wtorek, 31 grudnia 2013

Szczęśliwego Nowego Roku!

Chomik oczywiście po świętach musiał się rozchorować, ale mimo wszystko ten mały zwierz zamierza pożegnać mijający rok z wielkim hukiem. Trzymajcie kciuki, żeby dotrwał do północy ;)


A dzisiaj...
Życzę sobie i Wam, aby ten nadchodzący 2014 rok, był lepszy od poprzedniego.
Żeby był zdrowy, wolny od smutku i pełen miłości.
Spełniajcie marzenia i bądźcie szczęśliwi!


A także bawcie się dobrze dzisiejszej nocy!

Do usłyszenia niedługo ;)

środa, 18 grudnia 2013

"Władczyni rzek" Philippa Gregory

Tytuł: "Władczyni rzek"
Autor: Philippa Gregory
Liczba stron: 544
Wydawnictwo: 
Książnica
Okładka: miękka
Wymiary: 13,5x23,0


"XV-wieczna Anglia i progu Wojny Dwu Róż. Barwna opowieść o niezwykłej kobiecie, Jakobinie Luksmburskiej. Jakobina - wywodząca się według rodzinnej legendy od Meluzyny, wodnej boginki - już w dzieciństwie odkrywa swój dar jasnowidzenia. Gdy we wczesnej młodości spotyka Joannę d'Arc oskarżoną o uprawianie czarów, dostrzega w niej odbicie własnej mocy. Wtedy pojmuje, że kobieta może zdecydować o swoim losie, ale przeczuwa także, jak niebezpieczne mogą być marzenia.

Po śmierci męża, księcia Bedfordu, który zapoznał ją z tajnikami nauki i alchemii, Jakobina ponownie wychodzi za mąż, nie czekając na królewską zgodę. Małżonkowie udają się do Anglii, by służyć na dworze królowej Małgorzaty Andegaweńskiej. Jakobina szybko zyskuje zaufanie i przyjaźń młodej monarchini. Jednak rozpoczynająca się rywalizacja Lancasterów i Yorków zagraża najbliższej rodzinie Jakobiny. Niepokojona proroczymi wizjami, nie cofnie się przez niczym, by zapewnić przyszłość swej córce Elżbiecie." [Książnica]


W końcu! Stało się - przeczytałam (moją) pierwszą powieść Philippy Gregory! Pięknie wydaną i z odpowiedniej grubości kartkami. No co? Nie śmiejcie się. To bardzo ważne, gdy czytasz książkę na przystanku autobusowym i możesz przerzucać strony nie zdejmując rękawiczek, co by nie wystawiać chomiczych łapek na mróz. Oj tak, winter is coming, a czuć to zwłaszcza, gdy autobusy notorycznie się spóźniają. Strach pomyśleć, co będzie, gdy spadnie śnieg! Ale hola, hola, bo się zagalopowałam. Mowa miała być o książce.

Fabuły streszczać Wam nie będę, zrobił to za mnie opis, a także wiele innych osób w swych recenzjach, dlatego też skupię się na swoich osobistych odczuciach. Książka jest r-e-w-e-l-a-c-y-j-n-a. Naprawdę. Jestem pod ogromnym wrażeniem autorki, która pokazała mi XV-wieczną Anglię wraz z jej historią w sposób niebanalny oraz niebywale ciekawy. Tak to ja bym się chętnie uczyła historii w ogóle, gdy zamiast suchych faktów i dat, mogłabym poznać ich ludzkie i fascynujące oblicze. Oczywiście wiadomo, że autorka popuściła również wodze swojej fantazji - wszak pisała o postaci zapomnianej, jak wskazuje nam sam tytuł. Obok ogólnie znanych faktów historycznych, zaserwowała nam szczegółowo dopracowany portret niezwykle charyzmatycznej kobiety, wplatając doń zarówno kontekst polityczny, jak i elementy magii.

Gregory porusza w swojej powieści wiele wątków, a wszystkie ukazuje z perspektywy... kobiety! Muszę przyznać, że trochę zaskoczyła mnie pierwszoosobowa narracja, ale szybko doceniłam jej wartość i przepadłam bez reszty w opowieści Jakobiny. Dałam się porwać jej uczuciom oraz rozterkom, a także z zapartym tchem śledziłam losy targanej wojną Anglii. Przede wszystkim jednak miałam okazję poznać od podszewki sytuację XV-wiecznych kobiet. Mam tu na myśli m.in. palenie na stosie, które chętnie fundowano interesującym się zielarstwem niewiastom, a także tym, które chciały wyjść z cienia mężczyzn i odegrać jakąś znaczącą rolę na arenie politycznej - vide wspomniana na początku powieści Joanna d'Arc.

Jestem oczarowana tą książką. "Władczyni rzek" utwierdziła mnie w przekonaniu, że muszę przeczytać wszystkie pozostałe książki autorki. Mam jednak do Was pytanie natury technicznej, że tak się wyrażę. W jakiej kolejności je czytać? Ja planuję na początek tak:

"Władczyni rzek"
"Biała królowa"
"Czerwona królowa"
"Córka twórcy królów"

ktoś podpowie mi co dalej? ;)


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:



poniedziałek, 16 grudnia 2013

Filmowy poniedziałek z Chomikiem -> "Labirynt"

Tytuł: "Labirynt"
Gatunek: thriller
Produkcja: USA
Reżyseria: Denis Villeneuve
Scenariusz: Aaron Guzikowski


"Sześcioletnia córka Kellera Dovera i jej koleżanka zostają uprowadzone. Zirytowany bezradnością policji ojciec bierze sprawy w swoje ręce." [Filmweb]


Bardzo chciałam obejrzeć ten film. Zarówno ze względu na pozytywne recenzje, jak i opinie znajomych. Dlatego też postanowiłam poświęcić nie bagatela 2,5h mojego chomiczego żywota i rzucić okiem na owe dzieło.  Pierwsze co mi się spodobało, to świetnie zbudowany klimat. Taki wręcz nie amerykański i to w tym jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Trochę mroczny, a przede wszystkim trzymający w napięciu, dzięki czemu film w ogóle mi się nie dłużył.

Przenosimy się na przedmieścia, gdzie dwie zaprzyjaźnione rodziny spędzają razem Święto Dziękczynienia. Tak zwyczajnie i prosto, bez żadnego nadmiernego patosu i wydumanych kolorów, jeśli wiecie o co mi chodzi. Jest miło, spokojnie, momentami śmiesznie, chwilami nudno, po prostu normalnie. Wszystko zmienia się, gdy najmłodsze pociechy naszych bohaterów postanawiają udać się na poszukiwanie czerwonego gwizdka. Rodzice, zakładając, że starsze rodzeństwo będzie miało oko na dziewczynki, pozwalają małym pójść do pustego domu jednej z rodzin. Gdy przychodzi do pożegnania, okazuje się, że dzieci nigdzie nie ma, a jedynym tropem staje się zaparkowany tego dnia w dole ulicy kamper, który nagle też zniknął.

Rozpoczyna się wyścig z czasem, szukanie podejrzanych, przesłuchania oraz narastająca frustracja rodziców, idąca w parze z depresją. Śledztwo w tej sprawie prowadzi detektyw Loki - jeden z najlepszych, bo rozwiązał jak do tej pory wszystkie powierzone mu sprawy. Jednak mimo jego zapewnień i czynionych starań, ojciec jednej z uprowadzonych dziewczynek postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. W tym momencie zaczynamy wkraczać na naprawdę mroczny grunt. Przekonany o winie miejscowego dziwaka Keller Dovan postanawia go odczłowieczyć i odłożyć na bok swoją gorliwą wiarę oraz moralność. W powietrzu można poczuć skotłowane razem: strach i rozgoryczenie. Jednakże zegar wciąż tyka, katowana ofiara milczy, a o dziewczynkach nadal nikt nic nie wie.

Dawno żaden seans nie zaabsorbował mnie w takim stopniu. Mamy tu wszelkiej maści emocje, ważkie tematy, a także przemoc, traumę i w końcu śmierć. Nie obyło się jednak bez drobnych "wpadek", czy też celowych zabiegów twórców, które potrafią nieźle zirytować widza, a także kilku niedopowiedzeń. Nie będę się mimo to nadmiernie czepiała, bo w ogólnym rozrachunku film uważam za bardzo dobry i jeśli chcecie obejrzeć godny uwagi i trzymający w napięciu thriller, to jak najbardziej mogę Wam "Labirynt" polecić.
 

niedziela, 8 grudnia 2013

"Kobiety pragną bardziej" Greg Behrendt, Liz Tuccillo

Tytuł: "Kobiety pragną bardziej"
Autor: Greg Behrendt, Liz Tuccillo
Liczba stron: 196
Wydawnictwo: 
Rebis
Okładka: miękka
Wymiary: 15,0x20,5


"Kobiety odnoszące sukces nie zawsze potrafią właściwie ocenić zaangażowanie mężczyzny. Łudzą się, że dając partnerowi więcej swobody i akceptując jego postępowanie, sprawią, że zwiąże się z nimi na stałe. Spotykają się z przyjaciółkami i prowadzą długie rozmowy, analizując niejasne zachowania mężczyzn. To strata czasu! Mężczyzna nie jest skomplikowany, choć chce, by za takiego go uważano. Nie ma mowy o żadnych sprzecznych sygnałach. Może po prostu nie zależy mu na tobie! Wielki hit ostatnich lat w USA, ponad 2 miliony wydanych egzemplarzy. Numer jeden na listach bestsellerów "New York Timesa", "USA Today", "Publisher's Weekly", "Wall Street Journal"." [Rebis]

Skusiłam się, bo myślałam, że książka ta jest papierowym odpowiednikiem filmu o tym samym tytule, który bardzo przypadł mi do gustu. Wszak nawet okładka do niego nawiązuje! A to się okazało, że mam w ręku... poradnik. Nic, myślę sobie: może znajdę w nim coś ciekawego? i zaczęłam czytać. W końcu związki damsko-męskie to wcale nie taka prosta sprawa jak się może z pozoru wydawać, więc może dowiem się czegoś interesującego.

Niestety muszę przyznać, że się zawiodłam... Książka została podzielona na kilkanaście rozdziałów wśród których znajdziemy m.in. takie nagłówki jak: "Nie zależy mu na Tobie, jeśli sypia z inną", tudzież "Nie zależy mu na Tobie, jeśli jest samolubnym draniem, tyranem lub potwornym dziwakiem". Really? Czy kobieta naprawdę potrzebuje poradnika, żeby to sobie uświadomić? Jeśli mam być szczera, to moje poczucie własnej wartości, jak i domniemana inteligencja zostały porządnie ugodzone tą lekturą. Rozumiem, że nie bez powodu mówi się, że miłość jest ślepa, oraz że strach przed samotnością może niekiedy zaciemniać właściwy osąd sytuacji, ale nie róbmy z kobiet maniakalnych desperatek. Mam rację? ;)

Żeby jednak nie było, że tylko krytykuję - znajdziemy w tym poradniku także bardziej sensowne rozdziały typu: "Nie zależy mu na Tobie, jeśli się z Tobą nie umawia". Niby oczywiste, ale jednak często tłumaczymy sobie takie zachowanie mężczyzny na najróżniejsze możliwe sposoby i potrafimy snuć najbardziej wybujałe domysły na temat rzekomej nieśmiałości, tudzież onieśmielenia naszego "adoratora". Autorzy skutecznie sprowadzają  nas na ziemię i wybijają nam te i inne mrzonki z głowy. Trzeba przyznać, że Greg robi to w dość dobitny, a czasami i wręcz brutalny sposób, ale gdy czytałam listy niektórych czytelniczek, to przestawałam mu się dziwić.

Gdybym miała podsumować ten poradnik, to powiem Wam, że szkoda czasu, bo w sumie nie dowiecie się z niego niczego nowego. Liczyłam na coś innego, to raz, a dwa jak już wiedziałam, że tego nie dostanę, to i tak liczyłam na więcej i się krótko mówiąc przeliczyłam. Jestem na nie.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


piątek, 6 grudnia 2013

"Bliźnięta. Tajemnica tożsamości" Lawrence Wright

Tytuł: "Bliźnięta. Tajemnica tożsamości" 
Autor: Lawrence Wright
Liczba stron: 158
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Okładka: twarda
Wymiary: 15,0x24,5


"Książka Lawrence'a Wrighta, popularyzatora najnowszych osiągnięć nauki, nominowana została w 1998 roku do międzynarodowej prestiżowej nagrody "Rhone - Poulenc Science Book Prize" za najlepszą pracę z zakresu genetyki." [opis z okładki]

Dzisiaj chciałabym napisać o książce, jaka jeszcze nigdy nie pojawiła się na moim blogu. Primo jest to publikacja popularnonaukowa, secundo lektura obowiązkowa na jednym z najciekawszych fakultetów na moich niezbyt porywających studiach. No dobra, właściwie to tylko jeden z rozdziałów był obowiązkowy, ale tak mnie zaintrygował, że postanowiłam zapoznać się z całością ;)

Na pewno każdy z Was zastanawiał się kiedyś, tak choćby przez jeden krótki moment, co tak naprawdę sprawiło, że jesteśmy akurat tacy, a nie inni. Czy miało na to wpływ wychowanie oraz środowisko w jakim dorastaliśmy, czy też ukształtowały nas przekazane przez rodziców geny? Mówi się, że "natury nie oszukasz", ale z drugiej strony zdarza nam się stwierdzić, że ktoś jest niewychowany. Co jest zatem prawdą? Czy człowiek przychodzi na świat jako "tabula rasa", na której życie kreśli swe znaki w zależności od tego w jakim środowisku przyjdzie nam dorastać? Czy też może jesteśmy już z góry zaprogramowani do pewnych celów, od urodzenia: tacy, a nie inni, skazani na bezwolnie kierująca nami naturę pod postacią genów? Obie wizje przerażają, przynajmniej mnie, chociaż ta druga chyba bardziej, bo gdzie tu nasza wolna wola? Czy nieuchronnie muszę podążać ścieżką, którą wybrano za mnie? Pytania można mnożyć. Trudniej jest z odpowiedziami.

Zapytacie, gdzie w tym wszystkim są bliźnięta? Już wyjaśniam. Otóż, pomijając fakt, iż samo poczęcie bliźniąt jest zagadką, której nauka do tej pory nie potrafi rozwikłać, wiemy, iż bliźnięta jednojajowe, to takie, które urodziły się w wyniku podziału zapłodnionej komórki jajowej i posiadają niemalże identyczny genotyp (zestaw genów). Dlatego też wielu uczonych dopatrzyło się w nich szansy na rozwiązanie wskazanego powyżej przeze mnie problemu. Bo co się stanie, gdy bliźnięta jednojajowe zaraz po urodzeniu umieścimy w dwóch skrajnie różnych rodzinach zastępczych, a co za tym idzie - różnych środowiskach? Pomijając etyczny aspekt takiego eksperymentu, pewnie wielu z Was odpowie, że będziemy mogli sprawdzić, kto jest zwycięzcą w potyczce "geny vs środowisko". Takie też było założenie badaczy, którzy podjęli się próby zgłębienia nurtującego ich pytania o ludzką tożsamość.

Autor pokazuje nam jaki przebieg miały badania nad bliźniętami na przestrzeni lat, przytacza wiele wręcz niewiarygodnych momentami historii, podaje konkretne dane, a także prezentuje wiedzę, którą nauka pozyskała na temat poczęcia bliźniąt. Stawia pytania i próbuje dociec odpowiedzi, wyciągając wnioski ze zdobytych przez jego poprzedników informacji. Sprawa oczywiście nie jest łatwa, bo czy ludzkie życie można sprowadzić do uproszczonych schematów i zaszufladkować? Nie jesteśmy maszynami, ciągle zaskakujemy, sami dla siebie tak naprawdę jesteśmy tajemnicą, więc jak w tym wszystkim tak naprawdę możemy się połapać, kim jesteśmy? Czujemy się niepowtarzalni, ale czy aby na pewno tak jest? Oraz czy w pełni możemy decydować o swoim życiu?

Temat niezwykle intrygujący. Nie zdradzę Wam jednak odpowiedzi na żadne postawione przeze mnie pytanie. Ba, nie zagwarantuję, że takie odpowiedzi w ogóle istnieją. Za to mam nadzieję zachęcić Was do sięgnięcia po tę publikację, która porusza wiele niezmiernie ciekawych kwestii.

P.S. Mam również nadzieję, że Święty Mikołaj dzisiaj o Was pamiętał ;)

środa, 4 grudnia 2013

"Koniec jest moim początkiem" Tiziano Terzani

Tytuł: "Koniec jest moim początkiem"
Autor: Tiziano Terzani
Liczba stron: 578
Wydawnictwo: 
Zysk i S-ka
Okładka: miękka
Wymiary: 14,5x20,5


"Ta pośmiertna książka, przygotowana do druku przez syna autora, jest doskonałym sprawdzianem szczerości. To podróż niezmordowanego globtrotera, który starał się doprowadzić do końca swoje ostatnie dziennikarskie śledztwo. Chciał odnaleźć sens choroby, śmierci, cierpienia. Aby tego dokonać, trzeba było wielkiego dziennikarza. Jednego z największych na świecie." [Zysk i S-ka]


To, że poznałam tę książkę jest dziełem przypadku. Gdzieś o niej usłyszałam (czyt. przeczytałam), później zaznaczyłam na lubimyczytac.pl, że "chcę (ją) przeczytać", a po jakimś czasie od tego wydarzenia, ze wszystkich znajdujących się w tej zakładce tytułów, wybrałam właśnie "Koniec jest moim początkiem" i wrzuciłam te 4 słowa w biblioteczną wyszukiwarkę. O dziwo okazało się, że Tiziano Terzani czeka sobie na mnie spokojnie na półce w filli, do której miałam zamiar wybrać się następnego dnia.

Zarówno tytuł, jak i autor nie mówił mi zupełnie nic. Jedyne co wzbudziło moją chęć poznania tej książki, to pozytywne opinie oraz wysokie noty, jakie zbierała na różnych czytelniczych portalach. I w ten sposób powoli zaczęłam poznawać historię pewnego człowieka. Napisałam powoli, bo czytanie nie szło mi zbyt gładko. Przynajmniej na początku. Tak dobrze za połowę książkę starannie sobie dawkowałam, gdyż zawierała dużo historii oraz politycznych tematów, które niekoniecznie wzbudzały moją fascynację. Jednakże wraz z biegiem przerzucanych kart rosła liczba coraz to bardziej interesujących spostrzeżeń autora na temat świata, ludzi, życia, a także i śmierci, która niechybnie miała go dosięgnąć. Miałam wrażenie, że cała ta opowiedziana historia dojrzewała wraz z jego bohaterem, w młodości, czyli na samym początku skupiając się głównie na czynach i faktach, by dopiero później przejść na poziom refleksji, życiowych rozważań, a nawet i metafizyki.

Tiziano Terzani urodził się we Florencji, lecz większość swego życia spędził poza granicami Włoch. Z wykształcenia prawnik, z zamiłowania podróżnik, a także dziennikarz, chociaż sam twierdził, że nigdy nie wykonywał żadnego konkretnego zawodu. On swoje życie po prostu wymyślił i przeżył na swój własny sposób - taki który mu odpowiadał. Był człowiekiem niezależnym, nie dającym się zmanipulować ani zamknąć w czterech ścianach. Dlatego też przytłaczała go Japonia z jej wszechobecnym pośpiechem oraz galopującym postępem technologicznym, a fascynowały Chiny, gdzie czuł się jak w domu. Terzani w ogóle był zafascynowany kulturą Azji oraz lubił otaczać się starymi, pięknymi przedmiotami. Przy tym strasznie negował wszystko, co wiązało się z Zachodem, postępującym konsumpcjonizmem, a także nowoczesnością, która wypierała wiekową kulturę. Był świadkiem upadku Sajgonu w Wietnamie, wieloletnim korespondentem niemieckiego tygodnika "Der Spiegel" w Azji, a także mężem i ojcem dwójki dzieci.

Sam o sobie mówił, że nie jest intelektualistą i nie nadaje się na filozofa. Bardzo mi się podobała ta szczerość, bo przez to jego historia stawała się po prostu historią pewnego człowieka, a nie żadnego niedoścignionego bohatera, chociaż trzeba przyznać, że jego biografia jest doprawdy imponująca. Myślę, że doskonale potwierdzają moje spostrzeżenie słowa samego Terzani, które kieruje pod koniec opowieści do swego syna Falco:

" Jedną z rzeczy, na których bardzo mi zależy, jest to, żebyś zrozumiał, że to, co ja zrobiłem, nie jest czymś nieosiągalnym. Nie jestem wyjątkiem. Ja sobie wymyśliłem to życie, nie sto lat temu, ale wczoraj, przedwczoraj. Każdy może tego dokonać, trzeba tylko odwagi, determinacji i wyczucia samego siebie. Ale nie tego wyczucia związanego z karierą i pieniędzmi, raczej chodzi o poczucie, że jesteś częścią tej cudowności, która nas otacza. Chciałbym, aby mój przekaz był hymnem na część różnorodności, na cześć możliwości bycia tym, kim się chce być."*

Tym, co mnie najbardziej urzekło podczas lektury, jest prawdziwość wielu wypowiedzianych w niej słów. Spostrzeżeń niejednokrotnie dobrze mi już znanych, ale przedstawionych w dający do myślenia sposób. Może dlatego, że wypowiedzianych przez kogoś u kresu życia, bo nam młodym wydaje się, że ktoś stojący na granicy światów, posiadł jakąś niemalże tajemną i nieodkrytą przez nas jeszcze wiedzę, przez co jesteśmy skłonni chłonąć jego słowa, niczym gąbka? Jakkolwiek by na to nie spojrzeć, nie sposób mi zaprzeczyć, że Terzani inspiruje, a przynajmniej zainspirował mnie do tego, by zastanowić się nad swoim życiem. Zajrzeć wgłąb siebie, by odkryć kim tak naprawdę jestem i jaką drogę chcę obrać w swoim życiu, by pod koniec niczego nie żałować.

Na koniec uraczę Was jeszcze ciekawostką. Takim małym drobnym szczegółem, który utkwił mi w pamięci, a są nim... świerszcze! Wiedzieliście o tym, że w Chinach urządza się walki świerszczy? A także nosi się je w kieszeni, niczym jakiś zaczarowany śpiewający amulet, w maleńkich domkach zrobionych z... dyń! I kto mi teraz powie, że literatura nie rozwija? ;)

Jak nie trudno się domyślić, książkę polecam, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie jest to lektura dla każdego, ani też  lektura łatwa. Mimo to, myślę, że warto ;)

* T. Terzani, Koniec jest moim początkiem, s. 543

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


poniedziałek, 2 grudnia 2013

Filmowy poniedziałek z Chomikiem -> Idealne na grudniowe wieczory ;)

Zima zbliża się nieubłaganie, czy tego chcemy, czy nie. Wieczory są dłuższe, bo zmrok zapada już po południu i nie zawsze chce się wtedy wyściubiać nos z domu. Dla tych, co mogą sobie pozwolić na labę i przyjemności oraz dla tych, którzy znajdują w końcu czas, by odpocząć po rzetelnie wypełnionych obowiązkach mam kilka propozycji filmowych na nadciągające grudniowe wieczór.

Dzisiaj motywem przewodnim wszystkich filmów postanowiłam uczynić... właśnie zimę!
Ale taką zimę, jako po prostu zimę - bez motywu Świąt Bożego Narodzenia, na to przyjdzie czas trochę później. Dzisiaj ma być głównie śnieg, mróz i lód. Brr! :D


Obejrzane oraz godne polecenia:

 
 "Globalny wzrost temperatury doprowadza do osłabienia Prądu Północnoatlantyckiego. Ziemią wstrząsa seria anomalii pogodowych na katastrofalną skalę."*

Wizja przerażająca, za to zdjęcia piękne. Sama fabuła nie jest zbyt wydumana - ludzie próbują przetrwać w obliczu katastrofy. Przyjemnie się to ogląda i jest mroźno!


"Aby otworzyć własny interes, Jerry musi zdobyć sporą sumę pieniędzy. Postanawia porwać własną żonę i wyłudzić okup od swojego teścia."*

Cóż za przerażający pomysł, w dodatku nie wszystko pójdzie po myśli głównego bohatera... Tłem wydarzeń oczywiście jest zima. Świetny, trzymający w napięciu thriller!
 
"Antarktyda w filmie Herzoga znajduje nowy wymiar i znaczenie. Południowe krańce naszego świata są magnesem dla plejady gwiazd nauki, którym znudziła się postindustrialna cywilizacja codzienności. Naukowcy pracują tu dla ludzkości, która wkrótce… ma opuścić Ziemię.(...)"*

Rewelacyjny dokument! Zarówno wizualnie, jak i merytorycznie. No i ta scena z pingwinem...








  
Te, które chciałabym zobaczyć, ponieważ są polecane:



"Noi to mieszkający w małym islandzkim miasteczku siedemnastolatek, który marzy, by uciec stąd razem z dziewczyną pracująca na pobliskiej stacji benzynowej."*

Kino skandynawskie jest specyficzne, ale również klimatyczne -  podobnie chyba z resztą rzecz ma się z literaturą. Jestem niezmiernie ciekawa tego dramatu.

 
 


" "Saints and Soldiers" to dramat oparty na strasznych historycznych wydarzeniach znanych pod nazwą "Malmedy Massacre." Film ukazuje szczegóły ucieczki pięciu żołnierzy, którzy po masakrze walczą za linią wroga o życie..."*

Podobno niezbyt widowiskowy i pozbawiony nadmiernego patosu. Jestem ciekawa takiego ujęcia tematu.
"Poruszająca historia przyjaźni chorej na autyzm Lindy (Sigourney Weaver) i Alexa (Alan Rickman) mężczyzny po traumatycznych przejściach. Jest zima w Ontario. Alex przez przypadek poznaje 19-letnią autostopowiczkę Vivienne (Emily Hampshire) i zupełnie wbrew sobie postanawia podwieźć ją do domu do miasteczka Wawa. Podczas podróży niespodziewanie nawiązuje się między nimi nić porozumienia. (...)"


 Wydaje się być smutny, porusza trudne tematy i ma dość wysokie noty. Może warto obejrzeć? Oczywiście mamy zimę w tle ;)





 Jak Wam się podobają moje propozycje? Coś widzieliście? Polecacie/odradzacie? A może znacie jeszcze jakieś filmy z zimowym klimatem w tle, ale nie świątecznym! Czekam na Wasze komentarze ;)

*wszystkie opisy filmów pochodzą z portalu filmweb.pl

niedziela, 1 grudnia 2013

Od A do Z -> podsumowanie listopada i grudzień z literką "L" oraz "Ł"

Przyszła pora na podsumowanie listopada. Zobaczmy jak poradziliście sobie z literką "K" ;)



Wyzwanie ukończyło 9 osób ;)
Oto jak się przedstawiają Wasze wyniki:

aleksandra_czyta:

anek7:

Betka:

ejotek:

Evik:

monweg:

piä:

Sebastian Kukla:

Wiki:

Niekwestionowaną królową listopada zostaje Wiki, która przeczytała aż 5 książek!
Chylę czoła ;)

Mi udało się przeczytać tylko jedną książkę, ale za to taką, która wpasowała się w aż 4 wyzwania :D

Chomik:
"Kwiaty na poddaszu" Virginia C. Andrews - recenzję znajdziecie tutaj -> klik

Mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam - jakby co dajcie znać ;)

A przed nami grudzień - świąteczny miesiąc, który niesie ze sobą aż 2 literki!
Czytamy książki zaczynające się na literkę "L" oraz książki zaczynające się na literkę "Ł", bądź też po prostu zawierające "Ł" w tytule. Jak widać macie spore pole manewru w tym miesiącu ;)

Tradycyjnie podaję kilka przykładowych tytułów:

tytuły na "L"
1. "Lesio" Joanna Chmielewska
2. "Lolita" Vladimir Nabokov
3. "Labirynt odbić" Siergiej Łukjanienko
4. "Ludzie na walizkach" Szymon Hołownia
5. "Lód" Jacek Dukaj

tytuły na "Ł"
1. "Łabędzie Leonarda" Karen Essex
2. "Łowca snów" Stephen King
3. "Łowca" David Morrel
4. "Łza" Lauren Kate
5. "Łąka umarłych" Marcin Pilis

tytuły z "Ł"
1. "Czysta jak łza" Charlaine Harris
2. "Na pokładzie Titanica" Bianca Turetsky
3. "Diabeł ubiera się u Prady" Lauren Weisberger
4. "Kłamstwo doskonałe" James Patterson, Michael Ledwidge
5. "Biały kieł" Jack London


Propozycje od Evik:

- "Lalka" Bolesław Prus
- "Ludzie i zwierzęta" Antonina Żabińska
-" Lassie, wróć!" - Eric Knight
- "Lew, czarownica i stara szafa" C.S.Lewis
- "Listy starego diabła do młodego" C.S.Lewis
- "Linia życia" Jodi Picoult
- "Lustro pana Grymsa" Dorota Terakowska
- "Love story" Erich Segal
- "Last minute. 24 godziny chrześcijaństwa na świecie" Szymon Hołownia
- "Łowy" Emilia Kiereś

Propozycje od piä:

- "Lot nad kukułczym gniazdem" Ken Kesey
- "Kocia kołyska" Kurt Vonnegut
- "Obfite piersi, pełne biodra" Mo Yan
- "Mistrz i Małgorzata" Michaił Bułhakow
- "Złodziejka książek" Markus Zusak
- "Lala" Jacek Dehnel

Propozycje od Sebastian Kukla:

- "Lodołamacz" Wiktor Suworow
- "Listy"  J.R.R. Tolkien 

Propozycje od Wiki:

-"Lód nad głową" Piotr Głuchowski
-"Lit-6" Risto Isomaki 
-"Łowcy głów" Jo Nesbo
-"Łowcy głów" Robert Ziółkowski
-"Dotyk zła" Alex Kava
-"Burza słoneczna" Asa Larsson
-"Zła kobieta" Amanda Prowse
-"Człowiek z Palermo" Filip Onichimowski
-"Wściekły pies" Robert Ziółkowski

Powodzenia! ;)

sobota, 23 listopada 2013

The Versatile Blogger Award


Zasady wyróżnienia:

- nominowana osoba pokazuje nagrodę,
- dziękuje za nominacje,
- ujawnia 7 faktów o sobie,
- nominuje 7 blogów,
- informuje o nominacji blogi nominowane.


Za nominację dziękuję Vayle z bloga Vayle by Me ;)

A teraz 7 faktów o mnie:

1. Myślę, że jestem Chomikiem - takim prawdziwym: małym, puszystym, trochę niezdarnym, lubiącym zakopać się w trocinki i nie wychodzić z nich przez cały dzień, a także uzależnionym od chomikowania przeróżnych rzeczy :D Niestety w tym ostatnim niecnie próbuje mi przeszkodzić moja alergia... A kysz

2. Kiedyś zbierałam wszystkie napotkane na swej drodze przepisy kulinarne. Serio! Haha, już wtedy miałam zadatki na rasowego Chomika :D Wycinałam je z każdej możliwej gazety i wklejałam do specjalnych zeszytów oraz prowadziłam kulinarny segregator. Uprzedzając pytanie - oczywiście, że nigdy nic na ich podstawie nie ugotowałam 8)

3. Zanim zaczęłam pisać Kronikę moim królestwem był portal o... filmach! I nie, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jestem Chomikiem, bardziej utożsamiałam się z pewną bohaterką "Silmarillionu" Tolkiena ;)

4. Moje ulubione zwierzątko to Pingwin :*

5. Jeżdżę na Woodstock  ;)

6. Wrażliwa idealistka

7. Uzależniona od seriali


Blogi, które nominuję, to:

1. Zwiedzam wszechświat
2. Krakowskie Czytanie
3. Moda na czytanie
4. Lektury wiejskiej nauczycielki
5. Świat książek i ja..
6. W świecie słów
7. Julia Orzech

Zapraszam do zabawy ;)

środa, 20 listopada 2013

"Kwiaty na poddaszu" Virginia C. Andrews

Tytuł: "Kwiaty na poddaszu"
Autor: Virginia C. Andrews
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: 
Świat Książki
Okładka: miękka
Wymiary: 12,5x18,7


"Wciągająca opowieść o rodzinnych tajemnicach i zakazanej miłości. Szczęśliwą z pozoru rodzinę Dollangangerów spotyka tragedia - w wypadku samochodowym ginie ojciec. Matka z czwórką dzieci zostaje bez środków do życia i wraca do swego rodzinnego domu. Niezwykle bogaci rodzice mieszkający w ogromnej posiadłości, wyrzekli się córki z powodu jej małżeństwa z bliskim krewnym, a narodzone z tego związku dzieci uważają za przeklęte. W tajemnicy przed dziadkiem rodzeństwo zostaje umieszczone na poddaszu, którego nigdy nie opuszcza. Dzieci żyją w ciągłym strachu, a odkrycie, jakiego dokonuje najstarszy brat, stawia rodzeństwo w obliczu nieuniknionej katastrofy." [Świat Książki]

Pamiętam moment wielkiego "boom" - wszyscy czytają "Kwiaty na poddaszu"! Na blogach roiło się od recenzji i po prostu nie sposób było nie zwrócić uwagi na ten tytuł, ale Chomik powiedział sobie "eee, może innym razem". I uwaga, w końcu nadszedł ten "inny raz", bo okazało się, że książka doskonale pasuje do kilku wyzwań czytelniczych, w których staram się brać czynny udział ;)

Powiem tak. Zaczęłam czytać i po prostu przepadłam! Spotkałam się z wieloma zastrzeżeniami, co do języka, którym posługuje się autorka i wiecie co Wam powiem? Dla mnie to właśnie ten język był jednym z największych atutów powieści i nie pozwolił mi się od niej odebrać. To fakt, że może za dużo w nim było egzaltacji, podobnie jak w zachowaniach bohaterów, ale nie mnie oceniać sposób wyrażania się oraz zachowania osób, dla których nagle całym światem stało się... poddasze. Ponadto patrzę na to wszystko przez pryzmat Cathy (głównej bohaterki i jednocześnie narratorki), jako dorosłej osoby spisującej swoje wspomnienia, który to fakt istotnie wpłynął na moje nastawienie, a co za tym idzie i odbiór powieści. Dlatego też nie przeszkadzał mi w żadnym razie zarzucany przez innych sentymentalizm, czy też melodramatyzm. A może jest to też kwestia tłumacza? Uprzedzając pytanie, mój egzemplarz powieści został przełożony przez Panią Bożenę Wiercińską.

Historia uwięzionego rodzeństwa wzbudza w czytelniku mnóstwo emocji. Od współczucia, niedowierzania, irytacji, obrzydzenia, aż po złość.  Przede wszystkim nie potrafiłam jednak zrozumieć matki dzieci (Corrine) oraz jej drastycznej przemiany. Zupełnie jakby nagle zapomniała dlaczego wcześniej uciekła z domu, do którego po latach powróciła, by tak naprawdę... dręczyć swoje dzieci, a wszystko dla... pieniędzy. Serio? Tej kobiecie po śmierci męża kompletnie odbiło! I wydaje mi się to, aż nazbyt nieprawdopodobne. Jeśli zaś chodzi o dzieci, to nie dziwie się, że długi czas ufały matce. W końcu znały ją kochającą i czułą, więc nie zakładały, że chciałaby je skrzywdzić. Jednakże powinny ocknąć się ze złudzeń duuużo dużo wcześniej i zwiewać przy pierwszej nadarzającej się okazji. Ale czy to nie wydaje się takie proste tylko wtedy, gdy jest się biernym obserwatorem i stoi się z boku wydarzeń? Co, gdybym ja albo Ty znalazł/a się w takiej sytuacji? Czy aby na pewno ta obiektywna racjonalność byłaby wtedy taka oczywista?

Jednak największy zarzut, jaki mam wobec tej książki, to nadmiernie wyeksponowany wątek kazirodztwa, dzięki któremu chyba w głównej mierze książka ta zyskała rozgłos. Zupełnie zbędny i budzący we mnie skrajny niesmak, bo nie uwierzę, że rodzeństwo, nawet zamknięte i odizolowane od świata na jakiś czas, posunęłoby się do czegoś takiego! A może jestem jakaś ograniczona i nie znam życia? W każdym bądź razie na dobrą sprawę, nie chodzi tu tylko o Cathy i Chrisa, ale i o związek ich rodziców oraz jakieś dziwne relacje między Corrine i jej synem, który nadmiernie idealizował okrutną matkę i zdawało mi się, że momentami pała do niej jakąś dziwną i niezrozumiałą fascynacją. Tak, czy siak, dużo w tej książce wypaczeń i patologii jak na mój spokojny i w miarę poukładany świat.

Sama nie wiem jak ocenić tę książkę, bo chociaż absurd goni absurd, to jednak "Kwiaty..." mają w sobie to "coś", co nie pozwala się od nich oderwać! Serio. I im bardziej się wkurzałam albo nie dowierzałam w opisywane wydarzenia, tym szybciej i zachłanniej czytałam, żeby dowiedzieć się co będzie dalej. Czy jest to książka dla każdego? Na pewno nie, ale zdecydowanie warto ją przeczytać.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:










poniedziałek, 18 listopada 2013

Filmowy poniedziałek z Chomikiem -> 5 filmów w moim wieku


Zainspirowała mnie Karriba, bo to na jej blogu podpatrzyłam tę zabawę ;) Polega ona na wybraniu 5 tytułów filmów, które ukazały się w tym samym roku, w którym przyszliśmy na świat. Także dzisiaj pośrednio, bo w sposób trochę zawoalowany (ale jednak :P) dowiecie się jakież to stare ze mnie już chomiczysko. A zatem do dzieła! A będzie ich aż 5 ;)





Nie potrafię stworzyć rankingu, bo wszystkie tytuły są świetne, także kolejność jest losowa ;)

"Stowarzyszenie umarłych poetów"


Niezwykle inspirujący, pełen pięknych wartości i wzruszający. Kto nie widział, koniecznie musi zobaczyć. Sama planuję go sobie odświeżyć ;)


"I kto to mówi"


Przezabawny, uroczy i ponadczasowy klasyk. Uwielbiam! ;)


"Kiedy Harry poznał Sally"


Komedia romantyczna "starej daty", czyli jakość sama w sobie. Piękny film, do którego można wracać nieskończoną ilość razy i zawsze tak samo zachwyca.


"Moja lewa stopa"


Widziałam ten film dobre 5 lat temu, dlatego szczegóły zatarły się w pamięci. Pamiętam tylko, że zrobił na mnie swego czasu spore wrażenie.


"Wszystkie psy idą do nieba"


Po prostu uwielbiam tę animację! Kojarzy mi się ze świętami ogólnie, tj czasem wolnym od szkoły, wylegiwaniem się w łóżku i ciepłym kakao.



I tym sposobem, co bardziej dociekliwi pewnie już wiedzą ile wiosen liczy sobie ten mały i niepozorny Chomik od  Kroniki Chomika ;)

Pozdrawiam i życzę wszystkim udanego poniedziałku!
Bo dla mnie może być różny - trzymajcie kciuki za mój dzisiejszy egzamin! ;)

sobota, 16 listopada 2013

Listopad na "K" ;)

Korzystając z literki "K" stwierdziłam, że się pochwalę jej zasięgiem na moich półkach ;)






Pozycja na samej górze jest wypożyczona z biblioteki, no i brakuje tu też akuratnie pożyczonych książek, czyli

"Katedry w Barcelonie" Ildefonso Falconesa,
"Krokodyla z krainy Karoliny" Joanny Chmielewskiej,
"Królowej deszczu" Katherine Scholes oraz 
"Kalendarzyka niemałżeńskiego" Pauliny Młynarskiej i Doroty Wellman.

A od góry:
"Koniec jest moim początkiem" Tiziano Terzani - właśnie czytam, ale na pewno nie jest to książka do połknięcia na "raz", dlatego nie idzie mi zbyt szybko :P
"Kronika szaleństwa" Michael Greenberg
"Każdego dnia" Elizabeth Richards
"Księga o niewidzialnym" Erik Emmanuel Schmitt
"Ketchup" Natasza Socha
"Kroniki rodzinne" Tony Parsons
"Kobiety pragną bardziej" Greg Behrendt, Liz Tuccillo
"Królowa słodyczy" Sarah Addison Allen
"Klub Dantego" Matthew Pearl
"Kochanie" Russel Banks
"Kwiat śniegu i sekretny wachlarz" Lisa See
"Kiedy ulegnę" Chang-Rae Lee
"Kwiat pustyni" Marie Porterfield
"Kobieta, która widziała za dużo" Kaya Mirecka-Ploss
"Kobieta nieznana" Lucia Graves
"Kradnąc konie" Peter Peterson
"Kwiaty na poddaszu" Virginia C. Andrews
"Kłamczucha" Małgorzata Musierowicz
"Krwawe wino" Erika Spindler
"Kontrola" Wiktor Suworow
i
"Księga wszystkich dokonań Scherlocka Holmesa" Arthur Conan Doyle  :D

Zgadnijcie, którą książkę wybrałam do Wyzwania od A do Z (oprócz "Koniec...", bo to głównie zobowiązanie bibliotekowe :P).

Czy Wasze biblioteczki też obfitują w literkę "K"? :)




Pozdrawiam znad podręczników, w poniedziałek pierwszy egzamin, ach jak mi się nie chce już uczyć :P