czwartek, 17 września 2015

Co powiecie na mały stos? ;)

Jak w temacie, jest kilka tytułów, którymi chciałabym się pochwalić, bo książek nigdy za wiele, a jak! Książka jest jak przyjaciel i jak wyprawa na wakacje. Wyleje miód na serce lub zatrwoży, wyciśnie z oczu łzy lub każe się wyszczerzyć. Książka to emocje, te duże i małe, połykane gwałtownie lub smakowane z rozwagą. Wreszcie książka to papier i farba drukarska, która działa jak narkotyk.

Hmm...

Chyba jestem uzależniona :P




Od góry:
1. "Bajki, które zdarzyły się naprawdę" Anna Moczulska
- egzemplarz recenzencki, który traktuję w kategorii historycznej ciekawostki :)
 
2. "House of cards" Michael Dobbs
- jak mi powiecie, że nie wiecie kim jest Frank Underwood, to nie uwierzę :P 

3. "Pieśń o poranku" Paulina Simons
- w ramach odkrywania podobno bardzo dobrej autorki :D

4. "Wyznaję" Jaume Cabre
- moja "książka miesiąca" kupiona we wrześniu - skusiła mnie nie tyle jej "pulchność" , co pozytywne opinie, więc zakazuje rozczarowaniu zbliżać się do mnie podczas lektury :)

Coś czytaliście? Widzicie coś dla siebie?

Pozdrawiam! :)



 

poniedziałek, 14 września 2015

"Pięć osób, które spotykamy w niebie" Mitch Albom

Tytuł: "Pięć osób, które spotykamy w niebie"
Autor: Mitch Albom
Liczba stron:  200
Wydawnictwo: Świat Książki
Okładka: miękka
Wymiary: 12,5x20,0


UWAGA SPOILER!

Zawsze chciałam przeczytać tę książkę. Gdzieś tak od czasów liceum kołatała mi się po głowie - przerzucana z kąta w kąt na półkach pamięci. I w końcu, tak trochę przypadkiem doczekała się, ale mój świat nie zadrżał, jeśli wiecie co mam na myśli. Żadnego przewrotu ani też przewartościowania nie doświadczyłam. To pewnie przez ten nabyty dystans, bo gdy się traci kogoś bliskiego trudno o przekonującą wersję nieba. Tak było i w tym przypadku.

Zamiast pisać naokoło i ledwo muskać temat przedstawię Wam konkrety, a będą to lekcje, których naszemu bohaterowi udzieliło w niebie tytułowych pięć osób. Jak nietrudno się domyślić Eddie umarł. Jednak zanim dosięgło go nieuniknione pracował w wesołym miasteczku jako konserwator urządzeń. Tyle, że pewnego dnia, a były to jego osiemdziesiąte trzecie urodziny, Eddie zginął przygnieciony wagonikiem kolejki górskiej w heroicznej próbie ratowania małej dziewczynki...

I tak oto rozpoczęła się jego podróż.

LEKCJA 1.
"Śmierć zabierając kogoś, jednocześnie oszczędza kogoś innego, i w tej niewielkiej przestrzeni między byciem zabranym a byciem oszczędzonym życia się wymieniają. str. 55

LEKCJA 2.
"Ofiara jest częścią życia, czasem najlepszą. Tym właśnie powinna być. To nie jest coś, czego należy żałować. Wręcz przeciwnie, to coś, do czego należy dążyć. (...)
-Ale pan... - ściszył głos. - Pan przecież stracił życie. (...)
- O to chodzi. Czasami, gdy składasz w ofierze coś bardzo cennego, wcale tego nie tracisz. Ty tylko przekazujesz to komuś innemu." str. 99

LEKCJA 3.
 "Duszenie gniewu w sobie zatruwa. Zżera od środka. Wydaje się nam, że nienawiść jest bronią wymierzoną w osobę, która zrobiła nam krzywdę. Ale nienawiść jest jak bumerang.
Krzywdę, jaką robimy innym, zadajemy samym sobie. Wybaczyć, Edwardzie. Wybaczyć (...), ponieważ nikt nie rodzi się z gniewem. Kiedy umieramy dusza uwalnia się od niego." str. 146

LEKCJA 4.
"Umarłaś, mając czterdzieści siedem lat. Byłaś najlepszą istotą pod słońcem i umarłaś, straciłaś wszystko. I ja straciłem wszystko. Straciłem jedyną kobietę, którą kochałem w życiu.
Wzięła go za ręce.
- Wcale nie straciłeś. Byłam przez cały czas. A i ty i tak mnie kochałeś. Utracona miłość nie przestaje być miłością, Eddie. Przybiera inną formę, to wszystko. Nie widzisz uśmiechu drugiej osoby, nie podajesz jej jedzenia, nie dotykasz jej włosów ani nie wirujesz z nią na parkiecie. Ale kiedy jedne zmysły słabną, inne się wyostrzają. Pamięć. Pamięć staje się twoją partnerką. Karmisz ją. Utrzymujesz ją. Tańczysz z nią.
- Życie musi się kiedyś skończyć - dodała. - Miłość nie." str. 178 

LEKCJA 5.
"-Byłem smutny, ponieważ niczego w życiu nie dokonałem. Niczego nie osiągnąłem. Byłem zgubiony. Czułem, że nie powinienem tam być. (...)
- Ty powinien tam być - powiedziała.
- Gdzie? W Rubylandzie? (wesołe miasteczko - przyp. Chomika)
Skinęła głową.
- Reperować wagoniki? To miało być moje życie? - Westchnął głeboko. - Czemu?
Pochyliła głowę, jakby to było oczywiste.
- Dzieci - wyjaśniła. - Są bezpieczne. Ty spłacić dług za mnie. (dziewczynka zginęła przez naszego bohatera - przyp. Chomika)" str. 194-195

Moje gorzkie słowa powiedzą Wam teraz, że trudno szukać ukojenia w tych truizmach i banałach. Nie znaczy to, że ta książka jest zła. Po prostu nie wnosi ona tak naprawdę nic nowego, do tego, co wie każdy z nas. Co więcej nie podaje tego w żaden specjalny, czy też intrygujący sposób. Jest taką wydmuszką i to nawet nie wielkanocną, bo brak jej kolorów.

Czuję niedosyt. Targa mną rozczarowanie, a przemawia przeze mnie cynizm i nie obrażę się, gdy mi to zarzucicie. Chyba po prostu nie wierzę w pięć osób, które spotykamy w niebie... 


czwartek, 3 września 2015

"Longin. Tu byłem" Marcin Prokop

Tytuł: "Longin. Tu byłem"
Autor: Marcin Prokop
Liczba stron: 120
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Okładka: miękka
Wymiary: 13,5x21,0


Kontynuacja pierwszej książki Marcina Prokopa "Jego wysokość Longin". Moją recenzję znajdziecie tutaj -> klik.

Mamy lato i mamy wakacje! - na kartach książki oczywiście, bo ten czas tak szybko ucieka, że szkolna rzeczywistość zdążyła już przywitać rzesze uczniów :) 

Nasz bohater jednak nie może narzekać na nudę. Mazury, Paryż, a później kolonie nad morzem... Brzmi bajecznie, ale trzeba pamiętać, że nie jest to powszechny obraz dzieciństwa w Polsce. To jednak co jest uniwersalne, to dziecięce postrzeganie świata, opaczne rozumienie słów dorosłych i nieodparta chęć wyrycia scyzorykiem wszędzie, gdzie się da słów: "Tu byłem". Autor świetnie żongluje słowem i potrafi przywołać uśmiech na twarzy czytelnika.

"Longin. Tu byłem" nie jest dziełem wybitnym, nie wyróżnia się zaskakującą puentą ani też nie wnosi niczego nowego. I w gruncie rzeczy nie musi, bo do takiego dzieła nawet nie aspiruje. To w głównej mierze dobra rozrywka, a pozytywne emocje, to coś, czego potrzebuje każdy z nas bez względu na wiek, więc jeśli można miło spędzić czas, dlaczego mówić "nie"?

Zabawna, lekka historia. Bardzo podobał mi się zamieszczony na końcu słowniczek, gdzie autor wyjaśnia m.in. kim był "Smutny Pan w okularach", dlaczego Pewex był obiektem westchnień i na czym polegała gra w kapsle. Ponadto książka może mieć pewien urok również dla starszych czytelników ze względu na oczywiste znamiona autobiografii.

Ja przyjemnie spędziłam czas przy tej lekturze.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa: