wtorek, 30 października 2018

"Magicy" Neil Patrick Harris

Tytuł:  "Magicy"
Autor: Neil Patrick Harris
Liczba stron: 256

Wydawnictwo: Znak emotikon
Okładka: twarda


Hmm... Od czego by tu zacząć: od magii, czy od autora? Oczywiście, że od autora! Ale obiecuję, że zaraz będzie o książce. Neil Patrick Harris wyziera na nas z okładki jako gwiazda serialu "Seria niefortunnych zdarzeń". Ale czym jest "Seria niefortunnych zdarzeń", przy "How I met your mother"? Tak, jestem jego fanką. Tak, zarówno serialu, jak i granej przez Neila postaci. Teraz to już chyba nikt się nie dziwi, że "Magicy" znaleźli się w moim kręgu zainteresowań.

Głównym bohaterem książki jest Carter Locke - chłopiec wychowany przez dalekiego krewnego, po tym jak stracił rodziców w dość niejasnych okolicznościach. Sylvester "Cwaniak" Beaton zwany wujkiem nie był jednak osobą, której powierzylibyście dziecko. Ten krętacz i oszust żyjący na ulicy nauczył chłopca wszystkich mu znanych magicznych sztuczek, niestety wykorzystywanych przez niego tylko i wyłącznie do niecnych celów. Chłopiec pokochał magię, ale nie mógł się pogodzić z tym, że jego wujek okrada dzięki niej ludzi - sprytnie odwracając ich uwagę. Dlatego książka zaczyna się od sceny pościgu. Tak, to Carter powiedział dość i ucieka przed ścigającym go wujkiem Cwaniakiem.

"Magicy" to nie tylko historia o chłopcu, który kochał magiczne sztuczki. To również momentami podręcznik, z którego można się tych sztuczek nauczyć, a także książka, w której znajdziemy różne zaszyfrowane wiadomości, czyli istna gratka dla młodych czytelników. Muszę przyznać, że Neil stanął na wysokości zadania i stworzył historię, którą naprawdę dobrze się czyta. Dodatkowo już teraz jestem zupełnie pewna, że "magiczne" wątki, które pojawiały się w HIMYM były pomysłem aktora. Rozbawiło mnie również to w jaki sposób Neil puszcza nam oczko przedstawiając dwóch tatów Leili - dziewczynki, z którą zaprzyjaźnił się Carter.

Wspominałam Wam już, że bardzo lubię czytać książki dla dzieci? Są one dla mnie odskocznią od świata dorosłych i przynoszą spokój oraz poczucie bezpieczeństwa. Uwielbiam ich kolorowe okładki i ilustracje. Ale najbardziej lubię to, że przenoszą mnie do całkiem odmiennej rzeczywistości. Zdarza się jednak, że taka książka jest kiepska, bohaterowie irytujący, a tła praktycznie nie ma w ogóle. "Magicy" nie są może wybitnym dziełem, które jakoś szczególnie zapadnie mi w pamięć, ale byli naprawdę przyjemną lekturą. 


Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu:


czwartek, 30 sierpnia 2018

"Norma" Sofi Oksanen

Tytuł:  "Norma"
Autor: Sofi Oksanen
Liczba stron:478

Wydawnictwo: Znak 
Okładka: miękka


Pamiętam, że byłam pod ogromnym wrażeniem pierwszej książki autorki, którą przeczytałam, a było to jeszcze przed erą tego bloga i nie ma tutaj jej recenzji, ale z czystym sercem polecam Wam tytuł "Oczyszczenie".  Dlatego nie powinno nikogo dziwić jak powiem, że ledwo mogłam usiedzieć, gdy zaproponowano mi recenzję "Normy".

Matka Normy ginie pod kołami pociągu i jest to śmierć samobójcza, niespodziewana i przecząca całkowicie naturze tej kobiety. Córka próbuje rozwikłać tę zagadkę, w którą okazuje się być wplątana mafia prowadząca handel surogatkami i... włosami. Brzmi dość absurdalnie, mam rację?

Powieść ta jest w gruncie rzeczy jest absurdalna. Już od samego początku, kiedy to przychodzi nam się zmierzyć ze sceną pogrzebu i poznać jej bohaterów. Bo czy na pewno ich poznajemy? Nie sposób się połapać kto jest kim i ten chaos skutecznie wyprowadzał mnie z równowagi. Brakowało mi pewnych konkretnych punktów zaczepienia, wyraźnie zarysowanych charakterów i osobowości. Miałam wrażenie, że bohaterów oglądam tylko przez szybę i nie jest mi dane zgłębić ich postaci. Wrażenie to nie opuściło mnie, aż do ostatniej strony książki i rozczarowało podobnie jak sama historia, gdzie wątek realizmu magicznego wydał mi się troszkę śmieszny.

Mam niesamowity problem z tą książką, ponieważ mój wcześniejszy zachwyt autorką został ugaszony szybciej, niż rosną włosy głównej bohaterki. Ach tak, to porównanie wydaje się bez sensu, jeśli nie nakreślę Wam problemu Normy. Jednym włosy rosną szybciej, innym wolniej i jest to normalne. Nie jest natomiast normalne, gdy długość osiągana przez inne kobiety przez lata potrafi pojawić się w jedną noc - jak to się dzieje w przypadku naszej bohaterki. Dodajmy do tego, że włosy żyją swoim własnym życiem i potrafią żywiołowo reagować na otaczającą je rzeczywistość i nie trudno się domyślić, że więcej z nich kłopotów, niż pożytku...

Nie, nie, nie - jestem na nie. Nie kupuję tego. Ani historii, ani bohaterów, ani tych włosów... Coś poszło nie tak i ta próba łączenia gatunków się nie powiodła.


poniedziałek, 23 kwietnia 2018

"Trudne światło" Tomas Gonzales

Tytuł:  "Trudne światło"
Autor: Tomas Gonzales
Liczba stron: 208

Wydawnictwo: Znak 
Okładka: miękka


Trudne światło, trudna powieść i trudna recenzja. Czas jaki poświęciłam na jej przeczytanie nie był niestety proporcjonalny do jej objętości. Zmagałam się z nią, podobnie jak główny bohater zmagał się ze swoim życiem i niestety, ale strasznie mnie to nużyło.



A główny bohater to malarz imieniem David, który wspomina swoje życie i kreśli portret osób, które utracił - syna Jacobo i żony Sary. Każde z nich odeszło na swój sposób w dramatycznych okolicznościach i odcisnęło piętno na życiu mężczyzny. Książka została podzielona na krótkie rozdziały umieszczone w różnych planach czasowych, w taki sposób że wspomnienia Davida przeplatają się ukazując kilka światów: ten, w których choroba toczyła jego syna, ale miał go jeszcze dla siebie, podobnie jak żonę; ten, w którym mogli się jeszcze cieszyć życiem z Sarą, mimo że ich dziecka nie było już na świecie oraz ten, w którym został sam - trochę osierocony, chociaż jego pozostałe dzieci miały się całkiem dobrze.



Akcja jest niespieszna i raczej sunie, niż mknie. Życie też jest zwyczajne, a raczej zwyczajno-niezwyczajne, chociaż może to kwestia życiowych pór roku na jakich skupił się autor, a mianowicie jesieni i zimy. Na pewno wiosna i lato kręciły się szybciej na karuzeli życia Davida, lecz chociaż zapewne bardziej żwawe i kolorowe, nie niosły ze sobą tak głębokich refleksji. Smutek, żałoba, przemijanie - każdego z nas to czeka, ale też zaduma i docenianie życia.



"Trudne światło" było dla mnie dość trudną lekturą i tak samo trudno jest mi ją zarekomendować, co odradzić.




Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu:


piątek, 6 kwietnia 2018

"Ona to wie" Lorena Franco

Tytuł: "Ona to wie"
Autor: Lorena Franco
Liczba stron: 480

Wydawnictwo: Albatros
E-book/Audiobook



Ona to wie, tylko zbyt często jest pod wpływem alkoholu i pigułek nasennych, by być pewną w 100% tego, co się wokół niej dzieje. Andrea i Nico z początku uchodzili za zgodne i udane małżeństwo, jednak teraz wszystko się skomplikowało. Ona nie mogła zajść w ciążę, przytyła i uzależniła się od przyjmowanych leków, które miała w zwyczaju popijać whisky. On, prowadzący swoją kancelarię prawnik z biegiem czasu coraz bardziej zaczął się poświęcać pracy spędzając czas poza domem oraz nie krył swojej obojętności wobec małżonki, której dnie upływały na podglądaniu życia sąsiadów na przedmieściach Barcelony i próbach stworzenia swojej pierwszej kryminalnej powieści. Bohaterów tej historii jest jednak więcej i każdy snuje swoją własną opowieść, a im dłużej się w nie wsłuchujemy, tym wyraźniej widzimy, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje...

Dużym minusem tej powieści jest jej nierówna konstrukcja, ponieważ do połowy książka akcja snuje się baaaardzo powoli, by później ruszyć na łeb na szyję i zaskoczyć nas w kilku aspektach. Niestety główna bohaterka nie wzbudza w czytelniku sympatii i po jakimś czasie jej losy stają się mu obojętne na rzecz innych, drugoplanowych postaci. Ze względu na narrację wieloosobową i retrospekcje ciężko mi było słuchać jej w formie audiobooka, dlatego ostatnie 100 stron przeczytałam w tradycyjny sposób. Cała intryga na szczęście była spójna i logiczna, może poza kilkoma małymi potknięciami, ale powiedzmy, że jestem skłonna przymknąć na nie oko.

Co mi się podobało? Liczne nawiązania do ulubionej książki Adrei jaką był „Cień wiatru” Carlosa Ruiza Zafona. Aż zapragnęłam znów po nią sięgnąć i chyba zrobię to w najbliższym czasie, chociażby z uwagi na to, że chciałabym przeczytać ostatnią książkę autora. Poza tym okładka, która jak dla mnie jest genialna i mega przyciąga wzrok. Nie ukrywam, że to właśnie ona skłoniła mnie do sięgnięcia po tą książkę, gdy na krótko przed podróżą szukałam jakiegoś audiobooka.

Nie polecam, nie odradzam, ale uważam, że „Ona to wie” niczym specjalnym się nie wyróżnia ani nie zaskakuje, dlatego można ją sobie bez wyrzutów sumienia odpuścić ;)

środa, 4 kwietnia 2018

"Cudowny chłopak" książka + film

Tytuł: "Cudowny chłopak" 
Autor: R. J. Palacio
Liczba stron: 416

Wydawnictwo: Albatros

Audiobook


Cudowny chłopak z tego Augusta i świetnie, że doczekał się filmu o swoich szkolnych perypetiach, który dość wiernie oddaje fabułę książki i w zupełności można na nim poprzestać, a rzadko mi się zdarza, żebym wyraziła taką opinię.


Augusta poznałam dzięki Annie Dereszowskiej, która mi o nim przeczytała. Chłopak to niezwykły pod tym względem, że gdy się urodził nie przypominał swoim wyglądem innych dzieci i musiał przejść ok 27 operacji, by móc wyglądać tak jak wygląda dziś, a jego twarz i tak można określić jako pokiereszowaną ze zniekształconymi uszami i oczyma ulokowanymi w miejsc policzków. Do tej pory uczył się w domu. Jego mama była ilustratorką książek, ale po urodzeniu chłopca zrezygnowała z pracy i poświęciła się opiece nad nim. Wreszcie jednak zapadła decyzja, by od 5. klasy posłać Augusta do szkoły...

A w szkole jak to w szkole, każde dziecko przeżywa różne trudne sytuacje i boryka się z problemami. Nie ominie to również Augusta, który nie dość, że jest nowym uczniem, to jeszcze wyraźnie wyróżnia się swoim wyglądem. Jego siostra Mia również zaczyna nowy rozdział, ponieważ to jej pierwszy rok w liceum. Rodzeństwo jednak wie, że zawsze może wrócić do domu, gdzie czekają na nich kochający rodzice i przesympatyczna suczka Daisy.

Jest to bardzo ciepła opowieść o rodzinie, przyjaźni i miłości. Może momentami trochę ckliwa, ale tylko trochę. Mamy tu kilku narratorów, co pozwala nam spojrzeć na Augusta oczyma różnych otaczających go osób, od kochającej siostry, po szkolnego przyjaciela. Jak już wspomniałam Ci, którzy widzieli film nie muszą sięgać po książkę, bo raczej nic więcej w niej nie znajdą, ale myślę, że taką lekturę można śmiało podsunąć swoim dzieciom ;)

Audiobooka znalazłam na:


poniedziałek, 2 kwietnia 2018

"Za zamkniętymi drzwiami" B. A. Paris

Tytuł: "Za zamkniętymi drzwiami"
Autor: B. A. Paris
Liczba stron: 304

Wydawnictwo: Albatros
E-book



Mam ograniczone zaufanie do kryminałów. Chociaż nie, źle to ujęłam. Lubię je od czasu są do czasu, bo są doskonałą odskocznią od rzeczywistości, jednak bardzo szybko później o nich zapominam i nigdy drugi raz bym do książki z tego gatunku nie wróciła. Chyba bardziej lubię thrillery psychologiczne. Książki, w których najważniejszym punktem nie jest rozwiązanie zagadki morderstwa/zniknięcie/intrygi, ale wniknięcie w motywy bohaterów i ich emocje. A już najbardziej lubię czytać o codziennym życiu (tak w ogóle i w szczególe), stąd chyba trochę nieświadomie przyciągnął mnie popularny ostatnio gatunek domestic noir, który w kręgu swoich zainteresowań skupia to co dzieje się w najbliższym otoczeniu bohatera/bohaterki. Rodzinne tajemnice, sekrety sąsiadów, podwójne oblicza – te pokazywane na zewnątrz i te ujawniane za zamkniętymi drzwiami.

Właśnie „Za zamkniętymi drzwiami”, to tytuł który szczególnie mnie zaabsorbował w okresie świątecznym, kiedy to właśnie człowiek z reguły poświęca więcej czasu swojej rodzinie. Głównymi bohaterami powieści jest Grace i Jack Angel. Z pozoru idealne małżeństwo, on wzięty prawnik broniący maltretowanych kobiet, ona wzorowa Pani domu, której czas upływa na doglądaniu ogrody i organizowaniu wystawnych przyjęć dla przyjaciół męża. Czy jednak na pewno wszystko jest takie idealne?

Oczywiście, że nie i chodzi tu niestety o coś więcej, niż tylko przeciętnie nieidealne życie jednej z wielu angielskich par ;)

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą książką. W tym przypadku bardzo podobało mi się, że historię poznajemy tylko z perspektywy głównej bohaterki. Dzięki temu książka ma bardziej emocjonalny rys i pozwala nam się utożsamić z sytuacją, w której kobieta się znalazła. Jack na początku ich znajomości był niezwykle czarujący i ich spotkanie to idealna historia o miłości od pierwszego wejrzenia, którą lubią się szczycić podczas wieczornych kolacji ze znajomymi jej męża. Bo przecież ona nie ma żadnych znajomych, nie ma nawet własnego telefonu, czy mailowego adresu... Ale jakie to ma znaczenie w porównaniu z wielkodusznością tego bosko przystojnego prawnika, który niesamowicie cieszy się, że już niedługo w ich idealnym domu zamieszka młodsza siostra Grace, Millie. Jeszcze tego nie wiecie, ale pozwolę sobie Wam zdradzić, że Millie mieszka w szkole z internatem, niestety niedługo będzie się musiała z niej wyprowadzić, ponieważ skończy 18 lat. Aha – Millie ma zepół Downa.

Cała książka podzielona została na rozdziały z kategorii „Kiedyś” i „Teraz”, dzięki czemu poznajemy losy naszej idealnej pary od samego początku ich znajomości, jak i z zapartym tchem śledzimy bieżące wydarzenia. Z początku zaczęłam jej słuchać jako audiobooka, ale kompletnie nie spełnił on moich oczekiwań, dlatego szybko przeskoczyłam do tradycyjnej wersji i wprost nie mogłam się od niej oderwać. Myślę, że powinna się ona spodobać nie tylko miłośnikom gatunku i jednocześnie idealnie nadaje się na scenariusz filmu. Jestem wyjątkowo zadowolona, że po nią sięgnęłam i stawiam ją zdecydowanie wyżej od przeczytanej niedawno „Ona to wie” ;)


piątek, 30 marca 2018

"Kuba Niedźwiedź. Opowieści z gawry." Renata Kijowska

Tytuł:  "Kuba Niedźwiedź. Opowieści z gawry."
Autor: Renata Kijowska
Liczba stron: 160

Wydawnictwo: Znak Emotikon
Okładka: twarda



Wiecie czym jest gawra? To miejsce, które niedźwiedzie wybierają na swój "apartament" na zimę. Tam właśnie przesypiają najmroźniejsze miesiące z dala od ludzi. I z takiej właśnie gawry wygrzebały się trzy niedźwiedzie: Kuba, Benio i ich mama.

Cała trójka żyje w lesie. Mama uczy swoje młode jak wspinać się na drzewa i zdobywać jedzenie. Wkrótce do wesołej gromadki dołącza osierocony lis Staszek, którego niedźwiedzie uratowały z rąk kłusowników i wiewiórka Wióra - mała ruda złośnica, która towarzyszy naszym bohaterom podczas ich leśnych eskapad. A przygód nie brakuje, bo przecież wyjadanie ludzkiego jedzenia ze śmietników wcale nie jest bezpiecznym zajęciem, podobnie jak skakanie po dachach aut.

Książka inspirowana jest prawdziwymi historiami o niedźwiedziach, przeplatana ciekawostkami i pięknymi ilustracjami. Ukazuje ich życie zarówno na wolności, jak i w zoo. Traktuje o zwyczajach tych zwierząt, ich diecie, a także zagrożeniach, zarówno tych jakie mogą stwarzać, jak i tych, których mogą doświadczyć.

Chwaliłam już wiele książek dla dzieci za ich wydanie: oprawę, ilustracje... I wiecie co Wam powiem? Mam wrażenie, że naprawdę wiele chwaliłam na wyrost, bo bledną, przy "Kubie Niedźwiedziu" i to dosłownie. Tylko spójrzcie:





Dawno nie miałam takiej przyjemności z samego trzymania książki w ręce, bo nawet okładka jest tak przyjemna w dotyku, że człowiek ma się ochotę do niej przytulić. Ilustracji autorstwa Anny Łazowskiej (Pani Aniu, świetna robota!) jest naprawdę sporo, a papier na którym została wydrukowana książka jest gruby i dobrej jakości.

Książka jeśli chodzi o treść jest ciekawa, aczkolwiek nie porywająca. Jeśli jednak miałabym jakieś dziecko zachęcić do czytania, to zdecydowanie przy pomocy takiej pozycji! Jest czym nacieszyć oko i umysł ze względu na liczne informacje o prawdziwym niedźwiedzim życiu ;)


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu:



wtorek, 20 marca 2018

"Czarna" Wojciech Kuczok, czyli mój pierwszy raz z audiobookiem

Tytuł: "Czarna" 
Autor: Wojciech Kuczok
Liczba stron: 240

Wydawnictwo: Od deski do deski

Audiobook

Tak się broniłam, tak nie chciałam. Mówiłam nie, bo nie. Bo przecież czytano to mi w dzieciństwie, więc dziwne by było, gdyby czytano mi teraz. Ja sama już przecież potrafię i chcę. Tak się wlepiać w te literki, smakować je i połykać. Czasem pojedynczo, a czasem cały zdaniami... A tu masz. Się wziął i przytrafił. Audiobook jeden. Na początku trochę niechciany i jak ten przysłowiowy jeż, do którego się podchodzi. A tu trzeba było słuchać. I to o czym!

Czarna. Jest okładka i miejscowość, w której mieszka: lokalny biznesman Jeremi z żoną Beatą i trójką dzieci, a także ceniona nauczycielka Maria z matką Heleną. Czarne są tu charaktery i czarne są dusze. Czarna jest miłość i czarna jest zbrodnia. Czarny jest nawet głos Edyty Olszówki, która mi czytała. Mieszkańcy Czarnej też są brudni - małomiasteczkową codziennością, która ich otacza. Oni wszystko o wszystkich wiedzą, plotkują i inwigilują. A tutaj jest romans. Tak moi drodzy - Maria i Jeremi. Jaka woda na młyn. I w gruncie rzeczy tragedia dla bohaterów.

Taki smutek emanuje z tej książki i taki brak szczęścia, że aż to człowieka przeszywa na wskroś. Królują tu pozory i ważne jest to, co ludzie mówią - jak to w mniejszych miejscowościach (stereotyp). Są tu też toksyczne relacje. Żona, dla której najwyższą wartością jest urodzenie mężowi syna i wścibska matka, która za wszelką cenę chce kontrolować swoją dorosłą córkę. A wszystko to po raz pierwszy zasłyszane, a nie przeczytane i trochę mi dziwnie z tym, bo zdecydowanie jestem typem wzrokowca.

A jest w tej książce co doceniać, ponieważ spodobał mi się styl autora i pewna surowość w przedstawieniu bohaterów, i to że nie trzyma on żadnej ze stron. Każdy tu jest jaki jest, obnażony w świetle dziennym i wystawiony na widok publiczny. Taki do obejrzenia sobie ze wszech stron, taki jaki jest. I to mi się spodobało, dlatego chciałabym to również zobaczyć, a nie tylko o tym usłyszeć. Chociaż muszę powiedzieć, że zaskoczyło mnie z jaką dbałością o szczegóły został ten audiobook nagrany. Na sali porodowej słychać płacz dziecka, a u wybrzeży Grecji plażowy gwar. Robi to wrażenie.

Nie spodziewałam się tak depresyjnej w gruncie rzeczy historii, ale mimo wszystko mam ochotę na więcej, bo Kuczok jest naprawdę dobrym obserwatorem.

Książki wysłuchałam dzięki:



sobota, 17 marca 2018

"28 dni Bikini Body. Przewodnik po zdrowym jedzeniu i stylu życia" Kayla Itsines


Tytuł:  "28 dni Bikini Body. Przewodnik po zdrowym jedzeniu i stylu życia"
Autor: Kayla Itsines
Liczba stron: 400

Wydawnictwo: Znak Lieranova

Okładka: twarda

Premiera: 14 marca 2018

Niech pierwszy rzuci kamieniem kto choć raz nie zadrwił z wszelkiej maści poradników. Ha! I tu was mam. Oczywiście, że znajdą się ich fani, ale chyba zdecydowana większość czytelników podchodzi nieufnie do książek, w których ludzie próbują udzielać nam rad. "28 dni..." rości sobie prawo do bycia przewodnikiem i to jeszcze po zdrowym jedzeniu i stylu życia - bardzo modny temat jakby nie było, bo przecież dzisiaj każdy chce być fit i zdrów.

Kiedy dostałam maila z propozycją otrzymania książki najpierw się zaśmiałam, ale później spojrzałam na okładkę i mój wzrok przyciągnęła informacja o przepisach. Tak, wiem - dziś w dobie internetu można w sieci znaleźć wszystko, ale wiecie - ja jestem bibliofilem. Papier w ręku, to papier w ręku i przecież wiadomo, że w kuchni milej się zerka na książkę, niż ekran smartfona/laptopa (subiektywna opinia). Biorę!

Jak dostałam paczkę, to najpierw pomyślałam, że są w niej 2 książki po czym oniemiałam, gdy okazało się, że "28 dni..." ma wymiary zbliżone do formatu A4. Wow! To ci dopiero kawał książska i jak kolorowego, i pełnego jedzenia i mmm... Ślinka mi pociekła od samego kartkowania, ale dobra o jedzeniu będzie za chwilę.





Autorki nie znałam i nadal nie znam, chociaż podobno śledzą ją miliony. Nieźle, że trenuje i pomaga innym, a i ten przewodnik wydaje mi się wcale niegłupim pomysłem. Na początek dostajemy kilka informacji o tym jak powinna wyglądać zrównoważony dieta, są informacje o mikro i makroelementach, alergiach i nietolerancjach pokarmowych, a także wskazówki dotyczące przygotowywania posiłków. Jest pięknie, kolorowo i pachnąco (porządny śliski papier suto okraszony farbą drukarską, to to co chomiki lubią najbardziej :D), ale jest też banalnie. Ameryki ani Australii (tam mieszka autorka) nie odkryjemy, ale co nacieszymy oko i nos, to nasze.



Dalej jest już lepiej, bo dostajemy praktycznie gotowy plan diety na 28 dni z mnóstwem wariantów posiłków do wyboru. Oczywiście nie radziłabym go brać dosłownie - wszak dieta zawsze powinna być ułożona indywidualnie pod każdą osobę, ale jako źródło inspiracji jak najbardziej. 





I w końcu są i one - przepisy <3 Znajdziemy ich naprawdę sporo i to okraszonych bajecznymi ilustracjami, które nie ukrywam podbiły moje serce. Jednak miałam nosa i okładka mnie nie oszukała. Mamy tu wszystko: śniadania, lunche, podwieczorki, kolacje oraz desery. Nie powiem, bo niektóre z przepisów są dość wymagające i mogą zniechęcić przeciętnego Kowalskiego, gdy przeczyta, że do przygotowania ciasta wiśniowego potrzebuje daktyle, pastę z nasion wanilii i surowe ziarna kakaowca, ale od czego ma się wyobraźnię. Poza tym znalazłam tu naprawdę sporo ciekawych potraw jak np. curry z pikantnym kalafiorem i ciecierzycą albo enchiladas z batatem, czarną rzepą i guacamole.

To się rozpisałam! Nic jednak nie poradzę na to, że ze mnie taki mały chomik łakomczuch i kosztuje mnie dużo wysiłku, by nie w prawdziwym życiu nie nabierać chomiczych kształtów, a i o jedzeniu też sporo mogę rozprawiać. Om nom nom^^

A zapomniałabym o ćwiczeniach! Autorka też o nich wspomina i na końcu znajdziemy ich krótki spis wraz z opisem wykonania, a do książki został również dołączony ilustrujący je plakat. 

Co do książki - nie polecam, nie odradzam, bo przecież każdy z Was sam dobrze wie, czy przedkłada papier ponad internet, czy nie. Miłej soboty! ;)


Książka przywędrowała do mnie od...





czwartek, 15 marca 2018

"Spod zamarzniętych powiek" Dominik Szczepański, Adam Bielecki

Tytuł: "Spod zamarzniętych powiek" 
Autor: Dominik Szczepański, Adam Bielecki
Liczba stron: 384

Wydawnictwo: Agora SA

E-book


"Góry obnażają. Zdzierają z ludzi maski. W momencie kiedy jesteś głodny i walczysz o życie, na wierzch wychodzi to, co masz w środku. Nie ukryjesz się."

Co czuje człowiek przebywający na wysokości ponad 8000 m n.p.m.? Nie mam pojęcia. Z tych najbardziej ekstremalnych przeżyć doświadczyłam niewiarygodnie szybkiego spadania z wysokości 4000 m n.p.m. Himalaistom chodzi jednak zgoła o coś innego -  ja mknęłam na spotkanie z ziemią, podczas gdy oni pną się z mozołem ku niebu. W którą by jednak stronę człowiek nie zmierzał, podejrzewam że jego odczucia na pewnych płaszczyznach mogą być podobne.

Adam Bielecki, lat 34 (no już prawie 35), himalaista. Od samego początku starałam się nie traktować tej książki stricte jako autobiografii, żeby nie popaść w śmieszność ze względu na młody wiek autora/bohatera. Potraktowałam ją jako historię o górach i pasji. O pokonywaniu własnych słabości, przekraczaniu granic i spełnianiu marzeń. Historię spisaną spod zamarzniętych powiek (genialny pomysł na tytuł btw) na najwyższych szczytach świata.

Nie dla mnie wyprawa, gdzie temperatura spada kilkadziesiąt stopni poniżej zera (nie, nie lubię zimna brr!). I nie dla mnie wyprawa, na którą jedziesz z kumplem, a wracasz sam (nie, nie chcę płakać po stracie kolejnej bliskiej mi osoby) albo co gorsza nie wracasz w ogóle (tak, kocham moje życie!). Szczerze nie kumam tego, ale wiem że nie muszę. Z drugiej strony podziwiam i szanuję. Serio. Za pasję. Za samozaparcie. Za odwagę. I wreszcie za tę nutę szaleństwa, którą musi mieć w sobie człowiek, który godzi się na to, by spędzać w takich warunkach kilka tygodni.

Książka ukazuje jaką drogę przebył Adam od "zwykłego chłopaka" do "znanego himalaisty". Ile go to kosztowało, co stracił, co zyskał, jakie przeciwności i zrządzenia losu napotkał na swojej drodze. Dodatkowo mamy wgląd w to, jak wygląda zdobywanie tych najwyższych gór - jest to ciągła wędrówka w górę i w dół, nieustanna walka, gdzie czasem zdobycie szczytu wcale nie oznacza zwycięstwa. Trochę tu też opowieści o polskim himalaizmie w ogóle, wspominania kilku znanych nazwisk, dumy z rodaków. Wszystko jest jednak proste, bez zbędnego patetyzmu  i bez gloryfikacji, bo w gruncie rzeczy takie powinno być życie.

Miała być recenzja? Wybaczcie, znowu wyszły mi tylko swobodne refleksje...




Książkę przeczytałam dzięki platformie:




piątek, 2 marca 2018

"Raz, dwa, trzy, zaśnij Ty" Dorota Kassjanowicz, Gosia Herba

Tytuł: "Raz, dwa, trzy, zaśnij Ty"
Autor: Dorota Kassjanowicz, Gosia Herba
Liczba stron: 48

Wydawnictwo: Znak Emotikon

Okładka: twarda


Jak sam tytuł wskazuje książeczka ma formę wyliczanki, którą można porównać do słynnego liczenia owieczek przed snem. Raz, dwa, trzy...


Każda cyferka, to nic innego jak zaproszenie do snu ułożone w formie krótkiego wierszyka. Jednym z moich ulubionych jest to piąte z kolei:

"Pięć uśmiechów,
przed zaśnięciem,
a śnić się wesoło będzie.
Pięć uśmiechów rano i...
spełnią się wesołe sny!
Zawsze warto się uśmiechnąć.
Nawet teraz. Wiem na pewno."

Co prawda w mojej człowieczej karierze jeszcze nigdy nie czytałam dziecku do snu, ale jeśli miałabym to robić, to z przyjemnością z tak ciekawie wydanej publikacji pełnej dość abstrakcyjnych, ale jednocześnie ciekawych ilustracji. Mam małego chrześniaka, więc może niedługo uda mi się przetestować twórczość Pani Doroty na potencjalnym odbiorcy - trzymajcie za mnie kciuki ;)

Tymczasem...

"Jest ciepło, ciemno, cicho...
Czas spać! Bo powiem mamie!
Patrz, nawet na Księżycu
Zasnęli już Marsjanie"


Z książka zapoznałam się dzięki Wydawnictwu:





środa, 28 lutego 2018

"Szczygieł" Donna Tratt

Tytuł: "Szczygieł"
Autor: Donna Tratt
Liczba stron: 800

Wydawnictwo: Znak Literanova

Okładka: twarda

Nie uwierzycie jak wielki problem miałam z tą książką. Czytałam ją prawie rok, ponieważ miałam ją wgraną na Kindle'a i zabierałam w niemalże każdą moją podróż. Czytałam i czytałam, a ona się nie kończyła. Nie czytałam, gdy nie podróżowałam. Czy z papierową wersją uporałabym się szybciej? Nie mam pojęcia.


Rozmawiałam ostatnio z koleżanką, która mówiła, że "Szczygła" połknęła w kilka dni i zabawne było to, że kiedy jej chłopak zapytał ją o czym jest ta książka i co się wydarzyło przez te 200 stron, które już przeczytała, to w sumie odpowiedź można było streścić dosłownie w dwóch zdaniach. Jest to powieść z gatunku tych, które się snują, ponieważ dorastamy razem z bohaterem i tym, co się w tej książce dzieje jest po prostu życie, bo mamy tu trudne relacje z ojcem, wagary, eksperymenty z używkami, nieszczęśliwą miłość, męską przyjaźń...

Theo jest mały chłopcem, gdy podczas pewnej popołudniowej wyprawy do muzeum w wyniku niespodziewanego wybuchu, który wstrząsa budynkiem traci matkę i jednocześnie staje się posiadaczem niewielkiego obrazu przedstawiającego tytułowego szczygła. Poszukiwane dzieło sztuki staje się jego pilnie strzeżoną tajemnicą i jednocześnie łącznikiem z utraconym rodzicem.

"Szczygieł" to dla mnie powieść o radzeniu sobie z samotnością, która każdego z nas w jakimś sposób dopada. To książka o wyborach: tych dobrych i tych złych, często podejmowanych za nas, gdy jesteśmy jeszcze młodzi, czy to przez życie, czy to przez dorosłych. Dużo w niej żałoby i smutku przeplatanego nieśmiałym poszukiwaniem szczęścia i miłości. Jest tu też przyjaźń, czy dobra, czy zła nie mnie oceniać, ale prawdziwa i to się liczy. I jedno, co jest pewne: nasze czyny nigdy nie są zawieszone w próżni i zawsze niosą ze sobą konsekwencje, z którymi musimy się zmierzyć...


poniedziałek, 26 lutego 2018

"Tajniak. Prawdziwa Historia" Joe Carter

Tytuł: "Tajniak. Prawdziwa Historia"
Autor: Joe Carter
Liczba stron: 287

Wydawnictwo: Edipresse

Okładka: miękka



Ta książka przeleżała na mojej półce dobre pół roku zanim się za nią zabrałam i muszę przyznać, że pozytywnie mnie zaskoczyła. W swojej ignorancji nawet nie pofatygowałam się, żeby przeczytać co znajduje się na odwrocie okładki i byłam przekonana, że biorę do ręki powieść sensacyjną. Zaczęłam czytać i już po kilku stronach zapaliła mi się czerwona lampka. "Coś mało tu dialogów", to po pierwsze. Po drugie "To brzmi jakby ktoś snuł opowieść o swoim życiu...". I nagle mnie olśniło ;P

Wtedy zaczęłam czytać z jeszcze większym zainteresowaniem i wprost nie mogłam się oderwać od historii policjanta, który został tajnym agentem i prowadził podwójne życie przenikając do świata dilerów narkotykowych i innych przestępców, by zyskując ich zaufanie i prowadząc wspólne interesy doprowadzić do ich skazania. Niesamowite z jak zimną krwią musiał działać będąc nierzadko blisko zdemaskowania i ocierając się o śmierć. Poświęcając przy tym swoje prywatne życie, na którego to polu odnosił porażki wprost proporcjonalne do zawodowych sukcesów.

Joe Carter to oczywiście pseudonim, pod którym kryje się emerytowany agent brytyjskich służb, który postanowił podzielić się swoim życiem i pokazać jak wygląda świat widziany oczami tajniaka. Zdecydowanie jest to historia, która rozbudza wyobraźnie i idealnie nadaje się na scenariusz do filmu o troszkę bardziej przyziemnym Jamesie Bondzie - bez zawrotnych pościgów i wybuchów, ale za to dla widzów o stalowych nerwach, gdzie pierwsze skrzypce gra psychologia postaci.

Jestem absolutnie i jak najbardziej pozytywnie zaskoczona tą książką, dlatego z czystym sumieniem mogę polecić ją każdemu.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu:




wtorek, 20 lutego 2018

"Słońce umiera i tańczy" Ewa Cielesz

Tytuł: "Słońce umiera i tańczy"
Autor: Ewa Cielesz
Liczba stron: 228

Wydawnictwo: Axis Mundi
Okładka: miękka


Jagoda, to młoda artystka z Krakowa, która po wyjeździe rodziców jest zmuszona poszukać nowego lokum, ponieważ jej rodzinny dom został sprzedany. Wkrótce poznaje tajemniczego ulicznego muzyka z Mongolii, który stanie się jej inspiracją do stworzenia obrazu na konkurs. W myślach nazywa go Dymitrem, chociaż podczas spotkania okazuje się, że chłopak tak naprawdę ma na imię Ochir. Naszą bohaterkę otacza jeszcze kilka postaci: staruszek mieszkający teraz w jej niegdyś rodzinnym domu, do którego Jagoda zwraca się per "dziadku", przyjaciółka Agata, czy też tajemniczy Juliusz pojawiający się zawsze ze swoją uroczą córką Amelią.

Niestety po lekturze słońce ani nie umarło, ani dla mnie nie zatańczyło, więc skąd ten tytuł? Nie znam pozostałych książek Ewy Cielesz, ale ta była dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Ja nie doświadczyłam tutaj tego uczucia, które miało nagle wtargnąć w życie naszej bohaterki. Dymitr po prostu się pojawił, a Jagoda go wyraźnie adorowała. Któregoś dnia został u niej na noc i tak po prostu już się zadomowił, a później było już tylko przeciąganie sznura.

Poza tym w tle miał być Kraków i tego Krakowa również nie było, a bohaterowie żyli jakby zawieszeni w próżni i świecie składającym się tylko z nich samych. Nie polubiłam głównej bohaterki i chyba w ogóle żadnego z bohaterów, bo tak naprawdę żaden z nich nie był prawdziwy - wszyscy byli napisani.

Sama fabuła zaś przyniosła mi jedynie cudaczne unoszenie brwi. Trutka w jedzeniu? Wypadek na nartach? Zniknięcie dziecka? Problem z alkoholem? Nie, ja tego jakoś nie kupuję, nie dla mnie takie historie albo może raczej nie tak napisane...



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa: