niedziela, 12 listopada 2017

"Ósme życie (dla Brilki)" Nino Haratischwili Tom I i II


Tytuł: "Ósme życie (dla Brilki)"
Autor: Nino Haratischwili
Liczba stron: 1194
Wydawnictwo: Otwarte
Okładka: twarda
Tom: I i II





Mówiłam już, że uwielbiam sagi rodzinne? Na pewno mówiłam, ale się powtórzę - mam ogromną słabość do książek, których akcja jest znacznie rozciągnięta w czasie, a tak właśnie jest w przypadku "Ósmego życia", gdzie poznajemy losu bohaterów na przestrzeni stulecia.

Narratorem historii rodu Jaszich jest Nica, która dedykuje swą opowieść siostrzenicy - stąd w tytule pojawia nam się (dla Brilki). Zanim jednak dowiemy się kim tak naprawdę jest wspomniana przed chwilą Brilka oraz Nica, czeka nas długa droga, którą wypełnią łzy, ludzkie tragedie i niespełnione miłości na tle Europy XX wieku. Zabrzmiało smutno i melancholijnie? Niechcący, chociaż ta książka to na pewno nie bajka z happy endem.

Powieść podzielona została na dwa tomy, a te z kolei na księgi. Każda z tych ksiąg jest dedykowana innemu bohaterowi, który odcisnął swe piętno na rodzinie Jaszich: Stazja, Kristine, Kostia, Kitty, Elene, Daria, Nica. Ósma niespisana jeszcze księga, to nic innego jak tytułowe ósme życie, które należy do najmłodszej z rodu Brilki. I uwierzcie mi, bardzo chciałabym je poznać!

Śledzenie losów tak wielu postaci ułatwia nam drzewo genealogiczne:



Na początku Nica sięga do młodości swej prababki Stazji, córki słynnego gruzińskiego fabrykanta czekolady i tutaj możemy się zatrzymać na sekundę, bo uwaga czekolada również jest jedną z głównych bohaterek tej powieści. Robiona według starej rodzinnej receptury, jedyna taka na całym świecie, niepowtarzalna i... przeklęta. Biada temu, kto choć raz w życiu jej skosztował, bo nic już nie jest w stanie odwrócić jego losu, ale jak się jej oprzeć? Stazji ani jej siostrze Kristine się to nie udało...

Co jest niezwykłe, to że każda z postaci jest na swój sposób fascynująca. Można je lubić lub nie, ale nie można im odmówić charyzmy i wyrazistości. Uwierzcie mi, nie ma nic gorszego, niż mdły bohater, który nic nie wnosi swoją obecnością. "Ósme życie" zaś, aż tętni niezwykłymi historiami ludzi, których nie oszczędzał los, a którzy mimo to z niezłomnością kreślili swoje biografie. I w tym momencie zawsze chylę czoła przed autorem/autorką za tak bogatą wyobraźnię i nieocenioną umiejętność kreślenia literackich portretów.

Są książki, które się czyta i takie, które same się czytają. "Ósme życie" należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Nawet nie wiesz kiedy, a suniesz po jej kartach z prędkością świata, podczas gdy kolejne godziny uciekają niczym przesypujący się przez palce piasek. To właśnie po takie powieści lubię sięgać, gdy chcę przepaść i zapomnieć o bożym świecie. Dlatego nie łudźcie się, że poczytacie tylko przez chwilę, tylko jeden rozdział, tylko kilka stron.

Dodatkowo co mi się bardzo podoba, a o czym rzadko chyba wspominam to wydanie książki: sztywna okładka, idealny rozmiar czcionki i wstążkowa zakładka - absolutne cudo, zwłaszcza dla mnie, która jako zakładkę używa co mi tylko wpadnie w ręce, łącznie z chusteczką higieniczną albo łyżeczką :P

Zachętą niech będzie dla potencjalnych czytelników to, że obie książki stoją dumnie na mojej półce, bo już w połowie pierwszego tomu wiedziałam, że muszę je sobie sprezentować ;)

Miłej niedzieli!


sobota, 12 sierpnia 2017

"Ali i Nino" Kurban Said

Tytuł: "Ali i Nino"
Autor: Kurban Said
Liczba stron: 302

Wydawnictwo: WAB

Okładka: miękka


Filmowa okładka, która przyciąga wzrok i sugeruje miłość w czasie wojennej zawieruchy kryje za sobą bardzo egzotyczną historię. 
Azerbejdżański muzułmanin i gruzińska chrześcijanka, Ali Chan Szynwarszyn i Nino Kipiani, i Baku - miasto, gdzie Europa i Azja niepostrzeżenie się zlewają.

Tych dwoje zna się od dziecka i już wtedy zakochuje się w sobie, pomimo tego, że tak wiele ich dzieli: pochodzenie, religia, status społeczny... I nie wystarczy tylko pokonać sprzeciwu rodzin ani zmierzyć się z przyjaciółmi, którzy niepostrzeżenie stają się wrogami, o nie - jest jeszcze wojna, która zmusza naszych bohaterów do tułaczki, rozłąki i powrotów, bolesnych kompromisów i wyrzeczeń. Czy w takich okolicznościach możemy liczyć na happy end?

W książce Kurbana Saida widzimy zderzenie dwóch odmiennych światów. Zachód zderza się ze Wschodem i to zderzenie jest bolesne. Szczególnie jeśli spojrzymy na postrzeganie kobiety, która w kulturze islamu jawi się jako rola do obsiania. Nie należy jej kochać, to ona ma kochać swojego pana i żyć w jego cieniu po tym jak według starego i sprawdzonego zwyczaju zostanie przez niego uprowadzona. Trudno czytać takie słowa ze spokojem ducha i jeszcze trudniej uwierzyć w miłość wychowanej według europejskich przekonań kobiety z muzułmańskim mężczyzną. Trzeba jednak oddać głównemu bohaterowi, że nie kieruje się on zasadami wyznawanymi przez jego przodków, a Nino w żadnej mierze nie jest kobietą, która pozwoliłaby się zniewolić. Ich miłość jest burzliwa, ale trwała, co czyni ją jeszcze piękniejszą.

Wróćmy jednak jeszcze na moment do tego jak malowniczo w tej książce ukazane zostały różnice kulturowe. Szczególnie spodobał mi się przedstawiony przez autora kontrast pomiędzy Persją, gdzie czas upływa ludziom na herbacianych rozmowach o poetach i mędrcach, podczas gdy Gruzja przelewa wino podczas tańca, a całej tej uciesze towarzyszy śmiech ludzi twardych i jednocześnie elastycznych jak sprężyny, bo "Gruzin jest jak szlachetna sarna zabłąkana wśród azjatyckich ludów tutejszych lasów. Żadna inna rasa Wschodu nie ma tej gracji, tego wdzięku ruchów, tej upojnej radości życia i zdrowej radości z nicnierobienia."* 

Podczas lektury naszła mnie niebywała ochota, by na własnej skórze doświadczyć tego, co mają do zaoferowania oba kraju i jeśli wszystko dobrze pójdzie jesienią tego roku odwiedzę jeden z nich, ale na razie nie zdradzę Wam jeszcze który ;)


Wspomniałam o filmowej okładce, lecz o samym filmie znalazłam niezbyt wiele informacji. Nie ukrywam, że wyczekuję polskiej premiery, ponieważ moim zdaniem ta historia będzie w stanie zawojować serca widzów bardziej, niż czytelników. Wróżę jej bycie tym wyjątkiem od reguły, kiedy to film jest lepszy od książki, ponieważ czytając papierową wersję miałam nieodzowne wrażenie, że została ona napisana pod ekranizację.

Czy warto poznać "Ali i Nino"? Na pewno, chociaż ta książka nie jestem typową historią miłosną. To bardziej powieść o przenikających się światach i różnicach kulturowych.



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:



*str 132 Ali

środa, 12 lipca 2017

"Trzecia" Magda Stachula

Tytuł: "Trzecia"
Autor: Magda Stachula
Liczba stron: 368

Wydawnictwo: Znak Literanova
Okładka: miękka



Niespełna rok temu pisałam dla Was o debiucie Magdy Stachuli. Recenzję jej pierwszej książki pt. "Idealna" możecie znaleźć tutaj -> klik. Teraz biorę w obroty drugą, którą jest "Trzecia". I kiedy będziecie już po lekturze zauważycie, że to zdanie ma też swoje drugie dno ;)

Główna bohaterka Eliza, to młoda psychoterapeutka mieszkająca w Krakowie. Poznajemy ją w momencie, gdy dziewczyna odkrywa, że jest przez kogoś śledzona. Równolegle na scenę wkracza Lilianna - przebojowa bizneswoman z Warszawy. Kobiety łączy fizyczne podobieństwo, fakt że niedawno zakończyły długoletnie związki i tajemniczy ON o wielu imionach.

Od pierwszych stron przepadłam - takiej lektury było mi trzeba! Intrygującej i trzymającej w napięciu. Autorka umiejętnie buduję atmosferę i nie odsłania od razu wszystkich kart przez co czytelnik do ostatniej strony nie może być pewien jak potoczą się losy głównych bohaterów oraz co tu tak naprawdę się dzieje.

Niezaprzeczalnym atutem książki jest to, że rozwój akcji obserwujemy z perspektywy trzech osób, przez co niemalże wszystkie sytuacje mamy przedstawione trójwymiarowo. Każdy z bohaterów ma swoją historię - przeszłość, od której nie może się uwolnić i która determinuje jego obecne poczynania. Myślę, że nie będzie też chyba niczym zaskakującym jeśli zdradzę Wam, że mamy tutaj do czynienia z trójkątem miłosnym, a wiadomo że tak silne uczucie jakim jest miłość może popchnąć człowieka do niewyobrażalnych czynów...

Kiedy tylko usłyszałam, że Magda Stachula napisała kolejną powieść od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać, bo czeka mnie świetna rozrywka. Wątek obyczajowy z lekkim elementem romansu miesza się tu z trzymającym w napięciu thrillerem, co tworzy naprawdę pożywny koktajl dla wygłodniałego czytelnika. Jeśli macie wolny wieczór, podczas którego chcielibyście się odstresować i zanurzyć w łatwej w odbiorze lekturze, to zachęcam Was do sięgnięcia po nową książkę autorki "Idealnej".



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:






sobota, 8 lipca 2017

"Nie ze mną takie tere fere" Jim Smith

Tytuł: "Nie ze mną takie tere fere"
Autor: Jim Smith
Liczba stron: 240

Wydawnictwo: Znak Emotikon
Okładka: miękka



Lubię recenzować książki dla dzieci, bo czytając je można samemu czasami poczuć się dzieckiem. Poza tym wiele z nich, to naprawdę mądre i wartościowe pozycje, które chętnie kiedyś sama podsunę swoim dzieciom. Dodatkowo uważam, że każdy rodzic powinien mieć chociaż ogólne rozeznanie na temat tego, co czytają jego pociechy. Nic, tylko czytać książki dla dzieci, o dzieciach i z dziećmi.

Staram się nigdy nie zrażać okładką, a zdarza się, że są one mega nieudane i odstraszają czytelnika już na samym wstępie. Tak było np z książką "Milo. Odklejone po(d)pisy", której zarówno okładka, jak i tytuł zupełnie nie współgrają z jej treścią, a szkoda bo ta niezwykle wartościowa i wzruszająca pozycja traci przez to na pewno spore grono potencjalnych czytelników. Nie może zatem dziwić, że "Nie ze mną takie tere fere" również zostało przeze mnie już na wstępie obdarzone dużym kredytem zaufania.

Powiem tak i mówię to z żalem: chyba nigdy w życiu jeszcze nie rozczarowałam się tak bardzo książką skierowaną do młodszego czytelnika. Tym razem okładka jest jak najbardziej adekwatna do treści, którą za nią znajdziemy. Główny bohater, to Bartek Frajer, który z powodu noszonego nazwiska narażony jest na liczne docinki ze strony swoich rówieśników, co ze szczególnym upodobaniem wykorzystuje jeden z nich, niejaki Darek Darenowski. Dodajmy do tego wszechobecne bekanie, puszczanie bąków, kozy w nosie, liczne zdrobnienia i obraźliwe piosenki śpiewane na melodię "sto lat", a tere fere okazuje się zbyt łagodnym określeniem na dyrdymały zaserwowane nam przez autora.

Ani to śmieszne, ani interesujące, nie mówiąc już o jakiejkolwiek wartości dodanej, którą można by wyłuskać z lektury i ja bym tego żadnemu dziecku nie pokazała mając w zanadrzu chociażby obłędne notatki Kacpra Niewypała, które utrzymane w podobnej konwencji nie ocierają się o żenadę i szczerze bawią. 

Przykro mi było pisać tę recenzję, zwłaszcza że jest to pierwszy przypadek, gdy Wydawnictwo Znak Emotikon szczerze mnie zawiodło.