poniedziałek, 19 grudnia 2016

"Morderstwo w Orient Expressie" Agatha Christie

Tytuł: "Morderstwo w Orient Expressie"
Autor: Agatha Christie
Liczba stron: 264

Wydawnictwo: Dolnośląskie
Okładka: miękka

No i co Pani Christie? Spotykamy się po raz trzeci i w końcu jest to udane spotkanie - jakże mnie to cieszy :) To było istne zrządzenie losu, bo gdy tydzień temu wybrałam się w podróż do Krakowa miałam w zanadrzu zupełnie inną lekturę, która miała mi umilić czas. Traf (bo już teraz nie powiem, że pech) chciał, że mój Kindle w niewyjaśnionych do tej pory przeze mnie okolicznościach skasował (tak, dobrze widzicie - skasował, w co również bym nie uwierzyła, gdybym nie zobaczyła na własne oczy) książkę, którą zamierzałam przeczytać, a byłam już gdzieś w jej połowie. Ok - w grę wchodzi również opcja, że to ja sama ją skasowałam przez przypadek. Niech każdy sobie wybierze, w którą wersję zdarzeń chce wierzyć ;)

Sprawa wygląda tak: mamy zimny grudniowy wieczór, mój pociąg mknie na południe, a książką która krzyczy do mnie z czytnika (kolejna pozycja na liście) jest "Morderstwo w Orient Expressie". Hmm... Rzucam okiem na współpasażerów i kiedy nie dopatruję się niczego niepokojącego, zagłębiam się w lekturze. Ok, Mr Poirot, zobaczymy co z Pana za detektyw. Wita mnie Orient Express, zimna, ciemna noc i postój w zaspie w szczerym polu, aaa i jeszcze jest trup. Taki zadźgany na śmierć, nożem i to nie raz, i nie dwa, a ze dwadzieścia - tyle na jego ciele jest ran. Czyżby morderca nie działał sam? Śledztwo pora zacząć.

Jaki my tu mamy wachlarz podejrzanych wśród naszych pasażerów! Mamy tu ognistego Włocha, stonowanego Anglika, zimną Szwedkę, pułkownika, aktorkę, służącą... Cała masa barwnych postaci. Kto z nich miał motyw, by zabić Pana Ratchetta? Zdaje się, że Herkules jest w swoim żywiole rozwiązując tę zagadkę. Rozmowa z każdym z podejrzanych rzuca nowe światło na sprawę i prowadzi nas do zaskakującego finału.

Nie wiem, czy na mój odbiór powieści miała wpływ sama podróż pociągiem, ale bardzo miło spędziłam ten czas i uważam, że tym samy Christie została przeze mnie odczarowana. Teraz już z większym zaufaniem sięgnę po jej kolejne powieści :)


poniedziałek, 14 listopada 2016

"Tymczasem" Izabela Sowa

Tytuł: "Tymczasem"
Autor: Izabela Sowa
Liczba stron: 304

Wydawnictwo: Znak Literanova
Okładka: miękka


"Monique jest niczym ideał z kolorowych czasopism, które czytała jako nastolatka: jest wykształcona, pracuje jako osobista stylistka i występuje w telewizji. W rzeczywistości – jak niemal każdy – boi się, że zabraknie jej na ratę za mieszkanie, a kariera w show-businessie to dla niej tak naprawdę bieganie z wieszakiem za pozbawionymi gustu żonami biznesmenów.


Traf chce, że wyjeżdża ze skąpanej w złudzeniach Warszawy do otulonego smogiem Krakowa. Korzystając z okazji, postanawia odwiedzić wuja Augusta, któremu zawdzięcza wykształcenie w Paryżu – i znacznie więcej. Czy i tym razem spotkanie z nim zmieni coś w jej życiu?" [Opis wydawcy]

Widzicie, ze poszłam na łatwiznę i wkleiłam opis wydawcy. Dlaczego? Już wyjaśniam.


Dawno nie czytałam tak kiepskiej książki. Antypatyczna bohaterka i teksty w stylu "Monique nie będzie się kręcić jak gówno w przerębli" albo "Świadomość, że intymnej rozmowie ma się przysłuchiwać ktoś obcy... to tak, jakby Brzytwa przyłapała ją na pierdzeniu", a także nadużywanie słowa "kibel" są dla mnie co najmniej żenujące. Do tego książka jest strasznie chaotyczna. Nie dość, że skaczemy co chwila między współczesnością, a rokiem 1993, to jeszcze nie sposób się połapać w większości ze scen, bo co chwilę są w nie wplatane jakieś retrospekcje i dialogi z przeszłości - coś strasznego. 

Poza tym totalnie nie potrafiłam się wczuć w sytuację Moniki, kłamiącej wszystkim naokoło i zachowującej się tak, jakby nic jej kompletnie nie obchodziło. Udaje, że wszystko jest ok, podczas gdy nie cierpi swojej pracy, nie ma za co zapłacić rachunków ani ugotować sobie obiadu, ale oczywiście nikomu się do tego nie przyzna. W końcu wyjeżdża do Krakowa odwiedzić swojego wuja, ale mam wrażenie, że on tak naprawdę też jej nie interesuje. Odbija się od jego drzwi, raz i drugi, i gdyby nie wpływ zupełnie obcej jej osoby, to nie zebrałaby się w sobie, by dowiedzieć się co jest tego przyczyną.

Ja rozumiem, że miało być nowocześnie i klimat tej książki do zbyt optymistycznych nie należy, ale to się naprawdę źle czyta... Strasznie dużo czasu mi zajęło, zanim zmęczyłam tę powieść i nikogo do tego nie zachęcam niestety. Oczywiście wiem, że to czyjaś praca i nie należy do przyjemnych wystawianie takich recenzji, ale bądźmy szczerzy - nie każdemu wszystko musi pasować i się podobać. Ja tego "Tymczasem" nie kupuję...


Książkę miałam okazję przeczytać dzięki Wydawnictwu:


sobota, 12 listopada 2016

"Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce" Katarzyna Kędzierska

Tytuł: "Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce"
Autor: Katarzyna Kędzierska
Liczba stron: 304

Wydawnictwo: Znak Literanova
Okładka: twarda


Od razu pomyślałam, że to książka dla mnie, bo w końcu jestem... CHOMIKIEM! Co więcej pragnę zostać chomikiem-minimalistą i chcę przekonać samą siebie, że jest to możliwe. Nie to, żebym miała problem ze zbieractwem, kompulsywnymi zakupami, czy też nadmiarem rzeczy w swoim otoczeniu. Nie no dobra, z tym ostatnim, to jednak mam mały problem i niestety tylko wzmaga to moją uporczywą alergię.


A co by się stało, gdybym tak wreszcie zdecydowała się uporządkować przestrzeń, która mnie otacza? Zminimalizować ilość zbierających kurz bibelotów? Krytycznie przyjrzeć się zawartości szafy? Nawet z książkami trzeba by w końcu zrobić porządek (aaaa!) Nieskromnie powiem, że poczyniłam już pierwsze kroki na drodze do minimalizmu, chociaż nie wiem czy nie jest to zbyt szumnie powiedziane. W każdym bądź razie od jakiegoś czasu sukcesywnie staram się pozbywać niepotrzebnych mi rzeczy z mojego otoczenia i szczerze przyznam, że nie jest to łatwy proceder. Pomogła mi w tym niedawna przeprowadzka i chociaż nadal mam tego wszystkiego nie mało, to jednak jest już znaczny progres ;)


Co do książki - autorki ani bloga wcześniej nie znałam i bardzo cieszę się, że je odkryłam, ponieważ są prawdziwą skarbnicą wiedzy na temat minimalizmu w praktyce, a to jest przecież najważniejsze, jeśli ktoś potrzebuje motywacji w tym temacie. Nie jakaś tam teoria, szumne założenia i wydumane idee. Nie, tutaj mamy czarno na białym, że się da! Wszystko jest starannie opisane i udokumentowane, dlatego myślę, że książkę warto czytać równocześnie albo na przemian z blogiem, ponieważ ich treści się wzajemnie wymieniają.

Gdybym miała opisać jednym zdaniem o czym jest książką Katarzyny Kędzierskiej brzmiałoby ono tak: Ta książka jest o tym jak chcieć mniej, co to znaczy mieć mniej i jak tego dokonać. I na takie trzy części autorka podzieliła swój "Minimalizm w praktyce". Wszystko zaczyna się od naszego stanu umysłu i to tutaj musi zajść pierwsza zmiana, bo musimy sobie pewne rzeczy uświadomić, żeby wejść do tego minimalistycznego świata. Później czeka nas brutalne zderzenie z rzeczywistością, czyli faktyczne spotkanie ze wszystkimi nagromadzonymi przez nas przedmiotami. W końcu dostajemy też praktyczne rady, wskazówki oraz narzędzia, które mają nam służyć pomocą w uporządkowaniu naszego życia.

Z moich dotychczasowych prób i doświadczeń wynika, że minimalizm ma małe szanse na dotknięcie moich książek - są dla mnie skarbem i większości raczej po dobroci nikomu nie oddam. Sukcesy odniósł za to na innych polach m.in. wśród moich bibelotów, kosmetyków i ubrań, a także w kuchni. Nie zapominajmy jednak, że minimalizm nie może być celem samym w sobie, lecz środkiem to osiągania innych celów. Przykład? Dzięki porządnym regałom i drastycznemu zmniejszeniu ilości tzw bibelotów regularne porządki są dla mnie przyjemnością, a nie katorgą jak dotychczas ;)

"Chcieć mniej" to pozycja na tyle uniwersalna, że można do niej zaglądać w każdej chwili i robić to nawet wybiórczo, więc cieszę się, że jeszcze nieraz będzie cieszyła moje oko i motywowała do dalszych działań. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu:


środa, 9 listopada 2016

"Mądrość psychopatów" Kevin Dutton

Tytuł: "Mądrość psychopatów"
Autor: Kevin Dutton
Liczba stron: 320

Wydawnictwo: Muza

Okładka: miękka


"Mądrość psychopatów" to dość przewrotny tytuł, bo słowo "psychopata" budzi u większości jednoznacznie pejoratywne skojarzenia, więc jak tu odczytywać ową tytułową mądrość? Już na początku Dutton uświadamia nam, że każde zaburzenie psychiczne, czy tego chcemy, czy nie, niesie ze sobą pewne korzyści. Nie inaczej rzecz się ma z psychopatami, bo pomyślcie sobie jakby to było móc nie odczuwać strachu ani smutku - emocji, które często człowieka paraliżują i w pewien sposób ograniczają. Psychopacie są one obce. I od razu wyprowadzę Was z błędu, że psychopatów można spotkać tylko wśród tych, którzy działają na szkodę społeczeństwa. Autor przekonuje nas, że w tej grupie mieszczą się również żołnierze, chirurdzy, szpiedzy, przedsiębiorcy, a nawet prawnicy!



Szczególnie zapadło mi w pamięć porównanie psychopatii do światła słonecznego: "jego nadmiar może wywołać raka i zabić, ale jeśli wystawiamy się na jego działanie z umiarem, ma dobroczynny wpływ na jakość naszego życia i zdrowie." Okazuje się bowiem, że wiele cech przypisywanych psychopatom wykorzystywanych w umiejętny sposób mogłoby korzystanie wpłynąć na nasze życie. Mamy tu bowiem silną psychikę, urok osobisty, pewność siebie, czy też nieustraszoność, czyli cechy które mogą przynieść nam sukces w dzisiejszym świecie. Gdzie zatem tkwi granica pomiędzy "dobrym", a "złym" psychopatą? Żeby znaleźć odpowiedź na to i wiele innych być może nurtujących was teraz pytań, zachęcam Was do sięgnięcia po książkę Kevina Duttona.



Jeszcze na koniec tylko napomknę, że autor powołuje się na wiele eksperymentów, w których niejednokrotnie sam brał udział. Przywołuje liczne sytuacje, kiedy to zetknął się z różnymi typami psychopatów. Odsyła nas do licznych badań naukowych, które miały za zadanie przybliżyć nam naturę psychopatii, a których wyniki niejednokrotnie okazywały się niebywale zaskakujące. I w końcu przedstawia nam również swoje spostrzeżenia i teorie na temat tego niebywale intrygującego zjawiska jakim niezaprzeczalnie jest psychopatia.



P.S. Największym zaskoczeniem dla mnie w tej książce okazała się konkluzja na temat emapatii u psychopatów. Ale nic więcej nie zdradzę - odsyłam do książki. 



Ciekawostka: "Mądrość psychopatów" poleciła mi osoba, która uważa się za psychopatę w co jednak trochę powątpiewam ;)




poniedziałek, 7 listopada 2016

"Dziedzictwo Orchana" Aline Ohanesian

Tytuł: "Dziedzictwo Orchana"
Autor: Aline Ohanesian
Liczba stron: 368

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Okładka: miękka



Punktem wyjścia całej historii jest śmierć Kemala Turkoglu - Turka zajmującego się przez całe życie wyplataniem i farbowaniem tradycyjnych kilimów. Zgodnie z testamentem staruszka, dziedzicem rodzinnej firmy zostaje jego wnuk Orchan. Z tej decyzji nie jest jednak zadowolony syn Kemala (Mustafa), który jak się okazuje oprócz interesu, został również pozbawiony domu, na rzecz nieznanej nikomu kobiety - Sedy Melkonian. I tutaj zaczyna się podróż Orchana do Kalifornii. Mężczyzna zamierza odnaleźć tajemniczą dziedziczkę jego rodzinnej posiadłości i nakłonić ją do zrzeczenia się spadku.


Akcja powieści rozgrywa się na dwóch planach czasowych: w roku 1990 oraz 1915. Na przemian skaczemy w czasie pomiędzy młodością Kemala, a współczesnym próbom rozwikłania zagadki jego testamentu. Książka ta nie jest ani romansem, ani sagą rodzinną i trochę muszę powiedzieć, że szkoda, bo właśnie jakiejś takiej głębszej psychologii postaci mi tutaj zabrakło. Wtedy na pewno łatwiej byłoby wczuć się w ich bądź co bądź tragiczny los, a tak wszystko to jakieś takie trochę zbyt bezosobowe jest.

Tymczasem autorka chciała zwrócić naszą uwagę na bardzo ważny temat - tragiczne losy Ormian zamieszkujących Imperium Osmańskie podczas I wojny światowej. I to jest własnie tytułowe "Dziedzictwo Orchana", z którym nasz bohater musi się zmierzyć przy okazji odkrywając zaskakującą prawdę o swojej rodzinie. To historia smutna, ale i ważna, a do tego wszystkiego naprawdę przemyślana i interesująca z czysto literackiego punktu widzenia. Doceniam trud jaki autorka musiała włożyć w jej napisanie i podziwiam ją za to, zwłaszcza że mamy tutaj do czynienia z debiutem. Jedynym słabym punktem są wspomniane już przeze mnie powyżej, niedopracowane postaci, co jednak w ogólnym rozrachunku nie umniejsza, aż tak bardzo wartości całej książki, którą warto przeczytać.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu:






czwartek, 27 października 2016

"Harry Potter i przeklęte dziecko" J.K. Rowling, Jack Thorne, John Tiffany - moje trzy grosze :)

Tytuł: "Harry Potter i przeklęte dziecko"
Autor: J.K. Rowling, Jack Thorne, John Tiffany
Liczba stron: 368

Wydawnictwo: Media Rodzina
Okładka: miękka


Pamiętam, że gdy tylko dowiedziałam się, że przygody Harry'ego Pottera będą miały swoją kontynuację byłam w równym stopniu zaskoczona, co podekscytowana. Jest się w końcu fanem, to i serducho szybciej bije na wieść o ponownym spotkaniu z książkowymi przyjaciółmi :) Miałam nawet ambitny plan przed lekturą odświeżyć sobie wszystkie poprzednie tomy, ale oczywiście na planach się tylko skończyło. W każdym bądź razie kiedy "Harry Potter i przeklęte dziecko" znaleźli się w moich dłoniach podeszłam do nich dość spokojnie. Stwierdziłam: "Tylko zajrzę i przeczytam najwyżej kilka stron, bo już późno." Skończyłam czytać o 2 w nocy :P

Pierwsza rzecz, nad którą niezmiernie ubolewam to jakby nie było forma scenariusza. Jaka niezwykła to mogła być historia, gdyby była po prostu kolejną napisaną przez Rowling książką! Żeby nie było, magia powraca i świat Harry'ego na nowo nas porywa, ale czuć pewien niedosyt...

Harry Potter jest dorosły i ma trójkę dzieci, czyli mamy kolejne pokolenie czarodziejów w Hogwarcie i to ono przejmuje teraz stery. Na pierwszy plan wysuwa się najmłodszy syn Harry'ego i Ginny - Albus. Bardzo ciekawym i trafionym zabiegiem jest moim zdaniem jego nawiązanie przyjaźni z synem Draco Malfoya - Scorpiusem. Dodatkowo podobało mi się ukazanie znaczących różnic na linii rodzic - dziecko oraz jakie mają one wpływ na relacje Harry'ego i Albusa. Sama historia jest nie mniej fascynująca od poprzednich i trzyma w napięciu do ostatniej strony, dlatego powtórzę się - ja to wszystko chcę, ja to wszystko kupuję, ale w formie książki, nie scenariusza!

Co by jednak za dużo nie marudzić na koniec zwierzę Wam się, że jak tak sobie siedziałam zawinięta w kołdrę z kubkiem herbaty w jednej ręce, a książką w drugiej, to naprawę poczułam się przez chwilę jak takie małe, szczęśliwe dziecko i to było cudowne! A przecież o takie cudowności właśnie w czytaniu chodzi, więc cieszę się, że mogłam chociaż na chwilę wrócić do tego magicznego świata :)


wtorek, 30 sierpnia 2016

"Idealna" Magda Stachula

Tytuł: "Idealna"
Autor: Magda Stachula
Liczba stron: 384

Wydawnictwo: Znak Literanova
Okładka: miękka



Idealna: kobieta, miłość, związek. W życiu nie ma ideałów. Anicie i Adamowi od jakiegoś czasu się nie układa. Starają się o dziecko, ale im nie wychodzi. Są sfrustrowani i mają dość siebie nawzajem. Jak to jest, że kiedyś było tak pięknie, wręcz idealnie, a dzisiaj? Jedno ucieka w wirtualny świat i podgląda ludzi przez kamerkę w jeżdżącym po Pradze tramwaju, a drugie posuwa się do zdrady. I jest jeszcze ktoś, kto za wszelką cenę próbuje namieszać w życiu tych dwojga i przysporzyć im cierpienia...


Nie oczekiwałam zbyt wiele po tej książce. Bo debiut, bo młoda autorka, bo jakoś tak na wyrost wydawały mi się te wszystkie zachwyty. I co? I jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona! "Idealna" okazała się naprawdę idealną lekturą na letnie popołudnie i wieczór. Połknęłam ją na raz, dosłownie. Jakoś tak mnie zaabsorbowała, że chociaż pod koniec oczy nieźle już mi się kleiły to i tak jej nie odłożyłam.

Nic odkrywczego w niej nie ma, ale sama fabuła jest na tyle ciekawa i trzymająca w napięciu, że zapewnia świetną rozrywkę. Podobało mi się, że historia ukazana jest z perspektywy różnych bohaterów. W ten sposób dowiadujemy się, że te same sytuacje mogą być wręcz skrajnie postrzegane i interpretowane, co dodatkowo wyzwala w czytelniku wiele emocji. Zagadką pozostaje również przez większą część książki tożsamość pewnych postaci oraz ich motywy i chociaż później autorka trochę łopatologicznie podaje nam odpowiedzi na rodzące się w trakcie lektury pytania, to w żadnym stopniu nie umniejsza to przyjemności z czytania.

Okładka również wydaje mi się godna uwagi. Przyciąga wzrok i jest wręcz idealna dla "Idealnej". Jednak czy sama książka zapadnie mi w pamięć, pewności nie mam. Wiem za to, że na pewno zakoduję sobie gdzieś nazwisko autorki, bo zapewniam Was - warto zwrócić na nią uwagę. 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:


środa, 24 sierpnia 2016

Aktualnie na tapecie, czyli skromny stosik

Od czasu do czasu mól książkowy musi się pochwalić, co tam ciekawego chomikuje ^^ na swoich półkach, więc oto i ja spieszę z moim skromnym stosikiem. Ciekawostką jest, że tylko jedną z tych pozycji zakupiłam.



1. "Traktat o łuskaniu fasoli" Wojciech Myśliwski - książkę, którą dostałam na urodziny od pewnego uroczego Żółwika <3
2. "Sunset Park" Paul Auster - zakupiona dobre 2 lata temu w końcu trafiła na swój czas (jestem w trakcie lektury)
3. "Trzy razy tak!" Janusz Rudnicki - pożyczka
4. "Idealna" Magda Stachula - od Wydawnictwa Znak i zapowiada się naprawdę obiecująco
5. "Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce" Katarzyna Kędzierska - podobnie jak pozycja 4.

Widzicie coś dla siebie? Czytaliście coś?

P.S. Mam problem z kupnem książki w tym miesiącu (dla przypomnienia: od jakiegoś roku stosuję się do żelaznej zasady zakupu JEDNEJ książki miesięcznie). Czy nasuwa Wam się na myśl coś absolutnie genialnego, co trzeba przeczytać i z czystym sumieniem moglibyście mi polecić? :)

xo xo Chomik

niedziela, 7 sierpnia 2016

"My" David Nicholls

Tytuł: "My"
Autor: David Nicholls
Liczba stron: 480

Wydawnictwo: Świat Książki
Okładka: miękka

Do przeczytania tej książki zachęciła mnie recenzja Viv z bloga "Krakowskie czytanie" - pozdrawiam Cię kochana ;) Mam już na swoim koncie dwie książki autora. Jedna bardzo mi się podobała ("Jeden dzień"), a druga rozczarowała ("Dubler"), więc o autorze niemalże zupełnie zapomniałam, aż do teraz. 

"My", czyli Douglas i Connie Petersonowie oraz ich syn Albie wybierają się na wspólne wakacje po Europie. Niby nic niezwykłego, ot zwykła angielska rodzina jedzie na urlop, ale... Wycieczka została zaaranżowana, ponieważ Connie po niespełna dwudziestu pięciu oznajmiła Douglasowi, że "chyba chce od niego odejść". Więc nasz bohater, niczym tonący brzytwy, chwycił się pomysłu, że wspólna podróż może uratować ich małżeństwo. Czy muszę dodawać, że ich prawie już pełnoletni syn nie będzie wcale zachwycony wizją spędzenia letnich miesięcy w eskorcie kłócących się rodziców? Ale uwaga - ruszamy! Pierwszy przystanek: Paryż.

Książkę czyta się naprawdę świetnie, bo jest szalenie prawdziwa w ukazywaniu ludzkich relacji. Nie wiem dlaczego, ale miałam wrażenie, że Connie i Douglas w ogóle do siebie nie pasowali. Artystka i naukowiec, serio? Powiecie: czemu nie, miłość nie zna granic! I ok, bo oni rzeczywiście się w sobie zakochali. Rzecz jednak w tym, że czasem naprawdę trudno jest pogodzić ze sobą pewne rozbieżne cechy charakteru i choćby nie wiem jak dużo starania wkładała w to każda ze stron, to może się nie udać...

Nasi bohaterowie mieli skrajnie różne podejście do życia. On: poukładany, odpowiedzialny, poświęcony swojej pracy. Ona: wyluzowana, nieprzewidywalna, o artystycznej duszy. Ich syn również był rozdarty, bo z jednej strony miał matkę, która chciała by rozwijał swoją kreatywność i na wiele rzeczy przymykała oko, a z drugiej ojca wyznającego zasadę, że w życiu można do czegoś dojść jedynie dzięki ciężkiej pracy oraz naukom ścisłym, do których studiowania go zmuszał.

Żal mi było Douglasa, który nie potrafił nawiązać kontaktu z synem, czasami aż za bardzo się starał i wszystko planował zamiast być po prostu spontanicznym. Gdzieś tam w głębi duszy rozumiałam też Connie, która nie czuła się do końca spełniona, bo porzuciła swoje artystyczne marzenia dla nudnego, prowincjonalnego życia. Ich związek przypominał jedną wielką huśtawkę i wzbudzał naprawdę silne emocje.

Eh... Uwielbiam takie burzliwe i skłaniające do myślenia lektury. I muszę przyznać, że nominacja do Bookera jest dla mnie w tym przypadku jak najbardziej uzasadniona, bo Nicholls odwalił naprawdę kawał dobrej roboty.



wtorek, 2 sierpnia 2016

"Okrążyć słońce" Paula McLain

Tytuł: "Okrążyć słońce"
Autor: Paula McLain
Liczba stron: 342

Wydawnictwo: Między Słowami
Okładka: miękka
Wymiary: 14,4x20,5



"Nauczyłam się obserwować i pokładać zaufanie w rękach innych niż moje. Nauczyłam się wędrować. Nauczyłam się tego, co powinno wiedzieć każde marzące dziecko - że żaden horyzont nie jest tak odległy, żeby nie można było przejść ponad nim lub dalej. Tego nauczyłam się od razu. Reszta okazała się trudniejsza" 

Beryl Markham "West with the Night"



Beryl Markham
Beryl miała 3 lata, gdy przeprowadziła się wraz z rodziną do Kenii. Porzucona wkrótce przez matkę wychowała się na farmie ojca wśród jego ukochanych koni oraz miejscowej ludności. Wyrosła na silną i niezależną kobietę, która została pierwszym żeńskim trenerem koni w kraju. Życie nie zawsze było dla niej łaskawe i niejednokrotnie była zmuszona do podejmowania trudnych decyzji. Zakochana w Hattonie Finchu Denysie nie miała nigdy zaznać szczęścia w miłości. Zadziwiające jest też to, że chociaż mogła traktować Karen Blixen jedynie jako swoją rywalkę (wszak obie kochały tego samego mężczyznę), to jednak można powiedzieć, że łączyła je pewna nić przyjaźni.


Dom Karen Blixen
Po przeczytaniu powieści Pauli McLain postanowiłam odświeżyć sobie filmowe "Pożegnanie z Afryką", bo książka wciąż przede mną. I chyba nie powinien dziwić mnie fakt, że nie znalazło się w nim zbyt wiele miejsca dla Beryl Markhan - wszak to wersja Karen, która chciała Denysa zatrzymać tylko dla siebie. Niesamowite jednak w tych splatających się ze sobą historiach jest ich realność. Jakoś zawsze większe emocje wywołują we mnie historie "z krwi i kości", niż te wyssane z palca. I powiem wam, że jestem teraz rozdarta, bo portrety obu kobiet są tak niezwykłe, że nie sposób wybrać tę, której czytelnik chciałby bardziej kibicować. Czasem aż trudno uwierzyć, że ludzkie losy mogą być tak nieoczywiste i pogmatwane.



"Okrążyć słońce" to książka, którą czyta się z szybko bijącym sercem, bo porywa nas opowiedziana w niej historia. A coś, co najbardziej mnie poruszyło, to odwaga głównej bohaterki, by żyć w zgodzie ze sobą. Beryl nie przejmowała się opiniami innych ludzi, konsekwentnie dążyła do wyznaczonych sobie celów oraz spełniała swoje marzenia. Miała niezwykłą wolę życia i hart ducha, który fascynował wiele napotkanych przez nią osób. Była trochę jak kot, który chodzi własnymi ścieżkami i huragan, którego nie można okiełznać. Ta kobieta się nie poddawała i za to można ją naprawdę podziwiać.

Książkę oczywiście polecam - nadaje się idealnie na letnie popołudnia ;)



Egzemplarz recenzencki udostępniło mi Wydawnictwo:



P.S. Po lekturze zaczęłam trochę drążyć temat i niesamowicie zainteresowała mnie napisana przez Markham książka pt. "West with the Night". Niestety nigdzie nie mogę znaleźć informacji na temat jej polskiego wydania. Jeśli ktoś orientuje się w temacie będę wdzięczna za jakiekolwiek info ;)

niedziela, 24 lipca 2016

"Kobiety w kąpieli" Tie Ning

Tytuł: "Kobiety w kąpieli"
Autor: Tie Ning
Liczba stron: 560

Wydawnictwo: Znak Literanova
Okładka: twarda
Wymiary: 14,4x20,5


Już na pierwszy rzut oka podobało mi się wszystko - od okładki, przez tytuł po nazwisko autorki i po kilku początkowych stronach wiedziałam, że jest to książka, do której można będzie wracać wiele razy. Ba! Po lekturze mogę powiedzieć, że jest to zdecydowanie jedna z najlepszych powieści jakie przeczytałam w tym roku.


Tytułowe kobiety w kąpieli to dwie siostry (Tiao i Fan), ich matka (Wu) oraz przyjaciółka (Fei). Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy Tiao jest od krok od zamążpójścia i zabiera nas w podróż przez swoje życie, byśmy mogli lepiej zrozumieć moment, w którym obecnie się znajduje oraz podejmowane przez nią decyzje. Okres jej dzieciństwa przypadł na czas rewolucji kulturowej w Chinach, podczas której rodzice dziewczynki zostali odesłani do pracy na znacznie oddalonej od ich domu w Fuanie, farmie Trzcinowa Rzeka. Tiao i Fan musiały zaopiekować się sobą same do czasu powrotu matki, która wykorzystując coraz częściej zdarzające się jej omdlenia dostała przepustkę na powrót do domu w celu wykonania badań. Chwilowa niedyspozycja okazała się niegroźna, lecz Wu za wszelką cenę nie chciała wracać na farmę, dlatego wdała się w romans z lekarzem, który przyjął ją do szpitala. W ten sposób dostała fałszywą diagnozę, która pozwoliła jej zostać w domu, a w życiu Tio i Fan pojawiła się razem z doktorem Tangiem jego siostrzenica Fei...

W tym momencie pozwolę sobie trochę pozachwycać się tytułem, bo nieczęsto zdarza mi się przyznać, jak to jest w tym przypadku, że tak idealnie koreluje on z treścią książki. Te trzy słowa zawierają w sobie sedno treści, która obnaża przed nami w naturalny i wręcz pierwotny sposób najbardziej skrywane i intymne myśli oraz uczucia bohaterek. I mam wrażenie, że siła tej książki tkwi w jej ponadczasowym charakterze, bo "Kobiety w kąpieli" nie są jedynie powieścią o Chinkach, lecz w ogóle o kobietach bez względu na ich pochodzenie, czy też czasy, w którym przyszło im żyć.

Autorka z niewiarygodną precyzją i spokojem rozkłada na części pierwsze ten kłąb wzajemnych sprzeczności jakim jest kobieca dusza. Każda z bohaterek jest inna i każdą spotkały w życiu inne przeciwności losu, łączy je jednak usilne poszukiwanie własnej drogi, swojego miejsca na ziemi oraz próba uporania się z demonami przeszłości. Leniwa Wu stara się za wszelką cenę odkupić swoją zdradę, Fei tak bardzo łaknie ojcowskiej miłości, że zatraca się w ramionach zbyt wielu mężczyzn, zaś Tiao i Fan zdefiniowały swoje losy, gdy pewnego słonecznego popołudnia biernie stały trzymając się za ręce... Tak mało tu wyidealizowanego świata, w który czasem sięgając po książkę czytelnik ma ochotę uciec. Tutaj są łzy, kłótnie, niesprawiedliwość losu i miłość, która choć w swej istocie jest piękna, to należy do najtrudniejszych ludzkich uczuć. 

"Setki razy próbowałam dojść do tego, kiedy się w Tobie zakochałam, i to się stało chyba wtedy, kiedy Fang Jing zostawił mnie w poczekalni na dworcu. Zepchnął mnie z wyżyn marzeń, a ty mnie złapałeś, zanim uderzyłam o ziemię, a potem mnie trzymałeś razem z moimi łzami i ranami, z moimi upokorzeniami i goryczą. Jak mogłabym tak przy Tobie płakać, bez cienia wstydu, gdybyś nie był dla mnie najdroższą osobą na świecie?" str. 372

Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem tych wszystkich emocji tak pięknie ubranych w słowa, którymi uraczyła mnie Tie Ning podczas lektury, że mam ochotę jej szczerze za to podziękować.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa:


poniedziałek, 4 lipca 2016

"Dzika droga. Jak odnalazłam siebie" Sheryl Strayed

Tytuł: "Dzika droga. Jak odnalazłam siebie"
Autor: Sheryl Strayed
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Znak Literanova
Okładka: miękka
Wymiary: 14,4x20,5


Najpierw obejrzałam film i to bez napisów, bo nigdzie nie mogłam ich znaleźć, a z moim angielskim to tak różnie bywa. Teraz sięgnęłam po książkę. Powód, w przeciwieństwie do wszystkich innych przeczytanych przeze mnie książek, miałam tym razem bardzo osobisty, dlatego też pozwolę go zachować dla siebie.

Cheryl Strayed, czyli Sheryl Zagubiona kiedyś nosiła inne nazwisko. Niestety życie przywiodło ją do momentu, w którym dziewczyna postanowiła wyruszyć w niezwykłą podróż, by na nowo odnaleźć siebie. Cztery lata po śmierci matki stanęła na Pacific Crest Trail (PCT) - szlaku liczącym sobie 4265 km i ciągnącym się przez trzy amerykańskie stany z południa na północ: Kalifornię, Oregon i Waszyngton. Podczas trwającej trzy miesiące pieszej samotnej wędrówki Cheryl przeszła ponad 1700 km i odmieniła swoje życie. Miała wtedy prawie 27 lat, czyli tyle ile i ja skończę za kilka dni.

Pochodziła z biednej rodziny bez ojca. Miała za to kochającą matkę, dwójkę rodzeństwa i młodo wyszła za mąż z miłości. Nie była nieszczęśliwa, lecz po niespodziewanej śmierci mamy jej życie się rozpadło. Dosłownie. Rodzina się rozproszyła, a pogubiona Cheryl wpadła w wir przygodnego seksu i narkotyków, co przypieczętowało koniec jej małżeństwa. Cierpienie było ogromne i przytłaczające, oplatało naszą bohaterkę z każdej strony, niczym dziki gąszcz. Dziewczyna wiedziała, że musi się z niego wyswobodzić, znaleźć drogę, która ponownie zaprowadzi ją w kierunku słońca. Tą drogą okazał się PCT.

"Dzika droga" jest książką wyjątkową ze względu na opowiedzianą w niej historię będącą walką z samym sobą i swoimi słabościami, czyli najcięższą walką jaką człowiek toczy w swoim życiu. Powtarzane w kółko "nie boję się" było mantrą naszej bohaterki, która bez względu na przeciwności losu ciągle wracała na szlak i parła na przód w poszukiwaniu odpowiedzi i ukojenia.

Opowieść Sheryl jest naprawdę inspirująca i podnosząca na duchu. Pokazuje, że chociaż życie zawsze weryfikuje nasze wyobrażenia, to jednak daje od siebie znacznie więcej, niż możemy sobie wyobrazić. Pomimo, że bohaterka okazała się do wyprawy zupełnie nieprzygotowana, to jednak ukończyła swą wędrówkę, gdy inni, zdawałoby się bardziej zaprawieni w boju rezygnowali. Dodatkowo nawiązała niezwykłe przyjaźnie i odkryła w sobie zadziwiający hart ducha i ogromną siłę. I doskonale rozumiałam ją, gdy pod koniec swego marszu nie dowierzała, że to już i za chwilę wróci do "normalnego" życia. W międzyczasie  tą normalnością stała się dla niej wędrówka i stan bycia "w drodze". Osobiście uwielbiam  to uczucie - zmierzania dokądś i nieważne, czy jadę nad morze, czy robię sobie tylko krótką wycieczkę rowerową. Po prostu cudownie działa na mnie wszelkiego rodzaju podróżowanie.

Jedyne co mogłabym tylko zarzucić tej książce, to że niestety nie powala na kolana literacko i to rozczarowuje, bo naprawdę z tej historii mogła powstać genialna powieść. Atutem za to jest jej szczerość, prawdziwość i prostota, dlatego uważam, że warto poświęcić jej swój czas.


środa, 29 czerwca 2016

"Czara wyroczni" Judith Merkle Riley

Tytuł: "Czara wyroczni"
Autor: Judith Merkle Riley
Liczba stron: 488
Wydawnictwo: Książnica
Okładka: miękka
Wymiary: 15,5x23,0


Dzisiaj będą to dosłownie swobodne refleksje :)


Z początku czytałam tę książkę tak metodycznie - 50 stron dziennie i byle do przodu. Tak ani z chęcią ani z jej siostrą będącą zawsze na nie, aż tu nagle gnałam na łeb na szyję i prawie potykałam się o kolejne strony, bo nie mogłam nadążyć z ich przerzucaniem. Nie no dobra, bez przesady - stykałam się już w swoim życiu z bardziej pasjonującymi lekturami, ale i tak uważam, że "Czara wyroczni" jest książką dość wyjątkową. Niech świadczy o tym chociażby fakt, że to ona jest moim pierwszym "powrotem do lektur sprzed miesięcy", bo doprawdy zapadła mi w pamięci. I pomyśleć, że kupiłam ją przypadkiem za zaledwie 5 złotych!

Genevive Pasquier nie miała łatwego dzieciństwa. Brzydsza od siostry (w dodatku z koślawą stopą), kochana tylko przez ojca, który zbyt wcześnie opuścił ten świat i lekceważona przez matkę dziewczyna zostaje przez swoich najbliższych doprowadzona na skraj samobójstwa. Z pomocą spieszy jej jednak wróżka La Voisin, która przypadkiem odkryła, że nasza bohaterka posiada rzadki dar odczytywania przyszłości z tafli wody. Kobieta postanawia wykorzystać nastolatkę dla swoich celów. W tle mamy siedemnastowieczny Paryż z Ludwikiem XIV, spiski, romanse, wartą akcję i oczywiście czarną magię.

To co mnie urzekło, to detale. Opisy ulic, przyjęć, czy też samego ubioru bohaterów. Trzeba przyznać, że Pani Riley potrafi zadbać o szczegóły. Dodatkowo sama fabuła wzbudza zainteresowanie czytelnika i nie pozostawia obojętnym na losy postaci. I jeszcze zakończenie - mnie osobiście baaardzo się podobało :) Polecam, polecam i jeszcze raz polecam!


P.S. Jakby ktoś był ciekawy, to mała przerwa w blogowaniu wynikła z mojego krótkiego urlopu nad morzem, a później kupna roweru, w którym jestem obłędnie zakochana <3 i poświęcam mu czas onegdaj przeznaczony chociażby na czytanie i pisanie :)

środa, 15 czerwca 2016

"Złodziejka książek" Markus Zusak

Tytuł: "Złodziejka książek"
Autor: Makkus Zusak
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Okładka: miękka
Wymiary: 16,0x23,5

Jest rok 1943 r. Na Himmelstrasse w małym miasteczku Molching w Niemczech stoi Liesel Meminger - czternastoletnia Złodziejka książek - ocalona z podziurawionym sercem i rozbitymi płucami, główna bohaterka swojej własnej opowieści, którą snuje dla nas Śmierć. A wszystko zaczęło się kilka lat wcześniej od podróży pociągiem. Był styczeń 1939 roku, gdy Śmierć przyszedł po brata dziewczynki i wtedy to się stało - "...przyłapała mnie, nie mam wątpliwości." - zwierza się nam narrator tej niezwykłej historii.

Opuszczona przez brata i zostawiona przez matkę, Liesel trafiła pod dach Rosy i Hansa Hubermannów. Ona była szorstka w obejściu, ale miała wielkie serce, a on był poczciwym akordeonistą, który nauczył dziewięcioletnią dziewczynkę czytać. Jej pierwszą ukradzioną książką był "Podręcznik grabarza", później przyszły kolejne, a za nimi ukrywany w piwnicy Żyd, pierwsza miłość i niezmierzona rozpacz.

Jestem pod tak ogromnym wrażeniem, że podobnie jak niegdyś Złodziejce książek, tak mi w tej chwili brakuje słów. Ta historia jest piękna jak tylko piękne potrafią być miłość, przyjaźń, zaufanie, czy wiara... I jest bolesna, rozdzierająca jak huk bomb i smutna jak bezsilność. A wszystkie te emocje splecione są ze sobą tak mocno, że nie sposób ich rozdzielić. Teraz ani nigdy.

"BYŁ SOBIE raz dziwny mały człowieczek, który podjął trzy ważne życiowe decyzje:
1. Zrobił sobie przedziałek po innej stronie, niż wszyscy.
2. Zapuścił mały kanciasty wąsik.
3. Postanowił, że zdobędzie władzę nad światem"*

Holocaust. Jedno słowo - miliony istnień. A przecież wszyscy jesteśmy ludźmi. Nie zapominajmy o tym. Złodziejka książek pamiętała.

To co przeczytałam, te wszystkie słowa sygnowane Śmiercią, a spisane ręką dziecka są tak poruszające, że kilka ostatnich stron miało dla mnie niewyobrażalnie słony smak łez. Dla mnie absolutne arcydzieło.


*str. 405