poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Filmowy poniedziałek z Chomikiem -> Toskania - w poszukiwaniu inspiracji

Tytuł: "Pod słońce"
Gatunek: dramat, komedia, romans
Produkcja: Francja, Wielka Brytania, Włochy
Reżyseria Brad Mirman 
Scenariusz: Brad Mirman


"Jeremy Taylor (Joshua Jackson) pracuje jako początkujący wydawca w Londynie. Marzy, by zostać pisarzem. Kiedy jego pracodawca wysyła go do Włoch, do Toskanii, żeby odnalazł słynnego pisarza Weldona Parisha (Harvey Keitel) i zmusił go do napisania nowej książki, jego życie zmienia się na zawsze. Weldon Parish wiedzie wygodne życie kręcące się wokół przyjaciół, koni, wina i swoich trzech pięknych córek. Nie zamierza wracać do pisania i odrzuca propozycje wszystkich wydawców. Ale Jeremy podoba mu się na tyle, że przedstawia go swojej rodzinie. Jedna z córek ? Isabella (piękna Claire Forlani) natychmiast zdobywa serce Jeremy?ego, a Weldon pomaga mu otworzyć się na świat i znaleźć swoją drogę w życiu. Tak oto dzięki Weldonowi, Jeremy uczy się życia i miłości. Ale czy i on nauczy się czegoś od młodego pisarza? Czy gdzieś spotkają się drogi ucznia i mistrza?" [Filmweb]

Kolejny film spod znaku „to już było”. Nie wnoszący nic nowego, a jednak nie wiedzieć czemu zapadający w pamięć. Przynajmniej moją. Być może to wszystko wina Toskanii?? To miejsce ma w sobie jakąś magię, bo nawet kilka dni po seansie wciąż mam przed oczyma zarówno opisywany przez Weldona zachód słońca, jak i wszystkie te niezwykle malownicze uliczki i okolice miasteczka, w którym toczy się akcja. Istna uczta dla zmysłów, a skoro już o nich mowa, to nie tylko nasz wzrok może się delektować podczas seansu. To, co słyszymy jest bowiem niemniej ważne.
Pozwolę sobie zacytować kilka wypowiedzi bohaterów, które szczególnie mi się spodobały:

„Pisanie nie ma być łatwe, ma być trudne.” – coś w tym jest…

„Każdy może używać słów. To się nazywa mówieniem. Pisarz układa je w piękną formę. Wyobraź sobie, że słowa to kolaż, a papier to przestrzeń.”

„Wierzę, że każdemu pisana jest jakaś droga w życiu. Na swojej ścieżce spotykamy innych. Poznajemy ich i przez to zmieniamy ich życie.” + przypowieść o ptaku, który nie mógł latać.

„-To jak idzie pisanie?
-Ciężko powiedzieć. Zaczynam się zastanawiać czy to ma sens.
-O, tak, zwątpienie. Artystom często się to zdarza.
- Nie sądzisz, że przeważnie artyści są...
- Szaleni? Tak. Oczywiście, że są szaleni. Tysiące pisarzy i artystów...Dla większości marzenia nigdy się nie spełnią. Trzeba być szalonym.
-Dzięki, Weldon. Podniosłeś mnie na duchu.
-Taka jest prawda, Jeremy. Bycia artystą się nie wybiera. To jest coś, co wybiera ciebie. Dlaczego chcesz być pisarzem?
- Bo myślę, że…
- Nie. To nie coś, co myślisz. To po prostu wiesz. Powiesz mi, kiedy już będziesz wiedział, jaka jest odpowiedź.”

„-Co sobie myślał Bóg, gdy tworzył kobietę?
-Prawdopodobnie chciał w ten sposób naprawić to, że stworzył mężczyzn.
-Myślisz?
-Pewnie. Większość z nas to śmierdzący, kudłaci kretyni. Prawie jak jaskiniowcy. Ale kobiety...Tu Bóg się postarał.
-O, tak, postarał się.
-Ze wszystkiego co stworzył...co jest bardziej idealne niż kobieta?
-Nic nie przychodzi mi do głowy.
-Piękne kształty, gładka skóra... piersi o różnych kształtach i rozmiarach. Mówię ci, Jeremy - gdybym był kobietą, zostałbym lesbijką.
-To dopiero pomysł. Ja też byłbym lesbijką. Może być, mógłbym być lesbijką?
-Pewnie.”

„-Wiesz jaki mam problem? Boję się.
-Czego?
-Życia. Miłości. Wszystkiego. Chcę swoją własną winnicę. Chcę hodować winogrona i pisać wspaniałe powieści.
-Co cię powstrzymuje?
-Strach. To znaczy, ułożyłem sobie całe życie w Londynie, nie wiem czy mógłbym to tak po prostu zmienić.
-Jeremy. Większość ludzi żyje w swoich brudnych, małych światach. Żyją nad krawędziami muszli toaletowych, próbując utrzymać głowę nad wodą. I modlą się, żeby ktoś nie pociągnął za spłuczkę. I dopiero gdy słyszą szum spuszczanej wody i czują moc otchłani... zaczynają zastanawiać się nad własnym życiem.
-A co z ludźmi, którym wygodnie w ich cierpieniu? I nie zauważają nawet, że zaszły jakieś zmiany??”

„Każdemu zdarzają się niepowodzenia. Chodzi o to, by próbować.”


Sama nie wiem dlaczego ten film tak mnie urzekł. Być może jednym z powodów są moje własne mrzonki o pisaniu?? Do tego ta Toskania… Takie miejsce z pewnością inspiruje. Muszę tam kiedyś pojechać ;D

czwartek, 26 kwietnia 2012

No i na co te krople, ja się pytam, na co? Jak tu nudą zionie...

Tytuł: "Mariola, moje krople..."
Autor: Małgorzata Gutkowska - Adamczyk
Liczba stron: 288
Wydawnictwo: Świat Książki
Okładka: miękka

Wymiary: 12,5x20,0


"Autorka bestsellerowej "Cukierni pod Amorem" tym razem serwuje nam pełną humoru powieść obyczajową z akcją w prowincjonalnym teatrze przed stanem wojennym. Jest listopad 1981 roku. Działa tu i "Solidarność" i stary związek zawodowy. Bufetowa pędzi bimber i chowa się świnia na mięso. Aktorzy przygotowują równolegle antyrosyjski dramat i prokościelną "Pastorałkę". Na wieść, że teatr odwiedzi delegacja radziecka, dyrektor postanawia wystawić "Streap-tease", nie mając pojęcia, że w poważnej sztuce Mrożka nikt się nie rozbiera... Świetne dialogi i - wciąż aktualna linia podziałów w narodzie... Mieszanka klimatów z filmów Barei i kultowego "Rancza". Książkę w wersji audio czyta Wojciech Adamczyk." [Świat Książki]

No i stało się! Pac, bęc, trach, no i bum. Książka poszła w odstawkę po zaledwie 76 stronach. Ani mnie to wzrusza, ani bawi. O zainteresowaniu również nie może być mowy. Nie moje klimaty, nie mój styl. Zbyt wydumany i teatralny zdaje mi się. Może komuś innemu przypadnie do gustu. Ja się szczerze wynudziłam i nie miałam ochoty poznać dalszych losów jej bohaterów.

środa, 25 kwietnia 2012

Z cyklu "Mądry bohater na dziś" - Kic kic jak nic

Dzisiaj na łamy swojego bloga postanowiłam zaprosić bohaterów książki "Króliczek" autorstwa Olgierda Dudka. Panie i Panowie, przywitajcie Klemensa i Artura.

Panowie, może powiecie mi kilka słów o ludziach, których spotkaliście na swej życiowej drodze?

Klemens:
"Podobno każdy człowiek, którego spotkasz, coś w życiu utracił, czegoś się boi i kogoś kocha." (s.17) Ale nie wiem czy to do końca jest prawdą, ponieważ miałem też styczność z takimi, którzy absolutnie wymykali się tej klasyfikacji. Dodam nawet więcej, ich hierarchia wartości pozostawiała wiele do życzenia...

Czyli jest aż tak źle z naszym ludzkim gatunkiem?

Artur:
Trudno powiedzieć. Ogólnie "Człowiek jest jedyną na świecie istotą, która wstaje, kiedy jest ciemno, pracuje, nawet jeśli nie ma na to siły, a z owoców jej pracy korzysta zazwyczaj ktoś inny, kto równocześnie domaga się za to wdzięczności." (s.186) Poza tym "Od dawna wiadomo, że praca jest jedną z najmniej cenionych wartości." (s.225)

Klemens:
Dokładnie! Mówi się np., że "... socjaliści to ludzie, którzy twierdzą, że każdy ma prawo kraść, demokraci, że każdy ma prawo kraść, ale w ramach rozsądku, konserwatyści natomiast są osobami, które już nakradły i wymagają od wszystkich innych poszanowania świętego prawa własności." (s.67)

W takim razie jak sam siebie byś określił?

Klemens:
Cóż, "Wiedziałem, że jeśli powiodą się moje zamierzenia, będę mógł pozwolić sobie na komfort bycia konserwatystą."

Masz na myśli...

Klemens:
Mój ślub z Urszulą.

Co jednak, gdy sprawy nie ułożą się po Twojej myśli?

Klemens:
"Kiedy wypadniemy ze strefy normalności, odkrywamy nagle naszą prawdziwą naturę. Wtedy albo odrzucamy wszystkie dotychczasowe złudzenia, walcząc o przeżycie na kły i pazury, albo uciekamy w świat niepewności i rozmyślań o fundamentalnych prawdach życia. Pierwszy typ ludzi to politycy, którzy doskonale radzą sobie w świecie przeciętnych obywateli. Drugi - filozofowie, którzy wcześniej, czy później zaczynają przymierać głodem." s.92

Kim zatem jesteś?

Klemens:
"Nigdy nie umiałem określić, ile jest we mnie z polityka, a ile z filozofa."

Panowie, a może jakaś pozytywna myśl na koniec?

Artur:
"Mój dziadek powiedział mi kiedyś, że człowiek nie może tracić nadziei, dopóki może oddychać." (s. 248)

I tym pozytywnym akcentem proponuję zakończyć naszą rozmowę.

wtorek, 24 kwietnia 2012

30 dni z książkami (1)

Dzień 1. Twoja ulubiona książka

Nie dość, że sam wybór dostarczał mi niemałych trudności, to jeszcze nigdzie nie mogę znaleźć okładki mojej (osobiście posiadanej) książki, a właściwie dwóch książek, ponieważ tak się składa, że jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch jej egzemplarzy. Pierwszy był nagrodą za wzorowe zachowanie jeszcze w podstawówce. Drugi zaś kupiła mi ciocia na Boże Narodzenie, nie wiedząc oczywiście, że tym samym zdubluje ten tytuł w mojej skromnej jeszcze wtedy biblioteczce. Wracając jednak do okładek - sfotografuje je jak tylko wrócę do rodzinnego domu i podzielę się nimi z Wami. Są naprawdę piękne w porównaniu do tych, które przed chwilą oglądałam. Do rzeczy jednak, bo wciąż nie macie przecież pojęcia o czym to ja tak namiętnie ględzę od pięciu minut. Otóż moją ulubioną książką jest...


"Ania z Zielonego Wzgórza"
Lucy Maud Montgomery




Możecie mi śmiało zarzucić brak oryginalności, lecz ta książka była swego czasu maglowana przeze mnie nieprzeciętnie. Pamiętam nawet, jak chodziłam z nosem między kartkami za moją mamą i odczytywałam na głos co ciekawsze fragmenty, podczas gdy moja rodzicielka wieszała pranie, łuskała groszek, czy też prasowała. Jak się zapewne domyślacie było to właśnie w podstawówce, przynajmniej wtedy się zaczęło. Później często do niej wracałam, czytając na przemian dwa posiadane przeze mnie egzemplarze. Pamiętam, że ten pierwszy miał mniejszą czcionkę, lecz ładniejszą okładkę. Do jego tłumaczenia też bardziej się przywiązałam i pamiętam, że bardzo mnie raziło, gdy odkryłam, że "Ania..." z innego wydawnictwa różni się od swej pierwszej (tj wcześniejszej dla mnie) wersji, chociażby imieniem jednej z drugoplanowych, aczkolwiek odgrywających znaczną rolę bohaterek. Mam tutaj na myśli przyjaciółkę Maryli - panią Małgorzatę vel Rachelę. Pamiętam, że znałam tą książkę tak dobrze, że bez problemu wyłapywałam niemalże każdą różnicę w przekładzie. Pamiętam też, że gdy tylko dowiedziałam się o istnieniu kontynuacji losów mojej ukochanej bohaterki zrobiłam wszystko, żeby zdobyć je na własność. Co miesiąc razem z mamą udawałyśmy się do którejś z pobliskich księgarni w poszukiwaniu kolejnych tomów. W końcu misja zakończona została sukcesem i komplet książek pięknie zdobi jeden z moich regałów. Brakuje w nim tylko wydanej dość niedawno "Ani z Wyspy Księcia Edwarda" oraz prequela losów mojej ulubionej bohaterki, w który jednak nie zamierzam się zaopatrywać, ponieważ co Lucy, to Lucy i nie wierzę, że ktokolwiek mógł sprostać takiemu zadaniu. Poza tym do szczęścia nie jest mi potrzebne poznawanie tej sztucznie wymyślonej wersji, moja wyobraźnia  zupełnie wystarcza mi w tej kwestii. 

Tak oto zatem poznaliście moją ulubioną lekturę ;)

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Filmowy poniedziałek z Chomikiem -> Zdrada kontrolowana

Postanowiłam rozproszyć pewien blogowy zastój kolejnym pomysłem, jakim jest "Filmowy poniedziałek z Chomikiem". Od dziś, co tydzień w poniedziałek zamiast o książkach będę pisała o filmach. Tych starych, jak i nowych, znanych i niszowych, a przede wszystkim takich, które zasługują moim zdaniem na szczególną uwagę. A teraz koniec już tego ględzenia, do dzieła Chomiku! Jako premierowy film na swoim blogu wybrałam dość znany tytuł jakim jest...


Tytuł: "Niemoralna propozycja"
Gatunek: dramat, obyczajowy, romans
Produkcja: USA
Reżyseria: Adrian Lyne
Scenariusz: Amy Holden Jones

"Diana (Demi Moore) i David (Woody Harrelson) są bardzo szczęśliwym i młodym małżeństwem. Jednak mają pewien problem, brakuje im pieniędzy i grozi im eksmisja. Dlatego też postanawiają jechać do Las Vegas i wygrać trochę pieniędzy. Jednak Diana wpada w oko pewnemu miliarderowi (Robert Redford), który składa jej niemoralną propozycję, ma z nim spędzić jedną noc. Diana jest w potrzasku. Z jednej strony chce zasilić budżet, ale nie chce zdradzać Davida i choć jej mąż mówi, że się zgadza to ona nie jest pewna. Co postanowi Diana? Czy zgodzi się na tą ,,niemoralną propozycję", a jeśli tak to czy ich małżeństwo będzie wyglądać tak samo?" [Filmweb]

Na wstępie zastanówmy się jak to jest z tą moralnością?? Co wolno, a czego już nie?? Czy to my sami wyznaczamy sobie granice, czy też jakieś nieokreślone „coś” wyznacza je nam??

Miłość, pieniądze i seks – jak potężną władzę mają nad nami te trzy wartości?? Jaka jest ich hierarchia?? Czy można kochając sprzedać swoje ciało właśnie w imię tej miłości?? Czy można później uciszyć wijącą się w mękach duszę materialnymi mrzonkami o wspólnej, lepszej i spokojnej przyszłości?? Co zrobić po przekroczeniu napiętnowanej zielenią dolarów granicy?? Jak sprać plamy czerwonego wina z dotąd nieskazitelnie białego prześcieradła, którym to przykryte były nasze oddane sobie bez reszty ciała??

Pytanie goni pytanie mnożąc kolejne znaki zapytania z zastraszającą prędkością, a wszystko za sprawą trwającego niespełna dwie godziny filmu o niemoralnym tytule, acz pięknej konkluzji. "Jeśli bardzo chcesz coś zatrzymać, uwolnij to. Jeśli do Ciebie wróci, będzie twoje na zawsze. Jeśli nie wróci, to i tak nigdy nie należało do Ciebie.” Historia Davida i Diany jest tego najlepszym przykładem i zarazem piękną ilustracją ludzkich słabości, skłonności do pomyłek, a w końcu również i zwycięstwa najważniejszej i nadrzędnej w życiu wartości rozpoczynającej się na przypominającą swym kształtem serce – literę m.

„- Mówiła(e)m ci już, że cię kocham?
- Nie.
- Kocham cię.
- Ciągle?
- Zawsze.”

Za milion dolarów można kupić wiele – chociażby i hipopotama ;P Nie można jednak kupić wolności od zmartwień, szczęścia, a w konsekwencji i miłości. David miał jednak rację mówiąc, że wszystko, co robią sobie kochający się ludzie zostaje w ich pamięci. Nie są oni już wtedy razem dlatego, że o czymś zapomnieli, ale dlatego, że sobie to wybaczyli. Wybaczyć jednak można tylko wtedy, gdy naprawdę się kocha…

I z tym pięknym, aczkolwiek czasem i trudnym do zaakceptowania, czy zrealizowania wnioskiem zostawiam każdego czytelnika, by mógł sam ocenić jego zasadność oraz zapytać siebie z jakimi przemyśleniami zostawił go ten film, bo wcale nie muszą się one powielać z moimi. Ważne, by w ogóle je generował zmuszając człowieka do zastanowienia się nad pewnymi kwestiami, zadawania pytań oraz podejmowania mniej lub bardziej udanych prób odpowiadania na nie, a tak jest w tym przypadku i myślę, że każdy się ze mną zgodzi.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Jak to jest, że "Często chowa" się tak dobre książki przed wzrokiem ogółu?

Tytuł: "Króliczek"
Autor: Olgierd Dudek
Liczba stron: 248
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Okładka: miękka

Wymiary: 12,5x19,5

Panie i Panowie, przedstawiam Wam znakomity przykład tego, iż przyjemność z czytania można znaleźć chociażby za 2 zł. Tak jest, oczyska Was nie mylą. Tyle przyszło mi wydać na tę dość niepozorną i o niezbyt wdzięcznym tytule książkę. Po lekturze śmiem zuchwało stwierdzić, że było to najlepiej wydane przeze mnie 2 zł w ostatnim czasie. Fabuła, a właściwie fabuły, ponieważ "Króliczek" zawiera w sobie 2 opowiadania, są niezwykle proste i tutaj należy się dodatkowy ukłon w stronę autora, ponieważ udowadnia nam tym samym, że o zwykłych "zwykłościach" można pisać w niezwykły sposób.

Bohaterami obu opowiadań są panowie (kolejno: Klemek oraz Artur)  i to z ich męskiego punktu widzenia obserwujemy za każdym razem przebieg zdarzeń. Spoiwem łączącym obie opowieści jest miejsce, gdzie rozgrywa się akcja - Częstochowa oraz kilku bohaterów drugoplanowych.

Klemek to tzw człowiek na dorobku, za stary, by żyć na utrzymaniu rodziców (których notabene już stracił), lecz za młody, by czegoś się już w życiu dorobić. Poznajemy go jako drobnego handlarza samochodami zaręczonego z Ulą - dziewczyną z dobrego domu, w którym sytuacja finansowa jest ustabilizowana na tyle, by wieść w miarę dostatnie życie. Ula w przeciwieństwie do Klemka ma stałą pracę i wsparcie ze strony rodziców. Klemek natomiast mieszka w rozpadającej się kamienicy, a dnie umilają mu znajomi mocno zaprzyjaźnieni z procentami, które rytualnie obalają przy spotkaniach w krzakach, bądź też na lokalnej ławce. Zdarza się im mieć tzw "żółte papiery", bądź też mięśnie zamiast mózgu, które pozwoliły im skosić naraz, aż czterech kiboli przeciwnej drużyny futbolowej. W tym oto środowisku nasz bohater próbuje wieść szczęśliwe i bezproblemowe życie i gdy wszystko zmierza w tym optymistycznym kierunku, na jego drodze staje Agnieszka, niepozorna małolata o wdzięcznym przezwisku "Króliczek". W jaki sposób to spotkanie wpłynie na losy naszego bohatera już Wam nie zdradzę, lecz gwarantuję, że gdy już zechcecie je poznać, to nie sposób będzie Wam się od nich oderwać.

Artur, bohater kolejnego opowiadania, to człowiek spod tej samej kategorii wiekowej, co Klemek. Posiada jednak swoje mieszkanie, lecz z pracą, to już u niego krucho. Poznajemy go spoconego i zmęczonego noszeniem na sobie przebrania Kaczora Donalda, co ewidentnie świadczy o tym, iż chłopak jest w trudnej sytuacji finansowej i chwyta się każdej możliwej okazji, by zarobić parę groszy. Jak to w bajkach bywa, postaci musi być kilka. Mamy więc tutaj i Myszkę Miki, która na wstępie mdleje pozbawiając siebie oraz spieszącego jej na ratunek Kaczora pracy. W ten oto sposób dwoje młodych ludzi ma okazję lepiej się poznać oraz pozwolić zabić szybciej swoim sercom. Dalej jest już prosto i zwyczajnie, lecz bynajmniej nie nudno. Historia iście z życia wzięta, prosta, lecz opowiedziana z takim sercem, że nie sposób przejść obok niej obojętnie.

Serdecznie polecam! ;)

wtorek, 17 kwietnia 2012

30 dni z książkami

Chomik postanowił wziąć udział w wyzwaniu, którym na swoim blogu podzieliła się z innymi Prowincjonalna Nauczycielka Nie polega ono na niczym innym, jak pisaniu o książkach. Każdy dzień poświęcony jest innemu zagadnieniu, ich listę przedstawiam poniżej.



Dzień 1 - Twoja ulubiona książka
Dzień 2 - Książka, którą lubisz najmniej
Dzień 3 - Książka, która Cię kompletnie zaskoczyła
Dzień 4 - Książka, która przypomina Ci o domu
Dzień 5 - Książka non-ficiton, której czytanie sprawiło Ci niekłamaną przyjemność
Dzień 6 - Książka, przy której płaczesz
Dzień 7 - Książka, przez którą trudno przebrnąć
Dzień 8 - Mało znana książka, która nie jest bestsellerem, a powinna nim być
Dzień 9 - Książka wielokrotnie przez Ciebie czytana
Dzień 10 - Pierwsza książka przeczytana przez Ciebie
Dzień 11 - Książka, dzięki której zaraziłeś się czytaniem
Dzień 12 - Książka, która tak wycieńczyła Cię emocjonalnie, że musiałaś przerwać jej czytanie lub odłożyć na jakiś czas.
Dzień 13 - Najukochańsza książka z dzieciństwa
Dzień 14 - Książka, która powinna się znaleźć na obowiązkowej liście lektur w szkole średniej
Dzień 15 - Ulubiona książka traktująca o obcych kulturach
Dzień 16 - Ulubiona książka, którą sfilmowano
Dzień 17 - Książka, którą sfilmowano i zrobiono to źle
Dzień 18 - Twoja ukochana książka, która już nie można kupić
Dzień 19 - Książka, dzięki której zmieniłaś zdanie na jakiś temat
Dzień 20 - Książka, którą byś poleciła osobie o wąskich horyzontach myślowych
Dzień 21 - Książka, która przyniosła ci wielką przyjemność, ale wstydzisz się przyznać, że ją czytałaś
Dzień 22 - Ulubiona seria wydawnicza
Dzień 23 - Ulubiony romans
Dzień 24 - Książka, która okazała się jednym wielkim oszustwem
Dzień 25 - Ulubiona autobiografia/biografia
Dzień 26 - Książka, którą chciałabyś przeczytać, a jeszcze nie jest napisana
Dzień 27 - Książka, którą byś napisała, gdybyś umiała
Dzień 28 - Książka, której przeczytania bardzo żałujesz
Dzień 29 - Autor, którego omijasz
Dzień 30 - Autor, którego wszystkie książki czytasz


Z racji tego, że odpowiedzi jak dla mnie wcale nie są tak oczywiste i proste, pozwolę sobie odejść od idealnej zapewne wersji codziennego dzielenia się z Wami swoimi opiniami. Odstępy będą zapewne kilkudniowe, a pierwszy post pojawi się już wkrótce. Gorąco zachęcam wszystkich do wzięcia udziału w tej sympatycznej zabawie ;)

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

"Zapach drzewa sandałowego" Laila El Omari

Tytuł: "Zapach drzewa sandałowego"
Autor: Laila El Omari
Liczba stron: 560
Wydawnictwo: Świat Książki
Okładka: miękka

Wymiary: 21,5x13,5

"Bombaj, 1753 rok: Elisza Legrant, panna impulsywna i pełna życia, przeciwstawia się wszelkim konwenansom angielskiej społeczności kolonialnej. Zamiast uczestniczyć w kurtuazyjnych konwersacjach przy herbatce, woli oglądać barwne życie portowe, podziwiać różnorodność kolorów i zapachów na miejscowym bazarze albo też zgłębiać kunszt kaligrafii. Kiedy poznaje lekarza, Damiena Catralla, ulega fascynacji jego wiedzą medyczną i zostaje jego uczennicą. Niebawem ich rozmowy przestają się ograniczać do tematyki zawodowej - oboje zaczyna łączyć coś więcej. Jednak Damien, ulegając oczekiwaniom ojca, już wcześniej zaręczył się z posażną kobietą, spadkobierczynią pokaźnego majątku, wydaje się więc, że wspólna przyszłość z Eliszą jest dla niego nieosiągalnym marzeniem..." [Świat Książki]

Czystym dziełem przypadku było moje spotkanie z "Zapachem drzewa sandałowego" i jakże udanym! Zacznę jednak od początku. Tuż po zakupie, przyznaję się bez bicia, żałowałam tego uczynku. Wrzuciłam książkę na półkę i nawet przez moment rozważałam jej dalszą podróż w świat, że tak to określę. Coś mnie jednak podkusiło, żeby do niej zajrzeć i sprawdzić z czym tak naprawdę mam do czynienia. Zdziwiłam się niezmiernie, gdyż już od pierwszych stron historia ta niesamowicie mnie wciągnęła. Nie minęły trzy dni i przyszło mi znów odłożyć ją na półkę, tym razem z uśmiechem na twarzy.

Przeczytałam gdzieś porównanie "Zapachu..." do dzieł Jane Austin. Nie do końca się z tym zgodzę, ale w tym pozytywnym sensie, gdyż czytało mi się tę książkę znaczniej lepiej i lżej, niż dzieła angielskiej pisarki. Co do klimatu zaś, ten rzeczywiście wpisuje się w ramy tworzone przez Jane i jest niesamowicie urokliwy. Mamy wiek XVIII, czyli czas pełen konwenansów i utartych zasad. W tle wojna i sprawy polityczne zarezerwowane tylko dla świata mężczyzn. Kobiety zaś to przede wszystkim karta przetargowa używana do skoligacenia ze sobą wpływowych i zamożnych rodzin podnosząc tym samym lub też podtrzymując ich status. Tym światem rządzą tytuły i koneksje. Miejsca na miłość jest zaś niewiele. Co zrobić, gdy serce wymyka się jednak tym schematom i uparcie dąży do szczęścia?

Główna bohaterka (Elisza Legrant), to postać niezwykle charyzmatyczna, odważnie walcząca o swoje racje, przez co niezwykle inspirująca i budząca we mnie niemały podziw. Jednak nie tylko to dziewczę przyciągnęło moją uwagę. Autorka postarała się, by pozostali bohaterowie dotrzymywali jej kroku i stworzyła wspaniale skonstruowaną i wielowątkową powieść, w której historyczne tło harmonijnie współgra z opowiadaną przez nią historią. Wydarzenia poznajemy z perspektywy wielu bohaterów, co znacznie poszerza nam horyzont postrzegania poszczególnych postaci oraz motywy ich działania. Rozłożenie powieści w czasie (1753-1761) pozwala nam lepiej poznać jej bohaterów, obserwować ich przemiany oraz konsekwencje podejmowanych przez nich decyzji. Podczas lektury nie mogłam się również oprzeć wrażeniu "filmowości" tej historii. Cóż to by była za piękna ekranizacja! Grzechem będzie, jeśli nikt w przyszłości jej nie wykorzysta.

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, aż tak pozytywnego zaskoczenia! Naprawdę urzekła mnie ta powieść i szczerze Wam polecam lekturę "Zapachu drzewa sandałowego".

niedziela, 15 kwietnia 2012

Wizyta w bibliotece



Stosik do czytania rośnie, bo oprócz książek na półkach sukcesywnie przewijają się przez moje ręce wypożyczone egzemplarze. Tylko czasu wciąż jest mało na to wszystko. Nie można bowiem całego dnia spędzać z tymi papierowymi umilaczami czasu ;)

"Mariola, moje krople" Małgorzata Gutkowska-Adamczyk
Autorki jeszcze nie znam, choć peanów na cześć napisanej przez nią sagi naczytałam się sporo. Stąd też od razu rzuciło mi się w oczy jej nazwisko, a i sama książka posiada moim zdaniem całkiem udaną okładkę.

"Trans" Manuela Gretkowska
Tak "na spróbę", bo z Gretkowską również nie miałam jeszcze przyjemności się spotkać. Muszę jednak przyznać, że gdy po powrocie do domu postanowiłam zasięgnąć opinii czytelników na temat "Transu", to już na wstępie moja radość z wypożyczenia go trochę przygasła...

"Królowa deszczu" Katherine Scholes
Piękny grubasek :D, zachęcający opis, intrygująca tematyka i przyjemna dla oka oprawa. Pac i już była moja ;)

Co Wy na to? Znacie powyższe tytuły? Coś szczególnie polecacie? Lub też stanowczo odradzacie?

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Chomiczy apel o pomoc!

Chomik w potrzebie!

Chomik potrzebuje pomocy i odwołuje się do waszych dobrych serc. Pomóżcie jego sfrustrowanemu już rozumkowi dojść do siebie i wybawcie z opresji. Otóż Chomik ma pomysł i to nie jeden. Chomik chce się rozwijać i chce, żeby zaglądanie do jego Kroniki było dla wszystkich jeszcze większą przyjemnością. Co go zatem powstrzymuje? Otóż Chomik czasem nie do końca daje sobie radę z obsługą swojego bloga - wiadomo łapki krótkie, a literki od siebie tak oddalone. Jednak nie o to mu teraz chodzi, już się tańczyć po klawiaturze nauczył i zgrabnie przeskakiwać między klawiszami również. Śmiga, jak się patrzy. Jednak oprócz czysto fizycznych problemów jakie napotyka na swej drodze są też i te umysłowe. Zwierzątko wszak tak niewielkie rozumek posiada dość skromnych rozmiarów, w związku z czym wszystkich talentów pomieścić tam nie zdoła. Chciał sobie bowiem podzielić bloga na kilka kategorii wykorzystując gadżet o nazwie "Strony", lecz za nic w świecie nie może rozkminić jak prawidłowo z niego skorzystać i uzyskać pożądany efekt. Dlatego też apeluje do wszystkich wyżej rozwiniętych od niego istot, odwołując się do ich wrodzonej dobroci i chęci niesienia pomocy o oświecenie go w kwestii działania tej jakże zaawansowanej technologii.

Jeśli tylko ktoś zechciałby mu pomóc, Chomik czeka pod tym oto adresem - marwa89@wp.pl gotowy wyjaśnić dokładniej swój problem oraz chłonąć przekazaną mu wiedzę, niczym mała puchata gąbka. Ma nadzieję, że nie pozostawicie go samemu sobie.

piątek, 6 kwietnia 2012

"Wolałbym żyć" Thierry Cohen

Tytuł: "Wolałbym żyć"
Autor: Thierry Cohen
Liczba stron: 190
Wydawnictwo: Świat Książki
Okładka: miękka
Wymiary: 12,5x20


"8 maja 2001, w swoje dwudzieste urodziny, Jeremiasz, odrzucony przez ukochaną Wiktorię, oskarża Boga o nieczułość i usiłuje popełnić samobójstwo. Gdy się budzi, Wiktoria trzyma go za rękę jako jego szczęśliwa żona. Na kalendarzu dostrzega datę: 8 maja 2002. Co się z nim działo przez rok? Jest martwy? Oszalał? Ale to dopiero początek niesamowitej historii człowieka, który w kilka dni przeżywa k ilkadziesiąt lat swego życia, przyglądając się z przerażeniem, ile wyrządził zła... Piękna i mądra historia o tym, że nie wolno przeciwstawiać się Bogu. Książka, która każe się zastanowić, czy wystarczająco dużo robimy dla swoich bliskich i co po nas pozostanie." [Świat Książki]

Cieszę się, że nie przeczytałam tego opisu przed przeczytaniem samej książki. Jakoś tak mam często z polecanymi książkami albo tymi z biblioteki - nie czytam opisów i biorę w ciemno. Co innego, gdy mam dokonać zakupu. Wtedy potrafię naprawdę wnikliwie analizować daną pozycję. Chyba, że nagle ogarnie mnie jakiś amok, podczas którego poddaję się całkowicie woli zamieszkującego moje ciało książkożercy. Ale wróć! Miałam pisać o książce, a nie o ukrytych we mnie demonach.

Czyta się szybko. Akcja wciąga nas i porywa. Chwyta za serce. Utożsamiamy się z głównym bohaterem. Czasem przyjdzie nam otrzeć łzę, która skutecznie nawołuje swoje siostry, by przesłonić nam wzrok. Kibicujemy Jeremiaszowi i chcemy dla niego jak najlepiej. Czyż te zwykłe napisane przeze mnie wyżej słowa nie są już wystarczającą rekomendacją, by sięgnąć po tę historię? Dobrze, żeby Was bardziej utwierdzić w tym przekonaniu dorzucę jeszcze kilka.

Wcześniej wspomniałam, że nie zapoznałam się z opisem przed samą lekturą, w związku z czym była ona dla mnie dodatkowym zaskoczeniem i pochłaniałam ją z niemałym zaciekawieniem. Od początku snułam przeróżne hipotezy na temat tego, cóż to się właściwie przytrafiło Jeremiaszowi i jak dalej potoczą się jego losy. I o ile w pierwszym przypadku moje przypuszczenia okazały się poniekąd słuszne (nie zdradzę ich jednak, żeby nie spojlerować), tak sam rozwój wypadków przynosił coraz to nowe wrażenia, a gdy tylko na chwilę przyszło mi przerwać lekturę mój umysł zadręczał mnie pytaniami: "Ale co dalej? Co tym razem przytrafi mu się po przebudzeniu i kiedy to nastąpi?" skutecznie do niej nakłaniając.

Oprócz takich czysto "książkowych" wrażeń (wartka akcja, dobry, prosty styl itp. - no wiecie wszystkie te elementy, które sprawiają, że książkę czyta się z przyjemnością, choćby opowiadała o zwykłych codziennych sprawach) lektura "Wolałbym żyć" wysnuwa nam istotną refleksję na temat poszanowania życia, które jest naszym najcenniejszym darem. Główny bohater bowiem rzuca wyzwanie Bogu. W końcu nie tak chciał żyć. Nie zasłużył na to, co mu się przytrafiło. Doprowadziłeś mnie do takiej sytuacji Boże i w takim razie ja Ci pokażę! Nie pozwolę się tak traktować! Jeśli nie mogę żyć po swojemu, tak jak sobie to sam wyobrażałem, to nie chcę żyć w ogóle! Takiego psikusa Ci wytnę! Zaskoczony?

Bóg nie był, ale Jeremiasz owszem, kiedy zobaczył, co tak naprawdę stracił/zyskał , budząc się rok później u boku Wiktorii zupełnie nie pamiętając jak do tego doszło. Kolejne przebudzenia tylko coraz dobitniej uświadamiały mu konsekwencje decyzji, którą podjął w swoje dwudzieste urodziny. Jakie być może wspaniałe życie zaprzepaścił tracąc nad nim kontrolę i jakim koszmarem było to, które obecnie przeżywał, ponieważ oprócz jednodniowych przebłysków świadomości był, istniał i funkcjonował jako swoje totalne przeciwieństwo. O co tu w ogóle chodzi, dlaczego tak się dzieję i czy nasz bohater zdoła naprawić swoje błędy już Wam nie zdradzę. W zamian za to gorąco polecę lekturę tej pouczającej opowieści.

wtorek, 3 kwietnia 2012

Nieprzeczytane

Zdarza Wam się sięgnąć po książkę i wiedzieć już zaledwie po kilku stronach, że nie przeczytacie jej do końca? Cóż, ja tak miałam ostatnio. Padło na "Kamień pogan" Nory Roberts. Nie wiem, czy to wina tego, że jest to ostatnia część trylogii, czy samej tematyki, która kompletnie nie trafia w mój gust. Nawróćcie mnie jeśli trzeba, bo naprawdę nie wiem, czy warto? Jak Wy podchodzicie do takich sytuacji? Co robicie w chwilach kompletnego rozczarowania/znużenia/zniesmaczenia etc? Męczycie książkę do końca, mimo wielkiego umysłowego oporu, czy też od razu rzucacie ją w kąt? W przypadku drugiej opcji - czy wracacie do niej po jakimś czasie i próbujecie znów dać jej szanse? Jestem bardzo ciekawa Waszych zwyczajów. Podzielcie się nimi z Chomikiem! ;)

A oto ostatnio napotkane przeze mnie problemy w czytaniu:


Zaczęłam czytać w tramwaju, po tym jak skończyłam "Kwiat Śniegu.." i muszę przyznać, że strasznie się męczyłam. Historia to raczej z tych mało realnych  trochę zbyt wydumanych. Za dużo tam było niezwykłości i "seksowności" jak dla mnie. Bohaterowie piękni, młodzi i wszyscy niezwykle seksowni, a do tego obdarzeni niezwykłymi mocami. W tle jakaś masakra odbywająca się co siedem lat oraz mroczny demon, którego trzeba powstrzymać. Totalnie nie moja bajka niestety... Może powinnam lepiej sięgnąć po jakiś romans tej autorki?



Najczęściej spotykana przeze mnie "książka w książce". Klasyka! A jednak tak trudno mi się z nią dogadać. Co rusz ją porzucam, by po jakimś czasie znów do niej zajrzeć. Nie mniej jednak końca nie widać. Cóż mogę rzec, Dickens mnie nie zachwyca. Postawiłam sobie jednak za punkt honoru, że kiedyś przeczytam ją do końca.





Zbiór opowiadań. Nie przepadam za nimi. Opowiadaniami w ogóle. Nie doczytałam najdłuższego. Styl był dla mnie strasznie nieznośny.






O dziwo są też takie książki, które pomimo tego, że nie trafiają w mój gust, to jednak jestem w stanie je przeczytać od początku do końca, vide "Noc i ciemność" Agatha Christie lub "Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam" Paulo Coelho. Od czegóż to zatem zależy? Chomik nadal nie wiem bezradnie rozkładając swe łapki...

niedziela, 1 kwietnia 2012

Z cyklu "Mądry bohater na dziś" - Chiny i ich sekrety

Chcąc zachęcić każdego odwiedzającego mój blog, do zapoznania się z treścią książki "Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz" autorstwa Lisy See postanowiłam zadać głównej bohaterce kilka pytań i zdradzić kilka informacji na temat jej kultury.


-Lilio, czy mogłabyś opowiedzieć Nam coś o zwyczaju krępowania stóp chińskim dziewczynkom?

-"W dużych miastach dziewczynkom z klasy wyższej krępuje się stopy już w wieku trzech lat. W niektórych odległych prowincjach wykonuje się ten zabieg tylko czasowo, żeby dziewczęta zrobiły lepsze wrażenie na przyszłych mężach, czasami dopiero w wieku trzynastu lat. Nie łamie się im kości, a bandaże zakłada luźno, aby po ślubie mogły uwolnić stopy i pracować w polu ramię w ramię z małżonkami. Stóp dziewcząt z najuboższych rodzin w ogóle się nie krępuje. Wiemy, jak kończą takie dziewczyny - najczęściej sprzedaje się je do służby lub przeznacza na "małe synowe". "Małe synowe" to dziewczęta o dużych stopach, pochodzące z nisko postawionych rodzin. Oddaje się je innym rodzinom na wychowanie do czasu, kiedy osiągną dojrzałość i staną się zdolne do rodzenia dzieci. Jednak w naszym zwyczajnym okręgu dziewczynkom z rodzin takich jak moja zaczyna się krępować stopy w wieku lat sześciu, a po dwóch latach zabieg uważa się za zakończony." (s.25)*

-Odbiegając od tego dość nieprzyjemnego tematu, chciałam zapytać Cię o pismo mężczyzn oraz o "nu shu"?

-"Mówi się, że mężczyźni mają żelazne serca, natomiast serca kobiet zrobione są z wody. Bardzo dobrze widać to na przykładzie pisma mężczyzn i kobiet. Męskie pismo składa się z ponad pięćdziesięciu tysięcy znaków, każdy z nich jest inny, każdy pełen głębokich znaczeń i niuansów. "Nu shu" ma mniej więcej sześćset znaków, którymi posługujemy się fonetycznie, jak dzieci, budując z nich około dziesięciu tysięcy słów. Poznanie i zrozumienie pisma mężczyzn zajmuje całe życie, natomiast my uczymy się swojego jako dziewczynki i nadajemy wyrazom znaczenie w zależności od kontekstu. Mężczyźni piszą o zewnętrznym świecie literatury, rachunków i zbiorów, a kobiety o wewnętrznym świecie dzieci, codziennych zajęć i uczuć."(s.211)*

-Na koniec chciałabym Cię jeszcze tylko prosić, żebyś opowiedziała jak wyglądało chociaż jedno ze świąt, które tradycyjnie obchodziliście?

-"Pierwszy dzień drugiego miesiąca księżycowego wyznaczał początek okresu zbiorów, stąd właśnie Święto Wyganiania Ptaków. Tego ranka kobiety z naszej rodziny wstały wcześnie, aby przygotować kleiste kuleczki ryżowe. A na polach gromadziły się już ptaki, czekające, aż mężczyźni przystąpią do sadzenia ryżu. Pracowałam ramię w ramię z teściową, mocno ugniatając kuleczki z ryżu, które miały ochronić inny ryż, najcenniejszy z naszych codziennych pokarmów. Gdy nadszedł czas, niezamężne kobiety z Tangkou wyniosły kulki na dwór i powtykały je na paliki, aby zwabić ptaki, mężczyźni zaś wysypywali zatrute ziarno na obrzeżach pól. Kiedy ptaki zaczęły przełykać pierwsze zatrute ziarenka, mężatki z Tangkou wsiadły do palankinów, na wozy lub wdrapały się na plecy służących o dużych stopach, które miały przetransportować je do rodzinnych wiosek. Stare kobiety mówią, że jeżeli nie opuścimy mężowskich domów, ptaki zjedzą świeże ziarno, które mężczyźni mają dopiero wrzucić w ziemię, a my nie będziemy mogły urodzić kolejnych synów."(s.221)*

Dziękuję serdecznie mojej rozmówczyni i mam nadzieję, że jej słowa wzbudziły w Was dostateczną ciekawość, by sięgnąć po więcej.

*wszystkie fragmenty pochodzą z książki "Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz" Lisy See.