środa, 27 sierpnia 2014

"Powiernik" Helene Gremillon

Tytuł: "Powiernik"
Autor: Helene Gremillon
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: 
Albatros
Okładka: miękka
Wymiary: 12,5x19,5


Camille Werner pracuje w jednym z francuskich wydawnictw, spodziewa się dziecka (niekoniecznie z właściwym facetem) i właśnie straciła matkę. Wśród kartek z kondolencjami znajduje kopertę grubszą, niż pozostałe, bez nadawcy, za to zawierającą niezwykłą historię. Kobieta początkowo myśli, że zaszła jakaś pomyłka, ale przychodzące co tydzień listy powoli zaczynają wyprowadzać ją z błędu.

Tajemniczy korespondent, w kolejnych odcinkach kreślonej przez siebie powieści, opowiada naszej bohaterce historię niejakiej Annie i Louise'a. Pary, która znała się od dziecka i już od najmłodszych pałała do siebie uczuciem. Niestety los nie był dla nich łaskawy. A wszystko mogło być inaczej, gdyby jak twierdził Louise, Annie tak bardzo nie lubiła malować. Wtedy zapewne nie poznałaby Pani M. i ten szalony pomysł, by urodzić DLA niej dziecko nie miałby prawa bytu. Ale dość już o fabule, bo nie ma co psuć lektury kolejnym czytelnikom.

"Powiernik" to książka, która ogromnie mnie zaskoczyła. Zamówiłam ją na wyprzedaży w Świecie Książki, wczoraj odebrałam i zaczęłam czytać w drodze powrotnej do domu. I jak zaczęłam, tak nie mogłam skończyć, dopóki nie przerzuciłam ostatniej strony. Najbardziej podobała mi się jej nieszablonowość, bo tak naprawdę trudno tu o jednoznaczny osąd, kto jest tym dobrym, a kto złym. Każdy bohater skrywa w sobie jakieś tajemnice, a jego czyny są zaledwie czubkiem góry lodowej jego myśli. Dlatego nie jest to książka czarno-biała, o nie. Mamy tu całą paletę kotłujących się szarości, a wszystko za sprawą ukazania nam tej samej historii z dwóch skrajnie różnych perspektyw. I do tego jeszcze to zakończenie! Naprawdę nie spodziewałam, że "Powiernik"okaże się tak interesującym przeżyciem. Kochani polecam! ;)


sobota, 23 sierpnia 2014

"Pan Mercedes" Stephen King

Tytuł: "Pan Mercedes"
Autor: Stephen King
Liczba stron: 576
Wydawnictwo: 
Albatros
Okładka: miękka
Wymiary: 13,5x20,5


Dawno nie czytałam żadnej książki Kinga. Prawie wszystkie, które do tej pory miałam okazję poznać oscylowały wokół pewnych nadprzyrodzonych zjawisk - "Carrie", "Lśnienie", "Łowca snów", nawet "Zielona mila". "Pan Mercedes" jest chyba pierwszą powieścią autora, w której nie znalazłam nic, co mogłoby się wymknąć poza ramy tego, co nam ludziom jest dobrze znane. Nie mówię, że każdy musiał mieć w swoim życiu styczność z jakimś psychopatą (chociaż? ;P), ale na pewno poznał niejednego na małym lub dużym ekranie, z czego nie wszyscy byli postaciami fikcyjnymi.

Zacznijmy jednak od początku. Początku, który King misternie zaprojektował tak, byśmy osobiście czuli się związani z pewną tragedią. Chyba każdy zdaje sobie sprawę jak trudno jest obecnie o dobrą pracę. Co ja mówię! - zakrzyknę w proteście razem z Wami, raczej - w ogóle o pracę, bo na wybrzydzanie nie ma na tym polu za dużo miejsca. Dlatego nikogo chyba nie powinny dziwić tłumy przed wejściem na targi pracy, gdzie w dodatku obiecuje się zatrudnienie dla nie bagatela 1000 osób! I właśnie pośród tego morza ludzi autor przedstawia nam pewnego mężczyznę oraz kobietę z niemowlęciem. Nie dość, że nam ich przedstawia, to przedstawia ich sobie nawzajem, a nawet pozwala na nawiązanie znajomości i wytworzenie się nici wzajemnej sympatii. Sprawia również, że i w nas ta sympatia mimowolnie się budzi. I gdy już mamy ochotę im kibicować i z zapartym tchem śledzić dalsze losy TRACH! Życie tej sympatycznej trójki kończy swój bieg pod kołami rozpędzonego mercedesa, który wjechał w czekający na otwarcie targów tłum.  Dlatego ta zbrodnia tak bardzo boli, bo zginął ktoś, kogo już zdążyliśmy poznać, a nawet polubić.

Teraz jednak czeka nas skok w czasie i nowi bohaterowie. Rok po masakrze Zabójca z Mercedesa ponownie daje o sobie znać. Emerytowany detektyw Bill Hodges czuje, że zaczyna tracić grunt pod nogami, coraz częściej bawi się swoją bronią, bezmyślnie gapi się w telewizor i miewa myśli samobójcze. Oczywiście nasz bohater ma nadwagę oraz jest rozwiedziony - to chyba taki stereotypowy obraz detektywa w literaturze. Mało jest szczęśliwie żonatych i bez "piwnego" brzucha, chyba że ja czytam niewłaściwe książki :P Wróćmy jednak do meritum, a miało być o tym, jak to Bill odzyskał sens w życiu i nawet postanowił zrzucić parę kilo. A wszystko za sprawą listu, w którym to zabójca przyznaje się do winy i jednocześnie próbuje tak zmanipulować naszego bohatera, żeby ten targnął się na własne życie. Nie zdaje sobie sprawy, że swoim postępowaniem wywołał zupełnie odwrotny skutek...

Gdy spojrzymy na okładkę "Pana Mercedesa", możemy pomyśleć, że w ogóle nie współgra ona z tytułem, a co za tym idzie i z treścią książki. Lecz gdy tylko zaczniemy czytać, zdamy sobie sprawę, że nie można było zaprojektować lepszej. Ten niebieski parasol należy do Debbie, a "Pod niebieskim parasolem Debbie" można się czuć bezpiecznie i przede wszystkim totalnie anonimowo. Nic więc dziwnego, że nasz "sprafca" wybrał właśnie tę witrynę do kontaktu z naszym detektywem. Już jedną osobę udało mu się wysłać na tamten świat praktycznie nie wyściubiając nosa spod tego parasola, więc dlaczego by nie spróbować ponownie. Rozpoczyna się niebezpieczna gra pomiędzy mordercą, a emerytowanym stróżem prawa.

Pikanterii fabule dodaje fakt, że czytelnik od samego początku wie, kto zabił. Co więcej równocześnie śledzi losy detektywa oraz Mordercy z Mercedesa. Muszę przyznać, że bardzo mi się taki stan rzeczy spodobał. Wywołał we mnie żywe emocje i sprawił, że jeszcze żarliwiej kibicowałam Billowi w jego poczynaniach. Takiego Kinga jeszcze nie znałam, ale wiecie co? Taki King mi się podoba! Nie jest to co prawda żaden przełom w literaturze, ani dzieło nad wyraz wybitne, ale też nie takie było założenie, dlatego nie wymagajmy od kury, żeby była indykiem. "Pan Mercedes" to po prostu solidnie i bardzo dobrze napisany thriller, który powinien zadowolić miłośników gatunku, jak i pozostałych czytelników. Serdecznie polecam!


czwartek, 21 sierpnia 2014

"Raj na ziemi" Mary Alice Monroe

Tytuł: "Raj na ziemi"
Autor: Mary Alice Monroe
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: 
Arlekin
Okładka: miękka
Wymiary: 10,5x17,0


Główne bohaterki: Lovie i Cara, to matka i córka. Cara, chociaż ma już prawie 40-stkę na karku nie założyła rodziny, postawiła na pracę... z której właśnie ją wyrzucono. Lovie po tym jak owdowiała przeniosła się do ukochanego domku na plaży, by być bliżej swojej pasji - żółwi. Niestety jej wreszcie spokojne życie zakłóciła śmiertelna choroba. Kobiety spotykają się po 20 latach rozłąki. Czy uda im się odbudować utraconą relację?

Temat dość oklepany, ale nie bez potencjału i może gdyby na warsztat wzięła go np. Pani Picoult wyszłoby z tego coś interesującego. Niestety "Raj na ziemi" jest bardzo przewidywalny i momentami potrafi to czytelnika trochę zirytować, bo nie wiem jak wy, ale ja lubię, gdy autor w jakiś sposób przełamuje schemat. Lubię, gdy mną coś wstrząsa. Lubię się dziwić, a nawet i oburzać. Po prostu potrzebuję emocji oraz pewnego elementu zaskoczenia, którego tutaj zabrakło.

Podobały mi się za to wstawki dotyczące życia żółwi oraz sposób w jaki została ukazana pasja Lovie, jej zaangażowanie i miłość do tych zwierząt. Dodatkowo będąc szczerą i chcąc oddać sprawiedliwość autorce muszę przyznać, że relacje na linii matka-córka również przedstawiła całkiem znośnie i to nie one zdecydowały o tym, że powieść wypadła dość skromnie w moich notowaniach. Bardziej drażniło mnie wszystko wkoło tych dwóch kobiet - ciężarna nastolatka popełniająca kolejne głupstwa, Cara "na tropie" miłości swojego życia, czy szablonowo zły i chciwy brat. Za dużo tych oczywistych zabiegów, za mało psychologii postaci i taka zbyt ograniczona przestrzeń. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale to tak jakby oderwać od reszty pewien kawałek świata i nie widzieć nic poza nim. Akcja jest tu i teraz, nie ma żadnego "tam", a nawet to "tu i teraz" jest jakieś takie bez wyrazu i nierealne wręcz, jakby było ledwie co naszkicowane, nie wspominając już nawet o jakichkolwiek kolorach...

Jednak pomimo tego, że książka jest z zasady banalna, czyta się ją bardzo szybko i lekko. Z powodzeniem może stanowić odpoczynek od tematów większego kalibru. Na wakacyjne leniuchowanie, gdy nie chcemy zbytnio pobudzać swoich szarych komórek i obniżymy swoje wymagania, jest jak znalazł.


środa, 20 sierpnia 2014

Wyzwanie od A do Z -> podsumowanie lipca i sierpień z literką "U"

Uff, wróciłam i w końcu mogę Wam zaserwować podsumowanie z prawdziwego zdarzenia ;)


Wyzwanie w lipcu ukończyło 8 osób! ;) Gratulacje kochani, a właściwie kochane ;)

aleksandra_czyta:
"Tajemnica Amelii" Liz Kessler +

Anna T:
„Tajemnice Gwen Frost” Jennifer Estep 8/10

Evik:
"Tylko bez całowania, czyli jak sobie radzić z niektórymi emocjami" Grzegorz Kasdepke +

Kasia Roszczenko:
"Tajemnice pachnidła"  Agata Wasilenko 6/10

Marianna K:
"Triburbia" Karl Taro Greenfeld 6/10

Martyna Carlli:

monweg:

Wiki:

Jak zapewne wiecie w sierpniu czytamy książki na kolejną literkę alfabetu, czyli "U".

Przykładowe tytuły to:
1. "Umiłowana" Toni Morrison
2. "Ucieczka" Andrzej Pilipiuk
3. "Ukochana diabła" Gaelen Foley
4. "Upadek" Albert Camus
5. "Układ" Elia Kazan
6. "Usta pełne kamieni" Pierre Rigoulot, Kang Czholhwan
7. "Uwaga! Czarny parasol!" Adam Bahdaj
8. "Umieraj dla mnie" Karen Rose
9. "Ugryziona" Kelley Armstrong
10. "Ubik" Philip K. Dick

Linki do sierpniowych recenzji wklejajcie w komentarzach pod tym postem.
Oczywiście te wklejone do tej pory gdzie indziej, również uwzględnię ;)

Mam nadzieję, że jeszcze dacie radę, powodzenia! ;)

wtorek, 5 sierpnia 2014

Post zbiorczy: Wyzwanie od A do Z i ogólny kisz masz

Właśnie sobie zdałam sprawę, że porzuciłam Was na cały miesiąc! Nie wiem jak ten czas tak szybko zleciał. Przepraszam szczególnie tych, którzy czekają na podsumowanie lipcowej odsłony Wyzwania od A do Z, ale nie dam dzisiaj już z tym rady. Co nie zmienia faktu, że w sierpniu możecie czytać książki na literkę "U". Linki wklejajcie pod tym postem.



Gdzie Chomik był jak go nie było? Głównie siedział w pracy, a później padał na pyszczek i nie miał siły dla Was pisać. Zeszły tydzień minął mi natomiast pod znakiem Woodstocku, a dzisiaj wyruszam w prawie 2-tygodniową podróż na Węgry ;) Dlatego nie będzie mnie tutaj jeszcze przez jakiś czas.


Recenzje książek jakich się możecie spodziewać to m.in. "Gady" sokołowskiego, "Bóg nigdy nie mruga" Brett, "Lasy wiecznie śpiewają" Gulbranssena, czy "Raj na ziemi" Monroe ;)

Pozdrawiam i życzę wszystkim udanych wakacji, a teraz uciekam, bo czas mnie goni ;)