywistość odmalował przed nami autor. Taki mix "Gwiezdnych wojen" i "Czarnoksiężnika z Krainy Oz" można by rzec. Bogata fauna i flora, czyli mnóstwo niesamowitych stworzeń współegzystujących z najdziwniejszą roślinnością, a także walka dobra ze złem podczas podróży niecodziennej grupy bohaterów. Muszę przyznać, że mnie osobiście szczególnie za serce chwyciła postać niesporczaka o wdzięcznym imieniu Otto -> to taki stworek o niezbyt rozwiniętej elokwencji, ale za to o ogromnym sercu, jak i ciałku. Po prostu uroczy :)

Sama akcja nie zatrzymuje się ani na moment i gna nieprzerwanie przez 472 strony, przez co nie mamy ani chwili na nudę. Przy tym wszystkim nie daje nam również odpowiedzi na mnożące się pytania i jeszcze bardziej intryguje. Mnie ta historia szczerze zaciekawiła, a zakończenie upewniło w przekonaniu, że muszę sięgnąć po kontynuację, bo dawno tak dobrze się nie bawiłam przy książce skierowanej do młodszych czytelników. Na pewno podrzucę ją w przyszłości swoim pociechom :)

Wisienką na torcie, bo o takowej muszę wspomnieć, jest doprawdy piękne wydanie: w sztywnej oprawie i z dopracowanymi w każdym calu ilustracjami. No i ten zapach! Mówiłam już, że nałogowo wącham książki?^^ Chomik jest naprawdę pod wrażeniem, a książka znalazła już wygodne miejsce na jego półce ;) Cóż więcej mogę rzec? Polecam zarówno starszym, jak i młodszym oraz z niecierpliwością wypatruję kontynuacji.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:


W księgarniach znajdziecie ją już 23 września, a przedpremierowo możecie dokonać zakupu na znak.com.pl
podpinam pod wyzwanie:


wtorek, 10 września 2013

Gdzie indziej, czyli tam, gdzie nie chciałabym trafić po śmierci.

Tytuł: "Gdzie indziej"
Autor: Gabrielle Zevin
Liczba stron: 246
Wydawnictwo: INITIUM
Okładka: miękka
Wymiary: 15,0x21,0


"Przykro mi, ale nie spotkało mnie nic szczególnego... Jestem tylko dziewczyną, która zapomniała spojrzeć w obie strony, zanim przeszła na drugą stronę ulicy. W tej zachwycającej powieści śmierć jest początkiem zwiastującym ponowne narodziny. Po tym, jak Liz ginie w wypadku, którego sprawca ucieka z miejsca zdarzenia, jej życie nabiera niespodziewanego kształtu. Na krótko przed swoimi szesnastymi urodzinami dziewczynka uświadamia sobie, że nigdy nie wyjdzie za mąż, nie będzie mieć dzieci i być może w nikim się nie zakocha. Gdzie Indziej sprawy biegną zwykłym, ziemskim torem, z tą różnicą, że jego mieszkańcy młodnieją, ludzie i psy wreszcie mogą się ze sobą porozumieć, zawiązują się nowe związki, a stare, wcześniej tragicznie przerwane, rozkwitają nowymi kolorami.

"Gdzie Indziej" to przepojona niecodziennymi pomysłami powieść o nadziei, odkupieniu i ponownych narodzinach, osnuta wokół najbardziej wzruszających i urzekających relacji międzyludzkich. Rozbrajająca szczerością opowieść o smutku i podnosząca na duchu historia o miłości i szczęściu." [INITIUM]


Będę dziwna, ale mi się ta książka nie podobała. Strasznie naiwna i uproszczona, nawet jeśli miałabym ją potraktować jako książkę dla młodzieży, a nie wiem czy aby na pewno za taką miała uchodzić. Fascynuje mnie niemalże każda wizja życia po śmierci. Nikt nie wie, co czeka nas tam po drugiej stronie, ale każdy może sobie na swój sposób to wyobrazić. Dlatego też z ogromnym zaciekawieniem zabrałam się za czytanie "Gdzie indziej". Pomysł autorki wydawał mi się naprawdę interesujący, ale z przykrością muszę powiedzieć, że nie został do końca niewykorzystany. Mało tego, był dla mnie ogromnie rozczarowujący. Wszystko wydawało mi się jakieś takie płaskie i bez wyrazu, a bohaterowie strasznie irytujący. 

Gwiazda Rocka po śmierci zostaje rybakiem? John Lennon ogrodnikiem? Niby, czemu nie, ale spodziewałam się czegoś bardziej ambitnego w miejscu, gdzie można robić dosłownie wszystko i mając dostęp do niewyobrażalnych wręcz zasobów, znacznie przekraczających te ziemskie. Poza tym wizja zmarłych ogarniętych depresją i uzależnionych od podglądania swoich bliskich przez specjalne lornetki z Tarasów Widokowych, jakoś w ogóle mi nie leży. Podobnie jak ponowny powrót do świata żywych zanim do Gdzie Indziej przybędą nasi bliscy, a jak już się ich doczekamy, to się może okazać,  że nasza żona już nas nie kocha, ale to w sumie nic strasznego, bo przecież w międzyczasie ja też się już zakochałem w innej.

Wizja, wizją. Autorka wyobraziła to sobie wszystko po prostu tak, a nie inaczej i tyle. Mi jednak ta wizja się nie podoba, ona mnie zasmuca. Ponadto jest kompletnie niedopracowana i strasznie banalna w swej wymowie. Nie polecam Wam ani nie odradzam, ale dla mnie ta książka była jedną ze słabszych, jeśli nawet nie najsłabszą przeczytaną w ostatnim czasie.


Nie wiem czy się nada, ale jeśli tak, to podciągam ją pod wyzwanie:


niedziela, 8 września 2013

Zobaczyć niewidzialne, czyli kolejne przygody rodzeństwa Grace'ów

Tytuł: "Kamienne oko"
Autor: Tony DiTerlizzi, Holly Black
Liczba stron: 128
Wydawnictwo: Egmont
Okładka: twarda
Wymiary: 12,0x17,5
Seria: Kroniki Spiderwick - tom II

"Kroniki Spiderwick to pasjonujące przygody rodzeństwa Grace'ów: miłośniczki floretu, Mallory, Simona, sympatyka małych zwierząt, i Jareda, ciągle wpadającego w szkolne tarapaty." [lubimyczytac.pl]

W drugiej części Kronik akcja rozkręca się na dobre i wciąga nas w wir baśniowych stworzeń, zarówno tych dobrych, jak i złych. Szukając zagubionej kotki, Simon wpada w tarapaty i zostaje uprowadzony do lasu przez niecne gobliny. Na ratunek bratu rusza jego rodzeństwo - buntowniczy Jared oraz Mellory i jej floret. Ponieważ dzieci nie są w stanie zobaczyć swoich przeciwników, z pomocą przychodzi im Naparstek (domowy skrzat), który ofiarowuje rodzeństwu tytułowe kamienne oko. Jest to kamień, przez który osoby nie posiadające Daru Widzenia są w stanie dostrzec wszelkie magiczne stworzenia wokół nich. Tak uzbrojone dzieciaki zagłębiają się w pobliski las w poszukiwaniu Simona i jego kotki.

Normalnie znowu poczułam się dzieckiem! Książka dostarcza świetnej rozrywki, ani na moment nie nudzi i podobnie jak poprzednio zbyt szybko się kończy. Myślę, że żadne dziecko nie przeszłoby obok niej obojętnie, zwłaszcza że jest naprawdę starannie wydana. Podobnie jak w pierwszej części, tutaj również znajdziemy mnóstwo ilustracji, na których możemy podziwiać wszystkie wykreowane przez autora stwory, a także śledzić poczynania naszych bohaterów. Polecam!


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


piątek, 6 września 2013

"Cejrowski. Biografia" Grzegorz Brzozowicz

Tytuł: "Cejrowski. Biografia"  
Autor: Grzegorz Brzozowicz
Liczba stron:  256  
Wydawnictwo: Zysk i S-ka 
Okładka: twarda 
Wymiary: 14,5x20,5

"Wojciech Cejrowski. Jako nastolatek walczył z systemem komunistycznym. Za udział w protestach po zamordowaniu Grzegorza Przemyka milicja wyłamała mu wszystkie palce u rąk. Wiele lat później - w wolnej Polsce - został skazany za publiczne krytykowanie pijanego prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego. Mimo takich doświadczeń nadal odważnie wyraża swoje poglądy."  [Zysk i S-ka]

Bohater prawej części prawicy, wcielony diabeł dla wszystkich postępowców. Radykalny antykomunista i równie nieprzejednany krytyk demokracji. Polski patriota i żarliwy katolik o... żydowsko-hiszpańskich korzeniach. Podróżnik, komik, performer. Biznesmen i autor bestsellerowych książek politycznych i podróżniczych, których łączny nakład przekroczył milion egzemplarzy. Jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiego życia publicznego. A jednocześnie człowiek, który przez 20 lat wyjątkowo skutecznie chronił swoją prywatność przed wścibstwem prasy brukowej i dociekliwością poważnych dziennikarzy. Kim naprawdę jest Wojciech Cejrowski? I ilu ich jest?! Ta książka zawiera odpowiedź. 
Grzegorz Brzozowicz, autor 

Oto biografia, która nie powinna się ukazać, choć musiała. Oto bohater książki, który podbił serca milionów czytelników, widzów i słuchaczy, mimo że kiedyś został skazany na medialne nieistnienie. Oskarżany za swe poglądy i nietolerancję, pokazał nam jak należy być otwartym i tolerancyjnym wobec innych kultur. W książce zobaczymy przedsiębiorczego i zaradnego człowieka, który wszystko zawdzięcza sobie. Zdolności do barwnej gawędy zazdroszczą mu wszyscy. Że jest trudny w kontakcie? Nobody’s perfect!

Tadeusz Zysk, wydawca


Wojciech Cejrowski - postać tyleż barwna, co kontrowersyjna. Ja do tej pory kojarzyłam go głównie z cyklem podróżniczym "Boso przez świat". Bardzo lubiłam te programy i często nawet całą rodziną oglądaliśmy tego faceta w kolorowej koszuli, który wędrując boso przez świat w bezpardonowy sposób opowiadał o obcych kulturach. Podobało nam się to, bo wreszcie na ekranie znalazł się ktoś, kto nie owijał w bawełnę i mówił naprawdę ciekawie.

Sięgając po tę biografię ani na moment nie wątpiłam, że czeka na mnie ciekawa lektura. Dowiadujemy się z niej wielu informacji nie tylko na temat życia głównego bohatera, ale i jego ojca, a nawet dziadka. W ten sposób łatwo nam dostrzec, że przedsiębiorczość Cejrowski niewątpliwie ma w genach, a buntownikiem był już od najmłodszych lat. O jego podróżach informacji jest dość niewiele, ale od tego w końcu są książki napisane osobiście przez Pana Wojciecha i najlepiej tam zajrzeć, jeśli chcemy się dowiedzieć czegoś więcej w tym temacie. 

W jego biografii znajdziemy natomiast informacje o jego życiu i działalności na terenie Polski - głównie jednak te publiczne, bo mało tu Wojciecha Cejrowskiego prywatnie. Jest Cejrowski prowadzący festiwal country, Cejrowski w radiu, Cejrowski w telewizji, a nawet prasie, bo pisano o nim nie raz. W końcu jest i Cejrowski na wokandzie, ale nie ma Pana Wojciecha w hamaku, przy grillu ze znajomymi, czy też na ślubnym kobiercu, a prawie każdy chyba wie, że to ostatnie wydarzenie w jego życiu miało miejsce. Stąd też nasuwa mi się wniosek, że nasz bohater (który widać pilnie strzeże swej prywatności) mimo rzekomych zaprzeczeń maczał jednak swoje paluchy w wydaniu tej biografii.

Nie mniej jednak książkę czyta się naprawdę dobrze. Jest zarówno zgrabnie napisana, jak i porządnie wydana: w sztywnej oprawie, na kredowym papierze i z licznymi fotografiami. Sam bohater, jak wiadomo nie od dziś, budzi skrajne emocje. Osobiście darzę go dość dużą dozą sympatii, głównie z sentymentu do "Boso przez świat", ale czasami mam wrażenie, że "bredzi jak potłuczony" - czyt. nie zgadzam się z niektórymi jego poglądami. Mimo to podziwiam tego człowieka za niewątpliwą charyzmę, konsekwentne dążenie do celu i odwagę, którą niezaprzeczalnie trzeba mieć, by spełniać swoje marzenia, tudzież głosić tak kontrowersyjne poglądy jak Pan Wojciech.

Książkę polecam wszystkim. Warto ją przeczytać, choćby z czystej ciekawości ;)

środa, 4 września 2013

Od A do Z -> podsumowanie sierpnia i wrzesień z literką "I"

Sierpień za nami, wakacje dobiegają końca i nadszedł czas podsumowań. Spójrzmy jak poradziliście sobie z chomikowym wyzwaniem w sierpniu.



Z wyzwaniem poradziło 7 sobie osób:

aleksandra_czyta:
"Heretycka królowa" Michelle Moran +

anek7:
"Historyk" Elisabeth Kostova +-

Audrey:
"Hop-Frog" Edgar Allan Poe +

ejotek:
"Hulk" Bruce Banner +-

Evik:
"Hania Humorek ratuje świat" MeganMcDonald +
"Hania Humorek zostaje gwiazdą" Megan McDonald +
"Hania Humorek" Megan McDonald +
"Harry Potter i nasze dzieci. Poradnik nie tylko dla rodziców" P.J. Śliwiński, Adam Regiewicz +

Kasia Roszczenko:
"Honor Legionu" Andrzej Sawicki 4/5

Wiki:
"Hamlet" William Szekspir +

Ja niestety w tym miesiącu nie dałam rady... Mam nadzieję, że w kolejnych będzie lepiej i że Wy również będziecie mieć większą motywację. Przypominam, że we wrześniu czytamy książki na literkę "I". Oto kilka propozycji:

1. "Igła" Ken Follet
2. "I była miłość w getcie" Marek Edelman
3. "Ida sierpniowa" Małgorzata Musierowicz
4. "Idealna para" Susan Elisabeth Phillips
5. "Igraszki z diabłem" Jan Drda
6. "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins
7. "Ikona" Frederick Forsyth
8. "Ile wart jest człowiek" Jefrosinia Kiersnowska
9. "Imię róży" Umberto Eco
10. "Impuls" Michael Weaver
11. "Inna wersja życia" Hanna Kowalewska
12. "Intryga małżeńska" Joeffrey Eugenides
13. "Intrygantki" Eric Emmanuel Schmidt
14. "Irlandzki sweter" Nicole R. Dickson
15. "Iskra" Kristin Cashore

Propozycje od Sebastiana Kukli:
-> "Imperium" Ryszard Kapuściński 
-> "Inwazja Jaszczurów" Karel Czapka

Propozycje od Evik:
-> "Imieniny" M. Musierowicz
-> "I w sto koni nie dogoni" J. Porazińska
-> "I boję się snów" W. Półtawska
-> "Idzie niebo ciemną nocą" E. Szelburg-Zarembina
-> "Inna" I. Jurgielewiczowa
-> "I ty możesz mieć super dziecko" D. Zawadzka

-> "Ile waży chmura" D. Lacotte
-> "Inny świat" G. Herling-Grudziński

Propozycja od aleksandra_czyta:
-> "Ikona" Frederick Forsyth

Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie w tym miesiącu. Powodzenia!
Linki do recenzji wrześniowych wklejajcie pod tym postem ;)

poniedziałek, 2 września 2013

Filmowy poniedziałek z Chomikiem -> Chomik is back + 5 godnych uwagi premier

Wróciłam! Wypoczęta, kilka kilo cięższa i pełna zapału do pisania. Pogoda za oknem nie zachęca do wyściubienia nosa z ciepłego mieszkanka, nie mówiąc już o pozostałych częściach ciała, w związku z czym można spokojnie usiąść, okryć się kocykiem i popijając ulubioną herbatkę zabrać się za pisanie.

Dzisiaj zapraszam Was na kolejny Filmowy poniedziałek z Chomikiem. We wrześniu postaram się o większą dyscyplinę i częstsze filmowe wpisy, a dzisiaj proponuję krótki przegląd nadchodzących premier. Z nich wszystkich wybrałam 5, które szczególnie wpadły mi w oko. Oto one:


Tytuł: "Jobs"
Gatunek: biograficzny, dramat
Produkcja: USA
Reżyseria Joshua Michael Stern
Scenariusz: Matt Whiteley
Polska premiera: 30 sierpnia 2013 r. 

"Był ekscentrykiem, buntownikiem, czasem szaleńcem. Zawsze uważał, że wie lepiej i zwykle się nie mylił. Od początku wiedział czego chce i potrafił o to walczyć. Był niełatwym partnerem w biznesie i w życiu. Potrafił uszczęśliwiać, ale także okrutnie ranić najbliższych.

Założył firmę w garażu, by po kilku latach wprowadzić ją na giełdę i stać się milionerem. Wkrótce stracił jednak nad nią kontrolę i został usunięty z Apple. Jego charyzma działała nie tylko na inwestorów, ale także na kobiety. Potrafił je uwodzić, ale czy uszczęśliwiać? Nawet w sytuacji, która  innym wydawałaby się bez wyjścia, znalazł siłę, by po raz kolejny wspiąć się na szczyt, odzyskać Apple i zmienić kulejącą firmę w światową potęgę. Przeciwności losu zmieniły go jako człowieka, ale nie jako wizjonera. Dlatego to właśnie on przyniósł światu iPhone, iPod i iPad…" 

[opis dystrybutora kino]

Film wszedł już na ekrany kin, ale ja cały czas mam dylemat: obejrzeć go już teraz, czy dopiero po przeczytaniu książki?


Tytuł: "Przeszłość"
Gatunek: dramat
Produkcja: Francja, Włochy
ReżyseriaAsghar Farhadi

Scenariusz: Asghar Farhadi
Polska premiera: 6 września 2013 r.

"Ahmad i Marie nieformalnie zakończyli swój związek cztery lata temu. Po długiej rozłące mężczyzna przylatuje do Paryża, aby ostatecznie podpisać dokumenty i tym samym doprowadzić sprawę rozwodową do końca. Marie potrzebuje tych formalności, aby móc wejść w nowy związek małżeński z Samirem. Spotkanie nabiera dramatyzmu, kiedy Ahmad dowiaduje się, że atmosfera w domu Marie daleka jest od normalności. Z każdą chwilą kolejne tajemnice z przeszłości wychodzą na jaw i odciskają swoje piętno na życiu wszystkich." 
[opis dystrybutora kino]

Bardzo podobało mi się "Co wiesz o Elly?" tego reżysera, a zwiastun "Przeszłości" jest naprawdę intrygujący i rozbudza wyobraźnię. Już czuję to napięcie podczas seansu!


Tytuł: "Czas na miłość"
Gatunek: dramat, romans, komedia, sc-fi
Produkcja: Wielka Brytania
ReżyseriaRichard Curtis

Scenariusz: Richard Curtis
Polska premiera: 20 września 2013 r.

"Kończąc 21 lat Tim Lake (Domhnall Gleeson) odkrywa, że może podróżować w czasie. Po kolejnym nudnym przyjęciu noworocznym ojciec Tima opowiada rodzinną historię, że mężczyźni potrafią przemieszczać się w czasie. Tim może zmienić co się stanie lub co się już stało do tej pory w jego życiu. Postanawia uczynić świat lepszym, znajdując sobie dziewczynę. Niestety, nie jest to takie łatwe. Tim podróżując z Kornwalii do Londynu poznaje śliczną Mary (Rachel McAdams). Zakochują się w sobie, ale w związku z przemieszaniem się w czasie okazuje się, że wcale jej nie poznał. 

Przy kolejnej podróży w czasie znowu ją poznaje i znowu się zakochują, sytuacja powtarza się wielokrotnie aby w końcu zdobyć serce dziewczyny. Tim wykorzystuje swoją zdolność do zorganizowania romantycznych oświadczyn, ratuje swój ślub od fatalnych przemów. Jego dar pomaga przyjacielowi dotrzeć na czas do szpitala, gdy rodzi się córka. Odkrywa, że ten dar pomaga, ale może być też niebezpieczny. To komedia o miłości i o czasie, który upływając szczęśliwie udowadnia, że może nie potrzeba wcale podróży w czasie."
[opis dystrybutora kino]

"Czas na miłość" wydaje się być filmem w sam raz na jesienny wieczór. Zapowiada się kolorowo, romantycznie i z odpowiednią dawką humoru ;)

Tytuł: "Diana"
Gatunek: dramat, biograficzny
Produkcja: Wielka Brytania, Szwecja, USA
ReżyseriaOliver Hirschbiegel

Scenariusz: Stephen Jeffreys
Polska premiera: 20 września 2013 r.


  • "Uwielbiana przez miliony, kochana przez jednego... 
    Nominowana do Oscara Naomi Watts nie do rozpoznania w kolejnej znakomitej kreacji jako najsłynniejsza i najbardziej nieodgadniona kobieta końcówki XX wieku. 
    Prawdziwa historia nieznanego romansu Księżny Diany, który trwał aż do jej tragicznej śmierci. Była podziwiana przez miliony ludzi na świecie, po śmierci stała się legendą. Jaka była naprawdę Królowa Ludzkich Serc?

    Śledztwo dotyczące jej wypadku, mimo, że nie rozstrzygnęło wszystkich wątpliwości zostało oficjalnie zakończone. A przecież to nie jedyna tajemnica dotycząca życia Księżny Diany. Jej domniemany romans z Dodim al-Fayedem odbił się wielkim echem w mediach. Ale czy rzeczywiście to właśnie z nim planowała spędzić resztę swojego życia? Prawdziwa historia okazuje się zupełnie inna..." 
    [opis dystrybutora kino]

Jej życie, podobnie jak i śmierć śledził cały świat. Jestem ciekawa jaki portret Królowej Serc stworzył Hollywood.


Tytuł: "Kapitan Phillips"
Gatunek: dramat, biograficzny, akcja
Produkcja: USA
ReżyseriaPaul Greengrass

Scenariusz: Billy Ray
Polska premiera: 20 września 2013 r.

"To historia uprowadzenia w 2009 roku przez somalijskich piratów kapitana Richarda Philipsa, który dowodził transportowcem MV Maersk Alabama. Kapitan, oddał się w ręce piratów w zamian za gwarancję bezpieczeństwa dla załogi. Został odbity przez oddziały amerykańskie kilka dni później. To pierwszy od 1815 roku przypadek, kiedy to amerykański statek został porwany przez piratów." 
[opis dystrybutora kino]

Dlaczego chcę obejrzeć ten film? Ponieważ jeśli gra w nim Tom Hanks, to coś ewidentnie jest na rzeczy i nie jest to żadne byle co. Ten aktor jest dla mnie gwarancją jakości ;)

Widzicie coś interesującego również dla Was?

P.S. Podsumowanie sierpniowej edycji wyzwania od A do Z pojawi się w ciągu 2 najbliższych dni, zachęcam spóźnialskich do podsyłania swoich recenzji ;)