niedziela, 7 sierpnia 2016

"My" David Nicholls

Tytuł: "My"
Autor: David Nicholls
Liczba stron: 480

Wydawnictwo: Świat Książki
Okładka: miękka

Do przeczytania tej książki zachęciła mnie recenzja Viv z bloga "Krakowskie czytanie" - pozdrawiam Cię kochana ;) Mam już na swoim koncie dwie książki autora. Jedna bardzo mi się podobała ("Jeden dzień"), a druga rozczarowała ("Dubler"), więc o autorze niemalże zupełnie zapomniałam, aż do teraz. 

"My", czyli Douglas i Connie Petersonowie oraz ich syn Albie wybierają się na wspólne wakacje po Europie. Niby nic niezwykłego, ot zwykła angielska rodzina jedzie na urlop, ale... Wycieczka została zaaranżowana, ponieważ Connie po niespełna dwudziestu pięciu oznajmiła Douglasowi, że "chyba chce od niego odejść". Więc nasz bohater, niczym tonący brzytwy, chwycił się pomysłu, że wspólna podróż może uratować ich małżeństwo. Czy muszę dodawać, że ich prawie już pełnoletni syn nie będzie wcale zachwycony wizją spędzenia letnich miesięcy w eskorcie kłócących się rodziców? Ale uwaga - ruszamy! Pierwszy przystanek: Paryż.

Książkę czyta się naprawdę świetnie, bo jest szalenie prawdziwa w ukazywaniu ludzkich relacji. Nie wiem dlaczego, ale miałam wrażenie, że Connie i Douglas w ogóle do siebie nie pasowali. Artystka i naukowiec, serio? Powiecie: czemu nie, miłość nie zna granic! I ok, bo oni rzeczywiście się w sobie zakochali. Rzecz jednak w tym, że czasem naprawdę trudno jest pogodzić ze sobą pewne rozbieżne cechy charakteru i choćby nie wiem jak dużo starania wkładała w to każda ze stron, to może się nie udać...

Nasi bohaterowie mieli skrajnie różne podejście do życia. On: poukładany, odpowiedzialny, poświęcony swojej pracy. Ona: wyluzowana, nieprzewidywalna, o artystycznej duszy. Ich syn również był rozdarty, bo z jednej strony miał matkę, która chciała by rozwijał swoją kreatywność i na wiele rzeczy przymykała oko, a z drugiej ojca wyznającego zasadę, że w życiu można do czegoś dojść jedynie dzięki ciężkiej pracy oraz naukom ścisłym, do których studiowania go zmuszał.

Żal mi było Douglasa, który nie potrafił nawiązać kontaktu z synem, czasami aż za bardzo się starał i wszystko planował zamiast być po prostu spontanicznym. Gdzieś tam w głębi duszy rozumiałam też Connie, która nie czuła się do końca spełniona, bo porzuciła swoje artystyczne marzenia dla nudnego, prowincjonalnego życia. Ich związek przypominał jedną wielką huśtawkę i wzbudzał naprawdę silne emocje.

Eh... Uwielbiam takie burzliwe i skłaniające do myślenia lektury. I muszę przyznać, że nominacja do Bookera jest dla mnie w tym przypadku jak najbardziej uzasadniona, bo Nicholls odwalił naprawdę kawał dobrej roboty.



1 komentarz:

  1. U mnie na półce czeka 'jeden dzień", który z wielką chęcią bym przeczytała, ale jakoś mi z nią nie po drodze... Nie mniej Twojarecenzja coraz bardziej mnie zachęciła do poznania losów Connie i Douglasa :)

    OdpowiedzUsuń