poniedziałek, 14 listopada 2016

"Tymczasem" Izabela Sowa

Tytuł: "Tymczasem"
Autor: Izabela Sowa
Liczba stron: 304

Wydawnictwo: Znak Literanova
Okładka: miękka


"Monique jest niczym ideał z kolorowych czasopism, które czytała jako nastolatka: jest wykształcona, pracuje jako osobista stylistka i występuje w telewizji. W rzeczywistości – jak niemal każdy – boi się, że zabraknie jej na ratę za mieszkanie, a kariera w show-businessie to dla niej tak naprawdę bieganie z wieszakiem za pozbawionymi gustu żonami biznesmenów.


Traf chce, że wyjeżdża ze skąpanej w złudzeniach Warszawy do otulonego smogiem Krakowa. Korzystając z okazji, postanawia odwiedzić wuja Augusta, któremu zawdzięcza wykształcenie w Paryżu – i znacznie więcej. Czy i tym razem spotkanie z nim zmieni coś w jej życiu?" [Opis wydawcy]

Widzicie, ze poszłam na łatwiznę i wkleiłam opis wydawcy. Dlaczego? Już wyjaśniam.


Dawno nie czytałam tak kiepskiej książki. Antypatyczna bohaterka i teksty w stylu "Monique nie będzie się kręcić jak gówno w pzerębli" albo "Świadomość, że intymnej rozmowie ma się przysłuchiwać ktoś obcy... to tak, jakby Brzytwa przyłapała ją na pierdzeniu", a także nadużywanie słowa "kibel" są dla mnie co najmniej żenujące. Do tego książka jest strasznie chaotyczna. Nie dość, że skaczemy co chwila między współczesnością, a rokiem 1993, to jeszcze nie sposób się połapać w większości ze scen, bo co chwilę są w nie wplatane jakieś retrospekcje i dialogi z przeszłości - coś strasznego. 

Poza tym totalnie nie potrafiłam się wczuć w sytuację Moniki, kłamiącej wszystkim naokoło i zachowującej się tak, jakby nic jej kompletnie nie obchodziło. Udaje, że wszystko jest ok, podczas gdy nie cierpi swojej pracy, nie ma za co zapłacić rachunków ani ugotować sobie obiadu, ale oczywiście nikomu się do tego nie przyzna. W końcu wyjeżdża do Krakowa odwiedzić swojego wuja, ale mam wrażenie, że on tak naprawdę też jej nie interesuje. Odbija się od jego drzwi, raz i drugi, i gdyby nie wpływ zupełnie obcej jej osoby, to nie zebrałaby się w sobie, by dowiedzieć się co jest tego przyczyną.

Ja rozumiem, że miało być nowocześnie i klimat tej książki do zbyt optymistycznych nie należy, ale to się naprawdę źle czyta... Strasznie dużo czasu mi zajęło, zanim zmęczyłam tę powieść i nikogo do tego nie zachęcam niestety. Oczywiście wiem, że to czyjaś praca i nie należy do przyjemnych wystawianie takich recenzji, ale bądźmy szczerzy - nie każdemu wszystko musi pasować i się podobać. Ja tego "Tymczasem" nie kupuję...


Książkę miałam okazję przeczytać dzięki Wydawnictwu:


sobota, 12 listopada 2016

"Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce" Katarzyna Kędzierska

Tytuł: "Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce"
Autor: Katarzyna Kędzierska
Liczba stron: 304

Wydawnictwo: Znak Literanova
Okładka: twarda


Od razu pomyślałam, że to książka dla mnie, bo w końcu jestem... CHOMIKIEM! Co więcej pragnę zostać chomikiem-minimalistą i chcę przekonać samą siebie, że jest to możliwe. Nie to, żebym miała problem ze zbieractwem, kompulsywnymi zakupami, czy też nadmiarem rzeczy w swoim otoczeniu. Nie no dobra, z tym ostatnim, to jednak mam mały problem i niestety tylko wzmaga to moją uporczywą alergię.


A co by się stało, gdybym tak wreszcie zdecydowała się uporządkować przestrzeń, która mnie otacza? Zminimalizować ilość zbierających kurz bibelotów? Krytycznie przyjrzeć się zawartości szafy? Nawet z książkami trzeba by w końcu zrobić porządek (aaaa!) Nieskromnie powiem, że poczyniłam już pierwsze kroki na drodze do minimalizmu, chociaż nie wiem czy nie jest to zbyt szumnie powiedziane. W każdym bądź razie od jakiegoś czasu sukcesywnie staram się pozbywać niepotrzebnych mi rzeczy z mojego otoczenia i szczerze przyznam, że nie jest to łatwy proceder. Pomogła mi w tym niedawna przeprowadzka i chociaż nadal mam tego wszystkiego nie mało, to jednak jest już znaczny progres ;)


Co do książki - autorki ani bloga wcześniej nie znałam i bardzo cieszę się, że je odkryłam, ponieważ są prawdziwą skarbnicą wiedzy na temat minimalizmu w praktyce, a to jest przecież najważniejsze, jeśli ktoś potrzebuje motywacji w tym temacie. Nie jakaś tam teoria, szumne założenia i wydumane idee. Nie, tutaj mamy czarno na białym, że się da! Wszystko jest starannie opisane i udokumentowane, dlatego myślę, że książkę warto czytać równocześnie albo na przemian z blogiem, ponieważ ich treści się wzajemnie wymieniają.

Gdybym miała opisać jednym zdaniem o czym jest książką Katarzyny Kędzierskiej brzmiałoby ono tak: Ta książka jest o tym jak chcieć mniej, co to znaczy mieć mniej i jak tego dokonać. I na takie trzy części autorka podzieliła swój "Minimalizm w praktyce". Wszystko zaczyna się od naszego stanu umysłu i to tutaj musi zajść pierwsza zmiana, bo musimy sobie pewne rzeczy uświadomić, żeby wejść do tego minimalistycznego świata. Później czeka nas brutalne zderzenie z rzeczywistością, czyli faktyczne spotkanie ze wszystkimi nagromadzonymi przez nas przedmiotami. W końcu dostajemy też praktyczne rady, wskazówki oraz narzędzia, które mają nam służyć pomocą w uporządkowaniu naszego życia.

Z moich dotychczasowych prób i doświadczeń wynika, że minimalizm ma małe szanse na dotknięcie moich książek - są dla mnie skarbem i większości raczej po dobroci nikomu nie oddam. Sukcesy odniósł za to na innych polach m.in. wśród moich bibelotów, kosmetyków i ubrań, a także w kuchni. Nie zapominajmy jednak, że minimalizm nie może być celem samym w sobie, lecz środkiem to osiągania innych celów. Przykład? Dzięki porządnym regałom i drastycznemu zmniejszeniu ilości tzw bibelotów regularne porządki są dla mnie przyjemnością, a nie katorgą jak dotychczas ;)

"Chcieć mniej" to pozycja na tyle uniwersalna, że można do niej zaglądać w każdej chwili i robić to nawet wybiórczo, więc cieszę się, że jeszcze nieraz będzie cieszyła moje oko i motywowała do dalszych działań. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu:


środa, 9 listopada 2016

"Mądrość psychopatów" Kevin Dutton

Tytuł: "Mądrość psychopatów"
Autor: Kevin Dutton
Liczba stron: 320

Wydawnictwo: Muza

Okładka: miękka


"Mądrość psychopatów" to dość przewrotny tytuł, bo słowo "psychopata" budzi u większości jednoznacznie pejoratywne skojarzenia, więc jak tu odczytywać ową tytułową mądrość? Już na początku Dutton uświadamia nam, że każde zaburzenie psychiczne, czy tego chcemy, czy nie, niesie ze sobą pewne korzyści. Nie inaczej rzecz się ma z psychopatami, bo pomyślcie sobie jakby to było móc nie odczuwać strachu ani smutku - emocji, które często człowieka paraliżują i w pewien sposób ograniczają. Psychopacie są one obce. I od razu wyprowadzę Was z błędu, że psychopatów można spotkać tylko wśród tych, którzy działają na szkodę społeczeństwa. Autor przekonuje nas, że w tej grupie mieszczą się również żołnierze, chirurdzy, szpiedzy, przedsiębiorcy, a nawet prawnicy!



Szczególnie zapadło mi w pamięć porównanie psychopatii do światła słonecznego: "jego nadmiar może wywołać raka i zabić, ale jeśli wystawiamy się na jego działanie z umiarem, ma dobroczynny wpływ na jakość naszego życia i zdrowie." Okazuje się bowiem, że wiele cech przypisywanych psychopatom wykorzystywanych w umiejętny sposób mogłoby korzystanie wpłynąć na nasze życie. Mamy tu bowiem silną psychikę, urok osobisty, pewność siebie, czy też nieustraszoność, czyli cechy które mogą przynieść nam sukces w dzisiejszym świecie. Gdzie zatem tkwi granica pomiędzy "dobrym", a "złym" psychopatą? Żeby znaleźć odpowiedź na to i wiele innych być może nurtujących was teraz pytań, zachęcam Was do sięgnięcia po książkę Kevina Duttona.



Jeszcze na koniec tylko napomknę, że autor powołuje się na wiele eksperymentów, w których niejednokrotnie sam brał udział. Przywołuje liczne sytuacje, kiedy to zetknął się z różnymi typami psychopatów. Odsyła nas do licznych badań naukowych, które miały za zadanie przybliżyć nam naturę psychopatii, a których wyniki niejednokrotnie okazywały się niebywale zaskakujące. I w końcu przedstawia nam również swoje spostrzeżenia i teorie na temat tego niebywale intrygującego zjawiska jakim niezaprzeczalnie jest psychopatia.



P.S. Największym zaskoczeniem dla mnie w tej książce okazała się konkluzja na temat emapatii u psychopatów. Ale nic więcej nie zdradzę - odsyłam do książki. 



Ciekawostka: "Mądrość psychopatów" poleciła mi osoba, która uważa się za psychopatę w co jednak trochę powątpiewam ;)




poniedziałek, 7 listopada 2016

"Dziedzictwo Orchana" Aline Ohanesian

Tytuł: "Dziedzictwo Orchana"
Autor: Aline Ohanesian
Liczba stron: 368

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Okładka: miękka



Punktem wyjścia całej historii jest śmierć Kemala Turkoglu - Turka zajmującego się przez całe życie wyplataniem i farbowaniem tradycyjnych kilimów. Zgodnie z testamentem staruszka, dziedzicem rodzinnej firmy zostaje jego wnuk Orchan. Z tej decyzji nie jest jednak zadowolony syn Kemala (Mustafa), który jak się okazuje oprócz interesu, został również pozbawiony domu, na rzecz nieznanej nikomu kobiety - Sedy Melkonian. I tutaj zaczyna się podróż Orchana do Kalifornii. Mężczyzna zamierza odnaleźć tajemniczą dziedziczkę jego rodzinnej posiadłości i nakłonić ją do zrzeczenia się spadku.


Akcja powieści rozgrywa się na dwóch planach czasowych: w roku 1990 oraz 1915. Na przemian skaczemy w czasie pomiędzy młodością Kemala, a współczesnym próbom rozwikłania zagadki jego testamentu. Książka ta nie jest ani romansem, ani sagą rodzinną i trochę muszę powiedzieć, że szkoda, bo właśnie jakiejś takiej głębszej psychologii postaci mi tutaj zabrakło. Wtedy na pewno łatwiej byłoby wczuć się w ich bądź co bądź tragiczny los, a tak wszystko to jakieś takie trochę zbyt bezosobowe jest.

Tymczasem autorka chciała zwrócić naszą uwagę na bardzo ważny temat - tragiczne losy Ormian zamieszkujących Imperium Osmańskie podczas I wojny światowej. I to jest własnie tytułowe "Dziedzictwo Orchana", z którym nasz bohater musi się zmierzyć przy okazji odkrywając zaskakującą prawdę o swojej rodzinie. To historia smutna, ale i ważna, a do tego wszystkiego naprawdę przemyślana i interesująca z czysto literackiego punktu widzenia. Doceniam trud jaki autorka musiała włożyć w jej napisanie i podziwiam ją za to, zwłaszcza że mamy tutaj do czynienia z debiutem. Jedynym słabym punktem są wspomniane już przeze mnie powyżej, niedopracowane postaci, co jednak w ogólnym rozrachunku nie umniejsza, aż tak bardzo wartości całej książki, którą warto przeczytać.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu: