wtorek, 2 stycznia 2018

12 książek na 2018 rok

Dawno nie było postu tego typu, więc here it is. Nowy Rok, nowe wyzwania, nowe możliwości i nowe książki do przeczytania :D 

Nie skupię się na nowościach ani nie będę podążała żadnym szczególnym kluczem. Po prostu się pobawię, bo w końcu trzeba z radością wkroczyć w ten Nowy Rok.

Poniżej lista moich propozycji z kategorii "must read" w 2018 r.


1. STYCZEŃ - "Szpiedzy Mossadu i tajne wojny Izraela" Yossi Melman, Daniel Raviv

Powód: moja styczniowa podróż do Izraela




2. LUTY - "Everest. Na pewną śmierć" Beck Weathers

Powód: pojechałabym gdzieś w góry zimą




3. MARZEC - "Zawołajcie położną" Jennifer Worth

Powód: moja przyjaciółka urodzi w marcu dziecko




4. KWIECIEŃ - "Jaśnie Pan" Jaume Cabre

Powód: od tak dawna marzy mi się Barcelona, może na Wielkanoc?




MAJ - "Na krańce świata. Podróż historyka przez historię" Norman Davis

Powód: planuję podróż, jeszcze nie wiem gdzie - ważne, że autostopem




CZERWIEC - "Labirynt śniących książek" Walter Moers

Powód: bo od "Miasta..." nie mogłam się oderwać




LIPIEC - "Wniebowzięte. O stewardesach z PRL-u" Anna Sulińska

Powód: w lipcu są moje urodziny i chciałabym trochę pobujać w obłokach




SIERPIEŃ - "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936" Kazimierz Nowak

Powód: rower, jak ja kocham rower i pedałować, tak cały czas przed siebie




WRZESIEŃ - "Kreatywność" Osho

Powód: samorozwój




PAŹDZIERNIK - "Tajlandia, Kambodża, Laos, Wietnam. Słodko-pikantne Indochiny" Krzysztof Dopierała

Powód: mam nadzieję, że w tym roku spełnię kolejne swoje marzenie




LISTOPAD - "Wilk stepowy" Hermann Hesse

Powód: nada się na długie, jesienne wieczory




GRUDZIEŃ - "Saszeńka" Simon Sebag Montefiore

Powód: kocham sagi




Co sądzicie o takim zestawie? Chętnie posłucham Waszych opinii i sugestii. Co znacie, czego nie? Co polecacie, a co odradzacie? Na co wypatrujecie swoje oczyska? Etc etc...

Feel free to comment ;)

środa, 20 grudnia 2017

"Dżentelmen w Moskwie" Amor Towles

Tytuł: "Dżentelmen w Moskwie" 
Autor: Amor Towles
Liczba stron: 560

Wydawnictwo: Znak Literanova

Okładka: twarda


Już sama okładka przyciąga wzrok i szepcze do czytelnika: Otwórz mnie, a zdradzę Ci sekret...


"(...) życie nie posuwa się naprzód skokami i susami. Ono rozwija się jak kwiat. W każdym momencie jest przejawem tysiąca przemian. Nabywamy i tracimy umiejętności, gromadzimy doświadczenia, a nasze opinie ewoluują - jeśli nie w ślimaczym tempie, to przynajmniej stopniowo. W rezultacie wydarzenia zwykłego dnia mają taką samą szansę nas odmienić jak szczypta pieprzu ma szansę odmienić gulasz." str.461-462

I o tym m.in. jest ta książka, o codzienności. W tym przypadku jak już wskazuje nam sam tytuł, chodzi o codzienność pewnego dżentelmena, który stracił praktycznie wszystko przez poezję. Spytacie: jak to? Otóż wystarczył jeden napisany wiersz, by hrabia Aleksander Rostow musiał pożegnać się ze swoim majątkiem i przywilejami. Kara w gruncie rzeczy jest prosta i polega na dożywotnim "areszcie domowym" w przypominającym komórkę pokoju w Hotelu Metropol w Moskwie.

W ten oto sposób codzienność hrabiego staje się naszą codziennością i co jest najbardziej niesłychane, to że zaczynamy z zapartym tchem śledzić tak prozaiczne czynności jak zamawianie kolacji, wizytę u szwaczki, czy przypadkowe spotkania z mieszkańcami hotelu. Pomimo braku wygód oraz ograniczenia wolności Aleksander nie traci ducha. W jego życiu, pomimo tego że jest bardzo proste i toczy się według ustalonych rytuałów nie brakuje najlepszych manier oraz fascynujących historii.

Kiedy za oknami hotelu Rosja będzie borykała się z II wojną światową, a później komunizmem hrabia Rostow przeżyje romans, nawiąże przyjaźnie, dostanie pracę oraz stanie przed wyzwaniami, które na pierwszy rzut oka go przerastają. I zrobi to z podniesionym czołem. Zrobi to z klasą, bo nasz bohater nie płynie z prądem i nie poddaje się losowi, to on jest jego panem i kreuje otaczającą go rzeczywistość.

Brzmi jak idealna lektura na zimowe wieczory? Nie mogłabym się bardziej zgodzić z tym stwierdzeniem. 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:


niedziela, 12 listopada 2017

"Ósme życie (dla Brilki)" Nino Haratischwili Tom I i II


Tytuł: "Ósme życie (dla Brilki)"
Autor: Nino Haratischwili
Liczba stron: 1194
Wydawnictwo: Otwarte
Okładka: twarda
Tom: I i II





Mówiłam już, że uwielbiam sagi rodzinne? Na pewno mówiłam, ale się powtórzę - mam ogromną słabość do książek, których akcja jest znacznie rozciągnięta w czasie, a tak właśnie jest w przypadku "Ósmego życia", gdzie poznajemy losu bohaterów na przestrzeni stulecia.

Narratorem historii rodu Jaszich jest Nica, która dedykuje swą opowieść siostrzenicy - stąd w tytule pojawia nam się (dla Brilki). Zanim jednak dowiemy się kim tak naprawdę jest wspomniana przed chwilą Brilka oraz Nica, czeka nas długa droga, którą wypełnią łzy, ludzkie tragedie i niespełnione miłości na tle Europy XX wieku. Zabrzmiało smutno i melancholijnie? Niechcący, chociaż ta książka to na pewno nie bajka z happy endem.

Powieść podzielona została na dwa tomy, a te z kolei na księgi. Każda z tych ksiąg jest dedykowana innemu bohaterowi, który odcisnął swe piętno na rodzinie Jaszich: Stazja, Kristine, Kostia, Kitty, Elene, Daria, Nica. Ósma niespisana jeszcze księga, to nic innego jak tytułowe ósme życie, które należy do najmłodszej z rodu Brilki. I uwierzcie mi, bardzo chciałabym je poznać!

Śledzenie losów tak wielu postaci ułatwia nam drzewo genealogiczne:



Na początku Nica sięga do młodości swej prababki Stazji, córki słynnego gruzińskiego fabrykanta czekolady i tutaj możemy się zatrzymać na sekundę, bo uwaga czekolada również jest jedną z głównych bohaterek tej powieści. Robiona według starej rodzinnej receptury, jedyna taka na całym świecie, niepowtarzalna i... przeklęta. Biada temu, kto choć raz w życiu jej skosztował, bo nic już nie jest w stanie odwrócić jego losu, ale jak się jej oprzeć? Stazji ani jej siostrze Kristine się to nie udało...

Co jest niezwykłe, to że każda z postaci jest na swój sposób fascynująca. Można je lubić lub nie, ale nie można im odmówić charyzmy i wyrazistości. Uwierzcie mi, nie ma nic gorszego, niż mdły bohater, który nic nie wnosi swoją obecnością. "Ósme życie" zaś, aż tętni niezwykłymi historiami ludzi, których nie oszczędzał los, a którzy mimo to z niezłomnością kreślili swoje biografie. I w tym momencie zawsze chylę czoła przed autorem/autorką za tak bogatą wyobraźnię i nieocenioną umiejętność kreślenia literackich portretów.

Są książki, które się czyta i takie, które same się czytają. "Ósme życie" należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Nawet nie wiesz kiedy, a suniesz po jej kartach z prędkością świata, podczas gdy kolejne godziny uciekają niczym przesypujący się przez palce piasek. To właśnie po takie powieści lubię sięgać, gdy chcę przepaść i zapomnieć o bożym świecie. Dlatego nie łudźcie się, że poczytacie tylko przez chwilę, tylko jeden rozdział, tylko kilka stron.

Dodatkowo co mi się bardzo podoba, a o czym rzadko chyba wspominam to wydanie książki: sztywna okładka, idealny rozmiar czcionki i wstążkowa zakładka - absolutne cudo, zwłaszcza dla mnie, która jako zakładkę używa co mi tylko wpadnie w ręce, łącznie z chusteczką higieniczną albo łyżeczką :P

Zachętą niech będzie dla potencjalnych czytelników to, że obie książki stoją dumnie na mojej półce, bo już w połowie pierwszego tomu wiedziałam, że muszę je sobie sprezentować ;)

Miłej niedzieli!


sobota, 12 sierpnia 2017

"Ali i Nino" Kurban Said

Tytuł: "Ali i Nino"
Autor: Kurban Said
Liczba stron: 302

Wydawnictwo: WAB

Okładka: miękka


Filmowa okładka, która przyciąga wzrok i sugeruje miłość w czasie wojennej zawieruchy kryje za sobą bardzo egzotyczną historię. 
Azerbejdżański muzułmanin i gruzińska chrześcijanka, Ali Chan Szynwarszyn i Nino Kipiani, i Baku - miasto, gdzie Europa i Azja niepostrzeżenie się zlewają.

Tych dwoje zna się od dziecka i już wtedy zakochuje się w sobie, pomimo tego, że tak wiele ich dzieli: pochodzenie, religia, status społeczny... I nie wystarczy tylko pokonać sprzeciwu rodzin ani zmierzyć się z przyjaciółmi, którzy niepostrzeżenie stają się wrogami, o nie - jest jeszcze wojna, która zmusza naszych bohaterów do tułaczki, rozłąki i powrotów, bolesnych kompromisów i wyrzeczeń. Czy w takich okolicznościach możemy liczyć na happy end?

W książce Kurbana Saida widzimy zderzenie dwóch odmiennych światów. Zachód zderza się ze Wschodem i to zderzenie jest bolesne. Szczególnie jeśli spojrzymy na postrzeganie kobiety, która w kulturze islamu jawi się jako rola do obsiania. Nie należy jej kochać, to ona ma kochać swojego pana i żyć w jego cieniu po tym jak według starego i sprawdzonego zwyczaju zostanie przez niego uprowadzona. Trudno czytać takie słowa ze spokojem ducha i jeszcze trudniej uwierzyć w miłość wychowanej według europejskich przekonań kobiety z muzułmańskim mężczyzną. Trzeba jednak oddać głównemu bohaterowi, że nie kieruje się on zasadami wyznawanymi przez jego przodków, a Nino w żadnej mierze nie jest kobietą, która pozwoliłaby się zniewolić. Ich miłość jest burzliwa, ale trwała, co czyni ją jeszcze piękniejszą.

Wróćmy jednak jeszcze na moment do tego jak malowniczo w tej książce ukazane zostały różnice kulturowe. Szczególnie spodobał mi się przedstawiony przez autora kontrast pomiędzy Persją, gdzie czas upływa ludziom na herbacianych rozmowach o poetach i mędrcach, podczas gdy Gruzja przelewa wino podczas tańca, a całej tej uciesze towarzyszy śmiech ludzi twardych i jednocześnie elastycznych jak sprężyny, bo "Gruzin jest jak szlachetna sarna zabłąkana wśród azjatyckich ludów tutejszych lasów. Żadna inna rasa Wschodu nie ma tej gracji, tego wdzięku ruchów, tej upojnej radości życia i zdrowej radości z nicnierobienia."* 

Podczas lektury naszła mnie niebywała ochota, by na własnej skórze doświadczyć tego, co mają do zaoferowania oba kraju i jeśli wszystko dobrze pójdzie jesienią tego roku odwiedzę jeden z nich, ale na razie nie zdradzę Wam jeszcze który ;)


Wspomniałam o filmowej okładce, lecz o samym filmie znalazłam niezbyt wiele informacji. Nie ukrywam, że wyczekuję polskiej premiery, ponieważ moim zdaniem ta historia będzie w stanie zawojować serca widzów bardziej, niż czytelników. Wróżę jej bycie tym wyjątkiem od reguły, kiedy to film jest lepszy od książki, ponieważ czytając papierową wersję miałam nieodzowne wrażenie, że została ona napisana pod ekranizację.

Czy warto poznać "Ali i Nino"? Na pewno, chociaż ta książka nie jestem typową historią miłosną. To bardziej powieść o przenikających się światach i różnicach kulturowych.



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:



*str 132 Ali