wtorek, 7 sierpnia 2012

"Książę Mgły" Carlos Ruiz Zafon

Tytuł: "Książę Mgły"
Autor: Carlos Ruiz Zafon
Liczba stron: 200
Wydawnictwo: Muza
Okładka: miękka
Wymiary: 13,5x20,5


"Rodzina Carverów (trójka dzieci, Max, Alicja, Irina, i ich rodzice) przeprowadza się w roku 1943 do małej osady rybackiej, na wybrzeżu Atlantyku, by zamieszkać w domu, który niegdyś należał do rodziny Fleishmanów. Ich dziewięcioletni syn Jacob utonął w morzu. Od pierwszych dni dzieją się tutaj dziwne rzeczy (Max widzi nocą w ogrodzie clowna i dziwne posągi artystów cyrkowych), ale ważniejsze, że dzieci poznają kilkunastoletniego Rolanda, dzięki któremu mogą to i owo dowiedzieć się o miasteczku (np. historię zatopionego w wodach przybrzeżnych, pod koniec pierwszej wojny, okrętu "Orfeusz") i poznać dziadka Rolanda, latarnika Victora Kraya, który opowie im o złym czarowniku znanym jako Cain lub Książę Mgły, chętnie wyświadczającym usługi, ale nigdy za darmo. Coś, co dzieciom wydaje się jeszcze jedną miejscową legendą, szybko okazuje się zatrważającą prawdą." [Muza]

Ogromne rozczarowanie. Ja rozumiem, że debiut. Rozumiem też, że książka dla młodszych czytelników, chociaż we wstępie czytałam, że miała być uniwersalna. Szczerze wątpię, czy taka jest. Uniwersalna może być "Ania z Zielonego Wzgórza", czy "Dzieci z Bullerbyn", do których to tytułów można wracać w każdym wieku, ale niestety nie "Książę Mgły". Dlaczego? Ponieważ nie można w kółko czytać czegoś tak powierzchownego i w gruncie rzeczy nudnego. 

W powietrzu czuć już powoli Zafona i klimat jego późniejszych powieści, nie mniej jednak ta książka jest dla mnie jak przydługie opowiadanie - brak w niej odpowiedniego zgłębienia i wykorzystania tematu, nie mówiąc już o bladych i bezbarwnych postaciach, które były mi podczas lektury całkowicie obojętne. Jakieś plusy? Czyta się szybko, wystarczy jedno popołudnie. Sunęłam sprawnie po kartkach, choć przyznaję, że przez ostatnie 50str wyłapywałam tylko najważniejsze informacje. Nie miałam jakiejś specjalnej ochoty na dokładną lekturę. Nie polecam, ale też nie odradzam, chociaż osobiście jestem na nie.

11 komentarzy:

  1. Nie jestem miłośniczką twórczości Zafona, więc tym razem spasuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię Zafona, jego opisy Barcelony potrafią zaczarować. Tej książki jeszcze nie znam, ale z tego co piszesz, to niewiele straciłam. Mimo Twojej niskiej oceny, jak powieść wpadnie mi w ręce, to przeczytam. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam, mi się spodobała ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytam każą książkę Zafona jaka wpadnie mi w ręce. Tę też muszę przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jestem raczej z tych, którzy nie podzielają fascynacji Zafonem. Co prawda nie uważam, żeby "Cień wiatru", czy "Gra anioła" były złymi książkami. Ależ skąd. Podobały mi się, ale jakoś szczególnie nie zapadły mi w pamięć. O "Księciu Mgły" też szybko zapomnę.

    OdpowiedzUsuń
  6. szczerze mówiąc dziwię się nieco Twojej opinii, ponieważ ja miałam całkowicie inne odczucia podczas czytania tej ksiązki i bardzo miło ją wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Planuje sięgnąć po dzieła Zafona, ale nie wiem, czy będzie to lektura dla mnie - choć wszyscy wychwalają i jakąś taką chęć niesprecyzowaną mam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie radzę zacząć od "Cienia wiatru", a już na pewno odpuścić sobie "Księcia Mgły" :)

      Usuń
  8. Też mi się te jego młodzieżowe książki nie podobają - po dwóch zrezygnowałam. "Cieniem wiatru' się fascynowałam, owszem, czytam każdą kolejną część cyklu bardzo chętnie, ale te opowiastki są rozczarowujące. Trochę mroczne, trochę nieskładne, słabe po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tej książki nie czytałam, ale przyznam się że jakoś mnie nie ciągnie, czytałam inne jak "cień wiatru" czy "Gra anioła" te jak najbardziej polecam, a "Marina" i "Pałac północy" niby młodzieżowe ale bardzo mroczne.

    OdpowiedzUsuń