sobota, 9 maja 2015

"Treasure Hunters. Łowcy Skarbów" James Patterson, Chris Grabenstein

Tytuł: "Treasure Hunters. Łowcy Skarbów"
Autor: James Patterson, Chris Grabenstein
Liczba stron: 450
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Okładka: miękka
Wymiary: 13,0x20,5


Na początek autor, a właściwie jeden z autorów. Hmm... Chyba już gdzieś słyszałam to nazwisko. Aaaa tak! Przecież James Patterson to autor niezliczonej ilości kryminałów i thrillerów. Jakkolwiek to zabrzmi mi dał się poznać jako autor... książki dla dzieci.

Bick i Beck to bliźnięta. Już na wstępie dowiadujemy się o istotnym podziale ról w tym tandemie. Historię, którą będziemy mieli okazję poznać przekaże nam Bick, z kolei ilustracjami (coby łatwiej było nam sobie zwizualizować to, co czytamy) zajmuje się Beck. Jest jeszcze tzw. "mózg operacji", czyli osoba mogąca się poszczycić niebywałą pamięcią i wiedzą, starsza siostra bliźniąt Burza. Tak naprawdę to nie jest jej prawdziwe imię, ale ciii... Lepiej się naszym bohaterom nie narażać, bo nad ich bezpieczeństwem czuwa najstarszy z rodzeństwa 17-letni Tommy, który przy każdej nadarzającej się okazji jest gotów prężyć swe muskuły.

Zapytacie gdzie się podziali rodzice i to jest dobre pytanie. Nie wspomniałam jeszcze, że mamy tutaj do czynienia z rodziną poszukiwaczy skarbów, którzy przemierzają bezkresne wody mórz i oceanów w poszukiwaniu m.in legendarnych kosztowności, czy zaginionych dzieł sztuki. Jak na ironię statek, którym nasza rodzinka się przemieszcza nosi miano "Zguby", co staje się bardzo adekwatne w sytuacji, gdy nagle z pola widzenia znikają rodzice naszych bohaterów. Teraz czeka nas prawdziwa misja, bo nie dość, że trzeba wziąć na radar zaginionych rodzicieli jednocześnie kontynuując poszukiwanie skarbów, to jeszcze po piętach zaczynają deptać nam... piraci!

Nie da się ukryć, że czuć w tej historii "kryminalną rękę" autora. Akcja jest przemyślana i toczy się wartko, więc historię pochłania się migiem i całkiem przyjemnie. Nie wiem dlaczego, ale był moment, gdy skojarzyła mi się z popularnym serialem animowanym z mojego dzieciństwa o przygodach Scooby Doo i jego przyjaciół. To chyba kwestia bohaterów. Jedno jest pewne, nasi nieletni łowcy skarbów, to prawdziwi poszukiwacze przygód i na pewno nie będziemy się z nimi nudzić.

Książka w moim odczuciu dedykowana jest młodszym czytelnikom. Trudno oszacować mi wiek, ale tak bym strzelała, że spodoba się już 7-8 latkowi. Ze swej strony dodam już tylko na koniec, że chętnie zapoznałabym się z typową prozą autora tj. np. takim tytułem jak "Kolekcjoner". A wy czytaliście już może jakieś książki tego autora?

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:


piątek, 8 maja 2015

"Tysiąc wspaniałych słońc" Khaled Hosseini

Tytuł: "Tysiąc wspaniałych słońc"
Autor: Khaled Hosseini
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Albatros
Okładka: miękka
Wymiary: 12,5x19,5


Na początek trochę prywaty, bo muszę się pożalić. Za oknem nie tysiąc, ale jedno wspaniałe słońce, a ja... leżę w łóżku z gorączką! Cudowna kompilacja zdarzeń... Na szczęście dziś "odćmiło" mnie na tyle, że jestem w stanie skrobnąć do Was kilka słów, a i znacznie więcej mam nadzieję przeczytać, zatem do dzieła!

"Tysiąc wspaniałych słońc", to książka, którą czytałam "na raty". Początkowo systematycznie porzucana na rzecz innych, by w końcu odnaleźć się w rytuale "czytam w drodze do pracy i nieważne, że przejechałam przystanek, na którym powinnam wysiąść". Nie chcę być sztampowa, ale prawdą będzie, gdy napiszę, że jest to książka chwytająca zarówno za serce, jak i za gardło.

Krótko o fabule. Panorama Afganistanu na przestrzeni kilkudziesięciu lat przełomu XX i XXI wieku, a na jej tle splecione ze sobą losy dwóch kobiet, które spotkały się pod dachem jednego mężczyzny. Mariam i Lajlę dzieliło wszystko: wiek, status społeczny, wykształcenie, sytuacja rodzinna, odebrane wychowanie... Za to połączyła je oprócz męża - oprawcy, niezwykła przyjaźń. Z początku wydawałoby się, że niemożliwa, zrodzona w niewyobrażalnym bólu i cierpieniu, finalnie olśniewająca swoim blaskiem, niczym tytułowe tysiąc wspaniałych słońc.

Jestem pod ogromnym wrażeniem sposobu w jaki autor przedstawił sytuację afgańskich kobiet. Ta historia jest szczera i wstrząsająca, bo tym co dosłownie uderza w czytelnika są nie tylko kolejne razy, czy kopniaki spadające na Miriam i Lajlę, ale przede wszystkim rażąca niesprawiedliwość i bezsilność. Przedmiotowe traktowanie kobiet, stosowane wobec nich sankcje społeczne i wszechobecna przemoc mrożą krew w żyłach i wyciskają z oczu łzy, zwłaszcza gdy obserwujemy jak wiele siły mają w sobie nasze bohaterki i do jak wielkich poświęceń są zdolne wobec zaistniałych sytuacji.

Jedno wiem na pewno, ta historia na długo zapadnie mi w pamięć.