czwartek, 15 listopada 2012

"Hotel słodko-gorzkich wspomnień" Jamie Ford

Tytuł: "Hotel słodko-gorzkich wspomnień"
Autor: Jamie Ford
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Świat Książki
Okładka: miękka

Wymiary: 12,5x20,0


"Piękna historia uczucia, którego nie zniszczyły ani wojna, ani czas... Henry, amerykański Chińczyk, wdowiec, dowiaduje się że w starym hotelu w Seattle odnaleziono rzeczy japońskich rodzin, internowanych po ataku Japonii na Pearl Harbour. Henry znajduje tam parasolkę, należącą do Keiko, jego pierwszej miłości. Był rok 1942. Oboje musieli swe spotkania ukrywać przed najbliższymi, gdyż Japonia okupowała Chiny, i przed otoczeniem, bo jako Azjaci, stali się wrogiem całej Ameryki. Rozdzieleni, więcej nie zobaczyli się. Teraz Henry postanawia odszukać Keiko." [Świat Książki]

Słodko-gorzkich wspomnień? Jak dla mnie z przewagą tych drugich. Na początku byłam skrupulatna w lekturze. Dokładnie poznawałam bohaterów, analizowałam ich uczucia i zachowania. Później jednak przestałam, ponieważ ich losy mnie znudziły. Wyłapywałam tylko najważniejsze wydarzenia i wypatrywałam szybkiego końca. Opowiedziana historia, jak i sama książka wydała mi się stworzona trochę na siłę. Uczucia przeżywane przez 12-letnie dzieci były dla mnie po prostu nieadekwatne do ich wieku. Ok, nie przeczę - mając lat 9 podkochiwałam się w moim koledze z klasy i wtedy była to dla mnie wielka i prawdziwa miłość, chociaż on nie odwzajemniał tego uczucia i na dobrą sprawę nawet nie wiem, czy mnie lubił :P Ale opisywanie uczucia, które zrodziło się w umyśle 12-latka i przetrwało kilkadziesiąt lat jest dla mnie lekkim absurdem. Nie wspominając już o tym, że za dużo w tym wszystkim było ckliwości i patosu.

Poza tym sami bohaterowie są zbyt szablonowi, czarni albo biali. Nie podoba mi się to. Tak samo jak sposób prowadzenia narracji, w którym można było wyczuć, że autor jak krowie na rowie wykłada czytelnikowi wszystko. Przykład? Scena w piwnicy, gdy Henry wraz z synem i jego dziewczyną szukają rzeczy należących do rodziny Keiko. Mamy tutaj pewien szablon w dialogu i zero naturalności w tej scenie. Dziewczyna metodycznie zadaje kolejne pytania, na które Henry udziela niezbędnych nam do zrozumienia sytuacji, odpowiedzi. Jak na jakimś przesłuchaniu albo sprawozdaniu. Naprawdę kiepsko się to czytało...

Nie przeczę jednak, iż świadomie sięgnęłam po ten tytuł, pomimo średnich recenzji. Jakoś tak wypatrzyłam go w bibliotece i skusiłam się okładką. No i masz babo placek oraz nie wszystko złoto, co się świeci.

14 komentarzy:

  1. No cóż, ja raczej poprzestanę na Twojej recenzji, jakoś szkoda mi czasu, by przekonać się o wartości tej książki na własnej skórze, wystarczy mi Twoja opinia:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie jest ona po prostu kiepsko napisana i nudna, ale to tylko moje subiektywne zdanie. Jednak jeśli masz w kolejce coś bardziej godnego uwagi, a podejrzewam że jest tego sporo, to raczej nie warto sobie zawracać głowy tym tytułem. Pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Szkoda, bo okładka bardzo zachęca.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak już z tymi okładkami bywa - niejednego wywiodły na manowce :)

      Usuń
  3. Może jak będzie okazja zobaczę "co w trawie piszczy" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie wtedy zapoznam się z Twoim wrażeniami :)

      Usuń
  4. Mam na półce, czeka w kolejce. Na pewno przeczytam, chociażby dlatego, że jestem zakochana w mężczyźnie do dziś, a miłość ta zaczęła się, gdy miałam 11 lat - wierzę, że w tym wieku można pokochać tak samo mocno, jak będąc dorosłym człowiekiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Jestem pod wrażeniem :) Nie mniej jednak moim zdaniem Twój przykład jest wyjątkiem potwierdzającym regułę, a książka już nawet abstrahując od tego wątku jest dla mnie po prostu kiepska... Bardzo zatem jestem ciekawa Twojej opinii na jej temat :)

      Usuń
  5. Ładna okładka zachęca do spróbowania na własnej skórze. Ja jakoś za tego typu tematyką nie przepadam, toteż tym bardziej będę się trzymać z daleka. Ale z drugiej strony miło, że dałaś książce szansę, zbytnie kierowanie się recenzjami też nie jest dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem dlaczego, ale zawsze gdy widzę jakąś ładną okładkę, nie umiem sobie wyobrazić, że może się za nią skrywać kiepska książka, dlatego też często daję jej szanse, pomimo średnich recenzji. A efekt? Jak widać różnie to bywa :)

      Usuń
  6. Duży minus za bohaterów, zgadzam się. Bez sensu jest pisanie, dla samego pisania. Nie dla mnie książka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Okładka jest przepiękna. Chociaż nie wychwalasz książki pod niebiosa, to ja po nią sięgnę. Czytam wszystko co w swojej tematyce dotyka II wojny światowej i chce zobaczyć punkt widzenia autorki na te wydarzenia.

    OdpowiedzUsuń