piątek, 6 maja 2016

"Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" Jessika Knoll

Tytuł: "Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie"
Autor: Jessika Knoll
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Znak Literanova
Okładka: miękka
Wymiary: 13,5x21,0

Wydaje mi się. Z tą książką jest trochę tak, jak z różą na jej okładce. Jest mroczna i niektórzy będą nią zachwyceni. Inni zaś nazwą ją ohydną. Główna bohaterka, czyli jak krzyczy do nas okładka - "najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" wcale szczęśliwa nie jest, pomimo tego że patrząc z boku ma wszystko to, czego wiele kobiet jej zazdrości: urodę, świetną pracę i bogatego narzeczonego. Niestety jest to tylko kamuflaż, niezdarnie założona maska, która miała zakryć kładącą się cieniem traumatyczną przeszłość Ani, a właściwie TifAni FaNelli, bo tak brzmi jej prawdziwe nazwisko. Cóż to za sekret skrywa nasza bohaterka? Dowiemy się niedługo z dużego ekranu, gdyż szykuje się film dokumentalny opowiadający o wydarzeniach sprzed 14 lat, kiedy to Ani uczęszczała do liceum..

Teraźniejszość miesza się z przeszłością i wkrótce lepiej poznajemy przeszłość Ani. Trochę to jednak wszystko takie chaotyczne, ponieważ autorka momentami zbyt nagle przeskakuje od wydarzeń sprzed 14 lat do chwili obecnej i odwrotnie. Ale to nic. Pewne karty zostają w końcu odkryte i czytelnik zaczyna się zastanawiać "naprawdę o tym chcą kręcić ten dokument?", aż tu nagle BUM! - wychodzą na jaw kolejne nieznane nam do tej pory fakty i zmieniają całą sytuację nadając jej na szczęście więcej sensu. Całość trzyma w napięciu i czyta się to naprawdę dobrze. Sam temat jednak jest trudny i może przygnębiać, dlatego też uporanie się z tą książką zajęło mi trochę więcej czasu, niż się spodziewałam.

Co do ogólnych wrażeń. Nie wiem jak inni czytelnicy, bo nie czytałam zbyt wielu recenzji, ale ja zdecydowanie nie polubiłam głównej bohaterki. Co więcej, pomimo tego wszystkiego, co ją spotkało jakoś nie potrafiłam jej tak do końca współczuć! Nie mówię, że zawsze musimy lubić tytułowych bohaterów, ale Ani była dla mnie osobą wręcz odpychającą. Nazwałabym ją również pozerką oraz strasznie obliczoną osobą, robiącą coś typowo z myślą o korzyściach jakie może uzyskać, a niekoniecznie w zgodzie z samą sobą. Było w niej również dużo złości i agresji - zwłaszcza w tej nastoletniej wersji, którą przedstawiła nam autorka. Dlatego też moje uczucia w stosunku do niej są bardzo ambiwalentne.

Nie mogłam się też oprzeć wrażeniu, że niektóre kwestie zostały potraktowane zbyt powierzchownie, podobnie jak postacie. W ogólnym rozrachunku książka nie zrobiła na mnie jakiegoś spektakularnego wrażenia, dlatego ani nie polecam, ani nie odradzam. Niech każdy (jeśli będzie miał na to ochotę) przekona się sam.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:





1 komentarz:

  1. Jestem w stanie poświęcić czas tej książce jeżeli spotkam ją przy następnej wizycie w bibliotece. ;)

    Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do siebie ;)
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń