piątek, 30 stycznia 2015

"Służące" Kathryn Stockett

Tytuł: "Służące"
Autor: Kathryn Stockett
Liczba stron: 584
Wydawnictwo: Media Rodzina
Okładka: miękka
Wymiary: 13,5x20,5

Muszę przyznać, że w przeciwieństwie do "Życia Pi", bo mamy tutaj analogiczną sytuację (w obu przypadkach najpierw widziałam ekranizację), "Służące" okazały się książką świetnie napisaną i niesamowicie wciągającą. 


O czym ta historia? Pewnie większość z Was wie, bo albo oglądała film, albo książkę ma już za sobą, albo po prostu słyszała już o jednym i drugim tyle, że nie trzeba Wam tego po raz wtóry na łamach kolejnego bloga wykładać. Chociaż może się mylę, bo ogólnie mam to do siebie, że sięgam po niektóre pozycje na długo po tym, gdy przeżywały swoje 5 minut i był na nie tzw. "boom", czyli niemalże każdy się w nich zaczytywał, a recenzje mnożyły się niczym pączkujące komórki drożdży zalewając blogosferę :P

 Dlatego jeśli miałabym się pokusić o wypowiedź pt. "o czym jest ta książka?", to odpowiedziałabym, że o miłości - takiej matczynej, ale nie mającej zbyt wiele wspólnego z więzami krwi, a jednak rodzinnej. Dodajmy do niej jeszcze wyimaginowane podziały niosące ze sobą bezsensowne, ale jakże okrutne cierpienie oraz zwykłą, szarą codzienność - taką namacalną, którą wokół siebie ma każdy z nas. Tak, wiem - brzmię raczej nielogicznie, ale ten kto czytał zapewne wie (albo chociażby przypuszcza :P), co mam na myśli. Tym mniej wtajemniczonym jestem chyba jednak winna słowo komentarza.

Otóż pewna kobieta postanowiła namówić inne kobiety do zwierzeń. Co wcale nie jest takie proste, a już na pewno nie w tym konkretnym przypadku. Wychowana przez czarnoskórą nianię, młoda dziennikarka Skeeter, wpadła bowiem na pomysł, by porozmawiać z innymi czarnoskórymi służącymi o tym "jak to jest pracować u białych". Więcej - zdecydowała się napisać o tym książkę! Pomysł dość ryzykowny zważywszy na współczesne jej czasy, kiedy to dyskryminacja rasowa była na porządku dziennym i naprawdę źle się w kraju działo. O dziwo jednak udało jej się znaleźć kobiety, którym nie brakowało odwagi, by podzielić się z innymi swoim życiem.

Książka jest napisana z trzech perspektyw i obrazuje historie trzech kobiet: szukającej odpowiedzi i miłości Skeeter, doświadczanej przez życie Minnie oraz dobrodusznej Aibileen. Największą siłą tych opowieści jest poziom ich uwiarygodnienia m.in. poprzez genialny zabieg językowy, którym posłużyła się autorka. Każda z postaci mówi swoim "osobnym głosem", posiada niepowtarzalny charakter i pokazuje nam świat z zupełnie innej perspektywy, niż jej poprzedniczka. I to jest świetne, bo gdy np. czytam zwierzenia Aibileen opatrzone licznymi potknięciami gramatycznymi, a nawet w swej wymowie noszące znamiona gwary, to widzę w tym taką urzekającą prostoduszność i szczerość. I jak tu z miejsca nie pokochać takiej bohaterki? Podobnie jak poczucia humoru Minnie, czy też uroczych perypetii panienki Skeeter.

Na wstępie napisałam, że jest to historia o matczynej miłości. Miłości, którą służące przelewały na dzieci Państwa, u których służyły. Dzieci, które wychowywały i darzyły nierzadko większymi względami, niż ich rodzicielki. Smutna to prawda, zwłaszcza gdy spojrzymy na to jak chociażby bohaterki naszej powieści były w zamian traktowane. I rodzi się pytanie: skąd się biorą te podziały i okrucieństwo w stosunku do drugiego człowieka? Dlaczego nie możemy spojrzeć na siebie oczami dzieci i dostrzec tego, co jest naprawdę istotne? Zobaczyć dobro i ciepło w drugim człowieku, dostrzec w nim istotę podobną sobie. Znaleźć w nim oparcie, ale nie w charakterze podnóżka, lecz bardziej tyczki, dzięki której możemy piąć się w górę niczym wzrastająca roślina. 

Książka porusza niesamowicie ważny temat i robi to w sposób, który naprawdę chwyta za serce i generuje refleksje. Dlatego osobiście życzę zarówno sobie jak i Wam, jak najwięcej takich historii na naszych czytelniczych ścieżkach. Niesamowita lektura, do której chętnie wrócę w przyszłości. 

8 komentarzy:

  1. Njapierw obejrzałam film,a dopiero potem dowiedziałam się że istnieje książka. Muszę przeczytać, a Tobie gorąco polecam film :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Od dawna mam tę książkę w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję, że przypomniałaś mi o tej książce. Rzeczywiście był taki moment, że było o niej bardzo głośno, lecz potem wszystko przycichło i wyleciało mi z głowy, że warto ją przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam w planach, bardzo mnie ciekawi ta książka!

    OdpowiedzUsuń
  5. Książki nie czytałam, ale film świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. :-) Zapraszam do siebie, żeby zapoznać się z moja opinią :-) Też byłam zachwycona!

    http://poslubionaksiazce.blogspot.com/2015/01/rasizm-w-biaych-rekawiczkach.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam ją dobrą chwilę temu, chyba jeszcze nie pisałam wtedy bloga, a zaraz potem oglądałam film. Oba zrobiły na mnie wielkie wrażenie, jedna z najlepszych powieści amerykańskich ostatnich lat.

    OdpowiedzUsuń