piątek, 31 października 2014

"Życie Pi" Yann Martel

Tytuł: "Życie Pi"
Autor: Yann Martel
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Albatros
Okładka: miękka
Wymiary: 15,0x21,0


Dość długo zwlekałam z napisaniem tej recenzji. Impulsem do działania stały się nadchodzące dni - jak by nie było czas refleksji i zadumy (przynajmniej dla mnie) nad życiem, śmiercią, a w końcu  i samym Bogiem. Tak się składa, że "Życie Pi" dotyka każdego z tych zagadnień.

Króciutko o fabule. Pi, czyli Piscine Molitor Patel dorastał w Indiach, jego drugim domem było zoo, a Bóg w jego życiu nigdy nie miał ograniczonej jakąkolwiek religią postaci (Pi był wyznawcą kilku religii jednocześnie). Jako nastolatek wraz z rodziną został zmuszony opuścić ojczyznę i udać się do Kanady. Niestety frachtowiec, którym płynęła rodzina Patel zatonął. Z katastrofy ocalał jedynie Pi i kilka dzikich zwierząt, z którymi nasz bohater znalazł się w jednej szalupie na środku Oceanu Spokojnego...

Początek lektury przyniósł mi zniecierpliwienie, bo jakoś tak powoli się "rozkręcała". Pierwsza jej część skupiająca się na opisach zachowań i zwyczajów zwierząt, a także praktykach religijnych małego Pi zdrowo mnie wynudziła. Dopiero późniejsza "relacja z szalupy" zaabsorbowała moją chomiczą uwagę na tyle, by czerpać przyjemność z lektury. Może to wina tego, że przed sięgnięciem po ten tytuł dwa razy widziałam film na jego podstawie?

Trzeba jednak przyznać, że Martel napisał książkę niezwykle oryginalną. Pełną metafor i ważnych pytań: o ludzkie granice, człowieczeństwo, Boga. Nasz bohater zostaje poddany nie lada próbie i godnym podziwu jest to, jak sobie w zaistniałej sytuacji radzi, zwłaszcza, że jego historia ma tak naprawdę dwa oblicza i tylko od nas zależy, w które z nich uwierzymy albo raczej, w które wolimy wierzyć.

Lekturę niezaprzeczalnie polecam, ale muszę przyznać, że zdecydowanie większe wrażenie zrobiła na mnie jej ekranizacja, co nieczęsto mi się zdarza.


Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania:


poniedziałek, 20 października 2014

"Pepe i spółka znowu na tropie" Jean-Philippe Arrou-Vignod.

Tytuł: "Pepe i spółka znowu na tropie"
Autor: Jean-Philippe Arrou-Vignod
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Okładka: twarda
Wymiary: 15,0x21,5


Pepe, Remi i Matylda, czyli bohaterowie dobrze nam znani z pierwszej odsłony przygód "Pepe i spółki" znów wkraczają do akcji. Tym razem przyjaciele wyruszą w niezwykłą podróż po Francji w poszukiwaniu Złotej Salamandry, rozwikłają zagadkę Nessi, czyli słynnego potwora z Loch Ness oraz przekonają się, że Pepe rzeczywiście może nazywać siebie wynalazcą.

Książka ma podobną konwencję jak jej poprzedniczka - składa się z trzech detektywistycznych opowiadań: "Na tropie salamandry", "Tajemnica Loch Ness" i "Klub wynalazców". O ile narratorką pierwszego z nich jest Matylda Blondin, to już dwa pozostałe poznajemy z pespektywy Remigiusza Faramona i trochę zabrakło mi w tym wszystkim perspektywy tytułowego Pepe Kulki. Sprawiedliwie by było, gdyby autor oddał głos temu mądrali chociaż w jednej historii. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo to właśnie Pepe jest bohaterem, wokół którego może zawiązać się nawet najbardziej pokręcona i brawurowa akcja, więc po prostu trzeba to było wykorzystać, o co z resztą autor się postarał.

Zauważyć jednak trzeba, że pomimo swych niewątpliwych zalet i przymiotów ducha nasza trójka w wielu sytuacjach nie poradziłaby sobie bez pomocy profesora Coruscanta. Nauczyciel historii pomimo tego, że przecież również ma wakacje (akcja powieści dzieje się latem) bez wahania służy dobrą radą, a w razie pilnej potrzeby i spektakularną interwencją. To m.in. dzięki niemu tytułowa spółka jest w stanie podążać śladem złotej salamandry, a Pepe zostaje oswobodzony z rąk porywacza.

Podobnie jak w poprzedniej książce Arrou-Vignoda, tak i w tej nie ma miejsca na nudę. Przygody tej nieprzeciętnej trójki przyjaciół czyta się ze szczerym zainteresowaniem, a każda zagadka ma w końcu swoje logiczne rozwiązanie podane w prostu i zrozumiały sposób. Poza tym bohaterowie potrafią wspólnymi siłami niejednokrotnie unieść kąciki ust czytelnika i zjednać sobie jego sympatię. Wydanie jest solidne, estetyczne i z przyjazną dla oka czcionką. Myślę, że młody czytelnik powinien wyjść z takiego spotkania usatysfakcjonowany ;)



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:



P.S. Wysmyczyłam w tej książce pewien chomikowy akcent :D

W jednej ze scen Pepe zarzeka się, że dotrzyma tajemnicy słowami "...nie pisnę ani słówka (...) niech się zmienię w chomika jeśli kłamię" - jakby bycie chomikiem miało być jakąś karą :P
Ja nie wiem, ale mi tam jest dobrze z moją chomiczą naturą :)
Później jeszcze Remiemu śni się "gigantyczny chomik z okularami Pepe na pyszczku".


UWAGA!

Do końca listopada tę i inne pozycje Wydawnictwa Znak możecie nabyć 35% taniej.
Wystarczy wejść w poniższą grafikę, dodać książkę do koszyka i w polu kodu rabatowego wpisać:
kronikachomika






wtorek, 14 października 2014

Wyzwanie od A do Z -> podsumowanie września i październik z literkami "Z", "Ź" oraz "Ż"

Uff, po całej serii medycznych eksperymentów chomik znów na wolności. Wiem, że połowa miesiąca już praktycznie za nami, ale wierzę w Was i mam nadzieję, że będziecie chętni na udział w wyzwaniu. Zwłaszcza, że literki w październiku mamy, aż 3!



Zacznijmy jednak standardowo od krótkiego podsumowania września, w którym wyzwanie ukończyły 4 osoby:

Anna T:
"Wilczy trop" Patricia Briggs 7/10
"Wszystko zostaje w rodzinie" Aneta Jadowska 9/10

Evik:
"Wędrując po niebie z Helawiuszem" Anna Czerwińska-Rydel +-

molesław:
"Wybawiciel" Jo Nesbo  +
"Wyspa na prerii" Wojciech Cejrowski +-

monweg:
"Wieczerza" Tatiana Jachyra +- 
"Wielka czwórka" Agatha Christie +
"Wielki Gatsby" Francis Scott Fitzgerald +
"Woda dla słoni" Sara Gruen +


Jak już wspomniałam powyżej w październiku możemy się zaprzyjaźniać z trzema literkami, więc możemy czytać książki z tytułem na "Z", a także takie, które w tytule mają "Ź" albo "Ż" (oczywiście mogą się na "Ź", czy też "Ż" zaczynać, ale nie jest to warunek konieczny, by zaliczyć wyzwanie).

Myślę, że z takim polem do popisu będziecie w stanie coś "ogarnąć" pomimo niewielkiej ilości czasu, jaka nam została do końca miesiąca :)

Przykładowe tytuły to...

Na literkę "Z":
1. "Zanim zasnę" S.J. Watson
2. "Zaklinacz" Donato Carrisi
3. "Zamieć" Ken Follett
4. "Znak czterech" arthur Conan Doyle
5. "Zniknięcie słonia" Haruki Murakami
6. "Zachodnia kraina" William Seward Burroughs
7. "Zima świat" Ken Follett
8. "Zaginiona" Harlan Coben
9. "Zemsta" Alesander Fredro
10. "Znajdź mnie" Lisa Kleypas

Z literką "Ź":
1. "Źdźbło trawy" Lewis DeSoto
2. "Po drugiej stronie jaźni" Wulf Dorn
3. "Źródło" Ayn Rand
4. "Przyjaźń" Ellinor Rafaelsen
5. "Źle urodzone. Reportaż o architekturze PRL"  Filip Springer
6. "Źli Niemcy" Bartosz Wieliński
7. "Łabędź i złodzieje" Elizabeth Kostova
8. "Gwoździe do ich trumien" Serge Jacquemard
9. "Październikowa lista" Jeffery Deaver
10. Mroźny grudzień" Nora Roberts

Z literką "Ż":
1. "Żaba" Małgorzata Musierowicz
2. "Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni" Filip Springer
3. "Książę i żebrak" Mark Twain
4. "Mała księżniczka" Frances Hodgson Burnett
5. "Miraż" Boris Vallejo
6. "Arabska żona" Tanya Valko
7. "Żołnierze kosmosu" Robert A. Heinlein
8. "Żony polarników" Kari Herbert
9. "Żmija" Aleksy Nikołajewicz Tołstoj
10. "Zart" Milan Kundera

propozycje od monweg:
1) Z głowy - Janusz Głowacki
2) Zachowaj spokój - Harlan Coben
3) Zagubione niebo - Katarzyna Grochola
4) Zaklinacz deszczu - John Grisham
5) Zazdrość i medycyna - Michał Choromański
6) Zbrodnia i kara - Fiodor Dostojewski
7) Ziarno prawdy - Zygmunt Miłoszewski
8) Zwodniczy punkt - Dan Brown
9) Zygzak - Jose Carlos Somoza
10) Żywoty pań swawolnych - Pierre de Bourdeille Brantôme

propozycje od Evik:
- "Zwiadowcy" (cała seria - John Fnanagan
- "Zwierzaki świata" - Martyna Wojciechowska
- "Życie Pi" - Yann Martel
- "Złoty kompas" - Philip Pullman
- "Zosia z ulicy Kociej" - Agnieszka Tyszka
- "Znachor" - Tadeusz Dołęga-Mostowicz
- "Zbrodnie roślin. Chwast, który zabił matkę Abrahama Lincolna i inne botaniczne okropieństwa" - Amy Stewart
- "Zielona mila" - Stephen King
- "Złodziejka książek" - Markus Zusak
- "Zagubiona przeszłość" - Jodi Picoult
- "Zaginiona wyspa" - Margaret Mitchell
- "Zapiski więzienne" - Stefan Wyszyński
- "Zbrodnie robali. Wesz, która pokonała armię Napoleona, i inne diaboliczne insekty" - Amy Stewart
- "Wygrać życie" - Kamil Durczok
- Żaba" - Małgorzata Musierowicz

Linki do październikowych recenzji wklejajcie pod tym postem :)

P.S. Pamiętajcie, by wraz z linkiem podawać również tytuł i autora (w tej kolejności). Znacznie ułatwi mi to tworzenie podsumowania :)


niedziela, 5 października 2014

"Milo. Odklejone po(d)pisy" Alan Silberberg

Tytuł: "Milo. Odklejone po(d)pisy"
Autor: Alan Silberberg
Liczba stron: 280
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Okładka: miękka
Wymiary: 14,4x20,5


"Jestem Milo, mam trzynaście lat i przeprowadzam się średnio co dwa i pół roku. Teraz znowu jestem tu nowy. Czasami myślę, że każda przeprowadzka jest jak reset w grze – tracisz wszystkie punkty, a wraz z nimi wszystkie umiejętności.

Ale tym razem będzie inaczej. Idę do gimnazjum, a to zupełnie jak nowa misja." [Znak Emotikon]


I w życiu bym się nie domyśliła, że tą misją będzie uporanie się ze śmiercią bliskiej osoby. Po zakręconym i nieprzeciętnym Niewypale myślałam, że "Milo..." będzie kolejną lekką i zabawną historyjką. Tymczasem ta niepozorna z okładki książka potrafi wycisnąć niejedną łzę. Nasz mały bohater oprócz częstych przeprowadzek i ciągłego bycia "nowym" o czym wspomina nam opis z okładki boryka się ze znacznie poważniejszym problemem - stratą mamy. Kobieta zachorowała na raka mózgu, a zdezorientowane dziecko nie dało rady się z nią pożegnać, gdy miało po temu okazję (tuż przed decydującą operacją). Sprawy nie ułatwia ojciec Milo, który postanowił za wszelką cenę zatrzeć jakiekolwiek ślady obecności żony w ich rodzinnym domu. Ze ścian zniknęły zdjęcia, a osobiste rzeczy zostały rozdane albo sprzedane. Na rozmowę również nie ma co liczyć...

Milo, pomimo tego, że stara się nie okazywać swoich uczuć, bardzo tęskni za mamą, dodatkowo przeżywa rozterki miłosne, ale też nawiązuje przyjaźnie. I to właśnie dzięki tym ostatnim będzie w stanie w końcu uporać się z niebotyczną stratą, której musiał doświadczyć. Zarówno szkolny kolega - Marshall Hicker, zwany Jednookim Waletem jak i dwie sąsiadki w tym dziewczynka z dziwactwami (Hilary) i niesłusznie uważana za czarownicę Sylvia Poole odegrają znaczącą rolę w życiu naszego bohatera. 

Dawno nie czytałam nic tak wzruszającego, pomimo tego że jest to książka dla dzieci. Dlatego też po raz kolejny powtórzę być może utarty już frazes, że nie należy oceniać książki po okładce, gdyż w tym przypadku jest ona zdecydowanie myląca i w niczym nie zdradza tak poruszającej treści. Za to duży plus daję za oprawę graficzną wnętrza, czyli ilustracje. Jako ciekawostkę dodam, że nadają się do pokolorowania, co osobiście jako dziecko w książkach uwielbiałam :)

Wracając jeszcze na moment do samej treści - niesamowite ile pięknych myśli i spostrzeżeń przemycił autor w tej niepozornej książeczce. Jak delikatnie i trafnie potrafił ująć pustkę i ból po stracie kogoś bliskiego oraz ukazać proces żałoby. A wszystko to umiejętnie splótł z codziennością trzynastolatka - problemami w szkole, zawieraniem przyjaźni czy też pierwszymi miłostkami. Jestem naprawdę głęboko poruszona i jednocześnie zachwycona tym, co zaproponował mi Silberberg. Polecam!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:



P.S. Musicie mi wybaczyć tą dłuższą nieobecność, gdyż tym razem jest niezależna ode mnie - Chomik od poniedziałku koczuje w szpitalnej sali i bynajmniej nie znalazł się tu dla własnej przyjemności. Życzcie mi pogody ducha i siły, a na pewno już niedługo (mam nadzieję, że wypuszczą mnie do końca tygodnia :P) powrócę z podsumowaniem września i nowymi recenzjami ;) Pozdrawiam!