sobota, 12 sierpnia 2017

"Ali i Nino" Kurban Said

Tytuł: "Ali i Nino"
Autor: Kurban Said
Liczba stron: 302

Wydawnictwo: WAB

Okładka: miękka


Filmowa okładka, która przyciąga wzrok i sugeruje miłość w czasie wojennej zawieruchy kryje za sobą bardzo egzotyczną historię. 
Azerbejdżański muzułmanin i gruzińska chrześcijanka, Ali Chan Szynwarszyn i Nino Kipiani, i Baku - miasto, gdzie Europa i Azja niepostrzeżenie się zlewają.

Tych dwoje zna się od dziecka i już wtedy zakochuje się w sobie, pomimo tego, że tak wiele ich dzieli: pochodzenie, religia, status społeczny... I nie wystarczy tylko pokonać sprzeciwu rodzin ani zmierzyć się z przyjaciółmi, którzy niepostrzeżenie stają się wrogami, o nie - jest jeszcze wojna, która zmusza naszych bohaterów do tułaczki, rozłąki i powrotów, bolesnych kompromisów i wyrzeczeń. Czy w takich okolicznościach możemy liczyć na happy end?

W książce Kurbana Saida widzimy zderzenie dwóch odmiennych światów. Zachód zderza się ze Wschodem i to zderzenie jest bolesne. Szczególnie jeśli spojrzymy na postrzeganie kobiety, która w kulturze islamu jawi się jako rola do obsiania. Nie należy jej kochać, to ona ma kochać swojego pana i żyć w jego cieniu po tym jak według starego i sprawdzonego zwyczaju zostanie przez niego uprowadzona. Trudno czytać takie słowa ze spokojem ducha i jeszcze trudniej uwierzyć w miłość wychowanej według europejskich przekonań kobiety z muzułmańskim mężczyzną. Trzeba jednak oddać głównemu bohaterowi, że nie kieruje się on zasadami wyznawanymi przez jego przodków, a Nino w żadnej mierze nie jest kobietą, która pozwoliłaby się zniewolić. Ich miłość jest burzliwa, ale trwała, co czyni ją jeszcze piękniejszą.

Wróćmy jednak jeszcze na moment do tego jak malowniczo w tej książce ukazane zostały różnice kulturowe. Szczególnie spodobał mi się przedstawiony przez autora kontrast pomiędzy Persją, gdzie czas upływa ludziom na herbacianych rozmowach o poetach i mędrcach, podczas gdy Gruzja przelewa wino podczas tańca, a całej tej uciesze towarzyszy śmiech ludzi twardych i jednocześnie elastycznych jak sprężyny, bo "Gruzin jest jak szlachetna sarna zabłąkana wśród azjatyckich ludów tutejszych lasów. Żadna inna rasa Wschodu nie ma tej gracji, tego wdzięku ruchów, tej upojnej radości życia i zdrowej radości z nicnierobienia."* 

Podczas lektury naszła mnie niebywała ochota, by na własnej skórze doświadczyć tego, co mają do zaoferowania oba kraju i jeśli wszystko dobrze pójdzie jesienią tego roku odwiedzę jeden z nich, ale na razie nie zdradzę Wam jeszcze który ;)


Wspomniałam o filmowej okładce, lecz o samym filmie znalazłam niezbyt wiele informacji. Nie ukrywam, że wyczekuję polskiej premiery, ponieważ moim zdaniem ta historia będzie w stanie zawojować serca widzów bardziej, niż czytelników. Wróżę jej bycie tym wyjątkiem od reguły, kiedy to film jest lepszy od książki, ponieważ czytając papierową wersję miałam nieodzowne wrażenie, że została ona napisana pod ekranizację.

Czy warto poznać "Ali i Nino"? Na pewno, chociaż ta książka nie jestem typową historią miłosną. To bardziej powieść o przenikających się światach i różnicach kulturowych.



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:



*str 132 Ali

środa, 12 lipca 2017

"Trzecia" Magda Stachula

Tytuł: "Trzecia"
Autor: Magda Stachula
Liczba stron: 368

Wydawnictwo: Znak Literanova
Okładka: miękka



Niespełna rok temu pisałam dla Was o debiucie Magdy Stachuli. Recenzję jej pierwszej książki pt. "Idealna" możecie znaleźć tutaj -> klik. Teraz biorę w obroty drugą, którą jest "Trzecia". I kiedy będziecie już po lekturze zauważycie, że to zdanie ma też swoje drugie dno ;)

Główna bohaterka Eliza, to młoda psychoterapeutka mieszkająca w Krakowie. Poznajemy ją w momencie, gdy dziewczyna odkrywa, że jest przez kogoś śledzona. Równolegle na scenę wkracza Lilianna - przebojowa bizneswoman z Warszawy. Kobiety łączy fizyczne podobieństwo, fakt że niedawno zakończyły długoletnie związki i tajemniczy ON o wielu imionach.

Od pierwszych stron przepadłam - takiej lektury było mi trzeba! Intrygującej i trzymającej w napięciu. Autorka umiejętnie buduję atmosferę i nie odsłania od razu wszystkich kart przez co czytelnik do ostatniej strony nie może być pewien jak potoczą się losy głównych bohaterów oraz co tu tak naprawdę się dzieje.

Niezaprzeczalnym atutem książki jest to, że rozwój akcji obserwujemy z perspektywy trzech osób, przez co niemalże wszystkie sytuacje mamy przedstawione trójwymiarowo. Każdy z bohaterów ma swoją historię - przeszłość, od której nie może się uwolnić i która determinuje jego obecne poczynania. Myślę, że nie będzie też chyba niczym zaskakującym jeśli zdradzę Wam, że mamy tutaj do czynienia z trójkątem miłosnym, a wiadomo że tak silne uczucie jakim jest miłość może popchnąć człowieka do niewyobrażalnych czynów...

Kiedy tylko usłyszałam, że Magda Stachula napisała kolejną powieść od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać, bo czeka mnie świetna rozrywka. Wątek obyczajowy z lekkim elementem romansu miesza się tu z trzymającym w napięciu thrillerem, co tworzy naprawdę pożywny koktajl dla wygłodniałego czytelnika. Jeśli macie wolny wieczór, podczas którego chcielibyście się odstresować i zanurzyć w łatwej w odbiorze lekturze, to zachęcam Was do sięgnięcia po nową książkę autorki "Idealnej".



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:






sobota, 8 lipca 2017

"Nie ze mną takie tere fere" Jim Smith

Tytuł: "Nie ze mną takie tere fere"
Autor: Jim Smith
Liczba stron: 240

Wydawnictwo: Znak Emotikon
Okładka: miękka



Lubię recenzować książki dla dzieci, bo czytając je można samemu czasami poczuć się dzieckiem. Poza tym wiele z nich, to naprawdę mądre i wartościowe pozycje, które chętnie kiedyś sama podsunę swoim dzieciom. Dodatkowo uważam, że każdy rodzic powinien mieć chociaż ogólne rozeznanie na temat tego, co czytają jego pociechy. Nic, tylko czytać książki dla dzieci, o dzieciach i z dziećmi.

Staram się nigdy nie zrażać okładką, a zdarza się, że są one mega nieudane i odstraszają czytelnika już na samym wstępie. Tak było np z książką "Milo. Odklejone po(d)pisy", której zarówno okładka, jak i tytuł zupełnie nie współgrają z jej treścią, a szkoda bo ta niezwykle wartościowa i wzruszająca pozycja traci przez to na pewno spore grono potencjalnych czytelników. Nie może zatem dziwić, że "Nie ze mną takie tere fere" również zostało przeze mnie już na wstępie obdarzone dużym kredytem zaufania.

Powiem tak i mówię to z żalem: chyba nigdy w życiu jeszcze nie rozczarowałam się tak bardzo książką skierowaną do młodszego czytelnika. Tym razem okładka jest jak najbardziej adekwatna do treści, którą za nią znajdziemy. Główny bohater, to Bartek Frajer, który z powodu noszonego nazwiska narażony jest na liczne docinki ze strony swoich rówieśników, co ze szczególnym upodobaniem wykorzystuje jeden z nich, niejaki Darek Darenowski. Dodajmy do tego wszechobecne bekanie, puszczanie bąków, kozy w nosie, liczne zdrobnienia i obraźliwe piosenki śpiewane na melodię "sto lat", a tere fere okazuje się zbyt łagodnym określeniem na dyrdymały zaserwowane nam przez autora.

Ani to śmieszne, ani interesujące, nie mówiąc już o jakiejkolwiek wartości dodanej, którą można by wyłuskać z lektury i ja bym tego żadnemu dziecku nie pokazała mając w zanadrzu chociażby obłędne notatki Kacpra Niewypała, które utrzymane w podobnej konwencji nie ocierają się o żenadę i szczerze bawią. 

Przykro mi było pisać tę recenzję, zwłaszcza że jest to pierwszy przypadek, gdy Wydawnictwo Znak Emotikon szczerze mnie zawiodło.





niedziela, 11 czerwca 2017

"Głosy starego morza. W poszukiwaniu utraconej Hiszpanii" Norman Lewis


Tytuł: "Głosy starego morza. W poszukiwaniu utraconej Hiszpanii"
Autor: Norman Lewis
Liczba stron: 296
Wydawnictwo: Czarne
Okładka: miękka

Głosy starego morza to głosy przeszłości i czasów, gdy ludzie przesypiali zimy. Usłyszeć je  można w Farol - małej rybackiej wiosce na północnym wschodzie Hiszpanii, gdzie zmęczonego wojną reportera przywiodła tęsknota za tym co znane i niezmienne. Tutaj każdy rok, miesiąc, a nawet dzień ma swój z góry ustalony rytm. Tutaj wszyscy się znają i każdy ma swoje miejsce. Tutaj wszyscy żyją w zgodzie z mistycznymi rytuałami, których sens jest czasem nierozwikłaną zagadką. 

Autorowi z początku trudno było stopić się z tą swego rodzaju enklawą, bo nawet na przywilej bycia obserwatorem trzeba sobie zasłużyć. Pomógł mu w tym na pewno spokój ducha oraz licencja rybaka, dzięki której był w stanie zarobić na opłacanie niewielkiego pokoju w domu staruszki zwanej w wiosce Babcią. Samo Farol nazywano wioską kotów w przeciwieństwie do siadującego z nim Sort, gdzie królowały psy. Nie oszukujmy się jednak, zwierzęta nie miały tam łatwego życia i często spotykała je śmierć w niehumanitarnych warunkach. Potrzeby mieszkańców zaspokajał spróchniały kościół, składnica rybacka, rzeźnik, sklep wielobranżowy i bar, w którym to wieczorami zbierała się starszyzna rybacka, by białym wierszem snuć opowieści z minionego dnia.

Gdy myślę o tej wiosce wyobraźnia podsuwa mi obraz wyrzuconej przez morze na brzeg kłody obrośniętej wodorostami, która nie ma nic wspólnego z cywilizacją, jest dzika i nieokiełznana. I najchętniej taka by została, ale świat nieustannie się zmienia, czego mieszkańcy Farol nie chcieli do końca zaakceptować i w gruncie rzeczy im się nie dziwię. Podejrzewam, że niewiele jest na świecie miejsc, które nie zostały jeszcze wystawione na pokaz, by na nich zarobić. Najgorsze, że to wszystko robione jest tak, żeby ogłupić i zaspokoić potrzeby turysty, zamiast rzeczywiście uchylić rąbka tajemnicy i pokazać mu inny świat...

Dlatego muszę Was ostrzec, że jeśli sami chcielibyście posłuchać o czym stare morze szeptało z mieszkańcami Farol przygotujcie się na nostalgiczną opowieść, która niesie na swych falach melancholię.




środa, 7 czerwca 2017

"Bajka o mysiej rodzinie" Michael Bond

Tytuł: "Bajka o mysiej rodzinie"
Autor: Michael Bond
Liczba stron: 32
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Okładka: twarda


Michael Bond - kojarzycie to nazwisko? Był kiedyś taki miś Paddington i pisałam o nim nawet tu, a teraz mamy mysią rodzinę pięknie zilustrowaną przez Emily Sutton.

Książka jest pięknie wydana, formatu A4 w sztywnej oprawie i na dobrej jakości grubym papierze. Samo trzymanie jej w dłoni sprawia niekłamaną przyjemność, że już nie wspomnę o gładzeniu okładki. Jednak prawdziwa uczta jak zapowiada okładka zaczyna się, gdy zdecydujemy się zajrzeć do środka. 

Bohaterów jest piętnaścioro, a wszyscy malutcy i myszowaci o jednolitym umaszczeniu. Ta szczęśliwa mysia familia zamieszkuje okazały domek dla lalek w pałacu należącym do bogatego hrabiego i ich życie jest iście sielankowe, ale tylko do pewnego momentu...



Oczywiście grzechem byłoby zdradzić Wam zbyt wiele i zabierać całą przyjemność z obcowania z tymi uroczymi myszkami, więc sza! Nic więcej już nie powiem.

Ale wiecie co myślę? Niejednemu maluchowi może się spodobać ta historia :)

Dodatkowo oprócz czystej rozrywki mamy tu też pewien morał, co powinno zadowolić bardziej wymagających rodziców. Poza tym ta "Bajka..." naprawdę cieszy oko!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:




czwartek, 20 kwietnia 2017

"Ostatni ślad" Charlotte Link

Tytuł: "Ostatni ślad"
Autor: Charlotte Link
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Filia
Okładka: miękka


Nie wiem co mnie podkusiło, żeby przeczytać dwa kryminały pod rząd. ("Ostatni ślad" przeczytałam zaraz po "Ekspozycji" Remigiusza Mroza.) Ten gatunek chyba nie jest tak do końca dla mnie. O Charlotte Link słyszałam wiele dobrego i po przeczytaniu "Ostatniego śladu" jestem troszkę zawiedziona.


Fabuła osnuta jest na tajemniczym zaginięciu Elaine Dawson, która nigdy nie dotarła na wesele swojej przyjaciółki w Gibraltarze. Głównym podejrzanym w tej sprawie staje się mężczyzna, który zaproponował dziewczynie nocleg, gdy z powodu mgły odwołano wszystkie loty z Londynu i nieszczęsna utknęła na lotnisku. Marc Reeve (notabene wzięty adwokat) stanowczo zaprzecza, jakoby miał coś wspólnego z zaginięciem Elaine. Zagadka pozostaje nierozwiązana przez kolejne 5 lat. Wszystko zmienia się, gdy Rosanna Hamilton na zlecenie swojego byłego pracodawcy przylatuje do Londynu, by napisać serię artykułów o zaginionych osobach, a tak naprawdę dowiedzieć się, dlaczego przyjaciółka nie zjawiła się na jej ślubie.

Autorka sprytnie skonstruowała fabułę i potrafi wodzić czytelnika za nos, bo gdy już wydaje się, że sprawa jest jasna, nagle następuje zwrot akcji i wypływają nowe fakty, które wszystko zmieniają. To na plus. Minusem są sami bohaterowie i ich prywatne życie - czytanie o nim to najnudniejsze fragmenty książki. Jestem również na nie, jeśli chodzi o wątek romansowy oraz model wszechwiedzącego i żadnego zemsty bandyty. Nie wiem, czy sięgnę jeszcze po Panią Link.

I to by było na tyle. Dzisiaj postanowiłam być lakoniczna, a "pomogło" mi w tym przeziębienie zaprzyjaźnione z bólem głowy, kaszlem i nieziemskim katarem... Buuu :(



piątek, 14 kwietnia 2017

"13 powodów" Jay Asher

Tytuł: "13 powodów"
Autor: Jay Asher
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: Rebis
Okładka: miękka







Jakiś czas temu, zupełnym przypadkiem natknęłam się na taki oto zwiastun:


Na początku byłam zaintrygowana samym serialem i postanowiłam wciągnąć go na listę z kategorii "must see", ale po chwili naszła mnie refleksja, czy może jednak wcześniej nie sięgnąć po książkę? W końcu uległam i zabrałam się za czytanie. Niestety obawiam się, że to był błąd...

Hannah Baker - to nazwisko jest na ustach wszystkich. Dziewczyna pewnego dnia nie pojawiła się w szkole i gdy nikt nawet nie zdążył jeszcze pokusić się o jakieś niepokojące myśli, liceum obiegła wiadomość o jej samobójstwie. (Przynajmniej tak to sobie wyobrażam, bo w książce nie jest to wyraźnie powiedziane, ale o tym za chwilę.)

Zacznijmy jednak może od tego jak zaczyna się ta powieść i poznajmy jej głównego bohatera, którym jest Clay Jensen. Mniej więcej 2 tygodnie po tragicznej śmierci jego koleżanki ze szkoły chłopak otrzymuje tajemniczą przesyłkę. W kartonie po butach znajduje się trzynaście kaset magnetofonowych nagranych przez Hannah, a na nich trzynaście powodów, dla których dziewczyna targnęła się na swoje życie. 

Akcja powieści rozgrywa się właściwie w ciągu doby i jest podróżą, którą odbywa Clay ze słuchawkami na uszach wiedziony głosem Hannah.

Tyle o fabule, co by nie zdradzić zbyt wiele.

Niestety nie udało mi się uniknąć rozczarowania. Wiem, że książka jest pisana dla młodzieży, ale niestety sprawia też wrażenie jakby była właśnie przez któregoś z jej przedstawicieli napisana. Jest niedopracowana. Brakuje mi jakiejś głębszej psychologii postaci, którą wręcz wymusza poruszany w niej temat. Nie znajdziemy też tutaj praktycznie żadnego wyraźnie zarysowanego tła. Jest taką opowieścią trochę wyrwaną z kontekstu, jakby nie miała wstępu ani zakończenia. O bohaterach nie wiemy prawie nic i nie jesteśmy w stanie ich poznać ani tym bardziej zrozumieć motywów ich działań. Szkoda, bo sam pomysł miał w sobie naprawdę duży potencjał.

Nie wiem, czy taki był zamierzony cel, ale opowieść Hannah można odczytywać jako próbę odegrania się na swoich szkolnych kolegach i koleżankach oraz zrzucenia na nich winy za całe zło tego świata, z którym dziewczyna nie mogła albo nie chciała sobie poradzić. Nie przekonują mnie motywy, dla których podjęła taką, a nie inną decyzję, ponieważ patrząc na jej postać przez pryzmat nagrań nie widzę wcale osoby słabej ani też wzbudzającej sympatię, ale to już inna kwestia. Zastanawia mnie również gdzie w tej opowieści są dorośli (głównie mam na myśli rodziców) i dlaczego zostali praktycznie CAŁKOWICIE pominięci?

Strasznie dużo niedociągnięć ma ta książka i trochę osłabiła mój początkowy entuzjazm jeśli chodzi o serial, aczkolwiek może w wersji filmowej jest większa nadzieja? Liczę na to, że ukazane zostało tam to, co pominięto w książce albo może scenarzyści dodali od siebie coś, co uczyni tę historię bardziej sensowną.

A co wy sądzicie? Czytaliście lub oglądaliście?

niedziela, 26 marca 2017

"Ekspozycja" Remigiusz Mróz

Tytuł: "Ekspozycja"
Autor: Remigiusz Mróz
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Filia
Okładka: miękka

Remigiusz Mróz to ostatnio dość głośne nazwisko w świecie polskich kryminałów. Naprawdę zadziwia mnie ile ten chłopak (w końcu tylko 2 lata starszy ode mnie, a ja nadal czuję się młodo :D) napisał i wydał książek i to w tak krótkim czasie! Sama dowiedziałam się o nim przypadkiem, a do sięgnięcia po "Ekspozycję" zachęcił mnie znajomy, który dostał kiedyś książkę w prezencie i po jej przeczytaniu od razu pobiegł do księgarni po kolejne części cyklu.

"Ekspozycja" to pierwsza część trylogii, której bohaterem jest komisarz Wiktor Forst - tradycyjnie jak na tego typu postać przystało jest samotny, ekscentryczny i w przeszłości nie stronił od napojów wyskokowych. Obecnie walczy z nałogiem tytoniowym, a w wolnych chwilach uwodzi córki wysoko postawionych urzędników państwowych. Ale skończmy już z tymi żartami, bo ofierze, która wisi przybita do krzyża na Giewoncie na pewno nie jest do śmiechu. Jak widzicie zbrodnia pojawia się szybko, a do tego jest bardzo medialna, dlatego nie może w naszej historii zabraknąć dziennikarzy. Na pierwszy plan wybija się znana reporterka i prezenterka telewizyjna - Olga Szrebska. I można przyjąć, że podróż naszych bohaterów zaczyna się już w momencie ich spotkania pod Giewontem, kiedy to Wiktor pomimo wyraźnego zakazu przełożonego palnął coś, czego mówić nie powinien, a co usłyszała cała Polska i lawina ruszyła. W konsekwencji został zawieszony i jego przyszłość zaczęła jawić się w czarnych barwach. Na szczęście pojawiło się światełko w tunelu w postaci zaintrygowanej tajemniczym morderstwem Olgi. Dziennikarka postanowiła pomóc naszemu czarującemu stróżowi prawa, więc wsiedli w jej wiekową "Astrunię" i ruszyli w siną dal, ścigani przez polskie służby mundurowe.

Aaa, zapomniałam o jeszcze jednym, dość istotnym fakcie. Ofiara miała w ustach monetę i to nie byle jaką, bo bardzo starą - sięgającą swym rodowodem, aż do czasów starożytnych. Czyżby była ona kluczem do rozwikłania zagadkowego morderstwa na Giewoncie?

Książkę czyta się szybko i z zainteresowaniem, ale nie jest ona wolna od "olaboga" scen. Co mnie raziło najbardziej, to "nieśmiertelność" głównego bohatera, bo to ile razy obrywa on po gębie i pada nieprzytomny na tych niespełna 500 stronach jest dla mnie wręcz niepojęte. Zwłaszcza, że po chwili wychodzi z tych wszystkich opresji bez najmniejszego szwanku. Znajomy powiedział mi, że się czepiam i to tak, jakbym chciała uśmiercić Jamesa Bonda :P, ale jednak trochę czepialska muszę być, bo moim zdaniem autor za bardzo momentami w tej kwestii "popłynął".

Jednakże poza kilkoma innymi absurdami (nie będę zdradzała szczegółów, bo nie chcę spojlerować) książkę uważam za naprawdę udaną i interesującą. Osobiście nie oczekuję od kryminału żadnych literackich wyżyn, bardziej stawiam na rozrywkę, którą "Ekspozycja" mi niewątpliwie zapewniła. Daję również duży plus za zakończenie, które zachęca by sięgnąć po kolejną część cyklu, także Remigiuszu jeszcze do Ciebie wrócę! :)


piątek, 13 stycznia 2017

"Sucha sierpniowa trawa" Anna Jean Mayhew

Tytuł: "Sucha sierpniowa trawa"
Autor: Anna Jean Mayhew
Liczba stron: 304

Wydawnictwo: Black Publishing
Okładka: miękka



Stany zjednoczone, lata 50-te XX wieku, segregacja rasowa i "Sucha sierpniowa trawa", czyli książka napisana z perspektywy Jubie - trzynastoletniej dziewczynki wychowywanej przez czarnoskórą nianię Mary. Średniozamożna rodzina, jakaś ona, on, czwórka pociech i ich "dziewczyna". I tak wokół nich przez te 300 stron będzie się kręcił Twój świat niczego jeszcze nieświadomy czytelniku.

Mamy tu model rodziny, w którym to mężczyzna jest jego głową, ponieważ nosi spodnie i przynosi do domu wypłatę, ale rolę szyi przejęła służąca, ponieważ matka jest zbyt zajęta chuchaniem na długoschnący lakier na paznokciach i chowaniem się za rondem kapelusza. Dzieci miłości szukają w czarnych ramionach opiekunki i to ona staje się powiernikiem ich sekretów, a także wsparciem w trudnych chwilach dojrzewania. Sytuacja ta jest o tyle mocno zarysowana, że w rodzicielską sielankę wkradła się ponętnie kołysząca biodrami intrygantka zdrada, co skłoniło próżną żonę do wyjazdu. W podróż wyruszyli kolejno odlicz: wspomniana przed chwilą Paula, Stell, Jubie, Puddin, Davie i czuwająca nad wszystkimi niczym dobry duch - serdeczna Mary. A droga ich wiodła na Florydę do wujka Taylora, czyli brata zdradzonej bohaterki.

I pewnie jeszcze nie macie pojęcia co ta podróż ze sobą przyniesie? Otóż radzę Wam przygotujcie się na łzy, te wzruszenia jak i smutku, ale i również te najbardziej słone, czyli podyktowane bezsilnością... Tak płacze się tylko wtedy, gdy dobro jednak nie zwycięża, bo życie takie już czasem jest. Książka w piękny sposób pokazuje to co jest ponad wszelkimi podziałami: miłość, dobro, ciepło, serdeczność... Człowieka w człowieku po prostu. Takiego, który ma serce na dłoni i jest gotowy je oddać drugiemu człowiekowi.

I to, co smuci niewypowiedzianie, że jak pokazuje historia ludzkość o tym czasem zapomina. Książka Mayhew to ukłon w stronę wszystkich dotkniętych nietolerancją i prześladowaniem. Taka przypominajka o tym, co miało miejsce, a zdarzyć się nie powinno. Sięgając po nią w życiu nie spodziewałam się, że wywoła we mnie takie emocje. Odbiór książki jest pogłębiony jeszcze bardziej przez postać narratorki, czyli nierozumiejącego otaczającego go świata dziecka. Jubie cierpi widząc krzywdę jedynej bliskiej jej sercu osoby i na próżno stara się znaleźć odpowiedzi na nasuwające się jej pytania. Jestem pod naprawdę dużym wrażeniem tej powieści i szczerze polecam ją każdemu.


środa, 11 stycznia 2017

"Sekretna zima Jaśminy" Adrianna Trzepiota

Tytuł: "Sekretna zima Jaśminy"
Autor: Adrianna Trzepiota
Liczba stron: 296

Wydawnictwo: Kobiece
Okładka: miękka

Cykl: Zwilczona
Tom: 2

Książka jest kontynuacją powieści "Zwilczona", a z reguły nie biorę się za kontynuację nie znając początku, ale jakoś tak patrząc na okładkę, a później na pogodę za oknem skusiłam się ;)

Jaśmina - piękne imię swoją drogą - otóż Jaśmina jest nauczycielką i pisarką, mieszka na Podlasiu z mężem nadużywającym alkoholu i córeczką Marysią. I trzeba powiedzieć, że w Jaśminy życiu ostatnio nie dzieje się najlepiej. Wdała się w przelotny romans, w wyniku którego zdradziła spędzającego jej sen z powiek męża, a praca w szkole, jak i ta nad nową książką ugrzęzły w martwym punkcie. W ogóle nasza bohaterka się chyba trochę pogubiła, dlatego pewnego dnia nie wytrzymała, zapakowała córkę do auta i pojechała szukać pomocy u wiejskiej szeptuchy. I w tym momencie na pierwszy plan wysuwają się ludowe wierzenia, czary i magiczne mikstury. Czy uda jej się odstraszyć natarczywego kochanka i naprawić relację z mężem? Czy Jaśmina znajdzie spokój i poukłada swoje życie? I co ma z tym wszystkim wspólnego wilk?

Wiem, że ten zarys fabuły nie brzmi jakoś spektakularnie, bo i sama książka nie jest zbyt spektakularna. Motyw zagubionej kobiety w dzisiejszym świecie to bardzo aktualny temat, bo przychodzi taki moment, gdy człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę z podjętych przed siebie decyzji, które zweryfikował czas. Jednakże sam temat nie jest receptą na dobrą prozę. Dużo w tej książce duchowości, legend, symboli i chyba trochę momentami za dużo.

Dobrze się to wszystko czyta, ciekawostki przykuwają uwagę - zwłaszcza liczne legendy o wilkach, ale jakoś nie widzę tu żadnej puenty i po skończonej lekturze mam wrażenie, że główna bohaterka jest tak samo pogubiona, jak na jej początku - tylko próbuje to ukryć ciut zbyt kwiecistymi słowami i sama przed sobą ciągle się usprawiedliwia i tłumaczy. Niestety trudno było mi się z nią utożsamić i chociaż książkę czyta się bardzo szybko, to jednak nie jest to pozycja, która zapadnie mi w pamięć ani taka, którą bym komuś szczególnie polecała.

Jedna rzecz, która bardzo mi się podobała, to opisy mazurskiej zimy oraz przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia - muszę przyznać, że podczas lektury bardzo udzielił mi się nakreślony przez autorkę klimat. Na uwagę zasługuje również historia tajemniczego leśniczego Bojana - o wiele ciekawsza moim zdaniem od historii głównej bohaterki i jeśli miałabym wybierać, to chciałabym bardziej szczegółowo poznać właśnie jego losy.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa:


poniedziałek, 9 stycznia 2017

"Świąteczna kafejka" Amanda Prowse

Tytuł: "Świąteczna kafejka"
Autor: Amanda Prowse
Liczba stron: 272

Wydawnictwo: Kobiece
Okładka: miękka

Ot, taka prosta historia o niespełnionej za młodu miłości, z której poczęte zostało dziecko. Samotna matka wyjechała do Australii, gdzie wyszła za mąż i poukładała sobie życie u boku statecznego przedsiębiorcy, któremu towarzyszyła, aż do ostatnich chwil jego życia. I kiedy 53-letnia Bea na nowo została sama ze swoim synem Wyatt'em oddała się całym sercem prowadzeniu małej kawiarni.



Rok po śmierci męża pod jej dach trafia sprawiająca problemy wychowawcze 13-nastoletnia wnuczka Flora, co zbiega się z listem od Alex - kobiety prowadzącej kawiarnię w Edynburgu. Tajemnicza korespondencja okazuje się zaproszeniem do internetowej społeczności właścicieli kafejek, ale i również zaproszeniem do miasta, z którego pochodzi autorka listu. Kobiety nawiązują mailowy kontakt i szybko się zaprzyjaźniają, a wiedziona sentymentem oraz namowami wnuczki Bea postanawia wybrać się w świąteczną podróż na drugi koniec świata. Nie spodziewa się, że odmieni ona jej życie.



Wszystko ładnie pięknie, czyli kolejna lekka lektura na okres świąteczny. Przywodzi mi na myśl trochę powieści Sparksa - przynajmniej jeśli chodzi o ukazaną w niej historię, jednakże nie odznacza się niczym nadzwyczajnym. Język prosty i przystępny, podobnie jak fabuła oraz postaci. Ot, takie trochę babskie czytadło dobre na zimowy wieczór dla zabicia czasu.



Mało tu kawiarni jako takiej, co sugerowałby tytuł, a więcej miłosnej historii, którą autorka momentami przesłodziła. I o ile nie mam nic do lukru na piernikach, o tyle od świątecznego ciasta wymagam troszkę więcej wyrafinowania i wzbogaconego smaku. Niestety tej wyrazistości mi tutaj zabrakło i "Świąteczna kafejka" niczym mnie nie zaskoczyła, ale kto z nas od czasu do czasu nie ma ochoty na pachnącego świętami pierniczka? :)



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa: