wtorek, 11 czerwca 2013

No to hop - na rabatkę!

Tytuł: "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"
Autor: Jonas Jonasson
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Świat Książki
Okładka: miękka
Wymiary: 13,5x21,5


"Właśnie minęło dziesięć dekad nadzwyczaj bogatego w wydarzenia życia Allana Karlssona. Problem tylko w tym, że zdrowie nie odmawia posłuszeństwa i wygląda na to, że wielka feta z okazji setnych urodzin będzie musiała się odbyć w domu spokojnej starości. Jednak człowiek, który jadł kolację z przyszłym prezydentem Trumanem, leciał samolotem z premierem Churchilem, pił wódkę ze Stalinem i zaznajomił się z Mao Zedongiem, nie może tak po prostu zdmuchnąć świeczek na torcie. Wymyka się przez okno i rusza w swą ostatnią życiową podróż..." [Świat Książki]

Podeszłam do tej książki z otwartym umysłem i bez nadzwyczajnych oczekiwań. Początek mnie oczarował, a absurdalność zdarzeń szczerze rozbawiła. Wszak staruszek uciekający z domu opieki w swoje setne urodziny nie jest na pewno standardowym motywem literackim. Dorzućmy do tego spontaniczną kradzież walizki o zaskakująco drogocennej, jak się później okazało, zawartości. Wyglądało to mniej więcej tak: "Poproszono mnie o popilnowanie walizki, ale właśnie podjechał mój autobus. Nie mogę jej zostawić bez opieki. Hmm... Zabiorę ją ze sobą :D" W ten oto sposób, walizka razem z Allanem zniknęła z dworca. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ofiarą rabunku padł niezbyt rozgarnięty typ spod ciemnej gwiazdy udający turystę. Jego szef na pewno nie byłby zachwycony, gdyby dowiedział się o tym incydencie, dlatego też Bolec, bo tak się zwał nasz rzezimieszek, rusza w pogoń za Allanem i walizką.

I się zaczęło! Od tego momentu akcja książki mknie niczym wystrzelona z łuku strzała, której trajektorii lotu mimo najszczerszych chęci, nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Nic, tylko podziwiać wyobraźnię autora. Stworzony przez niego bohater, to chyba najbarwniejsza postać literacką, jaką kiedykolwiek poznałam. Jego historia zadziwiała mnie na każdym kroku, chociaż szczerze przyznam, iż najbardziej podobała mi się jej współczesna odsłona, czyli ze stuletnim Allanem. Liczne retrospekcje, którymi w trakcie lektury raczył nas autor zapędzały się często w lekko nużące jak dla mnie tło polityczne opisywanych wydarzeń. I chociaż sam bohater wielokrotnie podkreślał, iż polityka go nie interesuje, to uciec od niej nie zdołał, tak samo jak i my - czytelnicy. Nie będę ukrywała, że pod koniec lektury czułam się już tym wszystkim troszkę znudzona i moja ogólna ocena tej książki na pewno spadła.

Nie zmienia to jednak faktu, że "Stulatek..." jest momentami przezabawny i może znaleźć swoich wielbicieli :) Lektury na pewno nie żałuję :)

5 komentarzy:

  1. Recenzja bardzo zachęcająca :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś jednak nie mam na nią ochoty :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam w recenzjach, że śmieszne, więc na pewno spróbuję się sama przekonać, jeśli tylko wpadnie mi w ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Również mi się podobała :) Zgadzam się, że pod koniec zrobiło się trochę nużąco, ale i tak to niezła książka.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Od dawna mam na nią ochotę :)

    OdpowiedzUsuń