sobota, 9 czerwca 2012

Weź się teraz człowieku TŁUMACZ, z tego, co żeś uczynił

Opowiem Wam historię. Historia będzie o książkach i o pewnym Chomiku, a konkretniej o tym jak Chomik zdobył pewne książki.

Był sobie dzień. Ten dzień był jak co dzień. I wszystko byłoby po staremu, gdyby Chomik nie dokonał przełomowego dla siebie odkrycia. Znalazł on bowiem pewien portal - do magicznego świata książek! -  chcielibyście pewnie rzecz Poniekąd tak, poniekąd nie. Odkrył tylko stronę internetową. Taką sobie... taką o! Pełną książek na sprzedaż i to nie byle jakich. Kupił więc Chomik hurtowo je, bo korzystną cenę miały. Kupił i... zaczął węszyć czując podstęp. Dlaczego one były AŻ tak tanie? Wrócił do domu i być może znalazł haczyk, którym mógł być nie kto inny, jak tłumacz! Zastanawialiście się kiedyś jak wielką rolę odgrywa ten człowiek i jak duży ma wpływ na odbiór książki przez czytelnika? Otóż Chomik zaczął się nad tym zastanawiać po zakupie...


w przekładzie niejakiego Pana Łozińskiego, który jak się okazało (po przejrzeniu przez Chomika kilku internetowych forów) toczy zażarty bój z Panią Skibniewską. Bój ten zaś tyczy się palmy pierwszeństwa w przekładzie tego oto literackiego geniuszu, który widnieje na zdjęciu powyżej. Swoją pierwszą z nim przygodę przeżył Chomik jeszcze za czasów gimnazjum. Po głębszym namyśle zaś doszedł do wniosku, że miał wtedy do czynienia z Marią Skibniewską, co musi przyznać, bardzo mile wspomina. Czy zatem Łoziński musi z góry zostać skazany na potępienie? Nie, nie, o nie. Co to, to nie. Chomik da mu szansę. Jest tylko jedna rzecz, z którą pogodzić jest mu się już na wstępie tak samo trudno, jak z niemożnością połknięcia naraz całego orzecha, a mianowicie... jak można było z Obieżyświata zrobić Łazika?! No jak? Wytłumaczcie mu to proszę, bo Chomik poczuł się wręcz urażony tym faktem i chciałby się dowiedzieć, czy tylko jego skromne zwierzątko, aż tak bardzo to uderzyło. Mówi to rzecz jasna przed lekturą, nieświadom zupełnie tego, co jeszcze na swej drodze może spotkać. Żal swój zaś wylewa, gdyż trafił na Łazika kartkując swe najnowsze zdobycze. Eh... Łazik jest, a księżyca na ten przykład brak. No jak to? No jak? Gdzież zatem błąd się jakiś tutaj pewnemu Panu wkradł? Eh again, but - koniec rymów, pytań czas.

Jak bardzo tłumacz jest dla Was ważny? Czy kierujecie się nim przy zakupie danej książki? Oraz jaką rolę odgrywa on dla Was, w tym konkretnym przypadku tj przekładu "Władcy Pierścieni"? Chomik chciałby poznać Wasze zdanie na ten temat i zaprosić Was do dyskusji.

16 komentarzy:

  1. ja szczerze mówiąc nigdy nie zwracała uwagi na tłumacza podczas wyboru książki :) ale chyba właśnie zacznę na to patrzeć :)
    ps. zostałaś oTAGowana do nowj zabawy :) szczegóły u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zacznę od teraz zwracać na to uwagę... Dziękuję za otagowanie! Na pewno przyłączę się do zabawy :)

      Usuń
  2. Ja niestety jestem robię podobnie jak Chomik. Kupuję/ wypożyczam książki bez patrzenia na to kto tłumaczył,a później się dziwię, że niby to samo co już czytałam, ale jakieś inne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jak czytałam to miałam Łazik ;) Ale na tłumaczenie nie patrzyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez wątpienia miałaś do czynienia z przekładem Łozińskiego.

      Usuń
  4. Skibniewska to JEDYNY SŁUSZNY PRZEKŁAD TOLKIENA... innych nie dotykam, bo według mnie "Bilbo Bagosz" i inne cudowne kwiatki to świętokradztwo.

    OdpowiedzUsuń
  5. dodam, że jestem szczęśliwą posiadaczką całej trylogii w tłumaczeniu Pani Skibniewskiej :) w spadku po bracie. Książki się już rozpadają, ale to mój największy skarb na półce. Wszystkich Łozińskich (które dostawałam na urodziny itp) oddałam kuzynowi, który nawet ich nie przeczytał:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje wydanie jest z 2002r. i muszę powiedzieć, że figuruje w nim Bilbo Baggins na całe szczęście. Niestety Łazik mnie dosłownie zwalił z nóg. Poza tym pokusiłam się o przeczytanie losowego fragmentu i muszę przyznać, że jakoś tak topornie mi to szło. Zdania się nie kleiły, czasem trudno było wyłapać ich sens... Coś mi się wydaje, że możesz mieć rację z tą Skibniewską. Łoziński jak na razie mnie nie porwał...

      Usuń
  6. Ja do tej pory nie patrzyłam na osobę tłumaczącą daną książkę, ale po ŁAZIKU chyba zacznę sprawdzać tłumaczy... Pierwszy raz widzę takie hmmm....jakby to ująć...coś... nigdy nie natrafiłam na takie wyskoki w książkach które czytałam. Chomik dał mi do myślenia.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba czasem warto się jednak na tą kwestią pochylić :) Również pozdrawiam! :)

      Usuń
  7. Zazwyczaj tłumacz nie jest dla mnie istotny, no chyba że wyraźnie ciężko mi się przez niego czyta.

    Ale Władca to ewenement. W domu posiadam Skibiewską. Kiedyś w bibliotece przekartkowałam tłumaczenie Łozińskiego i złapałam się za głowę, więc szczerze Ci współczuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za współczucie :P Osobiście staram się traktować tę wpadkę jako kolejne ciekawe doświadczenie :D Oczywiście mam teraz nauczkę i zamierzam wyciągnąć wnioski na przyszłość, ale cóż. Co się stało, to się nie odstanie :)

      Usuń
  8. To co do tłumaczeń moim największym rozczarowaniem było: Exegi monumentum aere perennius Horacego. Najpierw czytałam je w tłumaczeniu Lucjana Rydla i się zakochałam, a potem, w zdecydowanie popularniejszym, Adama Ważyka. Uznałam je za paskudne i unikam jak ognia.
    A tak naprawdę to może gdyby ten ŁAZIK był pierwszy to wszyscy by do niego przywykli i potem uznawali tłumaczenie Łozińskiego za dziwne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może masz rację, że duży wpływ na odbiór ma to, co było pierwsze. Myślę jednak, że ważniejszy od samego Łazika jest sam język i sposób przekazu treści. Coś mi się wydaję, że Pan Łoziński mimo wszystko nie udźwignął "Władcy..." Dam jednak wyraz swym pełnym odczuciom, gdy już sama będę po lekturze.

      Usuń
  9. Odkurzę posta.
    Bardzo trudno w przekładzie przekazać klimat książki. Kiedyś, przypadkowo zetknęłam się z książeczką "Fredzia phi phi". Ta sama książeczka spolszczona to "Kubuś Puchatek". Inny przykład to Tiffany Obolała = Akwila Dokuczliwa ze świata dysku. Zdecydowanie wolę Tiffany i jej Nac Mac Feegle od Akwili i Fik Mik Figli, choć z Tiffany zetknęłam się później. Mamy też Alicję w krainie czarów... i pewnie dużo innych dzieł, będących koszmarem dla tłumaczy na polski.
    Ale szalenie, naprawdę szalenie mnie interesuje inne zagaadnienie. Jak wyobrażacie sobie tłumaczenie na angielski "Chrząszcza" Brzechwy lub "Dziwną Rymowankę" Ficowskiego.

    OdpowiedzUsuń