sobota, 12 maja 2012

Jak to z tym czytaniem bywa :)

Czytanie - prosta czynność, zapewniająca pewnej grupie istot żyjących na tej Ziemi niekłamaną przyjemność, a przy okazji i rozwój osobisty. Taka byłaby moja definicja, gdyby mnie ktoś kiedyś zapytał o zdanie na jego temat, a że nie zapytał, to pozwoliłam sobie na zuchwalstwo samowolnego podzielenia się z Wami moim spostrzeżeniem :P

Przyjemność ta, acz rozkoszna, bywa także gigantycznym pożeraczem czasu. Powiem Wam nawet więcej, ona zagina czasoprzestrzeń! Ileż to już garnków ucierpiało przez te jej nieznośne figle, o ich zawartości już nie wspomnę. Makaron powinien się gotować 8 min? Nie ma problemu, poczytam sobie przez tą chwilę. Po niespełna 5 sekundach. "Co tak... śmierdzi!? Aaaa! mój.... makaron :(" A raczej to, co z niego pozostało i szoruj sobie później jeszcze ten przypalony gar, a co! Zachciało Ci się pobyć w innym wymiarze, to masz teraz babo placek tfu! przypaloną paćkę. Też tak macie? Również musicie znosić te złośliwości?

Jadę sobie tramwajem. Tak, wiem gdzie mieszkam. Tak, tak, wiem na którym przystanku muszę wysiąść. Tak, tak dajcie mi wszyscy spokój. Poczytać sobie nawet nie można. Przelotne spojrzenie za szybę. Yyy... Mój przystanku? Halo! Gdzie żeś się podział? I dlaczego wszyscy wysiadają z tramwaju? "Hihihi - udało się. Jesteś na pętli :D" - usłyszałam drwiący ze mnie głos. I muszę Wam wyznać, iż to była... istna przyjemność móc poczytać sobie jeszcze w drodze powrotnej ^^ Wiecie, pusty tramwaj, można sobie zająć najbardziej dogodne i odpowiadające naszym potrzebom miejsce :) No co?

Another day. Tym razem czekam na autobus. Nie, nie czytam książki. To czasopismo. Ach, ale cóż to było za czasopismo. Zafundowało mi bowiem przegapienie dwóch autobusów pod rząd! A wiecie w jakim momencie następowały moje przebłyski świadomości? Pracujący silnik pojazdu włączającego się do ruchu odpowie na wszystkie Wasze pytania ;)

I coś z zamierzchłej przeszłości. Kiedy byłam mała moja mama, jak to mamy mają w zwyczaju - wieszała pranie, pieliła ogródek i zajmowała się mnóstwem innych czynności, które wymagały od niej chwilowego wyjścia z domu i zostawienia mnie samej. Gdy miałam już pierwsze swoje lat -naście (wiecie, koniec podstawówki - te klimaty), to byłam już przecież dużą dziewczynką, prawda? Można mi w końcu powierzyć pewne proste czynności do wykonania. Tak więc, mama wyszła pielić ogródek, zostawiając mnie zaczytaną w kuchni  z przykazaniem, by za 20 min wyłączyć gotujące się na gazie ziemniaki. "Dobrze mamo" - odpowiedział wtedy mały skrzat nie odrywając wzroku od książki. Szkoda, że nie pamiętam już cóż to była za lektura. W każdym bądź razie było tak : zegarek na ścianie przede mną, ziemniaki po prawej w kuchni ze mną i... świadomość poza mną. Wybrała się na spacer po innej, przyjaźniejszej jej krainie. Na ziemię sprowadził mnie, razem z nią, dopiero krzyk mamy. Później poczułam swąd spalonych ziemniaków, które miałam pilnować. Do tej pory nie wiem jak tego dokonałam, ale mocno przywarły do garnka, w którym nie było już ani kropli wody i za nic w świecie nie chciały go opuścić. Co więcej mój węch dokonał wtedy rzeczy niemożliwej - kompletnie się zdezaktywował, że tak to ujmę. Oj, dostało mi się wtedy i to porządnie, ale lektura była przednia ^^

Czy Wy również znacie podobne historie? Podzielcie się ze mną swoimi "czytaniowymi" wpadkami ;)

P.S. Uwaga! Obrazki są jedynie poglądowe i nie odzwierciedlają o wiele barwniejszej rzeczywistości ^^

10 komentarzy:

  1. Ja raczej tak jak ty potrafię przegapić przystanek czy autobus ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam w klubie! Gdy się człowiek nie spieszy, to jeszcze pół biedy. Gorzej, gdy ma coś pilnego do załatwienia. Eh... te wszystkie przegapione przystanki i autobusy. :D

      Usuń
  2. Ja nie potrafię czytać w autobusie ani w samochodzie, bo za bardzo rozpraszają mnie mrygające za oknem obrazy :) Gotując, też tego nie robię, bo nie lubię co chwilę odrywać się od książki :) ale czasem mój mąż "obrywa" przez moje czytane, kiedy obiecam mu, że za chwilę mu w czymś pomogę - jak skończę rozdział, a przychodzę kiedy już nie jestem potrzebna :) oj złości się wtedy :)albo bardzo często zarywam noce z powodu wciągającej powieści, a potem rano w pracy chodzę jak neptyk i jestem nieco nieprzytomna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do czytania w tramwaju/autobusie to mnie zazwyczaj najbardziej rozpraszają ludzie - ich głośne czasem rozmowy, przedszkolanki z hordą dzieciaków nie do upilnowania albo żebracy z akordeonem. Poza tym często trudno o miejsce siedzące, a na stojąco już tak wygodnie z książką nie jest. I co najważniejsze - lektura musi być odpowiednia. Wszystkie ciężkokalibrowe powieści, że tak się wyrażę, odpadają, bo nie zawsze można się wystarczająco skupić podczas jazdy. Tak poza tym, tramwaj jest dla mnie dobrym miejscem do czytania :P A z tym wołaniem, żeby komuś w czymś pomóc albo coś zrobić, to miewałam tak samo. Można było czekać na mnie w nieskończoność. Teraz raczej staram się nad tym panować ^^

      Usuń
  3. właśnie, żeby nie przegapić swojego przystanku, staram się nie czytać w autobusie/tramwaju. to jest za bardzo wciągające :)
    kiedy czytam książkę i ktoś się mnie o coś pyta, ja odpowiadam najczęściej 'tak', chociaż w ogóle nie wiem o co mu chodzi, bo jestem w innym świecie. później ta osoba mi wypomina, że się na coś zgodziłam, a tego nie zrobiłam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, z tym odpowiadaniem to miałam podobnie jak mieszkałam jeszcze z rodzicami. Było "tak, tak", a później telefon do mamy w stylu "co to ja miałam zrobić?".

      Ja się nie mogę jednak powstrzymać, jeśli chodzi o czytanie w tramwaju. Zwłaszcza, gdy wiem, że czeka mnie jakaś dłuższa, np. półgodzinna podróż. Kiedy mam pod ręką książkę, przynajmniej mam pewność, że czas szybciej i milej mi upłynie. Chociaż latem rzadziej czytam, te upały są nieraz zbyt nieznośne przy zatłoczonym tramwaju...

      Usuń
  4. To ja chyba takich przygód nie zaliczyłam. W autobusie, owszem, czytam, ale na szczęście póki co nie przejechałam jeszcze przystanku (inna sprawa, że zarówno punkt docelowy, czyli uczelnia, jak i domek, znajdują się w równej odległości od co najmniej trzech, czterech przystanków, toteż przegapienie jednego, czy nawet dwóch, to jeszcze nie problem). Notabene, strasznie ładne jest to zdjęcie zimowego tramwaju, sama jest zrobiłaś? Jest naprawdę przepiękne, aż mi się znów zimy zachciało...

    Przy gotowaniu raczej nie czytam, bo właśnie zawsze się boję, że mi coś wykipi, toteż co drugie zdanie się odrywam od lektury i to już wtedy nie jest przyjemność. Więc wykorzystuję ten czas na śledzenie sąsiadów z kuchennego okna, hihihi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostałaś przeze mnie oTAGowana, wybacz! :)

      Usuń
    2. Niestety zdjęcie nie jest mojego autorstwa, chociaż chętnie bym się pod nim podpisała. Mi również ogromnie się podoba ;)

      Śledzenie sąsiadów - no no no ładne zajęcie :D Ja mogę z kuchennego okna co najwyżej śledzić nawiedzające mój balkon gołębie i podziwiać panoramę Poznania(mieszkam na 6. piętrze). Z tym ciągłym odrywaniem się od lektury, to fakt. Przyjemność gdzieś ucieka, dlatego tak rzadko się jej pozbawiam, niestety kosztem swoich potraw :P Chyba będę musiała zmienić te nawyki dla dobra mojego żołądka ^^

      Aaa i nie ma co prosić o wybaczenie. Już za późno! :P A tak na poważnie, to dzięki za zaproszenie do kolejnej zabawy. Już czytałam pytania i przyznaję, że potrzebuję chwili zastanowienia zanim odpowiem ;)

      Usuń
    3. Twoje, nie twoje, już je sobie na dysk zgrałam i teraz mam z niego tapetę :D

      Ja mieszkam na 5. piętrze, i od strony południowej mam piękny widok na blokowisko, a nocą na migocące światła miasta w oddali. Tez miałam kiedyś panoramę - widok na Wawel, ale niestety komuś się wieżowiec machnął... Natomiast od strony kuchni mam między innymi życie nocne sąsiadów z naprzeciwka - materiał na dobrą powieść, oraz wybryki mieszkańców mojego bloku, co dostarcza mi rozrywki częstej a zacnej ;)

      Usuń