czwartek, 3 stycznia 2013

Projekt KINO -> Dramat koreański

Tytuł: "Wiosna, lato, jesień, zima... i wiosna"
Gatunek: dramat
Produkcja: Niemcy, Korea Południowa
Reżyseria: Kim Ki-duk
Scenariusz: Kim Ki-duk


"Głównymi bohaterami tego filmu są dwaj buddyjscy mnisi, którzy wiodą ciche życie na odludziu, w małej świątyni. Młodszy dopiero wchodzi w życie, stopniowo poznaje prawdy związane z wielowiekową kulturą. Drugi z nich to starzec - duchowy nauczyciel swego towarzysza. Pełen młodzieńczych namiętności uczeń nie zawsze będzie zgadzał się z surowymi zasadami swego mistrza... 

Film jest podzielony na pięć części - pór roku. Ich przemijanie symbolizuje życie człowieka w całej swej intensywności: od narodzin po śmierć, od miłości po cierpienie. Tłem całej opowieści jest przepięknie sfotografowana, uduchowiona przyroda." [Filmweb]


Pamiętam, że dawno temu chciałam już obejrzeć ten film, ale jakoś tak nie było mi po drodze, a i z dostępem do niego miałam niemały problem. Cieszę się, że mogłam nadrobić tę zaległość w ramach Projektu KINO. Po przeanalizowaniu przeze mnie"zaplecza technicznego" czyt. listy osób, które przyczyniły się do powstania tego obrazu, okazało się że Kim Ki-duk wcale nie jest mi obcy! Mogę Wam z czystym sercem polecić jego "Pusty dom", który był dla mnie filmem wprost genialnym i szczerze zachęcam Waz, żeby się z nim zapoznać.

Odnosząc się do "Wiosny, lata..." sama nie wiem od czego zacząć, bo zbyt dużo naraz ciśnie mi się na usta, a w tym przypadku na klawiaturę. Postaram się w miarę możliwości poskromić ten chaos i zaprowadzić w nim jako taki porządek, żebyście byli w stanie dotrwać do końca tej opinii.

Pierwsza kwestia to cykliczność życia i jego przemijanie, do których odnosi się już sam tytuł dzieła, jak i jego opis. Życie człowieka można podzielić na 4 etapy odnoszące się symbolicznie do pór roku. 
Wiosna jest naszą młodością, podczas której rozkwitamy, ale jesteśmy też niestabilni, podobnie jak wiosenna pogoda. Nie odróżniamy jeszcze do końca dobra i zła, popełniamy błędu i potrzebujemy opiekuna. Mentora, który wskaże nam drogę i uświadomi wagę moralności. W filmie jest to pięknie ukazane za pomocą kamienia. Kto widział, ten wie - reszcie nie zamierzam psuć seansu.
Lato to upalny okres naszego dojrzewania, podczas któremu poznajemy żar namiętności. To czas rozwoju naszej seksualności, odkrywania i pierwszych miłości. Kontrolę przejmują uczucia i instynkty. Matka Natura robi swoje, a skutki tego procesu częstokroć nas przerastają.
Jesień jest czasem dojrzałości i ponoszenia konsekwencji swoich czynów, z którymi częstokroć trudno jest się nam pogodzić. To również czas wyzbywania się gniewu, skruchy i pokory.
Zima jest zwieńczeniem i ukoronowaniem naszego życia. Okresem kontemplacji, symbolem mądrości życiowej i doświadczenia.

Przynajmniej ja tak to zinterpretowałam.

Następnie historia zatacza krąg i zaczyna się od początku, z tym że rzuciło mi się niesłychanie wyraźnie w oczy rosnące z pokolenia na pokolenie okrucieństwo. Wystarczy porównać co z kamykami robiło dziecko na początku filmu, a co na samym końcu. Przeraziła mnie ta rosnąca w ludziach przemoc, zwłaszcza że to spostrzeżenie okazuje się bardzo trafne.

Kolejna kwestia, w którą jednak nie chcę zbyt głęboko wchodzić do wierzenia ukazane w filmie. Zupełnie mi obce, intrygujące, ale i momentami niezrozumiałe, ponieważ trudno mi było przełożyć je na naszą europejską kulturę.

Urzekły mnie piękne zdjęcia i cisza wypełniona przejmującą muzyką, która otula ten film. Minimum słów i maksimum wyrazu, często bardzo symbolicznego. Wszystko odpowiednio wyważone.

Symbole, które szczególnie zapadły mi w pamięć i mnie zaintrygowały. Uwaga, możliwe spoilery!

-> samospalenie się mnicha, które troszkę trudno mi zinterpretować. Złożenie samego siebie w ofierze? Być może jest to właśnie kwestia religijna, która jest mi obca, bądź też jakiś kulturowy artefakt?
->zasłonięta twarz kobiety oddającej swoje dziecko. Dlaczego je oddaje i dlaczego zasłania twarz? Być może nie jest w stanie się nim zaopiekować i chce mu w ten sposób zapewnić godny byt? Na pewno nie chce się z nim rozstawać. Płacze i rozpacza. Zasłania twarz, by nikt jej nie rozpoznał i nie została potępiona? Żeby dziecko nie pamiętało jej twarzy? Żeby nie znał jej sam mnich? Pytania można mnożyć bez końca i interpretować tę sytuację na wiele sposobów. Przynajmniej ja mam takie odczucia, bo nie wiem, czy reżyser gdzieś wprost wyjaśnia jej przekaz.

Podsumowując swoje refleksję muszę przyznać, iż ten film na pewno zapadnie mi w pamięć. Zmusił mnie do myślenia i zastanowienia się nad pewnymi sprawami oraz zaintrygował nieznaną mi do tej pory kulturą. Mogę go na pewno polecić osobom otwartym na poznawanie obcych kultur, jak i szukających w kinie uniwersalnych przekazów.

Moja ocena 9/10

Film obejrzałam w ramach wyzwania:

6 komentarzy:

  1. Dramat koreański, no nic z tego gatunku jeszcze nie widziałam, trzeba to zmienić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że naprawdę warto i szczerze Cię do tego zachęcam ;)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie kino koreańskie to klasyka, tego nie można nie zobaczyć, nie można odłożyć.
    Widziałam ten film 6 lat temu, emocje zapamiętuje się na długie lata. Jak dla mnie jest w najwyższych notowaniach filmowych, ale to może dla tego, że Kim Ki-duk w mojej ocenie jest MISTRZEM - MAGIKIEM w swojej dziedzinie. Hipnotyzuje obrazem, symboliką, emocjami, a także słowem niewypowiedzianym. Dzięki temu pozwala nam na własne przemyślenia i to nie byle jakie. :)
    Polecam "Oddech", a także "Łuk"

    Polecam również... choć rozumiem swoich niektórych znajomych, którzy zasypiali na tym filmie. Takie kino trzeba lubić, ja chyba nawet kocham. :P

    Pozdrawiam serdecznie. Świetnie, że o tym filmie napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie koniecznie musisz obejrzeć "Pusty dom" tego reżysera - po prostu mistrzostwo!

      Również pozdrawiam ;)

      Usuń
  4. Też mi się rzuciło w oczy, że dzieciak z końca filmu wpycha te kamienie nie dając żadnych szans na przeżycie poszczególnym stworzeniom. Trudno powiedzieć czy postępujące okrucieństwo miał na myśli reżyser czy po prostu chciał pokazać inną makabrę z kamieniami niż na początku, więc wymyślił coś takiego ;)

    OdpowiedzUsuń