czwartek, 9 kwietnia 2020

"Ostatnie królestwo" Bernard Cornwell - książka vs serial





Tytuł:  "Ostatnie królestwo"
Autor: Bernard Cornwell
Liczba stron: 488
Wydawnictwo: Otwarte
Chomikometr książka: 5/10
Chomikometr serial: 10/10

Wszystko zaczęło się od serialu, który polecił mi tata. Ponieważ oboje, najogólniej rzecz ujmując, jesteśmy fanami filmów kostiumowych - przeczuwałam, że szykuje się coś ciekawego. Rzeczywistość jednak przeszła moje najśmielsze oczekiwania! Serial okazał się świetny i od razu trafił na listę moich ulubionych, a Uthred z Bebenburg i jego "Destiny is all" zapisał się bardzo wyraźnie w mojej pamięci :D

Oczywiście spodziewałam się, że serial powstał na kanwie powieści, ba! całej serii książek! Powiem więcej - okazało się, że miałam je już nawet od dawna na mojej dłuuuuugiej liście pt. "do przeczytania" teraz/zaraz/kiedyś/nigdy?. Po tym, jak heroicznie powstrzymałam się od zakupu papierowej wersji (brawo ja!), zanurzyłam się w lekturze "Ostatniego królestwa" na moim wiekowym Kindle i... mega się rozczarowałam! "Jak to? Jak to jest możliwe?!" - powtarzałam, z niedowierzaniem przerzucając kolejne strony. "Nie, to nie tak!" - serio, lamentom nie było końca. Począwszy od koloru włosów głównego bohatera, jego charakteru, po sam sposób narracji - jeden wielki klops. I to ten niesmaczny. Wiecie, taki niedoprawiony i na to wszystko jeszcze przypalony.

Ok, ale tak zarzucam Was moimi refleksjami, podczas gdy nie macie jeszcze pojęcia o czym mówię. Ponieważ nigdy nie byłam dobra w streszczaniu/parafrazowaniu fabuły wrócę do moim prehistorycznych zabiegów wklejania opisu. Voilla!

"Anglia, IX wiek. Wikingowie plądrują i zajmują ziemie kolejnych anglosaskich królestw. Uhtred, syn ealdormana Northumbrii, trafia do duńskiej niewoli po tym, jak jego ojciec zginął w walce z najeźdźcami. Dorasta wśród wikingów, żyje zgodnie z ich zasadami, staje się częścią rodziny jarla Ragnara i wojownikiem.
Jednak przeznaczenia nie da się oszukać. Los jest nieubłagany. W chaosie duńskiej inwazji, w wirze walki Uthred staje przed wyborem, czy być lojalnym wobec tych, którzy go wychowali, czy wobec saskich pobratymców..." - opis pochodzi z witryny lubimyczyta.pl


Nie wiem skąd we mnie takie zamiłowanie średniowiecza. Jeśli się nad tym głębiej zastanowić, to były to bardzo trudne czasy i za nic w świecie nie chciałabym wtedy żyć, nie mniej jednak fascynują mnie. Podobnie jak główny bohater powieści Cornwella, Utred. Heroiczny bohater rozdarty pomiędzy przynależnością do kraju, z którego się wywodzi, a "barbarzyńskim" ludem, który stał się już na zawsze jego rodziną. Co najbardziej mnie porusza w tej postaci to honor. Dotrzymywanie danego słowa, duma, upór w dążeniu do celu... Zdaje się, że takich bohaterów już nie ma: w literaturze, na świecie. A przynajmniej jest ich niewielu i chyba to najbardziej przyciąga widzów do jego postaci.

Niesamowite z iloma moralnymi dylematami musi się zmierzyć, ilu tragedii doświadczy i jak niesamowicie w ich wyniku kształtuje się jego charakter. Serial oglądałam kilka miesięcy temu, ale w momencie, gdy piszę te słowa mam ochotę znów do niego wrócić! Wszystko w nim jest spójne: cała historia, jak i bohaterowie. Nie ma tu zapierających dech w piersiach efektów specjalnych, a mimo to widz nie może oderwać oczu od ekranu. Kończy się odcinek, a Ty się nie zastanawiasz i po prostu od razu odtwarzasz kolejny - znacie to uczucie?

Ok, skoro już wiecie, że serial w moim odczuciu jest genialny i z całego serca Wam go polecam, to co było nie tak z książką. Może zabrzmi to krzywdząco, ale odniosłam wrażenie jakby ktoś nieudolnie próbował przerobić podręcznik do nauki historii na powieść. E e nic z tego! Za dużo tu suchych faktów - informacji o rozmieszczeniu wojsk, bitwach, decyzjach króla - wszystko to opisane tak "na sucho" i bez emocji. Nie ma tu żadnych charakterystyk postaci, tej głębi która jest w serialu, psychologii. Null, zero, nada. Nie pomaga mała ilość dialogów - większość kart zajmują opisy lub coś na kształt sprawozdania. Tak jakby kronikarz spisywał dawne dzieje nie znając i nie interesując się za bardzo ich bohaterami. Dodatkowo razi mnie niespójność charakteru książkowego Uthreda, który w serialu jaki się jako osoba broniąca do końca swoich racji i nie przytakująca innym w poszukiwaniu poklasku, czy łaski. W powieści - jest wręcz na odwrót - chorągiewka na wietrze, bez uczuć... Why?!

Zniechęciłam się na tyle, że po kolejne tomy na pewno nie sięgnę. I naprawdę czapki z głów dla twórców serialu, którym udało się stworzyć tak niesamowitą historię :)

 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza