środa, 29 czerwca 2016

"Czara wyroczni" Judith Merkle Riley

Tytuł: "Czara wyroczni"
Autor: Judith Merkle Riley
Liczba stron: 488
Wydawnictwo: Książnica
Okładka: miękka
Wymiary: 15,5x23,0


Dzisiaj będą to dosłownie swobodne refleksje :)


Z początku czytałam tę książkę tak metodycznie - 50 stron dziennie i byle do przodu. Tak ani z chęcią ani z jej siostrą będącą zawsze na nie, aż tu nagle gnałam na łeb na szyję i prawie potykałam się o kolejne strony, bo nie mogłam nadążyć z ich przerzucaniem. Nie no dobra, bez przesady - stykałam się już w swoim życiu z bardziej pasjonującymi lekturami, ale i tak uważam, że "Czara wyroczni" jest książką dość wyjątkową. Niech świadczy o tym chociażby fakt, że to ona jest moim pierwszym "powrotem do lektur sprzed miesięcy", bo doprawdy zapadła mi w pamięci. I pomyśleć, że kupiłam ją przypadkiem za zaledwie 5 złotych!

Genevive Pasquier nie miała łatwego dzieciństwa. Brzydsza od siostry (w dodatku z koślawą stopą), kochana tylko przez ojca, który zbyt wcześnie opuścił ten świat i lekceważona przez matkę dziewczyna zostaje przez swoich najbliższych doprowadzona na skraj samobójstwa. Z pomocą spieszy jej jednak wróżka La Voisin, która przypadkiem odkryła, że nasza bohaterka posiada rzadki dar odczytywania przyszłości z tafli wody. Kobieta postanawia wykorzystać nastolatkę dla swoich celów. W tle mamy siedemnastowieczny Paryż z Ludwikiem XIV, spiski, romanse, wartą akcję i oczywiście czarną magię.

To co mnie urzekło, to detale. Opisy ulic, przyjęć, czy też samego ubioru bohaterów. Trzeba przyznać, że Pani Riley potrafi zadbać o szczegóły. Dodatkowo sama fabuła wzbudza zainteresowanie czytelnika i nie pozostawia obojętnym na losy postaci. I jeszcze zakończenie - mnie osobiście baaardzo się podobało :) Polecam, polecam i jeszcze raz polecam!


P.S. Jakby ktoś był ciekawy, to mała przerwa w blogowaniu wynikła z mojego krótkiego urlopu nad morzem, a później kupna roweru, w którym jestem obłędnie zakochana <3 i poświęcam mu czas onegdaj przeznaczony chociażby na czytanie i pisanie :)

środa, 15 czerwca 2016

"Złodziejka książek" Markus Zusak

Tytuł: "Złodziejka książek"
Autor: Makkus Zusak
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Okładka: miękka
Wymiary: 16,0x23,5

Jest rok 1943 r. Na Himmelstrasse w małym miasteczku Molching w Niemczech stoi Liesel Meminger - czternastoletnia Złodziejka książek - ocalona z podziurawionym sercem i rozbitymi płucami, główna bohaterka swojej własnej opowieści, którą snuje dla nas Śmierć. A wszystko zaczęło się kilka lat wcześniej od podróży pociągiem. Był styczeń 1939 roku, gdy Śmierć przyszedł po brata dziewczynki i wtedy to się stało - "...przyłapała mnie, nie mam wątpliwości." - zwierza się nam narrator tej niezwykłej historii.

Opuszczona przez brata i zostawiona przez matkę, Liesel trafiła pod dach Rosy i Hansa Hubermannów. Ona była szorstka w obejściu, ale miała wielkie serce, a on był poczciwym akordeonistą, który nauczył dziewięcioletnią dziewczynkę czytać. Jej pierwszą ukradzioną książką był "Podręcznik grabarza", później przyszły kolejne, a za nimi ukrywany w piwnicy Żyd, pierwsza miłość i niezmierzona rozpacz.

Jestem pod tak ogromnym wrażeniem, że podobnie jak niegdyś Złodziejce książek, tak mi w tej chwili brakuje słów. Ta historia jest piękna jak tylko piękne potrafią być miłość, przyjaźń, zaufanie, czy wiara... I jest bolesna, rozdzierająca jak huk bomb i smutna jak bezsilność. A wszystkie te emocje splecione są ze sobą tak mocno, że nie sposób ich rozdzielić. Teraz ani nigdy.

"BYŁ SOBIE raz dziwny mały człowieczek, który podjął trzy ważne życiowe decyzje:
1. Zrobił sobie przedziałek po innej stronie, niż wszyscy.
2. Zapuścił mały kanciasty wąsik.
3. Postanowił, że zdobędzie władzę nad światem"*

Holocaust. Jedno słowo - miliony istnień. A przecież wszyscy jesteśmy ludźmi. Nie zapominajmy o tym. Złodziejka książek pamiętała.

To co przeczytałam, te wszystkie słowa sygnowane Śmiercią, a spisane ręką dziecka są tak poruszające, że kilka ostatnich stron miało dla mnie niewyobrażalnie słony smak łez. Dla mnie absolutne arcydzieło.


*str. 405

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Post motywacyjny :)

Od jakiegoś czasu obserwuję u siebie spadek mocy twórczych, że tak to określę. Człowiek skończył studia, zaczął pracę i jakoś tak nagle stwierdził, że nie ma czasu albo po prostu chęci na pisanie. Bo w myśl zasady "dobrze albo wcale", lepiej nie pisać jakichś dyrdymałów tylko po to, żeby zostawić po sobie ślad. Z tym, że im dłuższy okres bez pisania, tym większa szansa na dyrdymały, zamiast wartościowego tekstu. Tak samo jak fakt, że im więcej czasu upływa od skończonej lektury do spisania swoich wrażeń, tym jest to później trudniejsze i łatwiej wtedy zupełnie odpuścić. I to takie trochę błędne koło, w które się wkręciłam.

Mówi się, że trening czyni mistrza, więc Chomik doszedł do wniosku, że jeśli chce zapewnić swojemu dziecku w postaci bloga jakąś przyszłość, to musi ostro trenować. Koniec z kilkunastoma niezrecenzowanymi książkami i odkładaniem pisania "na potem", "na lepszy dzień" i na nie wiadomo co jeszcze. Mam silne postanowienie na nowo zacząć działać w tym temacie. Na początku będzie może i trochę koślawo, bo zamierzam wrócić pamięcią do książek przeczytanych niejednokrotnie kilka miesięcy temu, więc jest duża szansa, że coś przekręcę albo pominę. Podobnie jak nie oddam już na pewno emocji z taką pasją, jaka towarzyszyła mi nieraz po skończonej lekturze, ale trudno. Trzeba walczyć o swoje. Nie można odpuszczać.

Wybaczcie moje wynurzenia, ale chciałam być z Wami szczera, bo w końcu bloga nie pisze się tylko dla siebie, dlatego stwierdziłam, że największą motywacją będzie dla mnie, gdy powiem Wam o swoich postanowieniach i planach, bo wtedy nie będę mogła już ich cofnąć ani odłożyć na później :)


                        Podpisano: Chomik

niedziela, 12 czerwca 2016

"Xięgi Nefasa. Trygław - władca losu" Małgorzata Saramowicz

Tytuł: "Xięgi Nefasa. Trygław - władca losu"
Autor: Małgorzata Saramowicz
Wydawnictwo: Znak

E-book: mobi

Szanowni czytelnicy Kroniki Chomiki przedstawiam Wam pierwszy na tej stronie recenzowany przeze mnie e-book! Jakoś tak się złożyło, że chyba nie pochwaliłam Wam się jeszcze do tej pory, że od kilku lat jestem szczęśliwą posiadaczką kindelka, a może i tak? Szczerze nie pamiętam :)

Ale nie o przechwałki, tudzież ciekawostki z mego czytelniczego żywota tu w tej chwili chodzi, a o samą książkę. Jej autorka to kobieta mi kompletnie do tej pory nieznana, choć jest moją krajanką. Jak nie trudno zauważyć nie sięgam zbyt często, bo twórczość rodzimych autorów, a szkoda! - zakrzyknęło moje sumienie po przeczytaniu pierwszej Xięgi niejakiego Nefasa. I jakże trafnie będzie przywołać w tym momencie powiedzenie: "Cudze chwalicie, swego nie znacie!"

Akcja powieści rozgrywa się w średniowiecznej Polsce za czasów Bolesława Krzywoustego i jego brata Zbigniewa, czyli w XII wieku. Jest to m.in. okres działalności kronikarza zwanego Gallem Anonimem i do niego możnaby niejako porównać głównego bohatera powieści Saramowicz. Nefas jest wiernym sługą i zaufanym doradcą Krzywoustego, który postanowił zdradzić nam prawdziwą wersję historii - obok tej propagandowej, którą należało spisać dla potomnych, by pewne wydarzenia zostały odpowiednio zapamiętane.

I tak oto zastaniemy na pierwszych stronicach tej arcyciekawej księgi to, co następuje. Kraj został podzielony między dwóch braci, lecz próżno szukać w nim pokoju, gdyż władza zdaje się być stawiana ponad więzy krwi. Podobnie jak wyścig o męskiego potomka i gdy żona Bolesława okazuje się być brzemienna wydaje się już, że szala zwycięstwa wyraźnie przechyla się na stronę jednego z braci. Niestety nadworny mag śmie twierdzić, że kobieta powije córkę, a to już byłaby kompletna katastrofa, dlatego też do akcji wkracza Nefas, który pomimo gróźb władcy postanawia o pomoc poprosić Trygława - boga, który nieodwracalnie splata ze sobą ludzkie losy. Oczywiście przyjdzie mu za to słono zapłacić...

Co do aspektu historycznego powieści... Hmm... Może powiem tak: czy wierność faktom jest, aż tak konieczna, by tworzyć? Reżyser też nie zawsze trzyma się literackiego pierwowzoru i czy zawsze źle na tym wychodzi? Dlatego też przymykam oko na mniej lub bardziej udolne odwołanie do historii Polski, a bardziej skupiam się na samej przyjemności jaką niesie lektura tej powieści, a mnie dostarczyła sporej dawki. 

Coś tam od czasu do czasu zgrzyta i taką drobną rysą na szkle, która ujawniła się gdzieś tam w trakcie czytania, to taka w moim odczuciu przebijająca przez zachowanie Nefasa kobieca natura autorki. Nie wiem jak to ubrać w słowa, żebyście dobrze zrozumieli o co mi chodzi. Po prostu miałam czasem wrażenie, że mężczyzna zachowałby się albo pomyślał coś innego, co wcale nie znaczy, że bohater jest postacią zniewieściałą lub coś w ten deseń, w żadnym razie! Po prostu mogłabym wyczuć, że powieść napisała kobieta, gdybym nie znała autora.

Tak poza tym książka ma wszystko to, czym powinna się cechować dobrze napisana powieść. Ciekawych bohaterów, wartką fabułę, liczne intrygi, zaskakujące zwroty akcji. "Xięgi Nefasa..." trzymają w napięciu i gwarantują miło spędzone chwile przy ich lekturze, jeśli nie potraktuje się ich stricte jako powieści historycznej, a bardziej książkę fantasy. Osobiście z czystym sumieniem polecam!


Książkę przeczytałam dzięki: