czwartek, 20 lutego 2014

"Serenada zmierzchu" Tracie Peterson

Tytuł: "Serenada zmierzchu"
Autor: Tracie Peterson
Liczba stron: 344
Wydawnictwo:
WAM
Okładka: miękka
Wymiary: 13,6x21,0

Trylogia: "Pieśń Alaski" t.3

Główną bohaterką książki Peterson jest Britta Lindquist, 24-letnia skrzypaczka, która niespodziewanie powraca po latach do swojego rodzinnego domu na Alasce. Rodzina i przyjaciele okazują zarówno radość, jak i pewien niepokój z tego powodu. W powietrzu wisi bowiem jakiś sekret, którego dziewczyna nie chce wyjawić najbliższym. Po czasie wyznaje, iż dostała propozycję dołączenia do znanej angielskiej orkiestry, gdzie dosłownie miałaby grać pierwsze skrzypce. Zapytacie co powstrzymuję tę młodą i zdolną istotę od urzeczywistnienia swych najskrytszych marzeń? Otóż... miłość! Mając siedem lat Britta zakochała się w chłopcu, który ocalił jej życie. Od tego czasu jej serce pozostało niewzruszone na zaloty innych i skrycie żywiło niegasnące uczucie dla Juriego. Niestety chłopak, a później już mężczyzna, wpadł w sidła nałogu, który w konsekwencji doprowadził go do nieszczęśliwego małżeństwa z niemoralnie prowadzącą się kobietą. Britta wracając do Sitki, będzie miała to "szczęście" poznać Marshę podczas porodu jej drugiego dziecka. Zapytacie gdzie jest Juri, jeśli nie przy swojej żonie? Niestety ślad po nim zaginął... Co w tej sytuacji pocznie Britta? I jak poradzi sobie ze swoimi uczuciami? Zdradzi Wam to oczywiście lektura tej książki.

Jak nietrudno się domyślić swoje pierwsze spotkanie z rodem Lindquistów zaczęłam dość późno, a nawet bardzo późno, bo od ostatniego tomu. Z tego powodu było mi chwilami trudno odnaleźć się w fabule oraz różnych koligacjach między bohaterami, zwłaszcza w momentach, gdy autorka odnosiła się do ich przeszłości, która z oczywistych względów nie była mi znana. Postanowiłam się jednak nie zrażać i spróbować wczuć się w ich uczucia oraz sytuację. Niestety odniosłam wrażenie, że ich portrety są nakreślone dość powierzchownie. Być może przez to, że zostały już zbudowane w poprzednich tomach i autorka nie chciała się powtarzać? Niemniej jednak jeszcze jeden szczegół zachwiał ich wiarygodnością, a mam tutaj na myśli m.in. radykalną przemianę jednego z głównych bohaterów. Raptem ze 2 strony tekstu i mamy przed sobą zupełnie innego człowieka. To aż zbyt proste jak dla mnie... Zabrakło mi w tym jakiejś głębi, analizy psychologicznej, ludzkiego oblicza sytuacji. Wszystko odbyło się niejako "z automatu".

Sama historia wydawać by się mogła ciekawa, ponieważ porusza spektrum tematów. Autorka pisze o miłości, trudnych wyborach, rodzinnych waśniach, tragediach, a także obecności Boga w naszym życiu. Bohaterowie często się modlą, w czym znajdują siłę do pokonywania kolejnych trudności w swoim życiu. Przypominają sobie nawzajem o roli wiary oraz znajdują w niej pocieszenie. Są bardzo pobożni. Myślę, że stanowi to ogromną wartość i mogłoby być swego rodzaju drogowskazem dla czytelnika, zwłaszcza tego trochę zagubionego, ale dla mnie jest w tym za mało prawdy i "szarości". Za mało ludzkich dylematów i wątpliwości. A właściwie nie, źle to napisałam, bo bohaterowie, których poznajemy są postaciami z założenia złożonymi, targanymi emocjami, zadającymi pytania, popełniającymi błędy. To wszystko w tej powieści jest i mogłoby być naprawdę interesujące, gdyby było dobrze napisane. Niestety język, którym posługuje się autorka był dla mnie dość toporny w odbiorze, a dialogi między bohaterami strasznie nienaturalne, przez co wszystkie wydarzenia nabierały takiego samego charakteru i trudno było dać im wiarę.

Ogólnie pomysł i samą historię oceniam na plus, gorzej jednak z wykonaniem, które mnie do siebie nie przekonało. Dodatkowo wiele wątków stanowiło dla mnie tajemnicę z powodu oczywistej nieznajomości wcześniejszych tomów, co poniekąd na pewno tłumaczy mniejszą skalę emocji towarzyszących mi podczas lektury. Możliwe, że inni czytelnicy będą czerpali większą przyjemność z lektury i znajdą w niej dla siebie wiele interesujących aspektów.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa WAM

http://www.wydawnictwowam.pl/

piątek, 14 lutego 2014

"Strasznie głośno, niesamowicie blisko" Jonathan Safran Foer

Tytuł: "Strasznie głośno, niesamowicie blisko"
Autor: Jonathan Safran Foer
Liczba stron: 496
Wydawnictwo:
W.A.B.
Okładka: miękka
Wymiary: 12,3x19,5


Czy chcielibyście czasami móc cofnąć czas? Wrócić do chwil sprzed wydarzenia, które na zawsze zmieniło Wasze życie i wstrząsnęło nim do głębi? Jedną z takich osób na pewno jest Oskar. Chłopak stracił ojca 11 września 2001 r. Podając tę datę nie trzeba już chyba opisywać okoliczności. Jedno tylko o czym warto wspomnieć, to to, że Thomas Schell nie pracował w żadnej z tych dwóch wież. Znalazł się tam (akurat tego dnia!), niejako przypadkiem, a niektórzy powiedzą, że złośliwym zrządzeniem losu. Po prostu poszedł na spotkanie służbowe, z którego nie dane już mu było wrócić. Zostawił 9-letniego syna, żonę, a także swoich rodziców. Nic więc dziwnego, że Oskar chciałby cofnąć czas. Wrócić do chwil, które spędzał wraz z ojcem, kiedy oboje byli bezpieczni. 

Czasu jednak cofnąć nie można. Po osobie, która odeszła zostają tylko wspomnienia, zdjęcia, ubrania i przedmioty, których używała. Czasem jeszcze jakiś film albo np. nagranie na automatycznej sekretarce. Oskar ma takich nagranych wiadomości od ojca kilka. Nagranych tuż przed zawaleniem się wież WTC. Nikomu jednak o nich nie powiedział. Czasami tylko wchodzi do szafy, by nikt go nie widział i jeszcze raz je odsłuchuje. Znalazł też tajemniczy klucz, który znajdował się w przypadkowo rozbitym przez niego wazonie, a także kartkę z kieszeni marynarki z tajemniczym słowem "Black". Jako, że nasz bohater jest bystry i posiada niesamowitą ciekawość świata (pisze lisy nawet do samego Stephena Hawkinga!) szybko łączy ze sobą fakty i zaczyna poszukiwania osoby nazwiskiem Black, która wskaże mu zamek pasujący do tajemniczego klucza.

W ten sposób zaczyna się jego podróż po Nowym Jorku, której celem jest nie tylko rozwikłanie zagadki klucza, ale przede wszystkim próba uporania się ze stratą. Bo ja odczytuję ten klucz bardziej jako symbol - coś, co w pewien sposób łączy Oskara z ojcem i stwarza pozory jego namacalnej obecności w życiu chłopca. I tak długo jak długo trwają poszukiwania można mieć wrażenie, że ojciec z synem nadal się bawią, że jest to tylko kolejne wymyślone zadanie, które Oskar musi rozwiązać, podczas gdy ojciec z uwagą go obserwuje i daje jedynie tajemnicze i nieczytelne wskazówki, by zmusić chłopca do myślenia.

Ta książka jest przesiąknięta bólem i kruchością. Pokazuje spektrum emocji z jakimi musi się zmierzyć dziecko w obliczu ogromnej tragedii, jaką jest strata rodzica. Jest tu bezsilność, niezrozumienie, złość i łzy. A wszystko to ukazane w sposób bardzo prawdziwy i jednocześnie nienachalny. Nie pokazane tak wprost (czyt. wyłożone "łopatologicznie"), ale ujęte w sposób bardzo sugestywny np. rozmowa Oskara, a później jego matki z psychologiem. Książka porusza i skłania do refleksji

Jeśli jednak odnieść się do całości, to historia Oskara stanowi zaledwie jej połowę opowieści jaką snuje Foer, bo poznajemy także dość szczegółowo dzieje życia dziadków Oskara. I okazuje się, że Thomas Schell również stracił ojca i to jeszcze przed swoimi narodzinami. Tylko, że on nie umarł, a "jedynie" odszedł, zostawił swoją rodzinę. Tak w ogóle to cała ta opowieść jest dość osobliwa. Człowiek, który nie mówi, porzuca ciężarną żonę, po czym pisze do swojego syna ogrom listów, których ten nigdy nie przeczyta. Później dowiaduje się o śmierci dziecka i wraca, by poznać swojego wnuka. W dodatku tak naprawdę to kochał siostrę babci Oskara, która zginęła podczas bombardowania w Dreźnie. Pomieszanie z poplątaniem, ale tak to już w życiu bywa. Nie mniej jednak trochę mnie ta historia nużyła i momentami zdawała się, aż nazbyt wydumana. Sposób w jaki została przedstawiona nie czynił jej moim zdaniem bardziej interesującą, ale to tylko moje subiektywne odczucie. Na pewno jednak nie można odmówić jej oryginalności i swoistego uroku.

Myślę, że takie książki jak "Strasznie głośno, niesamowicie blisko" warto czytać. Z pewnością wyróżniają się na tle innych i zapadają w pamięć.

P.S. Z czystym sumieniem mogę Wam również polecić film o tym samym tytule.

czwartek, 6 lutego 2014

"Dogonić rozwiane marzenia" Elizabeth Flock

Tytuł: "Dogonić rozwiane marzenia"
Autor: Elizabeth Flock
Liczba stron: 288
Wydawnictwo:
W.A.B.
Okładka: miękka
Wymiary: 12,3x19,5


 Samantha utknęła w martwym punkcie. Po prostu pewnego dnia uświadomiła sobie, że to co miało być spełnieniem marzeń stało się dla niej udręką. Ale dlaczego? Gdzie tkwił błąd? I czy można było temu wszystkiemu zapobiec?

Przyjrzyjmy się na początek jej małżeństwu. Tam już nie ma miejsca na rozmowę. Są tylko wieczne kłótnie i frustracje. Bob zaczął się oddalać, zarówno od niej, jak i od dzieci, a także od wszelkich rodzinnych problemów. Nie mamy okazji poznać historii z jego perspektywy, ale i bez tego możemy stwierdzić, że on również nie jest w tym małżeństwie szczęśliwy. Ucieka w pracę, która notabene nie przynosi mu nic więcej ponad zszargane nerwy. W domu natomiast przyjmuje postawę osoby całkowicie wycofanej z życia rodziny. Czy tak było zawsze? Nie, ale mam wrażenie, że nigdy tak naprawdę nie było dobrze. Idzie to wyczuć w sposobie w jaki Samantha opowiada nam historię ich miłości.

A dzieci? Oczywiście starała się z Bobem o dziecko. Miało być ono dopełnieniem ich związku. Po licznych niepowodzeniach zdecydowali się jednak na adopcję dziecka z uzależnieniem płodowym. Później Samantha urodziła jeszcze dwójkę. Razem tworzyli z pozoru zwykłą, szczęśliwą rodzinę. Jednak rzeczywistość była inna. Cammy dowiedziała się o swojej adopcji w sposób całkowicie nieprzemyślany. W dodatku jako nastolatka weszła właśnie w okres młodzieńczego buntu. Narkotyki, przygodnym seks, szemrane towarzystwo, a także próba odnalezienia biologicznej matki. Oto wokół czego kręci się jej życie, a tym samym i życie czytelnika, bo autorka oddała głos na równi matce i córce. Dzięki tym dwóm perspektywom mamy okazję poznać ich myśli i uczucia. Widzimy jak obie nie potrafią się odnaleźć w zastanej rzeczywistości oraz ile problemów nastręcza im nawiązanie wzajemnego kontaktu.

Zaskoczyła mnie psychologia postaci - niesłychanie wiarygodna i misterna. Dostałam tak realne bohaterki, że ze spokojem mogłabym je spotkać na ulicy albo mieszkające gdzieś po sąsiedzku. Zresztą wszystko w tej książce było tak prawdziwe, szczere i niesamowicie wnikliwie przedstawione, że z wielkim podziwem chylę czoła przed autorką za bycie tak dobrym psychologiem. Myślę, że w tej książce oraz jej bohaterach wiele osób może odnaleźć jakąś cząstkę siebie, bo "Dogonić rozwiane marzenia" to w dużej mierze opowieść o samotności, trudnych wyborach, a także w pewien sposób o poszukiwaniu szczęścia i sensu w życiu. Jestem nią głęboko poruszona i wstrząśnięta. Gwarantuje, że nie będzie w stanie przejść obok niej obojętnie.

niedziela, 2 lutego 2014

Od A do Z -> podsumowanie stycznia i luty z literką "N" oraz "Ń"

Pierwszy miesiąc Nowego Roku już za nami. Czy Wam ten czas też tak szybko ucieka? Bo ja dopiero dzisiaj się opamiętałam i rozebrałam w końcu choinkę :P Przejdźmy jednak do podsumowania stycznia.


W styczniu wyzwanie ukończyło 8 osób:

aleksandra_czyta:
"Mroczny księżyc" David Gemmell -

anek7:
"Motyl" Lisa Genova +

Betka:
"Molekuły emocji" Janusz L. Wiśniewski 5,5/6

Evik:
"Magda, miłość i rak" Alina Mrowińska +

Marianna K:
"Małżeńska pułapka" Jennifer Probst 8/10
"Mroczna noc" Gena Showalter 6/10

monweg:
"M jak magia Neil Gaiman" +
"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" Stieg Larsson +
"Miasto niepokoju" Dennis Lehane  +
"Morderca bez twarzy" Henning Mankell  +
"Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem" Agigail Anne Gibbs -
"Mroczne materie" - Philip Pullman +

piä:
"Mężczyzna, który tańczył tango" Arturo Perez Reverte  5/10

Wiki:
"Maska Czerwonego Moru" [w tegoż:] "Wybór opowiadań" Edgar Allan Poe +
"Metzengerstein" [w tegoż:] "Opowiadania" t. 1 Edgar Allan Poe +?

Niestety ja sama poległam, bo jestem raptem na 100-tnej stronie mojej styczniowej lektury... Może w lutym pójdzie mi lepiej ;)

Tymczasem podrzucam Wam jak zwykle kilka przykładowych tytułów na ten miesiąc:

Na literkę "N"
1. "Niewidoczna góra" Carolina De Robertis
2. "Na czarnym wzgórzu" Bruce Chatwin
3. "Na wschód od Edenu" John Steinbeck
4. "Niania i góra lodowa" Ariel Dorfman
5. "Nic nie zdarza się przypadkiem" Tizziano Terzani
6. "Nic nie przychodzi łatwo" Lauren Brooke
7. "Niebezpieczna fortuna" Ken Follet
8. "Nie kończąca się historia" Michael Ende
9. "Niepokorna" Sandra Brown
10. "Nieznośna lekkość bytu" Milan Kundera

Z literką "Ń"
1. "Pieśń bez słów" Mary Balogh
2. "Adaś i słoń" Ludwik Janion
3. "Czerń kruka" Ann Cleeves
4. "Czerwień grzechu" Elizabeth George
5. "Zieleń szmaragdu" Kerstin Gier
6. "Zostań przy mnie" Harlan Coben
7. "Zamknij się, przestań narzekać i zacznij żyć" Larry Winget
8. "Czarny koń" Tami Hoag
9. "Upiorna dłoń" Jonathan Caroll
10. "Księga zeznań" John Banville

Propozycje Evik:
"Noce i dnie" - M. Dąbrowska
"Nad Niemnem" - E. Orzeszkowa
"Na plebanii w Haworth" - Anna Przedpełska-Trzeciakowska (pisałam o niej"
"Nędznicy" - W. Hugo
"Niebo dla średnio zaawansowanych" - S. Hołownia
"Noelka", "Nutria i Nerwus" - M.Musierowicz
"Nostalgia anioła" - Alice Sebold
"Najdłuższa podróż do domu: Wspomnienia" John Grogan
"Nad Śliwkowym Strumieniem" i "Nad brzegami Srebrnego Jeziora" - L.I Wilder
"Koń i jego chłopiec" - C.S. Lewis 


Propozycje Wiki: 
"Niewidzialne" - Heather Graham
"Naśladowca" - Erica Spindler
"Nowy drapieżnik" - Zbigniew Zborowski
"Nagi żar" - Richard Castle
"Niedoparki" - Pavel Šrut
"Nawiedzony dom" - Joanna Chmielewska


Propozycje monweg:
"Niewinny" i "Nie mów nikomu" Harlan Coben
"Nana" Emil Zola
"Niebezpieczne związki" Pierre Choderlos de Laclos

Linki do lutowych recenzji wklejajcie w komentarzach pod tym postem. Powodzenia! ;)