piątek, 30 marca 2018

"Kuba Niedźwiedź. Opowieści z gawry." Renata Kijowska

Tytuł:  "Kuba Niedźwiedź. Opowieści z gawry."
Autor: Renata Kijowska
Liczba stron: 160

Wydawnictwo: Znak Emotikon
Okładka: twarda



Wiecie czym jest gawra? To miejsce, które niedźwiedzie wybierają na swój "apartament" na zimę. Tam właśnie przesypiają najmroźniejsze miesiące z dala od ludzi. I z takiej właśnie gawry wygrzebały się trzy niedźwiedzie: Kuba, Benio i ich mama.

Cała trójka żyje w lesie. Mama uczy swoje młode jak wspinać się na drzewa i zdobywać jedzenie. Wkrótce do wesołej gromadki dołącza osierocony lis Staszek, którego niedźwiedzie uratowały z rąk kłusowników i wiewiórka Wióra - mała ruda złośnica, która towarzyszy naszym bohaterom podczas ich leśnych eskapad. A przygód nie brakuje, bo przecież wyjadanie ludzkiego jedzenia ze śmietników wcale nie jest bezpiecznym zajęciem, podobnie jak skakanie po dachach aut.

Książka inspirowana jest prawdziwymi historiami o niedźwiedziach, przeplatana ciekawostkami i pięknymi ilustracjami. Ukazuje ich życie zarówno na wolności, jak i w zoo. Traktuje o zwyczajach tych zwierząt, ich diecie, a także zagrożeniach, zarówno tych jakie mogą stwarzać, jak i tych, których mogą doświadczyć.

Chwaliłam już wiele książek dla dzieci za ich wydanie: oprawę, ilustracje... I wiecie co Wam powiem? Mam wrażenie, że naprawdę wiele chwaliłam na wyrost, bo bledną, przy "Kubie Niedźwiedziu" i to dosłownie. Tylko spójrzcie:





Dawno nie miałam takiej przyjemności z samego trzymania książki w ręce, bo nawet okładka jest tak przyjemna w dotyku, że człowiek ma się ochotę do niej przytulić. Ilustracji autorstwa Anny Łazowskiej (Pani Aniu, świetna robota!) jest naprawdę sporo, a papier na którym została wydrukowana książka jest gruby i dobrej jakości.

Książka jeśli chodzi o treść jest ciekawa, aczkolwiek nie porywająca. Jeśli jednak miałabym jakieś dziecko zachęcić do czytania, to zdecydowanie przy pomocy takiej pozycji! Jest czym nacieszyć oko i umysł ze względu na liczne informacje o prawdziwym niedźwiedzim życiu ;)


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu:



wtorek, 20 marca 2018

"Czarna" Wojciech Kuczok, czyli mój pierwszy raz z audiobookiem

Tytuł: "Czarna" 
Autor: Wojciech Kuczok
Liczba stron: 240

Wydawnictwo: Od deski do deski

Audiobook

Tak się broniłam, tak nie chciałam. Mówiłam nie, bo nie. Bo przecież czytano to mi w dzieciństwie, więc dziwne by było, gdyby czytano mi teraz. Ja sama już przecież potrafię i chcę. Tak się wlepiać w te literki, smakować je i połykać. Czasem pojedynczo, a czasem cały zdaniami... A tu masz. Się wziął i przytrafił. Audiobook jeden. Na początku trochę niechciany i jak ten przysłowiowy jeż, do którego się podchodzi. A tu trzeba było słuchać. I to o czym!

Czarna. Jest okładka i miejscowość, w której mieszka: lokalny biznesman Jeremi z żoną Beatą i trójką dzieci, a także ceniona nauczycielka Maria z matką Heleną. Czarne są tu charaktery i czarne są dusze. Czarna jest miłość i czarna jest zbrodnia. Czarny jest nawet głos Edyty Olszówki, która mi czytała. Mieszkańcy Czarnej też są brudni - małomiasteczkową codziennością, która ich otacza. Oni wszystko o wszystkich wiedzą, plotkują i inwigilują. A tutaj jest romans. Tak moi drodzy - Maria i Jeremi. Jaka woda na młyn. I w gruncie rzeczy tragedia dla bohaterów.

Taki smutek emanuje z tej książki i taki brak szczęścia, że aż to człowieka przeszywa na wskroś. Królują tu pozory i ważne jest to, co ludzie mówią - jak to w mniejszych miejscowościach (stereotyp). Są tu też toksyczne relacje. Żona, dla której najwyższą wartością jest urodzenie mężowi syna i wścibska matka, która za wszelką cenę chce kontrolować swoją dorosłą córkę. A wszystko to po raz pierwszy zasłyszane, a nie przeczytane i trochę mi dziwnie z tym, bo zdecydowanie jestem typem wzrokowca.

A jest w tej książce co doceniać, ponieważ spodobał mi się styl autora i pewna surowość w przedstawieniu bohaterów, i to że nie trzyma on żadnej ze stron. Każdy tu jest jaki jest, obnażony w świetle dziennym i wystawiony na widok publiczny. Taki do obejrzenia sobie ze wszech stron, taki jaki jest. I to mi się spodobało, dlatego chciałabym to również zobaczyć, a nie tylko o tym usłyszeć. Chociaż muszę powiedzieć, że zaskoczyło mnie z jaką dbałością o szczegóły został ten audiobook nagrany. Na sali porodowej słychać płacz dziecka, a u wybrzeży Grecji plażowy gwar. Robi to wrażenie.

Nie spodziewałam się tak depresyjnej w gruncie rzeczy historii, ale mimo wszystko mam ochotę na więcej, bo Kuczok jest naprawdę dobrym obserwatorem.

Książki wysłuchałam dzięki:



sobota, 17 marca 2018

"28 dni Bikini Body. Przewodnik po zdrowym jedzeniu i stylu życia" Kayla Itsines


Tytuł:  "28 dni Bikini Body. Przewodnik po zdrowym jedzeniu i stylu życia"
Autor: Kayla Itsines
Liczba stron: 400

Wydawnictwo: Znak Lieranova

Okładka: twarda

Premiera: 14 marca 2018

Niech pierwszy rzuci kamieniem kto choć raz nie zadrwił z wszelkiej maści poradników. Ha! I tu was mam. Oczywiście, że znajdą się ich fani, ale chyba zdecydowana większość czytelników podchodzi nieufnie do książek, w których ludzie próbują udzielać nam rad. "28 dni..." rości sobie prawo do bycia przewodnikiem i to jeszcze po zdrowym jedzeniu i stylu życia - bardzo modny temat jakby nie było, bo przecież dzisiaj każdy chce być fit i zdrów.

Kiedy dostałam maila z propozycją otrzymania książki najpierw się zaśmiałam, ale później spojrzałam na okładkę i mój wzrok przyciągnęła informacja o przepisach. Tak, wiem - dziś w dobie internetu można w sieci znaleźć wszystko, ale wiecie - ja jestem bibliofilem. Papier w ręku, to papier w ręku i przecież wiadomo, że w kuchni milej się zerka na książkę, niż ekran smartfona/laptopa (subiektywna opinia). Biorę!

Jak dostałam paczkę, to najpierw pomyślałam, że są w niej 2 książki po czym oniemiałam, gdy okazało się, że "28 dni..." ma wymiary zbliżone do formatu A4. Wow! To ci dopiero kawał książska i jak kolorowego, i pełnego jedzenia i mmm... Ślinka mi pociekła od samego kartkowania, ale dobra o jedzeniu będzie za chwilę.





Autorki nie znałam i nadal nie znam, chociaż podobno śledzą ją miliony. Nieźle, że trenuje i pomaga innym, a i ten przewodnik wydaje mi się wcale niegłupim pomysłem. Na początek dostajemy kilka informacji o tym jak powinna wyglądać zrównoważony dieta, są informacje o mikro i makroelementach, alergiach i nietolerancjach pokarmowych, a także wskazówki dotyczące przygotowywania posiłków. Jest pięknie, kolorowo i pachnąco (porządny śliski papier suto okraszony farbą drukarską, to to co chomiki lubią najbardziej :D), ale jest też banalnie. Ameryki ani Australii (tam mieszka autorka) nie odkryjemy, ale co nacieszymy oko i nos, to nasze.



Dalej jest już lepiej, bo dostajemy praktycznie gotowy plan diety na 28 dni z mnóstwem wariantów posiłków do wyboru. Oczywiście nie radziłabym go brać dosłownie - wszak dieta zawsze powinna być ułożona indywidualnie pod każdą osobę, ale jako źródło inspiracji jak najbardziej. 





I w końcu są i one - przepisy <3 Znajdziemy ich naprawdę sporo i to okraszonych bajecznymi ilustracjami, które nie ukrywam podbiły moje serce. Jednak miałam nosa i okładka mnie nie oszukała. Mamy tu wszystko: śniadania, lunche, podwieczorki, kolacje oraz desery. Nie powiem, bo niektóre z przepisów są dość wymagające i mogą zniechęcić przeciętnego Kowalskiego, gdy przeczyta, że do przygotowania ciasta wiśniowego potrzebuje daktyle, pastę z nasion wanilii i surowe ziarna kakaowca, ale od czego ma się wyobraźnię. Poza tym znalazłam tu naprawdę sporo ciekawych potraw jak np. curry z pikantnym kalafiorem i ciecierzycą albo enchiladas z batatem, czarną rzepą i guacamole.

To się rozpisałam! Nic jednak nie poradzę na to, że ze mnie taki mały chomik łakomczuch i kosztuje mnie dużo wysiłku, by nie w prawdziwym życiu nie nabierać chomiczych kształtów, a i o jedzeniu też sporo mogę rozprawiać. Om nom nom^^

A zapomniałabym o ćwiczeniach! Autorka też o nich wspomina i na końcu znajdziemy ich krótki spis wraz z opisem wykonania, a do książki został również dołączony ilustrujący je plakat. 

Co do książki - nie polecam, nie odradzam, bo przecież każdy z Was sam dobrze wie, czy przedkłada papier ponad internet, czy nie. Miłej soboty! ;)


Książka przywędrowała do mnie od...





czwartek, 15 marca 2018

"Spod zamarzniętych powiek" Dominik Szczepański, Adam Bielecki

Tytuł: "Spod zamarzniętych powiek" 
Autor: Dominik Szczepański, Adam Bielecki
Liczba stron: 384

Wydawnictwo: Agora SA

E-book


"Góry obnażają. Zdzierają z ludzi maski. W momencie kiedy jesteś głodny i walczysz o życie, na wierzch wychodzi to, co masz w środku. Nie ukryjesz się."

Co czuje człowiek przebywający na wysokości ponad 8000 m n.p.m.? Nie mam pojęcia. Z tych najbardziej ekstremalnych przeżyć doświadczyłam niewiarygodnie szybkiego spadania z wysokości 4000 m n.p.m. Himalaistom chodzi jednak zgoła o coś innego -  ja mknęłam na spotkanie z ziemią, podczas gdy oni pną się z mozołem ku niebu. W którą by jednak stronę człowiek nie zmierzał, podejrzewam że jego odczucia na pewnych płaszczyznach mogą być podobne.

Adam Bielecki, lat 34 (no już prawie 35), himalaista. Od samego początku starałam się nie traktować tej książki stricte jako autobiografii, żeby nie popaść w śmieszność ze względu na młody wiek autora/bohatera. Potraktowałam ją jako historię o górach i pasji. O pokonywaniu własnych słabości, przekraczaniu granic i spełnianiu marzeń. Historię spisaną spod zamarzniętych powiek (genialny pomysł na tytuł btw) na najwyższych szczytach świata.

Nie dla mnie wyprawa, gdzie temperatura spada kilkadziesiąt stopni poniżej zera (nie, nie lubię zimna brr!). I nie dla mnie wyprawa, na którą jedziesz z kumplem, a wracasz sam (nie, nie chcę płakać po stracie kolejnej bliskiej mi osoby) albo co gorsza nie wracasz w ogóle (tak, kocham moje życie!). Szczerze nie kumam tego, ale wiem że nie muszę. Z drugiej strony podziwiam i szanuję. Serio. Za pasję. Za samozaparcie. Za odwagę. I wreszcie za tę nutę szaleństwa, którą musi mieć w sobie człowiek, który godzi się na to, by spędzać w takich warunkach kilka tygodni.

Książka ukazuje jaką drogę przebył Adam od "zwykłego chłopaka" do "znanego himalaisty". Ile go to kosztowało, co stracił, co zyskał, jakie przeciwności i zrządzenia losu napotkał na swojej drodze. Dodatkowo mamy wgląd w to, jak wygląda zdobywanie tych najwyższych gór - jest to ciągła wędrówka w górę i w dół, nieustanna walka, gdzie czasem zdobycie szczytu wcale nie oznacza zwycięstwa. Trochę tu też opowieści o polskim himalaizmie w ogóle, wspominania kilku znanych nazwisk, dumy z rodaków. Wszystko jest jednak proste, bez zbędnego patetyzmu  i bez gloryfikacji, bo w gruncie rzeczy takie powinno być życie.

Miała być recenzja? Wybaczcie, znowu wyszły mi tylko swobodne refleksje...




Książkę przeczytałam dzięki platformie:




piątek, 2 marca 2018

"Raz, dwa, trzy, zaśnij Ty" Dorota Kassjanowicz, Gosia Herba

Tytuł: "Raz, dwa, trzy, zaśnij Ty"
Autor: Dorota Kassjanowicz, Gosia Herba
Liczba stron: 48

Wydawnictwo: Znak Emotikon

Okładka: twarda


Jak sam tytuł wskazuje książeczka ma formę wyliczanki, którą można porównać do słynnego liczenia owieczek przed snem. Raz, dwa, trzy...


Każda cyferka, to nic innego jak zaproszenie do snu ułożone w formie krótkiego wierszyka. Jednym z moich ulubionych jest to piąte z kolei:

"Pięć uśmiechów,
przed zaśnięciem,
a śnić się wesoło będzie.
Pięć uśmiechów rano i...
spełnią się wesołe sny!
Zawsze warto się uśmiechnąć.
Nawet teraz. Wiem na pewno."

Co prawda w mojej człowieczej karierze jeszcze nigdy nie czytałam dziecku do snu, ale jeśli miałabym to robić, to z przyjemnością z tak ciekawie wydanej publikacji pełnej dość abstrakcyjnych, ale jednocześnie ciekawych ilustracji. Mam małego chrześniaka, więc może niedługo uda mi się przetestować twórczość Pani Doroty na potencjalnym odbiorcy - trzymajcie za mnie kciuki ;)

Tymczasem...

"Jest ciepło, ciemno, cicho...
Czas spać! Bo powiem mamie!
Patrz, nawet na Księżycu
Zasnęli już Marsjanie"


Z książka zapoznałam się dzięki Wydawnictwu: