środa, 4 grudnia 2013

"Koniec jest moim początkiem" Tiziano Terzani

Tytuł: "Koniec jest moim początkiem"
Autor: Tiziano Terzani
Liczba stron: 578
Wydawnictwo: 
Zysk i S-ka
Okładka: miękka
Wymiary: 14,5x20,5


"Ta pośmiertna książka, przygotowana do druku przez syna autora, jest doskonałym sprawdzianem szczerości. To podróż niezmordowanego globtrotera, który starał się doprowadzić do końca swoje ostatnie dziennikarskie śledztwo. Chciał odnaleźć sens choroby, śmierci, cierpienia. Aby tego dokonać, trzeba było wielkiego dziennikarza. Jednego z największych na świecie." [Zysk i S-ka]


To, że poznałam tę książkę jest dziełem przypadku. Gdzieś o niej usłyszałam (czyt. przeczytałam), później zaznaczyłam na lubimyczytac.pl, że "chcę (ją) przeczytać", a po jakimś czasie od tego wydarzenia, ze wszystkich znajdujących się w tej zakładce tytułów, wybrałam właśnie "Koniec jest moim początkiem" i wrzuciłam te 4 słowa w biblioteczną wyszukiwarkę. O dziwo okazało się, że Tiziano Terzani czeka sobie na mnie spokojnie na półce w filli, do której miałam zamiar wybrać się następnego dnia.

Zarówno tytuł, jak i autor nie mówił mi zupełnie nic. Jedyne co wzbudziło moją chęć poznania tej książki, to pozytywne opinie oraz wysokie noty, jakie zbierała na różnych czytelniczych portalach. I w ten sposób powoli zaczęłam poznawać historię pewnego człowieka. Napisałam powoli, bo czytanie nie szło mi zbyt gładko. Przynajmniej na początku. Tak dobrze za połowę książkę starannie sobie dawkowałam, gdyż zawierała dużo historii oraz politycznych tematów, które niekoniecznie wzbudzały moją fascynację. Jednakże wraz z biegiem przerzucanych kart rosła liczba coraz to bardziej interesujących spostrzeżeń autora na temat świata, ludzi, życia, a także i śmierci, która niechybnie miała go dosięgnąć. Miałam wrażenie, że cała ta opowiedziana historia dojrzewała wraz z jego bohaterem, w młodości, czyli na samym początku skupiając się głównie na czynach i faktach, by dopiero później przejść na poziom refleksji, życiowych rozważań, a nawet i metafizyki.

Tiziano Terzani urodził się we Florencji, lecz większość swego życia spędził poza granicami Włoch. Z wykształcenia prawnik, z zamiłowania podróżnik, a także dziennikarz, chociaż sam twierdził, że nigdy nie wykonywał żadnego konkretnego zawodu. On swoje życie po prostu wymyślił i przeżył na swój własny sposób - taki który mu odpowiadał. Był człowiekiem niezależnym, nie dającym się zmanipulować ani zamknąć w czterech ścianach. Dlatego też przytłaczała go Japonia z jej wszechobecnym pośpiechem oraz galopującym postępem technologicznym, a fascynowały Chiny, gdzie czuł się jak w domu. Terzani w ogóle był zafascynowany kulturą Azji oraz lubił otaczać się starymi, pięknymi przedmiotami. Przy tym strasznie negował wszystko, co wiązało się z Zachodem, postępującym konsumpcjonizmem, a także nowoczesnością, która wypierała wiekową kulturę. Był świadkiem upadku Sajgonu w Wietnamie, wieloletnim korespondentem niemieckiego tygodnika "Der Spiegel" w Azji, a także mężem i ojcem dwójki dzieci.

Sam o sobie mówił, że nie jest intelektualistą i nie nadaje się na filozofa. Bardzo mi się podobała ta szczerość, bo przez to jego historia stawała się po prostu historią pewnego człowieka, a nie żadnego niedoścignionego bohatera, chociaż trzeba przyznać, że jego biografia jest doprawdy imponująca. Myślę, że doskonale potwierdzają moje spostrzeżenie słowa samego Terzani, które kieruje pod koniec opowieści do swego syna Falco:

" Jedną z rzeczy, na których bardzo mi zależy, jest to, żebyś zrozumiał, że to, co ja zrobiłem, nie jest czymś nieosiągalnym. Nie jestem wyjątkiem. Ja sobie wymyśliłem to życie, nie sto lat temu, ale wczoraj, przedwczoraj. Każdy może tego dokonać, trzeba tylko odwagi, determinacji i wyczucia samego siebie. Ale nie tego wyczucia związanego z karierą i pieniędzmi, raczej chodzi o poczucie, że jesteś częścią tej cudowności, która nas otacza. Chciałbym, aby mój przekaz był hymnem na część różnorodności, na cześć możliwości bycia tym, kim się chce być."*

Tym, co mnie najbardziej urzekło podczas lektury, jest prawdziwość wielu wypowiedzianych w niej słów. Spostrzeżeń niejednokrotnie dobrze mi już znanych, ale przedstawionych w dający do myślenia sposób. Może dlatego, że wypowiedzianych przez kogoś u kresu życia, bo nam młodym wydaje się, że ktoś stojący na granicy światów, posiadł jakąś niemalże tajemną i nieodkrytą przez nas jeszcze wiedzę, przez co jesteśmy skłonni chłonąć jego słowa, niczym gąbka? Jakkolwiek by na to nie spojrzeć, nie sposób mi zaprzeczyć, że Terzani inspiruje, a przynajmniej zainspirował mnie do tego, by zastanowić się nad swoim życiem. Zajrzeć wgłąb siebie, by odkryć kim tak naprawdę jestem i jaką drogę chcę obrać w swoim życiu, by pod koniec niczego nie żałować.

Na koniec uraczę Was jeszcze ciekawostką. Takim małym drobnym szczegółem, który utkwił mi w pamięci, a są nim... świerszcze! Wiedzieliście o tym, że w Chinach urządza się walki świerszczy? A także nosi się je w kieszeni, niczym jakiś zaczarowany śpiewający amulet, w maleńkich domkach zrobionych z... dyń! I kto mi teraz powie, że literatura nie rozwija? ;)

Jak nie trudno się domyślić, książkę polecam, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie jest to lektura dla każdego, ani też  lektura łatwa. Mimo to, myślę, że warto ;)

* T. Terzani, Koniec jest moim początkiem, s. 543

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


3 komentarze:

  1. Coś o tych świerszczach obiło mi się o uszy. A lektura zapowiada się interesująco :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ochotę na jakąś książkę tego autora...

    OdpowiedzUsuń
  3. Z chęcią zmierzę się z ta lekturą :)

    OdpowiedzUsuń