niedziela, 24 lipca 2016

"Kobiety w kąpieli" Tie Ning

Tytuł: "Kobiety w kąpieli"
Autor: Tie Ning
Liczba stron: 560

Wydawnictwo: Znak Literanova
Okładka: twarda
Wymiary: 14,4x20,5


Już na pierwszy rzut oka podobało mi się wszystko - od okładki, przez tytuł po nazwisko autorki i po kilku początkowych stronach wiedziałam, że jest to książka, do której można będzie wracać wiele razy. Ba! Po lekturze mogę powiedzieć, że jest to zdecydowanie jedna z najlepszych powieści jakie przeczytałam w tym roku.


Tytułowe kobiety w kąpieli to dwie siostry (Tiao i Fan), ich matka (Wu) oraz przyjaciółka (Fei). Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy Tiao jest od krok od zamążpójścia i zabiera nas w podróż przez swoje życie, byśmy mogli lepiej zrozumieć moment, w którym obecnie się znajduje oraz podejmowane przez nią decyzje. Okres jej dzieciństwa przypadł na czas rewolucji kulturowej w Chinach, podczas której rodzice dziewczynki zostali odesłani do pracy na znacznie oddalonej od ich domu w Fuanie, farmie Trzcinowa Rzeka. Tiao i Fan musiały zaopiekować się sobą same do czasu powrotu matki, która wykorzystując coraz częściej zdarzające się jej omdlenia dostała przepustkę na powrót do domu w celu wykonania badań. Chwilowa niedyspozycja okazała się niegroźna, lecz Wu za wszelką cenę nie chciała wracać na farmę, dlatego wdała się w romans z lekarzem, który przyjął ją do szpitala. W ten sposób dostała fałszywą diagnozę, która pozwoliła jej zostać w domu, a w życiu Tio i Fan pojawiła się razem z doktorem Tangiem jego siostrzenica Fei...

W tym momencie pozwolę sobie trochę pozachwycać się tytułem, bo nieczęsto zdarza mi się przyznać, jak to jest w tym przypadku, że tak idealnie koreluje on z treścią książki. Te trzy słowa zawierają w sobie sedno treści, która obnaża przed nami w naturalny i wręcz pierwotny sposób najbardziej skrywane i intymne myśli oraz uczucia bohaterek. I mam wrażenie, że siła tej książki tkwi w jej ponadczasowym charakterze, bo "Kobiety w kąpieli" nie są jedynie powieścią o Chinkach, lecz w ogóle o kobietach bez względu na ich pochodzenie, czy też czasy, w którym przyszło im żyć.

Autorka z niewiarygodną precyzją i spokojem rozkłada na części pierwsze ten kłąb wzajemnych sprzeczności jakim jest kobieca dusza. Każda z bohaterek jest inna i każdą spotkały w życiu inne przeciwności losu, łączy je jednak usilne poszukiwanie własnej drogi, swojego miejsca na ziemi oraz próba uporania się z demonami przeszłości. Leniwa Wu stara się za wszelką cenę odkupić swoją zdradę, Fei tak bardzo łaknie ojcowskiej miłości, że zatraca się w ramionach zbyt wielu mężczyzn, zaś Tiao i Fan zdefiniowały swoje losy, gdy pewnego słonecznego popołudnia biernie stały trzymając się za ręce... Tak mało tu wyidealizowanego świata, w który czasem sięgając po książkę czytelnik ma ochotę uciec. Tutaj są łzy, kłótnie, niesprawiedliwość losu i miłość, która choć w swej istocie jest piękna, to należy do najtrudniejszych ludzkich uczuć. 

"Setki razy próbowałam dojść do tego, kiedy się w Tobie zakochałam, i to się stało chyba wtedy, kiedy Fang Jing zostawił mnie w poczekalni na dworcu. Zepchnął mnie z wyżyn marzeń, a ty mnie złapałeś, zanim uderzyłam o ziemię, a potem mnie trzymałeś razem z moimi łzami i ranami, z moimi upokorzeniami i goryczą. Jak mogłabym tak przy Tobie płakać, bez cienia wstydu, gdybyś nie był dla mnie najdroższą osobą na świecie?" str. 372

Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem tych wszystkich emocji tak pięknie ubranych w słowa, którymi uraczyła mnie Tie Ning podczas lektury, że mam ochotę jej szczerze za to podziękować.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa:


poniedziałek, 4 lipca 2016

"Dzika droga. Jak odnalazłam siebie" Sheryl Strayed

Tytuł: "Dzika droga. Jak odnalazłam siebie"
Autor: Sheryl Strayed
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Znak Literanova
Okładka: miękka
Wymiary: 14,4x20,5


Najpierw obejrzałam film i to bez napisów, bo nigdzie nie mogłam ich znaleźć, a z moim angielskim to tak różnie bywa. Teraz sięgnęłam po książkę. Powód, w przeciwieństwie do wszystkich innych przeczytanych przeze mnie książek, miałam tym razem bardzo osobisty, dlatego też pozwolę go zachować dla siebie.

Cheryl Strayed, czyli Sheryl Zagubiona kiedyś nosiła inne nazwisko. Niestety życie przywiodło ją do momentu, w którym dziewczyna postanowiła wyruszyć w niezwykłą podróż, by na nowo odnaleźć siebie. Cztery lata po śmierci matki stanęła na Pacific Crest Trail (PCT) - szlaku liczącym sobie 4265 km i ciągnącym się przez trzy amerykańskie stany z południa na północ: Kalifornię, Oregon i Waszyngton. Podczas trwającej trzy miesiące pieszej samotnej wędrówki Cheryl przeszła ponad 1700 km i odmieniła swoje życie. Miała wtedy prawie 27 lat, czyli tyle ile i ja skończę za kilka dni.

Pochodziła z biednej rodziny bez ojca. Miała za to kochającą matkę, dwójkę rodzeństwa i młodo wyszła za mąż z miłości. Nie była nieszczęśliwa, lecz po niespodziewanej śmierci mamy jej życie się rozpadło. Dosłownie. Rodzina się rozproszyła, a pogubiona Cheryl wpadła w wir przygodnego seksu i narkotyków, co przypieczętowało koniec jej małżeństwa. Cierpienie było ogromne i przytłaczające, oplatało naszą bohaterkę z każdej strony, niczym dziki gąszcz. Dziewczyna wiedziała, że musi się z niego wyswobodzić, znaleźć drogę, która ponownie zaprowadzi ją w kierunku słońca. Tą drogą okazał się PCT.

"Dzika droga" jest książką wyjątkową ze względu na opowiedzianą w niej historię będącą walką z samym sobą i swoimi słabościami, czyli najcięższą walką jaką człowiek toczy w swoim życiu. Powtarzane w kółko "nie boję się" było mantrą naszej bohaterki, która bez względu na przeciwności losu ciągle wracała na szlak i parła na przód w poszukiwaniu odpowiedzi i ukojenia.

Opowieść Sheryl jest naprawdę inspirująca i podnosząca na duchu. Pokazuje, że chociaż życie zawsze weryfikuje nasze wyobrażenia, to jednak daje od siebie znacznie więcej, niż możemy sobie wyobrazić. Pomimo, że bohaterka okazała się do wyprawy zupełnie nieprzygotowana, to jednak ukończyła swą wędrówkę, gdy inni, zdawałoby się bardziej zaprawieni w boju rezygnowali. Dodatkowo nawiązała niezwykłe przyjaźnie i odkryła w sobie zadziwiający hart ducha i ogromną siłę. I doskonale rozumiałam ją, gdy pod koniec swego marszu nie dowierzała, że to już i za chwilę wróci do "normalnego" życia. W międzyczasie  tą normalnością stała się dla niej wędrówka i stan bycia "w drodze". Osobiście uwielbiam  to uczucie - zmierzania dokądś i nieważne, czy jadę nad morze, czy robię sobie tylko krótką wycieczkę rowerową. Po prostu cudownie działa na mnie wszelkiego rodzaju podróżowanie.

Jedyne co mogłabym tylko zarzucić tej książce, to że niestety nie powala na kolana literacko i to rozczarowuje, bo naprawdę z tej historii mogła powstać genialna powieść. Atutem za to jest jej szczerość, prawdziwość i prostota, dlatego uważam, że warto poświęcić jej swój czas.