czwartek, 31 października 2013

Krótkie ogłoszenie ;)

Kochani z racji tego, że początek nadchodzącego miesiąca jest dla wielu osób czasem szczególnym przedłużam termin podsyłania linków do Waszych październikowych recenzji (Wyzwanie od A do Z) do poniedziałku, czyli 4. listopada . Podsumowanie pojawi się ok wtorku myślę. Żeby Was dodatkowo zmobilizować zaznaczę, iż moja recenzja również ukaże się z opóźnieniem ;)



wtorek, 29 października 2013

Ostatnie nabytki, czyli chomikowy stos

Dzisiaj będzie post z kategorii: pochwalę się, bo książek nigdy dość ;)



Od góry:

"Służące" Kathryn Stockett - nie wytrzymałam i w zeszłym miesiącu zdecydowałam się na zakup. Chyba nie czytałam żadnej negatywnej recenzji tej książki, więc mam nadzieję, że się nie zawiodę :)

"Gra w kości" Elżbieta Cherezińska - Bonito skusiło mnie korzystną ceną, a że o autorce słyszałam wiele dobrego nie zastanawiałam się zbyt długo ;)

"Dotknąć prawdy" Antoinette van Heugten - podobna sytuacja jak powyżej, dlatego też poszalałam w tym miesiącu i zamiast jednej książki, nabyłam 2, za to w dość korzystnych cenach ;)

"Jasny słoneczny poranek" James Frey -książka, którą wybrałam w tym miesiącu do swojego wyzwania i usilnie próbuję zmieścić się w terminie. Zostało mi jeszcze do przeczytania ok 150 stron, ale już teraz mogę Wam powiedzieć, że książka jest rewelacyjna ;)

"Dom tajemnic" Ned Vizzini, Chris Columbus -egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Znak Emotikon. Dość głośno jest ostatnio o tej książce, a przynajmniej ja często trafiam na wzmianki od niej, więc tym bardziej jestem ciekawa, czy lektura polecana przez samą Rowling okaże się rzeczywiście tak zajmująca ;)

"Władczyni rzek" Philippa Gregory - prezent imieninowy, dzięki któremu w końcu doczekałam się tej autorki w mojej skromnej biblioteczce ;) W porywie chwili przeczytałam raptem 50 stron i muszę przyznać, że zapowiada się świetnie, zobaczymy jak będzie dalej :D

I jak Wam się podoba mój stosik? ;)


sobota, 26 października 2013

"Jeśli zostanę" Gayle Forman

Tytuł: "Jeśli zostanę"
Autor: Gayle Forman
Liczba stron: 248
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Okładka: miękka
Wymiary: 13,5x20,5


"Mia straciła wszystko. Czy miłość pokona śmierć?
Po tragicznym wypadku, w którym zginęli jej najbliżsi, Mia trwa w stanie dziwnego zawieszenia. Musi podjąć decyzję, czy walczyć o odzyskanie przytomności, czy też poddać się i umrzeć. Próbując rozstrzygnąć ten dylemat, , wspomina dotychczasowe życie.
Poruszająca książka o dającej wsparcie rodzinie, przyjaźni, samotności i znajdowaniu swego miejsca na ziemi, o umiejętności żegnania się z przeszłością i przyjmowania tego, co nadchodzi. "Jeśli zostanę" opowiada o potędze miłości i wyborach, których każdy z nas musi dokonać." [Nasza Księgarnia]


Przypadkiem wyciągnęłam ją z półki. Na chybił trafił. Prosta okładka, przystępna objętość, oczywiście niewiedza, co do zawartości, a tu nagle jak obuchem przez łeb i gęsia skórka, gdy niektóre szczegóły z życia głównej bohaterki okazywały się być... szczegółami z mojego życia! Weźmy np. grupę krwi dziewczyny pokrywającą się z moją albo też imię jej chłopaka, o jego hobby nie wspominając. Pierwszy raz doświadczyłam czegoś takiego i było to dość osobliwe, a w połączeniu z późną porą (dobrze po północy) miało w sobie coś z klimatu dobrej książki grozy.

Co do samej lektury, to trochę zbyt sielankowe wydało mi się życie Mii sprzed wypadku. Takie idealne rodziny nie istnieją, a przynajmniej ja nigdy o takiej nie słyszałam. Zdaję sobie jednak sprawę, że na potrzeby książki autorka celowo skupiła się w głównej mierze na tych jasnych stronach, bo często obok różnego rodzaju problemów, tak naprawdę doświadczamy prawdziwego szczęścia. Dobrze, gdy potrafimy dostrzec je już wtedy, a nie dopiero, gdy zostanie nam brutalnie odebrane. 

"Jeśli zostanę" to idealny tytuł dla tej książki. Gdybym mogła zdecydować, czy odejść z tego świata, czy jednak na nim jeszcze jakiś czas pozostać, to po tym wszystkim, co mnie spotkało, jak będzie wyglądało moje życie jeśli zostanę? Mia ma trudności z podjęciem decyzji, na początku nawet nie dowierza, że ma wpływ na swoje być albo nie być na tym świecie. A my obserwujemy jej zmagania, towarzyszymy w tym niełatwym momencie jej bliskim oraz przy okazji licznych retrospekcji mamy okazję poznać wybrane wydarzenia z życia dziewczyny. 

Wszystko to czyta się błyskawicznie, niemalże w mgnieniu oka. Nie mniej jednak mam problem z oceną tej książki, bo mimo wszystko wydaje mi się taka trochę odrealniona i ugładzona. Nie potrafię się wytłumaczyć z tych słów. Może po prostu zbyt silnie oceniam ją przez pryzmat siebie i swojego życia? Tak czy siak zabrakło mi pewnej głębi, która powinna się pojawić, przy poruszaniu przez autorkę tak ważnego i trudnego tematu. A może to ja po prostu zbyt dorośle traktuję literaturę młodzieżową i zbyt wiele od niej wymagam?


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:





czwartek, 24 października 2013

Wallander znów w akcji

Tytuł: "Morderca bez twarzy"
Autor: Henning Mankell
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: W.A.B

Okładka: miękka
Wymiary: 12,5x19,5


"W niewielkiej mieścinie na południu Szwecji z rąk sadystycznych morderców ginie para staruszków. Prowadzący śledztwo komisarz Wallander nie znajduje motywów okrutnej zbrodni; małżonkowie nie mieli wrogów, z domu nic nie zginęło, a jedynym śladem jest powtarzane przez umierającą kobietę słowo "cudzoziemcy". Informacja przedostaje się do prasy, wywołując tragiczne w skutkach, rasistowskie akty odwetu, za którymi stoi organizacja neonazistowska. Wallander podejmuje ten trop; dowiaduje się również, że zamordowany staruszek dorobił się w czasie wojny majątku, współpracując z Niemcami. Niestety, i te ślady prowadzą donikąd." [W.A.B.]

Jak na mój gust opis zawiera zbyt dużo spojlerów. Nie można zarysować fabuły tak, by nie zdradzić wydarzeń obejmujących 3/4 książki? Chociaż suma sumarum wyszłoby nam z tego niekiedy może ledwo jedno zdanie... Osobiście jednak nie mam nic przeciwko i nieraz lubię czytać książkę nie wiedząc praktycznie nic o fabule. Zdarza mi się wybierać lektury sugerując się w głównej mierze pozytywnymi opiniami na ich temat, bez szczególnego zagłębiania się w treść. W końcu liczy się to, jak coś jest napisane, bo jak jest napisane dobrze, to mogę czytać praktycznie o wszystkim. W każdym bądź razie po "Mordercę bez twarzy" sięgnęłam właśnie w ciemno, gdyż poznałam już głównego bohatera przy okazji "O krok" - pozycji będącej którąśtam z kolei częścią cyklu.

I to właśnie teraz jest tak, jak być powinno, bo koniec końców wróciłam do początku, czyli do świeżo upieczonego komisarza-rozwodnika oraz brutalnego morderstwa w liczbie ofiar: 2. Kto zabił i to jeszcze w tak okrutny sposób, Bogu ducha winnych staruszków? Śledztwo rusza pełną parą, a jego pierwszy tydzień jest bardzo intensywny dla naszego bohatera, który notabene przedstawia sobą obraz człowieka nieźle sponiewieranego przez życie. Wallander nie wylewa za kołnierz, swoje ciało traktuje jak auto terenowe, a jego życie rodzinne dalekie jest od sielanki. Rozwód, brak kontaktu z córką, problemy z ojcem, a do tego stresująca i wyczerpująca praca dają się Kurtowi nieźle we znaki. Nie mniej jednak nie można odmówić mu odwagi, sumienności i konsekwencji w życiu zawodowym, dlatego też ogólny odbiór postaci jest jak najbardziej pozytywny i Wallander wzbudza w czytelniku sympatię.

Jeśli miałabym się natomiast odnieść do samej intrygi, to moja sympatia do książki jako całości osiąga mniejsze od oczekiwanych, rozmiary. Jak już wspomniałam ruszamy z kopyta, śledzimy każdy dzień ze szczegółami, mało śpimy, kiepsko jemy i prowadzimy istny wyścig z czasem, by później drastycznie zwolnić, zrobić sobie nawet do kilku miesięcy przerwy, aż w końcu trafić ni z tego, ni z owego na właściwe puzzle naszej niezbyt misternej układanki. Brakowało mi tu konkretnie zarysowanej intrygi: zawiłej, pełnej niedomówień, potrafiącej zapędzić zarówno bohaterów, jak i czytelników w kozi róg. Posunę się nawet dalej i powiem, że książka w pierwszej części mnie nie porwała, męczyłam dziennie po kilka stron i jakoś nie miałam ochoty na więcej. Dopiero ostatnie tak na oko może z 70 stron zabrało mnie w ciekawą podróż i podwoiło siłę grawitacji, tak że nie mogłam się ruszyć z łóżka, dopóki nie dotarłam do ostatniej strony.

Mankell w szczytowej formie to, to nie jest, ale tragedii też nie ma. Jest klimatycznie - Szwecja jawi się tu jako mroźny koniec świata, gdzie zamiecie śnieżne nie pozwalają ludziom przedostać się z budynku do zaparkowanego nieopodal auta. Jest ludzko, bez efektu CSI i z prawdziwymi problemami, słabościami i wadami bohaterów. A także jest ciekawie, bo to przecież dopiero początek przygód komisarza, którego nie sposób nie polubić. Dlatego też Chomik będzie czytał dalej ;)


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:





poniedziałek, 21 października 2013

Dzisiaj zdradzę Wam namiary na moich ulubionych dilerów :D

Tydzień zastoju na blogu, ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że był to tydzień z gatunku tych intensywnych czyt. najpierw "tyle się dzieje, że nie wiem w co mam ręce włożyć", a później "tyle się działo, że mam już siłę tylko się położyć".

Książkowo wypadłam kiepsko, bo przeczytanie kilku stron w poczekalni u lekarza nie należy do moich rekordów, no chyba że tych liczonych od drugiej strony. Na osłodę miał być stos, ale aparatu pod ręką brak, więc zdecydowałam się na krótką notkę na temat... moich ulubionych księgarń!


źródło


Wiadomo, że każdy książkoholik kombinuje jak może i sprawdza różne źródła w poszukiwaniu dobrego stuff'u. Co się liczy? Ano wiadomo oferta danego dilera (księgarni), a także cena w stosunku do jakości towaru, dyskretny odbiór osobisty (preferowana opcja dla osób o ograniczonym budżecie), bądź też bezpieczna przesyłka, która bez problemu dotrze do adresata i nie wpadnie po drodze w niepowołane ręce. Kiedy jest się uzależnionym już jakiś czas i dość popularnym w kręgu podobnych sobie osób, można mieć szczęście i trafić na sponsora (albo i dwóch! trzech! etc.) , który to podsyła towar za darmochę, w zamian chcąc jedynie, by rozpuścić famę na dzielni, gdzie taki towar można dostać - jeśli przypadnie nam on do gustu. Niestety nie każdy ma tyle szczęścia, więc przeważnie trzeba sobie radzić na własną rękę.

Poniżej przedstawiam kilka moich ulubionych źródeł, dojść i kontaktów, które stale podtrzymują mój nałóg i jak na razie nie doprowadziły mnie jeszcze na skraj bankructwa:



Okryłam niedawno i się po prostu zakochałam! Mnóstwo książek w świetnych cenach i do tego odbiór osobisty w wielu punktach na terenie całego kraju.


Poznańska "Akwarela" na Św. Marcinie, czyli darmowy odbiór dla Poznaniaków, a do tego meeega niskie ceny, że nawet dla osób płacących za przesyłkę będą bardzo atrakcyjne.

Co jeszcze lubię?


Też możliwy odbiór osobisty i liczne wyprzedaże - można czasem dostać prawdziwe perełki w atrakcyjnych cenach.


Przekonują mnie liczne akcje promocyjne - kiedyś udało mi się upolować książkę za 1zł! Ciągle coś tam się na ich stronie dzieje, a to mega wyprzedaż, darmowa wysyłka, 50% rabat i wiele innych.


Duuuża oferta, wiele ciekawych tytułów i atrakcyjne ceny dostawy.


Podoba mi się możliwość odbioru osobistego w księgarniach "Świat Książki".


Nie wiem, czy o czymś nie zapomniałam, najwyżej dopiszę. Wspomnę jeszcze tylko o moim rozczarowaniu sklepem internetowym księgarni Weltbild. Co się stało z możliwością odbioru osobistego? Już dłuższy czas nic tam nie kupiłam, bo po prostu mi się to nie opłaca...

A Wy macie jakieś ulubione księgarnie internetowe i nie tylko oczywiście? Podzielcie się swoją wiedzą!

P.S. Oczywiście są jeszcze antykwariaty, ale tam z reguły chadzam "rekreacyjnie" i kupuję pod wpływem impulsu^^

niedziela, 13 października 2013

"Pamiętne lato" Lesley Lokko

Tytuł: "Pamiętne lato"
Autor: Lesley Lokko
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Świat Książki

Okładka: miękka
Wymiary: 14,0x21,5


Pierwszą rzeczą, która przyciągnęła mnie do tej książki była okładka. Pastelowa, delikatna i tworząca wraz z tytułem zapowiedź głęboko skrywanej tajemnicy. Idealne połączenie! Poza tym zawsze przyjemnie trzyma się w dłoniach książkę, która okładką nie narusza naszego poczucia estetyki i nie szpeci pokoju, gdy po przeczytaniu zostanie odłożona na półkę. Dlatego wielki plus za to, ale jak zapewne wiecie wygląd to nie wszystko, liczy się wnętrze. Oto, co przyniosło ze sobą "Pamiętne lato".

Maddy postanowiła zostać aktorką, spakowała swoje rzeczy i wsiadła w autobus do Nowego Jorku. Julia dostała się na studia prawnicze w Oxfordzie i postanowiła udowodnić wszystkim, że ciężką pracą jest w stanie osiągnąć sukces. Natomiast Neila z powodu wybuchu wojny, wraz z rodziną musiała opuścić ukochaną Somalię i szukać schronienia poza jej granicami. Wszystkie nasze bohaterki poznajemy w chwili, gdy ich życie znalazło się na zakręcie. Autorka powoli wprowadza nas w ich świat. Zarysowuje kontekst i uchyla rąbka przeszłości, by lepiej naświetlić nam sytuacje dziewczyn. Następnie zaczynamy śledzić ich losy, które w pewnym momencie nieuchronnie się ze sobą splatają. A wszystko to za sprawą rodziny Kellerów. Rodziny pełnej wewnętrznych napięć i skrywanych tajemnic. Dlaczego Aaron i Rufe nie mogą się pozbyć wrogości wobec ich młodszego brata Josha? Jaki sekret skrywa ich matka Diana, ikona prawniczego światka Anglii? Oraz jaką rolę w ich życiu odegrają nasze bohaterki możecie dowiedzieć się przy okazji tej świetnej lektury.

Bardzo podobał mi się jeden z zastosowanych przez autorkę zabiegów, a mianowicie ukazywanie konkretnych sytuacji z perspektywy każdej biorącej w niej udział postaci. Jeśli podczas rodzinnej kolacji pojawiali się niespodziewani goście, to mieliśmy okazję ujrzeć tę wizytę zarówno z ich perspektywy, jak i osób zasiadających przy stole. Było to bardzo pomocne w odczytywaniu poszczególnych emocji będących udziałem naszych bohaterów oraz pokazywało jak różnie ludzie mogą się nawzajem odbierać. Autorka poradziła sobie znakomicie z aspektem psychologicznym postaci oraz zbudowała pomiędzy bohaterami namacalne i prawdziwe więzi. Ich losy śledzimy na przestrzeni kilkunastu lat przez co mamy wystarczająco dużo czasu, by się z nimi zżyć, a nawet polubić.

Na plus oceniam niespieszną z początku akcję, która konsekwentnie wprowadzała nas do zasygnalizowanego na samym początku powieści wątku. I chociaż w pewnym momencie bałam się, że książka za bardzo zaczyna podążyć w kierunku romansu, to jednak autorka świetnie z tego wybrnęła, a zakończenie okazało się dla mnie dość zaskakujące.

Jestem jak najbardziej zadowolona z lektury i szczerze ją Wam polecam. Być może "Pamiętne lato" nie należy do kategorii literackich wyżyn i książek z głębokim przesłaniem, ale mimo wszystko jest lekturą ciekawą i pełną prawd o niekiedy nieźle pogmatwanym życiu ;)

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


piątek, 11 października 2013

"Był sobie chłopiec" Nick Hornby

Tytuł: "Był sobie chłopiec"
Autor: Nick Hornby
Liczba stron: 242
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Okładka: twarda
Wymiary: 12,5x18,5


"Trzydziestosześcioletni Will Freeman nie chce mieć dzieci. Nie może zrozumieć, dlaczego wszyscy ciągle się nimi zachwycają. W jego modnie urządzonym mieszkaniu nie ma klocków Lego, rozmazanych dżemem płyt kompaktowych, a Will dysponuje mnóstwem czasu dzięki tantiemom za wywołującą zażenowanie kolędę, skomponowaną przez jego ojca w 1938 roku. Dla Willa liczą się jednak samotne matki, zwłaszcza jeśli wyglądają jak Julie Christie; dlatego też dołącza on do grupy rodziców samotnie wychowujących dzieci i wymyśla syna. Tu wkracza Marcus - jego rodzice się rozeszli, a płacz matki przy śniadaniu zaczyna go przerażać. Postępów w nowej szkole w Londynie nie ułatwia mu nieodpowiedni ubiór, takaż fryzura i odziedziczone po rodzicach upodobanie do muzyki Joni Mitchell. Tak naprawdę Marcus jest w szkole prześladowany. Skoro więc w jego życiu pojawia się Will, który wie przynajmniej, w co ubierają się dzieci oraz jaki był kiedyś skład Manchester United, to dlaczego Marcus nie miałby tego wykorzystać najlepiej jak potrafi?" [Zysk i S-ka]

Taka słodko-gorzka ta opowieść. O tym jak niektórzy nie potrafią dorosnąć, a inni są do tego zmuszeni przez życie trochę za szybko. Trochę się zawiodłam, ale to głównie moja wina, bo nastawiłam się na lekturę łatwą, lekką i przyjemną mając gdzieś tam w głowie mgliste wspomnienie filmu o tym samym tytule. A tu spadła na mnie szarość, depresja i problemy. Ale to w sumie pół biedy, myślę sobie - mogę czytać praktycznie o wszystkim, jeśli jest to w dobry sposób napisane. Szkopuł w tym, że "Był sobie chłopiec" momentami naprawdę mnie nudził, a bohaterowie zdrowo irytowali. Zwłaszcza Will - duży chłopiec kompletnie nie potrafiący odnaleźć się w życiu. Za to ogromnie było mi żal Marcusa, bo życie nie obchodziło się z nim zbyt łaskawie, przez co jego myślenie niejednokrotnie daleko wykraczało poza wiem 12-latka. Nie mniej jednak ciekawy był z nich duet i jakieś tam emocje we mnie wzbudził, więc nie było jeszcze tak źle. Czy jednak jest to książka, którą koniecznie trzeba przeczytać? Nie powiedziałabym, nie mniej jednak z ciekawości na pewno można, chociaż dla mnie była to lektura, o której dość szybko zapomnę.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


środa, 9 października 2013

Hej, Gringo!

Tytuł: "Gringo wśród dzikich plemion"  
Autor: Wojciech Cejrowski
Liczba stron:  264  
Wydawnictwo: Zysk i S-ka 
Okładka: miękka  
Wymiary: 14,5x21,0


"Jest to książka przygodowa i podróżnicza. Mądra, a jednocześnie pełna humoru. Sprawia, że Czytelnik zaczyna się głośno śmiać. Jest to także album niezwykłych fotografii z wypraw w najdziksze rejony świata. Wojciech Cejrowski zabierze Państwa na wyprawę do ostatnich dzikich plemion." [Zysk i S-ka]

Dzisiaj będzie krótko, bo jakoś weny mi brak, a chciałam o tej książce napisać już dawno, bo jeszcze w wakacje. Po długim odwlekaniu wreszcie udało mi się zasiąść do "Gringo..." Cejrowskiego i jestem naprawdę zadowolona. Przede wszystkim Pan Wojtek pisze prawdziwie i szczerze o swoich podróżach, bez nadęcia i patosu, za to z polotem i wszystkimi absurdami otaczającej nas rzeczywistości. A będąc już przy absurdach, to moim ulubionym motywem jest przekroczenie granicy na książeczkę ubezpieczeniową. Jak to? Nie znacie takiego państwa jak Ubezpieczalnia? Wstydźcie się!

Nie ma co, trzeba sobie jakoś w życiu radzić i WC doskonale zdaje sobie z tego sprawę (vide jego biografia -> klik) Nic tylko chylić czoła przed sprytem i pomysłowością autora, bo to dzięki nim wywinął się niejednokrotnie z poważnych tarapatów i to nawet takich, gdzie śmierć osobiście zajrzała mu w oczy upominając się o jego duszę. Serio mówię! Oprócz tego WC po prostu dopisuje szczęście, nieocenione i czasami doprawdy zaskakujące.

Dzięki temu, że WC ma co opowiadać, a do tego wychodzi mu to całkiem nieźle, książkę czyta się szybko i z zainteresowaniem. Dorzućmy do tego sporą dawkę humoru (śmiercionośny SCHMETTERLING na długo pozostanie w mej pamięci) i możemy być pewni satysfakcjonującej lektury. Ponadto książka jest pięknie wydana, bo na kredowym papierze i z licznymi ilustracjami, co na pewno mile połechce ego każdego estety. Nic, tylko czytać i zgłębiać tajemnice dzikich plemion wraz z WC! ;)

poniedziałek, 7 października 2013

Filmowy poniedziałek z Chomikiem -> Podwójnie niemożliwa historia

Tytuł: "Niemożliwe"
Gatunek: katastroficzny, dramat
Produkcja: Hiszpania, USA
Reżyseria: Juan Antonio Bayona
Scenariusz: Sergio G. Sánchez

"Historia rodziny – Marii, Henry'ego i ich trzech synów – która przeżyła tsunami w Tajlandii w 2004 roku." [Filmweb]


Niemożliwe, ale to jednak się wydarzyło -Maria, Henry, Lukas, Thomas i Simon przeżyli śmiercionośne tsunami, które nawiedziło Tajlandię w 2004 r. Często słyszymy o tragediach, wystarczy na chwilę włączyć telewizor albo radio i już zalewa nas fala wiadomości o wypadkach, morderstwach i innych nieszczęściach. Ale my zawsze jesteśmy obok, myślimy, że to zdarza się innym, ale nie może przytrafić się nam. Nasi bohaterowie pewnie zakładali podobnie. W końcu pojechali na zasłużone wakacje i to w wydawałoby się rajskie miejsce, gdzie mieli choć na chwilę zapomnieć o trudach codzienności. Ich marzenia jednak zniweczyły śmiercionośne fale, które dosłownie zmiotły z powierzchni ziemi wszystko, co napotkały na swojej drodze i stało się. Przydarzyło się, to co było "Niemożliwe".

Jednocześnie ten tytuł ma swoje drugie oblicze, bo w tej niemożliwej sytuacji stało się coś jeszcze bardziej niewiarygodnego. Rodzina przeżyła, a także odnalazła się wśród niewyobrażalnego zamętu, jaki powstał po przejściu tsunami. "Niemożliwe", a jednak stało się. Po raz drugi! I mimo, że zaczynając oglądać znamy już zakończenie, to film trzyma nas w napięciu podczas każdej minuty seansu.

Twórcy niesamowicie realnie przedstawili scenę, w której nasi bohaterowie zostają porwani przez ogromne masy wody i zmuszeni do walki o swoje życie. Naprawdę wstrząsnęło mną to co zobaczyłam, a skala zniszczeń spowodowanych przez rozszalały żywioł była dla mnie wprost nie do ogarnięcia rozumem. Podobnie jak historia naszych bohaterów. Ileż to szczęścia w nieszczęściu, które tak wielu nie było dane.

Film niesamowicie gra na emocjach widza, a moje skore do wzruszeń serce nie pozwoliło na obojętność i uroniłam kilka rzęsistych łez. Zdecydowanie jest to historia, którą warto poznać.

niedziela, 6 października 2013

Top 10: książki na jesień

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień u Kreatywy.



Dziś zapraszam Was na...
dziesięć najlepszych książek na jesień.


"Księga wszystkich dokonań Scherlocka Holmesa" Artur Conan Doyle


"Dom na Sycylii" Rosanna Ley


"Dożywocie" Marta Kisiel


"Córka dyrektora cyrku" Jostein Gaarder

"Magiczne lata" Robert McCammon

"Zanim zasnę" S. J. Watson

"Aleja Bzów" Aleksandra Tyl

"Mali książęta" Conor Grennan

"Siedem minut po północy"

"Wszystko za życie" Jon Krakauer

Co sądzicie o moich propozycjach? Czytałam tylko "Zanim zasnę", "Dożywocie" i kilka książek z serii o Scherlocku Holmesie. Reszta na razie jest dla mnie tajemnicą, którą bardzo bym chciała odkryć ;)

sobota, 5 października 2013

"Kalendarzyk niemałżeński" Dorota Wellman, Paulina młynarska

Tytuł: "Kalendarzyk niemałżeński"
Autor: Dorota Wellman, Paulina Młynarska
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Znak

Okładka: miękka
Wymiary: 14,5x20,5


"Paulina Młynarska i Dorota Wellman zapraszają do świata kobiecych spraw. Pogadajmy o tym, co dla nas ważne! Najlepiej z czerwonym winem albo z kawałkiem czekoladowego ciasta, które na pewno nie pójdzie nam w biodra. 

Wspólna praca stała się dla nich początkiem inspirującej przyjaźni. Mieszkały w różnych częściach Polski, więc pisały do siebie maile. "Kalendarzyk niemałżeński" - książka dwóch dziennikarek telewizyjnych prowadzących program w TVN Style - to pochwała kobiecej przyjaźni, szczere rozmowy i bardzo osobiste listy. Paulina i Dorota nie boją się żadnego tematu: rozmawiają o facetach i dzieciach, o swoich lękach i błędach, straconych szansach i dawnych miłościach. O piekle, które kobiety gotują kobietom i o tym, co kobiety lubią gotować swoim mężczyznom. "Kalendarzyk niemałżeński" to książka, która powinna trafić do rąk każdej Polki - matki i singielki, feministki i tradycjonalistki, perfekcyjnej i trochę mniej doskonałej pani domu." [Znak]


I znowu to robię, piszę o książce jakiś miesiąc po lekturze. Niedobrze. Zwłaszcza, że mam mały problem z oceną "Kalendarzyka...", gdyż targają mną sprzeczne uczucia. Z jednej strony podoba mi się sam zamysł na książkę oraz jej forma, czyli postać listów. Dodatkowo możemy tu znaleźć kilka niewątpliwie wartych wypróbowania przepisów kulinarnych obu Pań oraz znajdziemy miejsce na to, by wnieść coś od siebie do tej pozycji ;) Nie mniej jednak książka została zdecydowanie zdominowana i przegadana przez Panią Młynarską, a szkoda, bo bardziej interesowało mnie to, co do powiedzenia ma Pani Wellman i to jest mój główny zarzut pod adresem tej pozycji. 

Pani Dorota to niezwykle charyzmatyczna postać i kobieta, która wie czego chce od życia, potrafi się nim cieszyć, a przede wszystkim akceptuje siebie taką, jaką jest. I to mi się podoba! Trzeba żyć w zgodzie ze światem oraz samym sobą, bo tylko wtedy człowiek ma szansę być naprawdę szczęśliwy. Wstrzykiwanie sobie botoksu, żeby lepiej się czuć we własnej skórze jest dla mnie jednym wielkim oszustwem. I to pół biedy, że oszukujemy innych, bo tak naprawdę co to ma za znaczenie, co sobie ktośtam myśli. Najgorsze, że oszukujemy sami siebie i odgradzamy sobie w ten sposób drogę do bycia naprawdę szczęśliwym. Przynajmniej takie jest moje zdanie, bo osobiście nie mogę pojąć jak można poprawiać Matkę Naturę i nie akceptować siebie takim jakim się jest, co ewidentnie jest udziałem Pani Pauliny Młynarskiej. Przyznaję szczerze, że jej postać nie wzbudziła mojej sympatii. Odebrałam ją jaką osobę pełną negatywnych uczuć i myśli skłębionych gdzieś pod powierzchnią nieszczęśliwej feministki, która nie ułożyła sobie życia.

Nie mniej jednak sama książka porusza mnóstwo ważnych, interesujących i niejednokrotnie kontrowersyjnych tematów i nawet jeśli nie zawsze zgadzamy się z naszymi narratorkami, to trzeba im przyznać, że potrafią poruszyć pewne struny kobiecej duszy i zmusić do myślenia. Dlatego też nie można "Kalendarzykowi..." odmówić emocji, jakie niewątpliwie wzbudza w czytelniku, a także swego rodzaju ciepła, gdy obie Panie zapraszają nas do swojej kuchni. Poznajemy też różne interesujące szczegóły z ich życia, choć tutaj zdecydowanie za mało mi było Pani Wellman. Najbardziej natomiast cieszyło mnie, gdy natrafiałam na kwestie, które nasze bohaterki różniły i mogła się wywiązać między nimi jakaś interesująca dyskusja. Bowiem ciągłe potakiwanie sobie (a było go też tam sporo) mogło w moim mniemaniu położyć cały ten projekt, dlatego cieszę się, że książka pod tym względem się obroniła.

Na koniec można zadać pytanie, czy takie książki są potrzebne nam kobietom? Jak najbardziej! Także drogie Panie piszcie dalej, bo na pewno znajdziecie wiele czytelniczek, a także jesteście inspiracją dla innych kobiet i tylko czekam, aż one również zaczną zabierać głos ;)

piątek, 4 października 2013

ZAPOWIEDŹ: "Dom tajemnic" Chris Columbus, Ned Vizzini

 Książka reżysera Harryego Pottera!
Tytuł: "Dom tajemnic"
Autor: Chris Columbus, Ned Vizzini
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Okładka: twarda
Wymiary: 14,4x20,5

Premiera 7 listopada 2013 r.

Dom Tajemnic  to pierwszy tom nowej magicznej serii, która trzyma w napięciu od samego początku.

"Niewyjaśniona tajemnica sprzed lat doprowadza do niebezpiecznego starcia dobra ze złem. Dom pełen mrocznych sekretów staje się miejscem walki trójki rodzeństwa o życie swoich najbliższych.  Jak potoczą się losy Eleanor, Kordelii i Brendana? Czy przeniesieni przez Wichrową Wiedźmę do groźnego świata zjednoczą swoje siły i pokonają Króla Burz? Czy ocalą swoich bliskich? Wartka fabuła i niesamowite zwroty akcji sprawiają, że nie można przestać czytać…"


źródło

Dom Tajemnic to niebezpieczny, pełen przygód roller coaster, w którym trójka odważnego rodzeństwa zmierza do nieuniknionego starcia z potężnymi mrocznymi siłami. To wybuchowa mieszanka fantazji i tajemnicy.”
J.K. Rowling







Dom Tajemnic to niebezpiecznie wciągająca opowieść o potędze czarnej magii, sile przyjaźni i poświęceniu. Niewyjaśnione sekrety sprzed lat, walka trójki rodzeństwa o życie swoich najbliższych i ostateczne starcie dobra ze złem. Tej jesieni magia powraca…”

Piotr Fronczewski 
(polski ambasador marki i głos audiobooka Dom Tajemnic)






Autorzy: 


Chris Columbus – reżyser filmów o Harry’m Potterze – "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" oraz "Harry Potter i Komnata Tajemnic", a także wysokobudżetowych produkcji, takich jak "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Złodziej Pioruna". Stworzył kilka największych kasowych hitów, w tym "Goonies" i "Gremliny rozrabiają", a także "Kevin sam w domu", "Pani Doubtfire" i "Noc w muzeum".
Ned Vizzini – bestsellerowy autor książek dla młodzieży, takich jak: "Całkiem zabawna historia" (przeniesiona na ekrany kinowe w 2010 roku), "Be More Chill", "Teen Angst? Naaah… " oraz "The Other Normals". Pisze dla „New York Timesa” oraz jest scenarzystą serialu MTV, "Nastoletni wilkołak".

Zapraszam również na fanpage książki na fb  https://www.facebook.com/domtajemnic

czwartek, 3 października 2013

Niepoprawna Bridget. Uprzedzając pytanie: oczywiście, że Jones! ;)

Tytuł: "Dziennik Bridget Jones"
Autor: Helen Fielding
Liczba stron: 232
Wydawnictwo: Świat Książki

Okładka: twarda
Wymiary: 13,00x20,5


"Kapitalny obraz życia niezamężnej dziewczyny lat dziewięćdziesiątych. Bridget - ulubiona bohaterka milionów kobiet (i nie tylko) na świecie oraz jej inteligentnie zabawny dziennik bije wszelkie rekordy popularności. Bridget wspięła się na sam szczyt sławy - dotarła do Hollywood. Film z Renee Zellweger w roli tytułowej stał się przebojem kinowym." [empik.com]

Chociaż ekranizacja jest mi nader dobrze znana, to z "papierową" Bridget miałam do czynienia dopiero niedawno. I wiecie co Wam powiem? Uwielbiam ją! Po pierwsze dlatego, że jest przezabawna, a po drugie dlatego, że niekiedy do bólu przypomina mnie samą. Żeby nie być gołosłownym Chomikiem przytoczę swój ulubiony fragment, przy którym wprost rechotałam ze śmiechu, co okazało się niemalże zabójcze dla mojego biednego gardła po wycięciu migdałków... ;)

Zobaczcie jednak w jakiej sytuacji odnalazłam siebie ;)

"7 wieczorem.
Przed chwila zadzwoniła mama.
- Dobry wieczór, kochanie. Wiesz co? W Newsnight bedzie Penny Husbands-Bosworth!!!
- Kto?
- Znasz Husbands-Bosworthów, kochanie. Ursula była w liceum klasę wyżej od ciebie.
Herbert umarł na białaczkę.
- Co?
- Nie mówi się „co”, Bridget, tylko „słucham”. Chodzi o to, że nie będzie mnie w domu,
bo Una chce iść na pokaz slajdów o Nilu, wiec zastanawiamy się z Penny, czy nie mogłabyś tego nagrać... Ooch, muszę kończyć, przyszedł rzeźnik!
8.00.
Do dzieła. To śmieszne, żeby miec magnetowid dwa lata i nigdy niczego nie nagrać.
Zwłaszcza że jest to wspaniały FV 67 HV Video Plus. Na pewno wystarczy przeczytać instrukcję obsługi, znaleźć odpowiednie przyciski itd.
8.15.
Grr! Nie mogę znaleźć instrukcji obsługi.
8.35.
Ha! Instrukcja leżała pod „Hello!” Do dzieła. „Programowanie magnetowidu jest równie
łatwe jak korzystanie z telefonu”. Wspaniale.
8.40, „Skieruj pilota w strone magnetowidu”. Bardzo łatwe. „Zajrzyj do indeksu”. Aaaaa,
przerażajaca lista: „Nagrywanie z timerem w systemie hi-fi”, „Dekoder do programów
zakodowanych” itd. Chcę nagrać ględzenie Penny Husbands-Bosworths, a nie kształcić się w
technikach szpiegowskich.
8.50.
Diagram. „Przyciski funkcji IMC”. Ale co to sa funkcje IMC?
8.55.
Postanawiam pominąć tę stronę i przechodzę do „Nagrywania z timerem”: „1) Sprawdź,
czy są spełnione wymagania Video Plus”. Jakie wymagania? Głupi magnetowid. Czuję się
dokładnie tak samo, jak kiedy próbuję się połapać w Drogowskazach. (...)
9.10.
„Po właczeniu magnetowidu sprawdź, czy zegar jest nastawiony na prawidłowy czas
(przy przejściu z czasu letniego na zimowy możesz skorzystać z funkcji szybkiego regulowania
zegara). Aby wywołać menu zegara, wciśnij przycisk czerwony i numer 6”. Naciskam czerwone i nic się nie dzieje. Naciskam cyfry i nic się nie dzieje. Żałuję, że w ogóle wynaleziono
magnetowid.
9.25.
Aaaaa... Na ekranie wyswietliło sie menu, napis „Wcisnij 6”. O rany! Przez pomyłke
używałam pilota do telewizora. Teraz pojawiły sie wiadomosci. Zadzwoniłam do Toma i
spytałam, czy mógłby nagrac Penny Husbands-Bosworth, ale powiedział, że też nie umie
obsługiwac magnetowidu. Nagle w magnetowidzie cos prztykneło i zamiast wiadomosci leci
Randka w ciemno. Nic z tego nie rozumiem. Zadzwoniłam do Jude, ale ona też nie umie
obsługiwać magnetowidu. Aaaaaa... Aaaa... Jest.
10.15.
Newsnight za 15 minut.
10.11.
Kaseta nie chce wejść.
10.18.
Prawda, w środku jest Thelma i Louise.
10.19.
Thelma i Louise nie chce wyjść.
10.21.
Goraczkowo wciskam wszystkie przyciski. Kaseta wychodzi i chowa sie z powrotem.
10.25.
Mam już w srodku czystą kasetę. Dobrze. Czytam „Nagrywanie”: „Nagrywanie z tunera
rozpocznie sie po wcisnieciu dowolnego przycisku (oprócz Mem)”. Z jakiego znowu tunera?
„Nagrywając z kamery, naciśnij 3 razy AV Próg. W przypadku transmisji dwujęzycznej trzymaj przycisk 1/2 wciśnięty przez 3 sekundy, aby wybrać język”. Boże! Ta głupia instrukcja przypomniała mi mojego profesora lingwistyki z Bangor, którego tak pochłaniały drobne kwestie językowe, że nie potrafił powiedzieć zdania, nie zagłębiając się w analizę poszczególnych stów: „Dzisiaj chciałbym... Chciałbym, widzicie, w 1570 roku...” Aaaaa... aaaaa... Zaczyna się Newsnight.
10.31.
OK, OK, spokojnie. Penny Husbands-Bosworth nie mówi jeszcze o poazbestowej
białaczce.
10.33.
Hura! NAGRYWANIE BIEŻĄCEGO PROGRAMU. Udało się!
Aaaaaa... Magnetowid zwariował. Kaseta przewinęła się do początku i wyszła. Dlaczego?
Cholera. Z podniecenia usiadłam na pilocie.
10.35.
Panika. Dzwoniłam do Shazzer, Rebeki, Simona i Magdy. Żadne nie umie programować
magnetowidu. Jedyna znana mi osoba, która to potrafi, jest Daniel.
10.45.
O Boże, Daniel omal nie pekł ze smiechu, kiedy mu powiedziałam, że nie umiem
zaprogramować magnetowidu. Obiecał nagrać mi Penny H-B. W każdym razie, zrobiłam dla
mamy, co mogłam. To podniecająca i historyczna chwila, gdy ktoś znajomy wystepuje w
telewizji.
11.15.
Grr. Telefon mamy: „Wybacz, kochanie. To nie Newsnight, tylko jutrzejsze Breakfast
News. Możesz nastawić magnetowid na siódma rano, BBC1?”
11.30.
Telefon Daniela: „Eee, przepraszam, Bridge. Nie wiem, co sie stało. Nagrał mi sie Barry
Norman”." s. 115-118

Teraz już rozumiecie dlaczego kocham Bridget? Oh yeah, my name is Jones, Bridget Jones :D 

Dodatkowo jeszcze odkryłam pewien chomikowy akcent w tej książce i żałuję, że wcześniej nie wpadłam na pomysł, by dzielić się z Wami wzmiankami na mój temat w literaturze. Nie myśląca ja, wiadomo Chomik ^^. Ale nie bójcie się nadrobię i Kronika Chomika niedługo zaroi się od tych literackich futrzaków. A oto jaką wzmiankę znalazłam na swój temat u Bridget:

"- Chodziło mi o tatę, nie o telewizję - syknęłam.
- O tatę? Nie mam stresów z powodu taty. Nie bądź niemądra, kochanie.
- Ale to przyjęcie... i Pani Husbands-Bosworth...
- Och, to było przezabawne. Zrobił z siebie kompletnego osła, próbując wzbudzić we mnie zazdrość. I czy ona nie ma lustra? Wyglądała jak CHOMIK." s. 138

Zgaduję, że Pani Husbands-Bosworth wyglądała fenomenalnie, co myślicie? :D