sobota, 23 listopada 2013

The Versatile Blogger Award


Zasady wyróżnienia:

- nominowana osoba pokazuje nagrodę,
- dziękuje za nominacje,
- ujawnia 7 faktów o sobie,
- nominuje 7 blogów,
- informuje o nominacji blogi nominowane.


Za nominację dziękuję Vayle z bloga Vayle by Me ;)

A teraz 7 faktów o mnie:

1. Myślę, że jestem Chomikiem - takim prawdziwym: małym, puszystym, trochę niezdarnym, lubiącym zakopać się w trocinki i nie wychodzić z nich przez cały dzień, a także uzależnionym od chomikowania przeróżnych rzeczy :D Niestety w tym ostatnim niecnie próbuje mi przeszkodzić moja alergia... A kysz

2. Kiedyś zbierałam wszystkie napotkane na swej drodze przepisy kulinarne. Serio! Haha, już wtedy miałam zadatki na rasowego Chomika :D Wycinałam je z każdej możliwej gazety i wklejałam do specjalnych zeszytów oraz prowadziłam kulinarny segregator. Uprzedzając pytanie - oczywiście, że nigdy nic na ich podstawie nie ugotowałam 8)

3. Zanim zaczęłam pisać Kronikę moim królestwem był portal o... filmach! I nie, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jestem Chomikiem, bardziej utożsamiałam się z pewną bohaterką "Silmarillionu" Tolkiena ;)

4. Moje ulubione zwierzątko to Pingwin :*

5. Jeżdżę na Woodstock  ;)

6. Wrażliwa idealistka

7. Uzależniona od seriali


Blogi, które nominuję, to:

1. Zwiedzam wszechświat
2. Krakowskie Czytanie
3. Moda na czytanie
4. Lektury wiejskiej nauczycielki
5. Świat książek i ja..
6. W świecie słów
7. Julia Orzech

Zapraszam do zabawy ;)

środa, 20 listopada 2013

"Kwiaty na poddaszu" Virginia C. Andrews

Tytuł: "Kwiaty na poddaszu"
Autor: Virginia C. Andrews
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: 
Świat Książki
Okładka: miękka
Wymiary: 12,5x18,7


"Wciągająca opowieść o rodzinnych tajemnicach i zakazanej miłości. Szczęśliwą z pozoru rodzinę Dollangangerów spotyka tragedia - w wypadku samochodowym ginie ojciec. Matka z czwórką dzieci zostaje bez środków do życia i wraca do swego rodzinnego domu. Niezwykle bogaci rodzice mieszkający w ogromnej posiadłości, wyrzekli się córki z powodu jej małżeństwa z bliskim krewnym, a narodzone z tego związku dzieci uważają za przeklęte. W tajemnicy przed dziadkiem rodzeństwo zostaje umieszczone na poddaszu, którego nigdy nie opuszcza. Dzieci żyją w ciągłym strachu, a odkrycie, jakiego dokonuje najstarszy brat, stawia rodzeństwo w obliczu nieuniknionej katastrofy." [Świat Książki]

Pamiętam moment wielkiego "boom" - wszyscy czytają "Kwiaty na poddaszu"! Na blogach roiło się od recenzji i po prostu nie sposób było nie zwrócić uwagi na ten tytuł, ale Chomik powiedział sobie "eee, może innym razem". I uwaga, w końcu nadszedł ten "inny raz", bo okazało się, że książka doskonale pasuje do kilku wyzwań czytelniczych, w których staram się brać czynny udział ;)

Powiem tak. Zaczęłam czytać i po prostu przepadłam! Spotkałam się z wieloma zastrzeżeniami, co do języka, którym posługuje się autorka i wiecie co Wam powiem? Dla mnie to właśnie ten język był jednym z największych atutów powieści i nie pozwolił mi się od niej odebrać. To fakt, że może za dużo w nim było egzaltacji, podobnie jak w zachowaniach bohaterów, ale nie mnie oceniać sposób wyrażania się oraz zachowania osób, dla których nagle całym światem stało się... poddasze. Ponadto patrzę na to wszystko przez pryzmat Cathy (głównej bohaterki i jednocześnie narratorki), jako dorosłej osoby spisującej swoje wspomnienia, który to fakt istotnie wpłynął na moje nastawienie, a co za tym idzie i odbiór powieści. Dlatego też nie przeszkadzał mi w żadnym razie zarzucany przez innych sentymentalizm, czy też melodramatyzm. A może jest to też kwestia tłumacza? Uprzedzając pytanie, mój egzemplarz powieści został przełożony przez Panią Bożenę Wiercińską.

Historia uwięzionego rodzeństwa wzbudza w czytelniku mnóstwo emocji. Od współczucia, niedowierzania, irytacji, obrzydzenia, aż po złość.  Przede wszystkim nie potrafiłam jednak zrozumieć matki dzieci (Corrine) oraz jej drastycznej przemiany. Zupełnie jakby nagle zapomniała dlaczego wcześniej uciekła z domu, do którego po latach powróciła, by tak naprawdę... dręczyć swoje dzieci, a wszystko dla... pieniędzy. Serio? Tej kobiecie po śmierci męża kompletnie odbiło! I wydaje mi się to, aż nazbyt nieprawdopodobne. Jeśli zaś chodzi o dzieci, to nie dziwie się, że długi czas ufały matce. W końcu znały ją kochającą i czułą, więc nie zakładały, że chciałaby je skrzywdzić. Jednakże powinny ocknąć się ze złudzeń duuużo dużo wcześniej i zwiewać przy pierwszej nadarzającej się okazji. Ale czy to nie wydaje się takie proste tylko wtedy, gdy jest się biernym obserwatorem i stoi się z boku wydarzeń? Co, gdybym ja albo Ty znalazł/a się w takiej sytuacji? Czy aby na pewno ta obiektywna racjonalność byłaby wtedy taka oczywista?

Jednak największy zarzut, jaki mam wobec tej książki, to nadmiernie wyeksponowany wątek kazirodztwa, dzięki któremu chyba w głównej mierze książka ta zyskała rozgłos. Zupełnie zbędny i budzący we mnie skrajny niesmak, bo nie uwierzę, że rodzeństwo, nawet zamknięte i odizolowane od świata na jakiś czas, posunęłoby się do czegoś takiego! A może jestem jakaś ograniczona i nie znam życia? W każdym bądź razie na dobrą sprawę, nie chodzi tu tylko o Cathy i Chrisa, ale i o związek ich rodziców oraz jakieś dziwne relacje między Corrine i jej synem, który nadmiernie idealizował okrutną matkę i zdawało mi się, że momentami pała do niej jakąś dziwną i niezrozumiałą fascynacją. Tak, czy siak, dużo w tej książce wypaczeń i patologii jak na mój spokojny i w miarę poukładany świat.

Sama nie wiem jak ocenić tę książkę, bo chociaż absurd goni absurd, to jednak "Kwiaty..." mają w sobie to "coś", co nie pozwala się od nich oderwać! Serio. I im bardziej się wkurzałam albo nie dowierzałam w opisywane wydarzenia, tym szybciej i zachłanniej czytałam, żeby dowiedzieć się co będzie dalej. Czy jest to książka dla każdego? Na pewno nie, ale zdecydowanie warto ją przeczytać.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:










poniedziałek, 18 listopada 2013

Filmowy poniedziałek z Chomikiem -> 5 filmów w moim wieku


Zainspirowała mnie Karriba, bo to na jej blogu podpatrzyłam tę zabawę ;) Polega ona na wybraniu 5 tytułów filmów, które ukazały się w tym samym roku, w którym przyszliśmy na świat. Także dzisiaj pośrednio, bo w sposób trochę zawoalowany (ale jednak :P) dowiecie się jakież to stare ze mnie już chomiczysko. A zatem do dzieła! A będzie ich aż 5 ;)





Nie potrafię stworzyć rankingu, bo wszystkie tytuły są świetne, także kolejność jest losowa ;)

"Stowarzyszenie umarłych poetów"


Niezwykle inspirujący, pełen pięknych wartości i wzruszający. Kto nie widział, koniecznie musi zobaczyć. Sama planuję go sobie odświeżyć ;)


"I kto to mówi"


Przezabawny, uroczy i ponadczasowy klasyk. Uwielbiam! ;)


"Kiedy Harry poznał Sally"


Komedia romantyczna "starej daty", czyli jakość sama w sobie. Piękny film, do którego można wracać nieskończoną ilość razy i zawsze tak samo zachwyca.


"Moja lewa stopa"


Widziałam ten film dobre 5 lat temu, dlatego szczegóły zatarły się w pamięci. Pamiętam tylko, że zrobił na mnie swego czasu spore wrażenie.


"Wszystkie psy idą do nieba"


Po prostu uwielbiam tę animację! Kojarzy mi się ze świętami ogólnie, tj czasem wolnym od szkoły, wylegiwaniem się w łóżku i ciepłym kakao.



I tym sposobem, co bardziej dociekliwi pewnie już wiedzą ile wiosen liczy sobie ten mały i niepozorny Chomik od  Kroniki Chomika ;)

Pozdrawiam i życzę wszystkim udanego poniedziałku!
Bo dla mnie może być różny - trzymajcie kciuki za mój dzisiejszy egzamin! ;)

sobota, 16 listopada 2013

Listopad na "K" ;)

Korzystając z literki "K" stwierdziłam, że się pochwalę jej zasięgiem na moich półkach ;)






Pozycja na samej górze jest wypożyczona z biblioteki, no i brakuje tu też akuratnie pożyczonych książek, czyli

"Katedry w Barcelonie" Ildefonso Falconesa,
"Krokodyla z krainy Karoliny" Joanny Chmielewskiej,
"Królowej deszczu" Katherine Scholes oraz 
"Kalendarzyka niemałżeńskiego" Pauliny Młynarskiej i Doroty Wellman.

A od góry:
"Koniec jest moim początkiem" Tiziano Terzani - właśnie czytam, ale na pewno nie jest to książka do połknięcia na "raz", dlatego nie idzie mi zbyt szybko :P
"Kronika szaleństwa" Michael Greenberg
"Każdego dnia" Elizabeth Richards
"Księga o niewidzialnym" Erik Emmanuel Schmitt
"Ketchup" Natasza Socha
"Kroniki rodzinne" Tony Parsons
"Kobiety pragną bardziej" Greg Behrendt, Liz Tuccillo
"Królowa słodyczy" Sarah Addison Allen
"Klub Dantego" Matthew Pearl
"Kochanie" Russel Banks
"Kwiat śniegu i sekretny wachlarz" Lisa See
"Kiedy ulegnę" Chang-Rae Lee
"Kwiat pustyni" Marie Porterfield
"Kobieta, która widziała za dużo" Kaya Mirecka-Ploss
"Kobieta nieznana" Lucia Graves
"Kradnąc konie" Peter Peterson
"Kwiaty na poddaszu" Virginia C. Andrews
"Kłamczucha" Małgorzata Musierowicz
"Krwawe wino" Erika Spindler
"Kontrola" Wiktor Suworow
i
"Księga wszystkich dokonań Scherlocka Holmesa" Arthur Conan Doyle  :D

Zgadnijcie, którą książkę wybrałam do Wyzwania od A do Z (oprócz "Koniec...", bo to głównie zobowiązanie bibliotekowe :P).

Czy Wasze biblioteczki też obfitują w literkę "K"? :)




Pozdrawiam znad podręczników, w poniedziałek pierwszy egzamin, ach jak mi się nie chce już uczyć :P

wtorek, 12 listopada 2013

"Bez pożegnania" Barbara Rybałtowska

Tytuł: "Bez pożegnania"
Autor: Barbara Rybałtowska
Liczba stron: 328
Wydawnictwo: Axis Mundi
Okładka: miękka
Wymiary: 14,5x20,5


"Napisana ujmującym, ciepłym językiem saga rodzinna, opowiadająca historię matki i córki wobec burzliwych dziejów Polski XX wieku. Uwikłane w historię tworzą wbrew okrucieństwom losu kochającą rodzinę. Pomimo tragicznych zdarzeń, które są ich udziałem patrzą na świat z radością życia, życzliwością i humorem. Od pierwszych stron książki wciągają nas w swój świat." [Axis Mundi]

Jak się naczytałam tylu pochlebnych opinii, to postanowiłam przeczytać. W końcu polski autor to często naprawdę dobry autor. Niestety nie dla mnie tym razem. Tak, będę dziwna i śmiało możecie mnie nazwać "inną" (bądź co bądź rasowy ze mnie chomik), ale mi ta książka się nie podobała. Nie znalazłam w niej nic dla siebie mimo tematu, który wydawał mi się interesujący. Strasznie męczyłam się z lekturą. Być może to przez język jakim posługiwała się autorka? Bo kompletnie do mnie nie trafił i zamiast urzekać, nużył. Ale nie... To było coś więcej, bo jak to możliwe, że książka opowiadająca historię bądź co bądź tragiczną i zdawałoby się zdolną wycisnąć z oczu łzy, mnie doprowadziła co najwyżej do ziewania? A trzeba Wam wiedzieć, że nie trudno mnie wzruszyć i płakałam nie raz nad o wiele bardziej banalną opowieścią. Eh... Taki już chyba urok czytelnictwa, że do każdego trafia co innego. Mojej wrażliwości, jak i ciekawości ta książka jednak nie dotknęła.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


sobota, 9 listopada 2013

"Dom tajemnic" Chris Columbus, Ned Vizzini

Tytuł: "Dom tajemnic"
Autor: Chris Columbus, Ned Vizzini
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Okładka: twarda
Wymiary: 14,4x20,5

"Eleanor, Kordelia i Brendan razem z rodzicami przeprowadzają się do wielkiego domu, który należał kiedyś do tajemniczego pisarza, Denvera Kristoffa. Po niezapowiedzianej wizycie jego córki, niepokojącej staruszki, rodzeństwo trafia do groźnego świata, w którym czyhają na nich olbrzymy, piraci, Wichrowa Wiedźma i Król Burz. Jaką tajemnicę kryje historia ich własnej rodziny? Czy rodzeństwu uda się w końcu odnaleźć drogę do domu?"  [Znak Emotikon]

Walkerowie zostali zmuszeni do przeprowadzki i może nie byłoby w tym znowu nic, aż tak niezwykłego, gdyby nie okoliczności, które ich do tej sytuacji doprowadziły oraz tajemniczy dom, który pojawił się na ich drodze. Jak się później okazało, żadne z tych zdarzeń nie było przypadkowe. Ot, taki misterny plan, którego zamierzenia miały źródło we wspólnej przeszłości słynnego pisarza, Denvera Kristoffa oraz prapradziadka trójki naszych bohaterów - Rutherforda Walkera. Otóż Ci dwaj panowie swego czasu dokonali niezwykłego odkrycia, znaleźli księgę, obdarzoną niewiarygodnie silną i jednocześnie destrukcyjną mocą - "Księgę Życzeń i Zagłady". To właśnie jej symbol Doktor Jake Walker wyciął pewnego dnia na brzuchu jednego ze swoich pacjentów, co pociągnęło za sobą pozew sądowy, utratę pracy oraz konieczność przeprowadzki.

Tym symbolem było Boskie Oko - znak wielkiej mocy, jak twierdzili starożytni. Wielkiej mocy, nad którą zapanować pragnie od lat Wichrowa Wiedźma, a właściwie Dalia Kristoff, córka pisarza, który wybudował tytułowy Tajemniczy Dom. Niestety bezskutecznie, gdyż na drodze do władzy stoi rzucona przez jej ojca klątwa. W tym momencie do akcji wkracza rodzeństwo Walkerów. Rzucone w tajemniczy fikcyjny świat, niczym z dobrej przygodowej powieści rozpoczyna walkę o przetrwanie, a także powrót do realnego świata, gdzie zostali ich rodzice.

Muszę przyznać, że pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy, widowiskowy i aż prosi się o ekranizację (widać tu reżyserką rękę autora). Niestety sam pomysł to nie wszystko. Mam kilka zarzutów, które zdecydowanie obniżyły moją ogólną ocenę tej książki. Na pierwszy ogień rzućmy głównych bohaterów. Szczerze mówiąc nie wzbudzili mojej sympatii, a ich zachowanie było momentami doprawdy irytujące. Może za wyjątkiem Eleanor, najmłodszej i jednocześnie najbardziej rezolutnej postaci z całej książki. To właśnie ona wpadła na to, jak wybawić z ostatecznej opresji swoje rodzeństwo oraz przyjaciół i doprawdy byłoby to wielkim wyczynem, gdyby rozwiązanie nie nasuwało się samo od momentu, gdy nasi bohaterowie dowiedzieli się o "Księdze życzeń i zagłady", czyli praktycznie od początku powieści.

Na dodatek w konsekwencji biegnących wydarzeń, a było ich sporo, akcja zatoczyła jedno wielkie koło i wróciła do punktu wyjścia, czyniąc większość przygód przeżytych przez rodzeństwo za bezcelowe. Przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. Liczyłam na moment niepewności, zakończenie I tomu w trzymającym w napięciu momencie, który podsycałby ciekawość czytelnika niecierpliwie oczekującego kontynuacji. Niestety nic z tych rzeczy nie nastąpiło. Może postawiłam zbyt wysoką poprzeczkę temu tytułowi? Po tym jak zachwyciłam się "CzarLą..." DiTerlizzi oczekiwałam czegoś równie dobrego i satysfakcjonującego. Tymczasem dostałam książkę tylko dobrą, na granicy z przeciętną, aczkolwiek nie pozbawioną pewnego uroku i myślę, że może się ona spodobać młodszym czytelnikom, do których jest skierowana. Dla mnie jednak nie jest to lektura, do której mogłabym wracać będąc w każdym wieku i niezależnie od tego, ile razy już ją przeczytałam, jak to mam w przypadku cyklu książek o Ani Shirley, czy Harry'm Potterze.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:




Podpinam pod wyzwanie:


piątek, 8 listopada 2013

O czym myślisz budząc się w "Jasny słoneczny poranek"?

Tytuł: "Jasny słoneczny poranek"
Autor: James Frey
Liczba stron: 585
Wydawnictwo: 
G+J Gruner&Jahr
Okładka: miękka
Wymiary: 14,5x20,5


"Dramatyczne losy życia garstki zagubionych dusz z Los Angeles… Para nastolatków ucieka z domu i walczy o przetrwanie na obrzeżach miasta. Plażowicz alkoholik mieszka w publicznej toalecie, którą nazywa domem. Jego życie wywraca się do góry nogami, gdy spotyka przyćmioną amfetaminą, ledwie żywą nastolatkę. Młoda ambitna Amerykanka meksykańskiego pochodzenia doznaje upokorzenia, które rujnuje jej przyszłość. Narcystycznego gwiazdora filmów akcji niszczy namiętność do nieosiągalnego obiektu uczuć."

Książka-kolaż, składająca się z wielu luźnych elementów, ale i kilku konkretnych historii, chaotyczna, wstrząsająca. Nie dbająca o interpunkcję, przez co niechlujna, ale nabuzowana emocjami, autentyczna. Odkreślona jednym, stałym i kluczowym mianownikiem - miastem, które przyciąga, ale i niszczy, łudzi, mami, odziera ze złudzeń, karmi, deprawuje, głodzi, pochłania. Los Angeles - światowa stolica kinematografii, miasto niespełnionych marzeń, amerykański sen milionów kobiet i mężczyzn. Umiłowane przez klęski żywiołowe, pełne absurdów, zanieczyszczeń, skrajności. A pośród tej nieskończonej plątaniny, miejskiej dziczy, pulsującej gęstwiny, oni - nasi bohaterowie. Wyrwani z odmiennych światów, ale z jednego miasta.

Maddie i Dylan - para zakochanych nastolatków, która postanawia odmienić swoje życie decydując się na ucieczkę z domu.
Staruszek Joe - bezdomny miłośnik taniego wina, uparcie wpatrujący się każdego dnia w błękit nieba i czekający na odpowiedzi, które nie nadchodzą.
Esperanza - z pochodzenia Meksykanka o udach zbyt dużych, by pozwoliły jej na szczęście.
i wreszcie...
Amberton Parker - zepsuty do szpiku kości, homoseksualny hedonista - gwiazdor filmowy.

Każda z tych osób marzy, pragnie, śni i pożąda szczęścia. Próbuje przetrwać w otaczającej ją rzeczywistości, toczy nieustanną walkę z każdym nowym wschodem słońca, niepohamowaną żądzą, problemami finansowymi, własnymi słabościami. I każda z tych osób ponosi klęskę, bo jasny, słoneczny poranek, tak naprawdę jest w smaku gorzki i rzuca na kolana. Bez wyjątku.

Trudno o tej książce pisać, ją trzeba przeczytać, zanurzyć się w niej i dać sobą wstrząsnąć, samemu paść na kolana. Pozwolić, by odarła nas ze złudzeń, targnęła naszymi emocjami i na moment zawładnęła każdą naszą myślą. Jedna z najlepszym, jakie czytałam w tym roku. Naprawdę warto ją poznać.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:




wtorek, 5 listopada 2013

Od A do Z -> podsumowanie października i listopad z literką "K"

Październik już za nami... Czy ten czas nie pędzi zbyt szybko? Spójrzmy jak poradziliście sobie z literką "J" ;)



Wyzwanie ukończyło 9 osób, czyli prawie dwa razy tyle, co ostatnio :) Kochani, jestem z Was dumna! Oby tak dalej :D

aleksandra_czyta:
"Jastrzębie wojny" Gordon Kent -

anek7:
"Ja jestem Haldred" Elżbieta Cherezińska +
"Jestem nudziarą" Monika Szwaja +

Betka:
"Jeden kierunek ruchu" Joanna Chmielewska 3,5/6

ejotek:
"Jedno drzewo, jedno pożegnanie" Marina Mayoral -

Evik:
"Jest ok" Ireana Landau +-

la_pinguin:
"Józefina" Sandra Gullan +

monweg:
"Judasz całował wspaniale" Maira Papathanasopulu +

Sebastian Kukla:
"Jądro ciemności" Joseph Conrad 5/10

Wiki:
"Jestem nudziarą" Monika Szwaja  +

Chomik przeczytał "Jasny słoneczny poranek" Jamesa Freya, ale z recenzją się nie wyrobił, więc musicie jeszcze chwilę poczekać - pojawi się niebawem ;)

W listopadzie za to zapraszam Was do przygarnięcia literki "K" i tradycyjnie podrzucam kilka przykładowych tytułów:

1. "Kwiat śniegu i sekretny wachlarz" Lisa See
2. "Kamieniarz" Camilla Läckberg
3. "Kiedy ulegnę" Chang-Rae Lee
4. "Kiedy płaczą świerszcze" Charles Martin
5. "Księżycowa klatka" Linda Holeman
6. "Klątwa tytana" Rick Riordan
7. "Klejnot Medyny" Sherry Jones
8. "Klub Mefista" Tess Gerritsen
9. "Klub Pickwicka" Charles Dickens
10. "Kłamczucha" Małgorzata Musierowicz
11. "Kobieta w lustrze" Eric Emmanuel Schmitt
12. "Kobieta na krańcu świata" Martyna Wojciechowska
13. "Kod Leonarda DaVinci" Dan Brown
14. "Kraina Chichów" Jonathan Carroll
15. "Kronika wypadków miłosnych" Tadeusz Konwicki
16. "Krwawy południk albo Wieczorna łuna na Zachodzie" Cormac McCarthy
17. "Krwawy księżyc" Alyxandra Harvey
18. "Krzyk czapli" Lian Hearn
19. "Kurtyna" Agatha Christie
20. Krwawe wino" Erica Spindler

Uff... Tytułów jest mnóstwo, więc mam nadzieję, że w tym miesiącu każdy znajdzie coś dla siebie ;)

Podrzucajcie linki do recenzji listopadowych w komentarzach pod tym postem.

Powodzenia!

sobota, 2 listopada 2013

"Dziewczęta z Szanghaju" Lisa See

Tytuł: "Dziewczęta z Szanghaju"
Autor: Lisa See
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Świat Książki
Okładka: twarda
Wymiary: 14,5x20,5

"Nowa powieść obyczajowa autorki „Kwiatu Śniegu i sekretnego wachlarza”, „Miłości Peonii” oraz „Na Złotej Górze”. Egzotyczna saga rodzinna, rozgrywająca się przez dwadzieścia lat (1937-57) w Szanghaju i Los Angeles. Historia dwóch chińskich sióstr, modelek, które wychodzą za dwóch braci, chińskich emigrantów z USA, i wyjeżdżają do Ameryki, uciekając przed koszmarem wojny chińsko-japońskiej. Podczas trwającej wiele miesięcy podróży do mężów do Ameryki, płoche dziewczęta stają się dorosłymi kobietami z bagażem przykrych doświadczeń. Do Los Angeles docierają ze swą największą tajemnicą związaną z córeczką jednej z nich. Siostry nie wiedzą, że także w ich nowej rodzinie każdy ma coś do ukrycia i nikt nie jest tym, za kogo się podaje... Pełna zwrotów i tajemnic akcja, wtopiona w wyjątkową panoramę dwóch kultur, Wschodu i Zachodu, opisanych z malowniczymi szczegółami." [Świat Książki]

Pearl i May to kolejno astrologiczny smok i koń, co według chińskich wierzeń determinuje ich charakter i wiąże się z określonymi przymiotami. Jedna z nich jest odważna, ma silną wolę i twardo stąpa po ziemi, podczas gdy drugą cechuje roztrzepanie i chęć bycia w centrum uwagi. Poznajemy je gdy są młode i beztroskie, zarabiając na życie jako modelki. Jednak bankructwo ojca i wojna, która opanuje ich kraj szybko obróci w pył wszystko, co do tej pory miały, wraz z marzeniami. Siostry będą zmuszone wyruszyć w podróż, która na zawsze odmieni ich życie.

Uwielbiam sagi rodzinne, bo bardzo podoba mi się to, że mogę śledzić losy bohaterów na przestrzeni lat i obserwować zmiany jakie zachodzą w ich życiu, a także w nich samych. Są sukcesy i porażki, ktoś się rodzi i ktoś umiera, a koło życia nieustannie się toczy wyciągając na jaw skrzętnie skrywane tajemnice, których w książce Lisy See również nie mogło zabraknąć. Ponadto jestem zachwycona tym, jak precyzyjnie autorka odmalowała odmienne charaktery sióstr oraz ich sposoby myślenia. Jest to najlepiej widoczne pod koniec powieści, gdy siostry konfrontują ze sobą swoje spojrzenia na kluczowe momenty w ich życiu. Okazuje się, że każda odbierała je na swój sposób, interpretowała zupełnie inaczej, nie doceniała tej drugiej, a także nie była wolna od egoistycznych, a czasem i bezmyślnych zachowań. Nie mniej jednak tym, co zawsze je łączyło była siostrzana miłość. Niejednokrotnie trudna, bo okupiona wyrzeczeniami, a także napiętnowana cierpieniem, ale nigdy nie ustająca, co jest chyba najpiękniejszym przesłaniem tej książki.

Nie można jednak przy tym wszystkim zapomnieć o tle, na którym rozgrywają się opisywane wydarzenia. Mamy tu przecież Szanghaj opanowany przez wojnę, rodzinę w trudną położeniu, bo ściganą za długi przez swego rodzaju chińską mafię, często dramatyczną sytuację imigrantów przybywających do USA i przetrzymywanych w warunkach iście jenieckich, a w końcu i słynne Chinatown w Los Angeles, czyli dzielnicę, w której Chińczycy próbowali stworzyć sobie azyl, który tak naprawdę bardziej przypominał getto. 

Jeśli zaś chodzi o sposób w jaki książka została napisana to powiem tylko tyle: Lisa See po prostu czaruje słowem. Pisze językiem lekkim , a zarazem barwnym, takim który intryguje i porywa, mimo tego, iż w gruncie rzeczy jest prosty. Sama historia budzi wiele emocji, zarówno ze względu na opisywane wydarzenia, jak i bohaterów. Strach , złość, niedowierzanie, ale i sympatia, to tylko kilka moich własnych reakcji podczas lektury. A wszystko to zostało doprawione sporą szczyptą chińskiej kultury, która mnie osobiście fascynuje ;)

Polecam!

Postanowiłam też sprawdzić jaki jest mój znak zodiaku według chińskiego horoskopu i oto co znalazłam (starałam się, by była to wersja " w pigułce"):


"Wąż to szósty znak chińskiego horoskopu. Jego cechami są mądrość i entuzjazm.

Wąż to najbardziej tajemniczy znak w chińskim zodiaku. Swoje prawdziwe oblicze ukrywa pod maską powabu i elegancji, ale w swoim wnętrzu skrywa wiele sekretów.

Osoba spod tego znaku odznacza się sprytem, ambicją i dążeniami do kariery. Wąż często przynależy do śmietanki towarzyskiej, czyli do grona pięknych, bogatych i wpływowych.

Narodziny Węża naznaczone są silną karmą, dlatego jego życie to albo wielki tryumf albo tragedia, w zależności od tego jakie były jego poprzednie wcielenia." [źródło]


A kim Wy jesteście według chińskiej astrologii? :)


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: