wtorek, 3 kwietnia 2012

Nieprzeczytane

Zdarza Wam się sięgnąć po książkę i wiedzieć już zaledwie po kilku stronach, że nie przeczytacie jej do końca? Cóż, ja tak miałam ostatnio. Padło na "Kamień pogan" Nory Roberts. Nie wiem, czy to wina tego, że jest to ostatnia część trylogii, czy samej tematyki, która kompletnie nie trafia w mój gust. Nawróćcie mnie jeśli trzeba, bo naprawdę nie wiem, czy warto? Jak Wy podchodzicie do takich sytuacji? Co robicie w chwilach kompletnego rozczarowania/znużenia/zniesmaczenia etc? Męczycie książkę do końca, mimo wielkiego umysłowego oporu, czy też od razu rzucacie ją w kąt? W przypadku drugiej opcji - czy wracacie do niej po jakimś czasie i próbujecie znów dać jej szanse? Jestem bardzo ciekawa Waszych zwyczajów. Podzielcie się nimi z Chomikiem! ;)

A oto ostatnio napotkane przeze mnie problemy w czytaniu:


Zaczęłam czytać w tramwaju, po tym jak skończyłam "Kwiat Śniegu.." i muszę przyznać, że strasznie się męczyłam. Historia to raczej z tych mało realnych  trochę zbyt wydumanych. Za dużo tam było niezwykłości i "seksowności" jak dla mnie. Bohaterowie piękni, młodzi i wszyscy niezwykle seksowni, a do tego obdarzeni niezwykłymi mocami. W tle jakaś masakra odbywająca się co siedem lat oraz mroczny demon, którego trzeba powstrzymać. Totalnie nie moja bajka niestety... Może powinnam lepiej sięgnąć po jakiś romans tej autorki?



Najczęściej spotykana przeze mnie "książka w książce". Klasyka! A jednak tak trudno mi się z nią dogadać. Co rusz ją porzucam, by po jakimś czasie znów do niej zajrzeć. Nie mniej jednak końca nie widać. Cóż mogę rzec, Dickens mnie nie zachwyca. Postawiłam sobie jednak za punkt honoru, że kiedyś przeczytam ją do końca.





Zbiór opowiadań. Nie przepadam za nimi. Opowiadaniami w ogóle. Nie doczytałam najdłuższego. Styl był dla mnie strasznie nieznośny.






O dziwo są też takie książki, które pomimo tego, że nie trafiają w mój gust, to jednak jestem w stanie je przeczytać od początku do końca, vide "Noc i ciemność" Agatha Christie lub "Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam" Paulo Coelho. Od czegóż to zatem zależy? Chomik nadal nie wiem bezradnie rozkładając swe łapki...

9 komentarzy:

  1. W sumie mam niezłego nosa i zazwyczaj biorę do ręki książki, które mi się podobają choć mam czasem różne zastrzeżenia.

    Jeśli jednak trafię na coś co mi nie pochodzi to mam głupią manierę żeby taką książkę skończyć :/ Wtedy jednak biorę się na sposób i czytam dwie pozycje na raz. Tą gorszą, która mi nie podchodzi zazwyczaj w autobusie, czy innym miejscu gdzie i tak nie zajęłabym się niczym ciekawym.

    W ciągu ostatnich lat zdarzyło mi się z tego co pamiętam raz żebym rzuciła książkę w kąt i do niej nie wróciła. Byli to "Czarodzieje" Leva Grossmana. Ale tej książki nie mam zamiaru kończyć bo uważam to za stratę czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do czytania w autobusach, tramwajach etc, to ja z kolei nie dałabym rady z jakąś kiepską lekturą, bo nie dość że miejsce nudne i podróż nużąca,to gdybym miała się jeszcze męczyć z czytaniem, to bym chyba zasnęła od razu :P A tak, jak lektura przyjemna, to i czas śmiga jak szalony i ani się człowiek nie obejrzy, a już musi pędzić do wyjścia, żeby nie przegapić swojego przystanku ;)

      Usuń
  2. Ja staram się doczytać do końca z nadzieją, że to już na kolejnej stronie będzie to "coś" co mnie wciągnie i zachwyci. Szczególnie tak mam przy książkach wypożyczonych z biblioteki gdzie wiem, że drugi raz po nią na pewno nie sięgnę- po co sobie zaśmiecać kartę.

    Z drugiej strony są książki, które stoją na półce. Może obiektywnie nie są złe tak jak np. "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki", ale ja im rady nie dałam i jak tylko pojawiła się inna książka to odłożyłam na półkę z założeniem, że przeczytam tę drugą i wtedy tę dokończę. I tak leżą od trzech lat... Ale wrócę do nich- nie lubię rzeczy niedokończonych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja raczej rzucam w kąt, czasem wracam po latach i doznaję olśnienia - to się zdarza przeważnie z klasyką i książkami, które generalnie się ludzkości podobają, tylko ja akurat trafiłam w złym czasie. Ale generalnie wychodzę z założenia, że jest tyle wspaniałych książek do przeczytania, że po prostu szkoda czasu i energii na kiepskie książki. Kiedyś zrobiłam podsumowanie książkowe roku i zauważyłam, że parę pozycji mogłam sobie spokojnie darować - były zwyczajnie nudne i nie miałam z nich żadnej przyjemności. I stwierdziłam, że zacznę uważniej dobierać lektury, i odrzucać te, które mi się nie podobają.

    A co do Nory Roberts - ten cykl, o którym piszesz mnie też nie zachwycił. Ale klasyczne romanse tej autorki są bardzo dobre, kryminały ponoć też, ale nie czytałam żadnego, więc nic nie polecam. Za to jeśli chodzi o ten pierwszy gatunek, to zachęcam chociażby do recenzowanego ostatnio przez mnie "Portretu w biel", lub starszych pozycji, np. "Niebo Montany", "Willa" czy "klejnoty słońca". Tylko nie nastawiaj się na orgię literacką - to są romanse dla tzw. szerszej publiczności, nie ambitna literatura - jeśli się do nich podejdzie jak do niewyszukanej rozrywki, wtedy się podobają :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym doznawaniem olśnienia po latach, to tak często bywa. Czasem człowiek po prostu trafia na jakąś książkę np. za wcześnie lub w nieodpowiednim momencie swojego życia i stąd różne nieporozumienia. Poza tym nie zawsze ma się na daną lekturę odpowiedni nastrój, a od tego też dużo zależy.

      Jeśli zaś chodzi o Norę, to na pewno będę miała na uwadze wspomniane przez Ciebie tytuły ;)

      Usuń
  4. Ja zawsze staram się przeczytać ok. 50 stron zanim rzucę w kąt, ale jeżeli nie spodoba mi się po tej ilości to nie mam sentymentu. Jedynie czasami mi szkoda, jeżeli jest to książka, którą kupiłam, a nie wypożyczyłam. Ale życie jest za krótkie, żeby czytać kiepskie książki;)

    A w ogóle to się teraz zastanowiłam i już dawno nie odrzuciłam od siebie żadnej książki. Chyba moja intuicja książkowa działa coraz lepiej:)
    Pamiętam też, jak parę lat temu wypożyczyłam z biblioteki książkę, która po opisie z okładki wydała mi się bardzo ciekawa, ale styl autorki (nie pamiętam nazwiska, ani tytułu, ale pamiętam, że to baba była) był po prostu straszny! nawet tych 50 stron nie mogłam przemęczyć. To było moje wielkie rozczarowanie;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za wszystkie komentarze! Ogólnie nie lubię rzucać książek w kąt, ponieważ po pierwsze kiedyś byłam bardzo stanowczego zdania, że nie można wypowiadać się na temat czegoś, czego się nie zna - w tym przypadku nieprzeczytanej książki (i czytałam mimo wszystko, tak samo jak Ty barwinko), a po drugie podobnie jak la_pinguin liczyłam, że może rozpisana na kolejnych kartach historia w końcu mnie do siebie przekona. Obecnie jednak skłaniam się do ostatnich dwóch poglądów, a mianowicie Viv i Cat Rock, które pozwolę sobie zacytować:

    Viv: "(...)generalnie wychodzę z założenia, że jest tyle wspaniałych książek do przeczytania, że po prostu szkoda czasu i energii na kiepskie książki."

    Cat Rock: "(...) życie jest za krótkie, żeby czytać kiepskie książki;)"

    I coś w tym dziewczęta chyba naprawdę jest. Trzeba moim zdaniem zacząć stawiać na świadome czytelnictwo, starać się nie wybierać książek z przypadku, chociaż czasem bywa to ekscytujące :D oraz umieć w porę zakończyć nasz nieudany książkowy związek. Mam nadzieję, że będzie mi się to udawało. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeważnie gdy widzę, że książka absolutnie mi się nie spodoba to kończę lekturę już po kilku stronach. Nie ma sensu się męczyć, przecież czytanie ma sprawiać przyjemność :) Porzuciłam w taki sposób już np. "Pielgrzyma" Coelho.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do "Pielgrzyma", to moje spotkanie z nim skończyło się identycznie jak Twoje. Tej książki się po prostu nie dało czytać :P

      Usuń