niedziela, 15 września 2019

"Ludzie. Krótka historia o tym jak spieprzyliśmy wszystko" Tom Phillips

Tytuł:  "Ludzie. Krotka historia o tym jak spieprzyliśmy wszystko"
Autor: Tom Phillips
Liczba stron: 319

Wydawnictwo: Albatros
Chomikometr: 6,5/10


Pamiętam dokładnie moment kupowania tej książki. Wpadłam jak szalona do znanej sieci księgarni, żeby kupić kartkę urodzinową dla koleżanki i uwierzcie kupienie tej kartki zabrało mi 10 razy tyle czasu, co zakupienie tej książki. Typowe jak dla mnie :P 

Leżała przy kasie i akurat była w promocji (-50%), dlatego Pani, która mnie obsługiwała nie musiała mnie długo namawiać. Tytuł kojarzyłam, bo gdzieś już ktoś kiedyś mi o tej książce wspominał, poza tym wpada w ucho. Okładka też była mi znajoma - jest dość oryginalna, dlatego w przeciągu minuty postanowiłam się dowiedzieć co takiego spieprzyliśmy jako ludzki gatunek.

Nie jest to jakaś odkrywcza książka i powstało już swego czasu kilka o podobnej tematyce. Była to np. "The Mammoth Book of Losers" Karla Shawa. Bardzo miłym akcentem jest to, że autor na samym końcu poleca nam lektury, na których oparł swoją książkę. Nie ukrywam, że bardzo zaintrygował mnie jeden z nich. Są to: "Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym" Daniela Kahnemana, ale ponieważ stoję teraz przed poważną rozkminą, czy kupować książki papierowe, czy przerzucić się już tylko na e-booki jeszcze jej nie nabyłam. Wiecie biblioteczka pęka w szwach, połowa książek stoi nieprzeczytana, do dużej części już nie wrócę etc. etc., czyli typowe dylematy książkowego chomika ;)

Wróćmy jednak do tego co popełnił Tom Phillips. Nie ukrywam, że autor potrafi być zabawny i podczas lektury niejednokrotnie zdarzyło mi się parsknąć śmiechem - to na duży plus, ponieważ niewiele lektur mnie bawi, a być może po prostu niewiele zabawnych wybieram. Who knows? Żeby Was jednak nie zanudzać powiem, że książka dzieli się na następujące rozdziały:

- Dlaczego mózg jest idiotą,
- Jakie ładne macie tu środowisko,
- Życie zawsze znajdzie sposób,
- Podążaj za przywódcą,
- Ludzie władzy,
- Wojna. Ha. Co w niej dobrego?
- Superzabawna impreza kolonialna,
- Samouczek dyplomacji dla marionetek i/lub prezydentów,
- Smród technologii,
- Krótka historia ślepoty na to, co nadchodzi,
- Jak spieprzyć przyszłość.
 

Czego się dowiedziałam z tej książki? Żeby nie przywozić królików do Australii. Wyobrażacie sobie, że pewien hodowca koni i zapalony myśliwy postanowił przewieźć do Australii 24 króliki. "Kilka królików - powiedział - wyrządzi niewielkie szkody, a może będzie powiewem ojczystych stron i może stworzy przy tym trochę okazji do polowania." (str. 78) I później BANG! królicza plaga szacowana na 10 miliardów sztuk oraz wymieranie roślinności, w tym rzadkich gatunków.

A tak serio to moją z moich "ulubionych" historii została ta o siedemnastowiecznych władcach imprerium osmańskiego. Jeden gorszy od drugiego, jak nie szaleniec, to morderca lub erotoman - uwierzcie mi "Gra o tron" się przy niej chowa i aż trudno w nią uwierzyć. Gdyby była fikcją uznałabym, że autora już zanadto poniosła fantazja, więc jeśli chociaż część jest prawdą, to jestem zszokowana.

Poniewż postanowiłam sobie, że wspomnę Wam o trzech przykładach z książki to hmm... może warto powiedzieć o Thomasie Midgleyu, którego zabił jego własny wynalazek? Był sparaliżowany od pasa w dół i próbował opracować mechanizm, który pomagałby mu przy siadaniu - niestety znaleziono go uduszonego przez linki tej machinerii w jego własnym łóżku. Śmierć na miarę nagrody Darwina, ale... to nie wszystko. Otóż Thomas przyczynił się do wynalezienia benzyny ołowiowej, a kierowały nim wyłącznie pobudki finansowe. W konsekwencji, jako że ołów jest silną trucizną, jego działania przyczyniły się do zatrucia milionów osób oraz wzrostu poziomu przestępczości przez dziesiątki lat, tylko dlatego, że Midgley chiał zarobić 3 centy więcej na galonie... Włos się jeży na głowie.

Książka Phillipsa zdecydowanie umiliła mi wakacyjny czas. Czytałam ją nawet fragmentami na głos mojemu chłopakowi, kiedy wylegiwaliśmy się na plaży i przy okazji spaliłam sobie plecy :P

Ot, taki zbiór ciekawostek, który może zainspirować do pogłębienia interesujących nas tematów :) 

niedziela, 8 września 2019

"Rumo i cuda w ciemnościach" Walter Moers

Tytuł:  "Rumo i cuda w ciemnościach"
Autor: Walter Moers
Liczba stron: 688

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Chomikometr: 9/10



Dzisiaj będzie troszkę inaczej, bo może w końcu nadszedł czas na małe zmiany. Mało mnie tutaj ostatnio, ponieważ pęd życia nie daje już tyle czasu, ile człowiek miał na studiach, żeby poświęcać się swoim drobnym przyjemnościom. Ale jednak ktoś czasem jeszcze tu zagląda, a to zawsze daje motywację, żeby nie odpuszczać i coś tam dla Was skrobnąć od czasu do czasu :)


To teraz może o tych małych zmianach, które wymyśliłam na prędce (btw. to wyrażenie wydaje mi się niebywale abstrakcyjnym stwierdzeniem, bo w końcu czym jest prędka? :P). Okładka jest większa, żeby przyciągać Wasz wzrok, chociaż ta konkretna nie jest aż tak spektakularna, co innego to, co się za nią skrywa, ale o tym za chwilę. Zróbmy to po kolei. Zarówno pozytywna, jak i negatywna recenzja może mieć różny wydźwięk, dlatego pomyślałam, że warto zawsze umieścić ją na jakiejś skali/miarce, a że temperatura za oknem zaczęła spadać w mojej głowie pojawił chomikometr, który od dzisiaj wskazywał Wam będzie gorące lektury.

"Rumo..." nie jest pierwszym moim spotkaniem z niemieckim autorem Walterem Moersem (czy aby na pewno tak to się odmienia?), ale wcześniejszą książkę bałam się dla Was zrecenzować. Tak, przyznaję się bez bicia, że kiedy lektura przewyższa moje oczekiwania albo nie daj Boże jest książką z kanonu klasyki, o której chyba już napisano wszystko, co tylko można napisać wtedy ogarnia mnie przerażenie, a klawiatura komputera wręcz parzy. Bo przecież nie da się oddać słowami tej mieszaniny euforii i smutku, której doświadcza czytelnik po skończeniu lektury, która zabrała go w tak niezwykłą i ekscytującą podróż. I jeszcze została napisana TAKIM językiem! I na temat, której pisało już tylu krytyków!

Dobra, kończę już ten bełkot mając nadzieję, że łapiecie o co mi biega, bo "Rumo..." jest jedną z takich książek. Nie wiem co Walter bierze jak pisze i raczej nie chciałabym tego próbować, ale niech nie przestaje, bo jest geniuszem. Druga książka i drugi zachwyt: nad literackim kunsztem (to słowotwórstwo i te opisy!) oraz wyobraźnią (cóż za niesamowity świat i jego bohaterowie!) autora, którego pokochałam. Tego wręcz nie da się opisać, tego trzeba spróbować! Ale żeby nie zostawiać Was tak zupełnie z niczym postaram się w krótkich słowach nakreślić Wam fabułę.

Nadświat i  Podświat, to dwa miejsca, w których rozgrywa się akcja w magicznej Camonii, a Rumo to Wolperting, czyli nieumiejący z natury pływać pies (jak na prawdziwego Wolpertinga przystało), ale za to najznamienitszy wojownik. Śledzimy jego losy od maleńkości, kiedy to został uprowadzony przez okrutne Cyklopy mieszkające na Czarcich Skałach po jego heroiczną wyprawę ratunkową do Hellu - najmroczniejszego miasta Podświata, gdzie udał się z odsieczą swej ukochanej Rali. Na swojej drodze spotkał szereg istot: zarówno tych, które chciały go zabić, jak i tych, które niosły mu pomoc, ale chyba najbardziej niezwykły to jest ten cały stworzony przez autora świat i jego magiczne, a czasem wręcz makabryczne opisy.

Polecam z całego mojego chomiczego serducha <3 

 

piątek, 29 marca 2019

"Światło, którgo nie widać" Anthony Doerr

Tytuł:  "Światło, którego nie widać"
Autor: Anthony Doerr
Liczba stron: 640

Wydawnictwo: Czarna Owca
Okładka: miękka

"Marie-Laure mieszka wraz z ojcem w Paryżu, jako sześciolatka traci wzrok i odtąd uczy się poznawać świat przez dotyk i słuch.
Pięćset kilometrów na północny wschód od Paryża w Zagłębiu Ruhry mieszka Werner Pfennig, który jako mały chłopiec stracił rodziców. Podczas jednej z zabaw Werner znajduje zepsute radio, naprawia je i wkrótce staje się ekspertem w budowaniu i naprawianiu radioodbiorników. Odtąd Werner poznaje świat, słuchając radia.
Kiedy hitlerowcy wkraczają do Paryża, dwunastoletnia Marie-Laure i jej ojciec uciekają do miasteczka Saint-Malo w Bretanii.
Werner Pfennig trafia tam kilka lat później. Służy w elitarnym oddziale żołnierzy, który zajmuje się namierzaniem wrogich transmisji radiowych. Podczas nalotu aliantów na Saint-Malo losy tej dwójki splatają się… "[lubimyczytac.pl]

Tyle pochwał i nagród, a ja niestety się z tą książką męczyłam. Czytałam ją straaaasznie długo i za każdym razem brałam ją do ręki bardziej z poczucia obowiązku, niż czystej przyjemności. Chociaż nie przeczę, że byłam ciekawa spotkania głównych bohaterów i [uwaga spojler!] byłam zawiedziona, że nastąpiło tak późno i było tak krótkie. Opis wzbudza duże nadzieje co do losów tej dwójki, a tu takie zaskoczenie, bo tak naprawdę, to dwie zupełnie niezależne historie.

Zresztą cała książka to taki zbiór opowieści. Podzielona na krótkie rozdziały (jeden z powodów, które dawały i wymówkę, by tak często ją odkładać) nieustannie zmieniająca ramy czasowe.... Zanim zdążymy wejść w jakąś historię już mamy zajawkę następnej, po chwili przeskakujemy kilka lat wprzód, zaraz wstecz. Oczopląs mózgowy - taki neologizm ćmi mi się w głowie, gdy sobie przypomnę jak wyglądała moja lektura "Światła..."

I niby to wszystko ciekawe, ale jednak trudne. Wszak wojna to trudny temat, ale ta historia nie porywa, jest wręcz fizycznie trudna w odbiorze, chłodna, zdystansowana, metodyczna. Ma to swój urok, ale raczej nie zapada w pamięci, a już na pewno nie jest formą przekazu, która do mnie trafia. Taki smutek z niej bije i poczucie bezsilności.

Tak smęcę i smęcę przez trzy akapity, ale przecież nie mogę powiedzieć, że jest to książka zła i niewarta przeczytania. Ile gałek, które się na nią rzucą tyle opinii - prawda stara jak świat, ale obiektywnie nie jest to proza płytka i banalna. Ma w sobie pewien wyrafinowany szyk i na pewno znajdzie swoich zwolenników. I z tą myślą Was chyba zostawię.


poniedziałek, 4 marca 2019

Poznańskie Targi Książki

Cześć Wam po chwilowej przerwie!

Nie, nie zniknęłam całkowicie - po prostu pochłania mnie praca zawodowa oraz bujne życie towarzyskie. Mimo to staram się znaleźć w nim chwilę na książkę, ale tegoroczna jesień i zima zdecydowanie należały do mojej nowej miłości - Netflixa <3. Nadrobiłam dużo serialowych zaległości, troszkę kosztem tych książkowych. I nawet jeśli coś czytałam, to nie informowałam Was po prostu o tym.

Dzisiaj za to chcę wspomnieć o Poznańskich Targach Książki, które odbyły się w ten weekend oraz o akcji portalu Lubimyczytac.pl "Z półki na półkę" Wielka Wymiana Książek. Genialna inicjatywa!
W której niestety nie wzięłam udziału, ponieważ kolejka mnie pokonała... Prośba do organizatorów - ulepszcie ją następnym razem, a przede wszystkim wydłużcie.

Akcja została zaplanowana jedynie na 2 godziny i tylko jednego dnia - niewiele czasu, a tak wielu chętnych. Aż serce rośnie jak człowiek myśli, że tyle osób czyta, ale z drugiej strony komu uśmiecha się godzina (jak nie więcej) stania w kolejce?

Moje serce urosło, ale po chwili momentalnie się skurczyło, tak że mogłam je swobodnie zamknąć w dłoni i postanowiłam przemierzyć stoiska z książkami szukając oczywistego pocieszenia. Wyśmienicie mi się to udało i do domu wróciłam z dwiema przecudnymi książkami Waltera Moersa.
Aż żałuję, że nie skusiłam się na trzecią!

"Rumo i cuda w ciemnościach" (już czytam!) oraz "Kot Alchemika" to moi dwaj nowi przyjaciele :)

Czy jest tu ktoś kto miał więcej cierpliwości, niż ja i załapał się na wymianę?